Rozdział 1 część 7

Rozdział 1 część 7-Przeszłość część 1

(PERSPEKTYWA SORA)

(Sora)

(Bieg w deszczu jest naprawdę upierdliwy, szczególnie biorąc pod uwagę, że jest już jesień. Mam nadzieje, że nie zachoruje).

(Sprzedawca)

Zatrzymaj się mały złodzieju!

(Sora)

(Jeszcze go nie zgubiłem? Prawda ukradłem trochę jedzenia, ale to nie powód, żeby mnie gonić. Wiedziałem, że pójście to Hiszpanii może będzie kiepskim pomysłem, ale ciekawość była większa i co? Skończyło się na tym, że się rozpadało jak, zacząłem uciekać, doprawdy słoneczny kraj. Życie na ulicy nie jest łatwe, ale przyzwyczaiłem się).

(Sprzedawca)

Jeśli się nie zatrzymasz zacznę strzelać z wiatrówki!

(Sora)

(Ma broń? Nie mogę przyśpieszyć, ponieważ jest większa szansa, że coś sobie zrobię, więc jedyną logiczną opcją jest ucieczka przez zaułki).

(Sprzedawca)

Przygotuj się!

(Sora)

(Skręciłem w najbliższy zaułek. Sprzedawca próbował zrobić to samo, ale na moje szczęście, wywalił się. Pobiegnę jeszcze trochę dla pewności i wrócę to kryjówki. Wybrałem drogę przez slumsy, oczywiście to niebezpieczne, chodzić tam w nocy samemu, ale także droga przez była najkrótszą do mojego "domu". Kiedy byłem niedaleko zauważyłem w półmroku bandę tępo wyglądających zbirów. Nie mam zamiaru przez takich ludzi zmieniać drogę, jestem głodny. Podszedłem do nich bliżej, potencjalni napastnicy wyglądali na nastolatków).

(Karzeł)

Jakiś problem brudasie?

(Sora)

................(Zignorowałem ich. Zacząłem iść dalej, gdy poczułem jak, coś ściska moją rękę odwróciłem się).

(Chudy łysol)

Dokąd się wybieramy? W tej reklamówce musisz mieć coś smacznego, może się podzielisz?

(Sora)

(Chudzielec spróbował mi wyrwać torbę, wybrał złą osobę to okradzenia. Walnąłem go z całej siły w brzuch, widziałem jak, wypluł trochę krwi. Dobrze mu tak).

(Karzeł)

Miałeś swoją szanse. Mięśniak wpierdol mu.

(Mięśniak)

Nie musisz dwa razy powtarzać.

(Sora)

(Osiłek się zamachnął i spróbował mnie uderzyć, uniknąłem ciosu. Nie mam ochoty się z nimi bawić, więc skończę to szybko i boleśnie dla nich. Wyciągnąłem nóż myśliwski z kieszeni, który ukradłem jakiemuś staremu wojskowemu. Podbiegłem to mięśniaka i dźgnąłem go parę razy w klatkę piersiową, przestał się ruszać szybciej niż sądziłem).

(Karzeł)

W-Widzę, że z tobą nie ma żartów. Mam pomysł może to nas dołączysz? Będziesz miał wszystko czego będziesz chciał, więc umowa stoi?

(Sora)

..........Spotkamy się w piekle.(Przebiłem karłowi gardło. Jeszcze chwile się wierz chał próbując coś powiedzieć, ale nic z tego nie rozumiałem. Usłyszałem jak, coś się podnosi. Spojrzałem za siebie i zauważyłem, że chudzielec się podniósł).

(Chudy łysol)

Co ty im zrobiłeś? Jesteś prawdziwym potworem!

(Sora)

.......Potwór? Lepszym określeniem jest człowiek.(Podszedłem do niego. Widział jak, ich morduje, więc nie mam wyboru muszę go zabić).

(Chudy łysol)

Nie podchodź! Nie zabijaj mnie! Przepraszam! Tam ci cokolwiek zechcesz! Mam pieniądze! Dam ci je wszystkie, ale proszę nie zabijaj mnie!

(Sora)

.......Nie dzięki.(Przygwoździłem go do ściany budynku obok i wbiłem mu nóż w serce. Zaczął pluć krwią, trochę poleciało na mnie, ale padał deszcz, więc większej szkody to nie robi).

(Chudy łysol)

...D-Do....dia...bła...z.....to....bą.......

(Sora)

(Hmm, że jeszcze miał siły, żeby się odezwać? Czyżbym dźgnął za słabo? W sumie bez znaczenia i tak nie żyje. Zacząłem przeszukiwać im kieszenie, znalazłem trochę gotówki....wystarczy na zapłacenie za to co ukradłem. Poczułem wilgoć w stopie, sprawdziłem i okazało się, że mam dziurę w bucie, szlag. Zamieniłem się butami z chudzielcem. Czarne buty sportowe były w dobrym stanie, musiał o nie dbać. Pasują idealnie, usłyszałem burczenie w brzuchu, naprawdę muszę coś zjeść. Wróciłem do mojej kryjówki, stara fabryka manekinów była idealnym miejscem na schronienie się. Z tego co zauważyłem to nikt nawet nie podchodził do tego miejsca, więc mój wybór był dobry. Zjadłem wszystko co zabrałem, parę bułek, kiełbasa, woda butelkowana i pączek były dobrym posiłkiem. Najbardziej byłem usatysfakcjonowany z pączka, mimo, że to nic więcej jak, chleb z cukrem i tak było dobre. Szczerze nie wiem ale, te słodkie rzeczy są naprawdę smaczne. Zauważyłem, że przestało padać, zdecydowałem się wrócić do sklepu, oczywiście wiedziałem, że będą kłopoty, ale to co się ze mną stanie nie obchodzi mnie. Wszedłem to sklepu, był tylko sprzedawca. Spojrzał się na mnie jakby chciał mnie zabić. Patrzeliśmy się na siebie parę minut).

(Sprzedawca)

Czego ty tu szukasz? Chcesz ukraść więcej? No dalej. Rób to i zejdź mi z oczu.

(Sora)

(Wyciągnąłem wszystko co im ukradłem).......Chciałem zapłacić.

(Sprzedawca)

Jak, miałeś pieniądze to po co mnie okradałeś? Chwila, okradłeś kogoś?

(Sora)

...........Byłem głodny....... żałuje, że pana okradłem.(Starałem się brzmieć jakbym tego żałował , ale szczerze, czy mam czego żałować? Zrobiłem to co musiałem, aby przetrwać, więc oczywiście,  nie mam czego żałować, ale może weźmie pieniądze). 

(Sprzedawca)

Zobaczmy ile tu jest.

(Sora)

(Nie wierzę kupił to). Raz jeszcze przepraszam.

(Sprzedawca)

Powiedzmy, że jestem wstanie ci wypaczyć, ale jeśli zrobisz to jeszcze raz to cię zastrzelę.

(Sora)

Rozumiem.

(Sprzedawca)

Jeśli chodzi o pieniądze to jest o wiele za dużo, trzymaj resztę.

(Sora)

Nie trzeba......Niech pan ze ją zatrzyma w ramach rekompensaty.

(Sprzedawca)

Jesteś pewny? Pieniądze ci się przydadzą, a na okradanie mnie nie pozwolę.

(Sora)

.......Opuszczam kraj, pójdę do kolejnego......znowu.

(Sprzedawca)

Nie wolisz zostać w jednym miejscu? Tak się składa, że potrzebuje pracownika, może ty chcesz nim zostać?

(Sora)

Nie mogę....Osiedlenie się na stałe w moim przypadku jest niemożliwe. Do widzenia(Wyszedłem ze sklepu, po co to zrobiłem? Nie wiem. Po prostu nie wiem. Tak samo nie wiem czemu mu powiedziałem o sobie).

(Sprzedawca)

Dzieciaku!

(Sora)

.....?(Ten człowiek rzucił mi reklamówkę z jedzeniem)

(Sprzedawca)

W ramach reszty.

(Sora)

(Przytaknąłem głową. Wróciłem do fabryki. Jutro rano wyruszam w dalszą drogę, muszę odpocząć).


    *


(Ze snu wybudził mnie dźwięk jakby coś spadało. Wziąłem nóż i poszedłem do sprawdzić. Poszedłem na parter, skąd było słychać dźwięk. Nagle poczułem jak, coś mi się wbija w szyje. Zobaczyłem strzykawkę, pewnie z środkiem nasennym. Jaki wstyd, żebym dał się tak złapać)?



(PERSPEKTYWA KAGE)

(Kage)

(Widzę białe płótno jak, długo bym się w nim nie wpatrywał i tak wyjcie na jedno. Bycie malarzem to dość ciężka robota bez inspiracji i weny. To nie tak, że jestem jakiś sławny, ale nawet rozpoznawany. Mój menadżer powiedział mi, że będzie lepiej jak, przestane być taki nieśmiały i mógłbym częściej wychodzić do ludzi. Ciekawe, dlaczego to powiedział? Jakby nie patrzeć dosyć często wychodzę z mieszkania, na przykład, żeby kupić rzeczy do malowania i jedzenie. Spojrzałem przez okno, jest dość ciepło, ale czego się spodziewałem, w końcu to wiosna. Może namaluje jakiś krajobraz. Z pomysłem otworzyłem puszkę zielonej farby i nic w niej nie było. Zapomniałem, że użyłem resztę na poprzedni obraz. Nie mam wyjścia, muszę wyjść. Na szczęście mój dobry znajomy Iwan pracuje w sklepie to, którego muszę iść. Wyszedłem z mieszkania i udałem się do sklepu, poczułem chłód jest zimniej niż sądziłem. Przyśpieszyłem, żeby mieć to już z głowy. Wszedłem do sklepu z artykułami malarskimi).Dzień dobry.

(Iwan)

Kogo moje oczy widzą? Co cię tu sprowadza, towarzyszu?

(Kage)

Będę chciał namalować jakiś krajobraz, a akurat musiała mi się skończyć farba, więc...

(Iwan)

Rozumiem. W ogóle jak, tam w życiu?

(Kage)

Po staremu, dzięki, że pytasz.

(Iwan)

Przez "po staremu" rozumiesz siedzenie zamknięty w domu, prawda?

(Kage)

Proszę, przynajmniej ty mi nie wypominaj tego, że się izoluje.

(Iwan)

Nie wypominam ci, przecież znamy się od dzieciństwa i wiem co się....stało, wybacz.

(Kage)

Nie przejmuj się, to co się stało jest przeszłością.(Z Iwanem znamy się od dzieciństwa i wiem, że nie miał nic złego na myśli).

(Iwan)

Przy okazji jak, idziesz na te twoje wystawy, czy jest przynajmniej mała szansa, że kogoś tam poznałeś?

(Kage)

Znasz odpowiedź.

(Iwan)

Ehhh wiedziałem. Przynajmniej możesz spróbować, wiesz? W końcu jakimś cudem umiesz ze mną rozmawiać.

(Kage)

Ty to inna historia. Znamy się od lat.

(Iwan)

A twój menadżer?

(Kage)

Jest moim przybranym ojcem, więc musiałem nauczyć się z nim normalnie rozmawiać.

(Iwan)

Ciężko z tobą......Mam! Co ty na to, że dam ci za darmo wszystko czego teraz potrzebujesz, a w zamian pójdziesz ze mną na podwójną randkę.

(Kage)

Co? N-N-Nie!

(Iwan)

No nie bądź taki. Poznałem naprawdę fajną dziewczynę i nawet jesteśmy razem. ona szuka chłopaka dla koleżanki i pytała się, czy nie znam kogoś kto jest chętny na podwójną randkę. Stary proszę cię to moja szansa, żebym zapunktował.

(Kage)

No nie wiem.(Nie mam zbyt wielu wspomnień z kobietami. Nie będę wiedział jak, się zachować. Z drugiej strony myśl, że mogę zdobyć materiały za darmo jest kurząca, aż nazbyt). Niech będzie.

(Iwan)

Życie mi ratujesz, jaka ma być ta farba?

(Kage)

Jedna dusza puszka zielonej.

(Iwan)

Zrozumiano.

(Kage)

Naprawdę to nie problem jeśli dasz mi to za darmo?

(Iwan)

To mój sklep.

(Kage)

Znaczy twojego wujka.

(Iwan)

Szczegóły. Trzymaj farbę.

(Kage)

Dzięki. Kiedy to ma być?

(Iwan)

W piątek wieczorem pod sklepem. Przy okazji ubierz się w coś innego niż twój strój to pracy i co jakiś czas odzywaj się.

(Kage)

Okej postaram się. Miłego dnia Iwan.

(Iwan)

Tobie też.

(Kage)

(Wyszedłem ze sklepu, poszedłem jeszcze na szybko do mieszkanie po resztę rzeczy i udałem się to tego miejsca. Pagórek był moim zdaniem idealnym miejscem. Z niego widać było całą łąkę i jeszcze za chwilę miał być zachód słońca, więc zacznę już malować. Po dłuższej chwili, słońce zaczęło zachodzić, to będzie dobry obraz. Gdy skończyłem już było ciemno. Efekt mojej pracy był widoczny i byłem z niego zadowolony. Zacząłem pakować rzeczy, gdy się schyliłem poczułem jak, coś uderza mnie w tył głowy).



(PERSPEKTYWA HEBI)

(Hebi)

(Spojrzałam na zegarek dochodzi trzecia, czyli czas zaczynać. Z moich informacji wynika, że czas między zmianą ochroniarzy wynosi dziesięć minut. Innymi słowy przez dziesięć minut nikt nie pilnuje sklepu, a to moja szansa. Nałożyłam kaptur, ledwo upchnęłam włosy. Cholerne włosy, są za długie, później muszę poprosić młodą, żeby mi je przycięła. One tylko zawadzają. Wyciągnęłam wytrych z kieszeni i zaczęłam pracę. Zabawne, że zaczynałam od zwykłego kieszonkostwa, a teraz bez problemu jestem wstanie okradać sklepy i uciekać policji. Otworzyłam drzwi. Kamery znajdowały się przy bokach sklepu. Nie dość, że ochrona to jeszcze kamery, ale w sumie włamuje się do jubilera, więc nie mogę się dziwić. Użyłam raz jeszcze wytrychu, ale tym razem na gablotkach. Wybrałam to co najdroższe i najładniejsze. Mam wszystko to co potrzebowałam, wyszłam ze sklepu i poszłam dalej. Poczułam wibracje w kieszeni, pewnie telefon. Sprawdziłam kto dzwoni, Emma. Odebrałam). Cześć siostra, czemu jeszcze nie śpisz?

(Emma)

"Po prostu martwiłam się o ciebie".

(Hebi)

Zamiast o mnie, martw się o ciebie. Wiesz, że sen w twoim wieku jest ważny? Masz jutro szkołę, prawda?

(Emma)

"Szkoła jest nie ważna jeśli mają mi aresztować siostrę".

(Hebi)

Mnie nigdy nie złapią, więc możesz skupić się na szkole. Nie chcesz chyba z kończyć jak, ja i matka?

(Emma)

"Na pewno nie jak, mama, ale ty chyba tak źle nie skończyłaś".

(Hebi)

Nie idź w moje ślady. Masz swoje marzenia, przecież chciałaś zostać fryzjerką. Możesz iść to szkoły o takim profilu. Pamiętaj, że ja to robię, żebyśmy mogły przetrwać.

(Emma)

"Przecież wiesz, że nie stać nas na to".

(Hebi)

Oto się już nie martw, starsza siostra się wszystkim zajmie. w zamian obiecaj mi, że będziesz żyła jak, normalna osoba i przytniesz mi później włosy.

(Emma)

"Hahaha, dobra niech będzie".

(Hebi)

Przy okazji, co ona robi?

(Emma)

"Znowu piła".

(Hebi)

Rozumiem. Idź spać Emma, siostrzyczka wróci późno.

(Emma)

"Uważaj na siebie. może i jest wiosna, ale nocami wciąż jest zimno".

(Hebi)

Dobra. W każdym razie dobranoc.

(Emma)

"Dobranoc".

(Hebi)

(Znowu się upiła? Stara alkoholiczka, gdyby nie wiedziała o moich kradzieżach to bym już dawno zgłosiła ją na policję, ale ona prawdopodobnie powie, że jestem złodziejką. Jeszcze parę lat i Emma z kończy osiemnastkę, wtedy będziemy mogli od niej uciec. Gdyby nie miała tego haka na mnie, to wszystko mogłoby się potoczyć o wiele inaczej. Nie mam wyjścia i muszę jeszcze wytrzymać, ale jeśli coś się stanie Emmie to ją zabije. Muszę jeszcze spieniężyć biżuterie i będę mogła wracać. Poszłam boczną uliczką to mojego zaufanego pośrednika Jacksona. Można powiedzieć, że jesteśmy współpracownikami. Otworzyłam drzwi jednego z budynku).Jak się masz staruszku Jackson?

(Jackson)

Zważaj na słowa, nie jestem stary. 

(Hebi)

Wybacz.

(Jackson)

Zgaduje, że chcesz coś spieniężyć, prawda?

(Hebi)

Trochę Biżuterii.(Rzuciłam mu torbę z biżuterią).W ogóle jak, ty to wyceniasz?

(Jackson)

Z tego co widzę to złoto, więc oczywiście będę musiał to zważyć. Wyciągnij wagę.

(Hebi)

Gdzie jest?

(Jackson)

W szafce obok ciebie.

(Hebi)

(Podałam mu wagę).

(Jackson)

500 gram. Zaokrąglimy to pełnej liczby i za dostaniemy 135 tysięcy.

(Hebi)

Ile dostane?

(Jackson)

Hm....Co powiesz na 60 tysięcy?

(Hebi)

Nawet to nie jest połowa. Dajesz 70 i idę sobie.

(Jackson)

65 i to moje ostatnie słowo.

(Hebi)

Niech będzie, kiedy mogę odebrać pieniądze?

(Jackson)

Do końca tygodnia powinienem się odezwać.

(Hebi)

Rozumiem. No to już idę.

(Jackson)

Kiedy z tym skończysz?

(Hebi)

Masz z tym jakiś problem?

(Jackson)

Oczywiście jestem ci wdzięczny, tak samo jak, szefostwo. W końcu dzięki tobie od lat jesteśmy na plusie.

(Hebi)

Więc?

(Jackson)

Ile masz teraz 23? Jesteś ciągle młoda, możesz zerwać z tym światem i zająć się czymś innym.

(Hebi)

Jeszcze nie mogę.

(Jackson)

Twoja siostra?

(Hebi)

Tak.

(Jackson)

Wiesz, że mogę zająć się twoją matką?

(Hebi)

Jeszcze parę lat i Emma będzie pełnoletnia.

(Jackson)

Nie chcesz szybciej?

(Hebi)

W ostateczności. Chociaż mam prośbę.

(Jackson)

Ile to będzie mnie kosztować?

(Hebi)

Jeśli coś by mi się stało, to proszę doglądaj Emmy.

(Jackson)

Coś się stało?

(Hebi)

Mam po prostu przeczucie, że ktoś mnie obserwuje. Zresztą nie ważne, po prostu obiecaj.

(Jackson)

Niech będzie, ale jeśli coś to wiedz, że szefostwo pomoże.

(Hebi)

Dzięki. Trzymaj się.

(Jackson)

Ta nara młoda.

(Hebi)

(Od paru dni mam przeczucie jakby ktoś mnie obserwował. Czyżbym się doigrała? Czy to może być ktoś z rządu? Przyśpieszyłam, czując na sobie czyiś wzrok. Skierowałam się na bardziej się oświetloną ulicę. Nikt normalny nie zdecyduje się na atak w świetle. Poczułam jak, ktoś szturcha w ramie. odwróciłam się napięcie z nadzieją, że ktoś tam będzie, ale nikogo nie było. Nagle poczułam jak, coś materiałowego jest mi przykładane to ust. Powoli tracę przytomność.....Chloroform? To było....Niespodziewane.....Zakradło się jak.....Cień).



(PERSPEKTYWA GADIAN)

(Gādian)

(Kroiłam warzywa na obiad, dzieci mi pomagały. W sierocińcu panują pewne zasady, a jedną znich jest pomaganie sobie nawzajem. Kiedy jedno z nas jest w potrzebie, ci którzy mogą pomagają mu. To zasada o którą poprosiłam. Według mnie jako osoby, która wychowała się w sierocińcu uważam, że jak, mniejszość zacznie współpracować to są wstanie wygrać z każdym).

(Sophia)

Proszę pani.

(Gādian)

Sophia co się stało?

(Sophia)

Skończyły się warzywa do obierania.

(Gādian)

Naprawdę? Myślałam, że było więcej.

(Sophia)

Coś się stało, proszę pani?

(Gādian)

Dziękuje za troskę. Po prostu jestem ostatnimi dniami trochę zmęczona.(Ostatnio jest dość ciężko, staram się o dofinansowanie dla sierocińca. Jestem wdzięczna Sophi, że się martwi. Naprawdę nie jest zepsutym dzieckiem, w przeciwieństwie to jej rodziców). Sophia.

(Sophia)

Słucham?

(Gādian)

Pamiętasz motto naszego domu, prawda?

(Sophia)

To brzmiało chyba tak: "Bądź lepszym dorosłym niż ci którzy cię zostawili".

(Gādian)

Bardzo dobrze. Wiedz, że droga to bycia dobrym człowiekiem jest bardzo długa i wyboista, ale ona na końcu ci się opłaci. Pamiętaj, że naszym zadaniem jest naprostować tych, którzy źle robią.

(Sophia)

Tak samo jak, Craig i dennis?

(Gādian)

Tak.

(Sophia)

Co zrobimy z kolacją?

(Gādian)

Dobre pytanie. Co ty na to, żebyś popilnowała na chwilkę kolacji, a ja pójdę do ogródka po trochę warzyw?

(Sophia)

Dobrze, proszę pani.

(Gādian)

Zaraz wracam.(Wyszłam przez tylne drzwi, one prowadziły bezpośrednio do ogródka. Potrzebowałam jeszcze trochę kukurydzy i marchewek. Zauważyłam, że obok leży kosz. Ucieszyłam się, że zaoszczędzę trochę czasu i szybciej wrócę do Sophi. To nie tak, że jej nie ufam, ale wciąż martwię się o nią. Zaczęłam szybko, ale dokładnie zbierać warzywa. Przyznaje, że trochę się bałam. Sierociniec leży w samym środku lasu, a dodając to tego, że jest już ciemno, zaczynałam czuć jeszcze większy nie pokój. Usłyszałam kroki dochodzące z lasu. Zaczęłam się wpatrywać w las, tak długo, że straciłam skupienie. Nagle poczułam jak, coś uderza mnie w głowę).



(PERSPEKTYWA SHINIGAMI)

(Shinigami)

(Kolejna robota, tym razem muszę zabić jakiegoś urzędnika. Wygląda na to, że ta osoba musiała się doigrać. Morał z tego jest taki: chciwość nie popłaca. Znowu muszę załatwiać jego problemy. Ciekawe, czy jego następczyni będzie taka sama? W sumie nie mój problem. W każdym razie na szczęście jestem już blisko celu. Zimowa noc w Kanadzie jest koszmarna, za to zapłaci mi więcej. Zapukałem do drzwi, otworzył mi jakiś młody typ. On był moim celem).

(Cel)

Mogę w czymś pomóc?

(Shinigami)

Dzień dobry. Jestem przedstawicielem handlowym i mam dla pana ofertę, czy pan jest zainteresowany?

(Cel)

Czemu nie? Co chcę pan mi sprzedać?

(Shinigami)

Przepraszam jeśli mogę być niegrzecznym, ale jeśli mógłbym prosić to wolałbym wejść do środka jak, pan widzi pogoda nie rozpieszcza.

(Cel)

W sumie racja. Proszę wejść do środka.

(Shinigami)

(Wszedłem do środka. Z moich informacji ten człowiek jest singlem z wielkim poczuciem sprawiedliwości, to tego upartym. Rzygać mi się chcę na takich ludzi. Chyba udało mu się odkryć prawdę przez ten upór).

(Cel)

Czego chciałby się pan napić? Kawy, herbaty?

(Shinigami)

Herbatę poproszę.

(Cel)

Zaraz wracam.

(Shinigami)

(Poszedł sobie. Sprawdziłem raz jeszcze ekwipunek. Pracodawca kazał mi upozorować to na samobójstwo, więc uduszę go liną).

(Cel)

Pana herbata.

(Shinigami)

Dziękuje.

(Cel)

Więc jaki jest pana interes?

(Shinigami)

Chciałbym panu opowiedzieć o moim produkcie.

(Cel)

Cóż to za produkt?

(Shinigami)

Proszę zamknąć oczy. 

(Cel)

Czemu?

(Shinigami)

Reklamuje krem na zmarszczki. Zademonstruje go na pana twarzy, pozwoli pan?(Jeśli to zadziała to będę w szoku).

(Cel)

Niech będzie.

(Shinigami)

(Nie wierzę...). Okej, proszę zamknąć oczy.

(Cel)

Już się robi.

(Shinigami)

(Wyciągnąłem linę z plecaka i owinąłem ją wokół jego szyi i zacząłem go dusić)!

(Cel)

Ukchl...Ukchl...Ty.....Ukchl!

(Shinigami)

(Próbuje podważyć linę? To nie zadziała. zacisnąłem mocniej).

(Cel)

Ukchl.....Ukchl...Ukchl!

(Shinigami)

(Przestał się ruszać. Rozumiem, że go zabiłem. Dla pewności sprawdziłem puls, nie ma go. Mogę zacząć drugą część roboty. Zrobiłem linę i zawiązałem ją na żyrandolu. Następnie umieściłem jego głowę w suple, zrobiłem mu zdjęcie i wysłałem je pracodawcy. Zadarłem ślady drugiej osoby i przygotowałem wszystko tak, aby wyglądało na samobójstwo. Potem poszedłem sobie. Zawibrował mi telefon. Sprawdziłem wiadomość, była od nieznanego numeru).

(???)

"Odwróć się".

(Shinigami)

(Odwróciłem się. Nikogo nie było, ktoś robi sobie ze mnie żarty? Co ważniejsze, jakim cudem ten ktoś zdobył mój numer? Sprawdziłem raz jeszcze telefon, przyszła kolejna wiadomość od tego żartownisia).

(???)

"Przegrałeś".

(Shinigami)

(Poczułem jak, coś mnie zachodzi od tyłu).



(PERSPEKTYWA UNMEI)

(Unmei)

(Park rozrywki jest dobrą rzeczą na ciężki dzień. W sumie każdy dzień jest ciężki i powtarzalny. Każda minuta mojego dnia jest dokładnie zaplanowana, czasem bywa do męczące, ale przyzwyczaiłam się. Dochodzi ósma wieczorem, więc jeszcze mam czas).

(Cassidy)

Hej! Idzie?

(Unmei)

Już idę.

(Zoe)

Wiemy, że masz trochę na głowie, ale przynajmniej nie myśl o tym przy nas.

(Unmei)

Wybaczcie.(Cassidy i Zoe są moimi przyjaciółkami od dawna, wiedzą także o mojej sytuacji).

(Zoe)

Co dalej? Diabelski młyn, czy może kolejka kurska?

(Unmei)

Diabelski młyn, mam chorobę lokomocyjną.

(Cassidy)

Nie wzięłaś leków?

(Unmei)

Zapomniałam.

(Zoe)

O której wstajesz?

(Unmei)

6.30, a co?

(Zoe)

Kładziesz się o 10 prawda?

(Unmei)

Tak.

(Cassidy)

Może potrzebujesz więcej snu.

(Unmei)

Ponad osiem godzin to mało?

(Cassidy)

Pamiętasz co było u mnie na nocowaniu w liceum?

(Unmei)

Coś się wtedy stało?

(Zoe)

Chodzi ci o tą sytuacje?

(Unmei)

Którą?

(Cassidy)

Widzisz...Ty po prostu spałaś szesnaście godzin z rzędu.

(Unmei)

To takie dziwne?

(Zoe)

Gdybyś dała się obudzić to nie.

(Unmei)

Szczerze do dobrze wspominam to nocowanie.

(Cassidy)

Naprawdę? Przecież większość przespałaś.

(Unmei)

Chodzi mi o to, że wtedy był ostatni raz, kiedy mogłam mieć wolny dzień i bo być z wami.

(Zoe)

I w przyszłości wciąż będziesz mogła.

(Cassidy)

Racja. Kiedy staniesz się głową rodziny, to będziesz miała trochę luzu, prawda?

(Unmei)

Racja. Kiedy już będę pełnoprawną głową rodziny to zróbmy imprezę.

(Zoe)

Oczywiście.

(Unmei)

(Kiedy planowaliśmy imprezę, poczułam jak, coś mi wibruje w kieszeni. Dzwonił tata, odebrałam). Słucham.

(Tata)

Wracaj do domu. Natychmiast.

(Unmei)

Czemu?

(Tata)

Musimy coś przegadać.

(Unmei)

Konkretnie.

(Tata)

Musimy przedyskutować sprawy twoje małżeństwo z Billem.

(Unmei)

Ale mam jeszcze czas.

(Tata)

Czy ty śmiesz mi się sprzeciwiać?

(Unmei)

N-nie.

(Tata)

Więc wracaj.

(Unmei)

Tak, ojcze.(Rozłączyłam się). Muszę wracać, przepraszam was dziewczyny.

(Zoe)

Nie martw się. Innym razem pójdziemy.

(Unmei)

Dziękuje wam.(Jestem zawiedziona tym, że zabierają mi czas wolny. Wystarczy, że robię to co mówią, prawda? Więc czemu w ogóle o tym myślę? Postanowiłam skrócić drogę przez uliczkę, gdy zaczynałam przez nią przechodzić zauważyłam jak, coś dużego się porusza). Czy ktoś tam jest?(Brak odpowiedzi. Przyśpieszyłam, gdy miałam już wychodzić z uliczki, ktoś stanął przede mną. Jakiś człowiek w masce stał przede mną).

(Zamaskowany mężczyzna)

..................

(Unmei)

Czego chcę?(Przyjrzałam mu się bliżej, zauważyłam, że jego maska przestawia żal. Zaczęłam się bać). Czego chcesz!?

(Zamaskowany mężczyzna)

....................

(Unmei)

(Nic nie robi, więc może uda mi się uciec. Podniosłam i rzuciłam kamień w pobliżu, żeby odwrócić jego uwagę).

(Zamaskowany mężczyzna)

.....................

(Unmei)

(Odwrócił wzrok, to moja szansa. Pobiegłam sprintem, udało mi się przejść za niego. Cieszyłam się, że udało mi się. Nagle poczułam jak, coś razi mnie w plecy).


                                                                            Rozdział 1-Koniec


Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie