Rozdział 2 część 7
Rozdział 2 część 7-Przeszłość część 2
(PERSPEKTYWA MUKU)
(Muku)
(Obudziłam się. Jak zwykle materac twardy, ale po pięciu latach idzie się przyzwyczaić i tak nie mam na co narzekać. Nie licząc metalowych kul u nóg. Co oni myślą, że ucieknę? W tym ledwo ta się chodzić, a nawet jeśli bym tego nie miała, co bym zrobiła? Więzienie jest typu supermax, ciągle mnie obserwują. Nawet nie wiem gdzie jestem, przewieźli mnie gdy byłam nieprzytomna. W tej celi jest tak strasznie nudno i pomyśleć, że spędzę tu resztę życia. Szczególnie, że stąd nie ta się uciec. Chociaż i tak na zewnątrz nic na mnie nie czeka. Spojrzałam za małe okno, dzisiaj jest dosyć słonecznie, chyba mamy już lato, ale to bez znaczenia. Wstałam z łóżka i zaczęłam chodzić w kółko po celi. Zaczęłam tak robić parę lat temu, żeby nie wyjść z formy i zabić czas).
(Strażnik)
Hej ty!
(Muku)
Ja?(Dziwne, rzadko się to mnie odzywają, ciekawe o co może chodzić).
(Strażnik)
Tak ty. Masz widzenie.
(Muku)
Czyli będę mogła stąd wyjść?
(Strażnik)
Hahaha! Chyba sobie żartujesz. W każdym razie nie musisz martwić się o czas, możecie gadać ile chcecie, to i tak będzie dla niej strata czasu.
(Mężczyzna)
Strata czasu? Pozwól, że sam ocenie.
(Strażnik)
Jak pan sobie życzy.
(Mężczyzna)
Dzień dobry.
(Muku)
Może dla ciebie. Kim jesteś?
(Mężczyzna)
Powiedzmy na teraz, że jestem przyjaznym adwokatem z sąsiedztwa.
(Muku)
Czego chcesz?
(Mężczyzna)
Chcę ci pomóc. Jesteś tą kobietą, która zabiła piętnaście osób, prawda?
(Muku)
Niczego nie zrobiłam!
(Mężczyzna)
Haha, ten upór, więc się nie myliłem.
(Muku)
Czego ode mnie chcesz?
(Mężczyzna)
Chcę cię stąd wyciągnąć, nie myślę, że ty to zrobiłaś.
(Muku)
Co wiesz o tej sprawie?
(Mężczyzna)
Na razie tyle, że zostałaś znaleziona cała we krwi pośród martwych ciał ludzi. Coś też, że się upierałaś o swoją niewinność.
(Muku)
Czyli trochę wiesz. Zgaduję, że chcesz wiedzieć więcej.
(Mężczyzna)
Jeśli mam cię stąd wyciągnąć, to muszę znać prawdę, stojącą za zbrodnią pięć lat temu. Proszę opowiedz mi o tym.
(Muku)
Jasne, nie ma problemu, ale ja mam dwa pytania na, które chcę odpowiedzi?
(Mężczyzna)
Zadaj jedno teraz, na drugie odpowiem jak ty odpowiesz.
(Muku)
(Zacznę od tego mniej ciekawego).Czy widzenie nie wygląda inaczej?
(Mężczyzna)
No niby wygląda, ale musisz wiedzieć, że to i tak wielki cud. Nawet nie wierz ile się męczyłem, żeby tu być.
(Muku)
Rozumiem, więc od czego mam zacząć?
(Mężczyzna)
Najlepiej od początku.
(Muku)
Od początku, co? Wychowałam się w domu dziecka. Nie wiem kim byli moi rodzice-
(Mężczyzna)
Nie o taki początek mi chodziło.
(Muku)
Wiem, droczę się.
(Mężczyzna)
Czemu?
(Muku)
Jakbyś miał tylu gości, co ja, to byś zrozumiał. Teraz na poważnie. Jak miałam 20 lat zaczęłam pracować jako księgowa w z-martcie.
(Mężczyzna)
Gdzie, konkretnie?
(Muku)
Tam gdzie się wychowywałam, w Houston. Miałam wielkie nadzieje to tej pracy, ale i one szybko minęły.
(Mężczyzna)
Co się stało?
(Muku)
Szczerze? Myślałam, że będzie jak w serialach. Będę się pięła coraz wyżej po szczeblach kariery i po jakimś czasie spotkam swoją miłość. Naiwne, prawda?
(Mężczyzna)
Ciekawe, mów dalej. Jak wyglądała praca?
(Muku)
Co mogę powiedzieć? Praca długa i z kiepską pensją, ale wtedy był okres próbny, więc raczej nie mogłam się dziwić.
(Mężczyzna)
Jak się wtedy czułaś?
(Muku)
Chyba...........usatysfakcjonowana, niepewna i zmęczona tym wszystkim.
(Mężczyzna)
Rozumiem, miałaś ciężko.
(Muku)
Bez znaczenia, zresztą o na co ci ta wiedza?
(Mężczyzna)
Dla ciekawości. Opowiesz mi o dniu aresztowania?
(Muku)
To było rok odkąd zaczęłam pracować z-martcie. Miałam przerwę obiadową, więc postanowiłam zjeść na mieście w popularnym fast foodzie.
(Mężczyzna)
Fast food?
(Muku)
Tanio i smacznie, czego chcieć więcej?
(Mężczyzna)
Co zrobiłaś potem?
(Muku)
Wracałam to pracy, niestety przerwa nie trwa wiecznie, a robota czekała.
(Mężczyzna)
Czy coś się zmieniło przez rok pracy?
(Muku)
Po miesiącu skończył mi się okres próbny i dostałam posadę, wszystko dlatego, że dobrze mi szło. Zarobki były naprawdę dobre, a mi się szykował awans.
(Mężczyzna)
Czyli wszystko zaczęło się układać?
(Muku)
Tak, przez chwilę zaczęłam się nawet cieszyć życiem, ale wtedy stało się to.
(Mężczyzna)
"To"? Chodzi ci o dzień tragedii?
(Muku)
Tak. Wracałam z przerwy obiadowej, ale wtedy poczułam coś dziwnego w głowie.
(Mężczyzna)
Co to było?
(Muku)
Nie wiem jak to opisać, ale coś na wzór zawrotów głowy. Poczułam w głowie pustkę, a kiedy odzyskałam świadomość, to przed moimi oczami była ta scena. Martwe ciała klientów i moich kolegów z pracy. Jednak ciekawsze było to, że ja byłam cała we krwi, a w rękach miałam zakrwawiony nóż. Nawet nie zdążyłam się zorientować kiedy weszła policja i mnie zabrała. Reszta historii jest dosyć znana, media zrobiły swoje. "Niebezpieczna kobieta, zaszlachtowała ludzi w sklepie", tak chyba brzmiał artykuł z jakieś gazety, nawet tego nie pamiętam.
(Mężczyzna)
Jak wyglądał proces?
(Muku)
To chyba oczywiste, prawda? Nie było innej możliwości. Nagrania z kamer, świadkowie, a ja co miałam? Uparte mówienie, że jestem niewinna i historyjkę ze zanikiem świadomości. Jak myślisz, jaki był rezultat? Wyrok winny, to był jedyny, którego się spodziewałam. Niedługo po procesie, zostałam wysłana tutaj, nawet nie wiem gdzie jestem. Założyli mi na nogi metalowe kule, nawet nie wierz jak to uwiera. To cała historia, jakieś pytania?
(Mężczyzna)
Tak. Usłyszałem całą historie, ale wszystko powiedziałaś, ze całkowitym spokojem, czemu? Nie odczuwasz złości? Frustracji? Przecież wszystko zaczęło się układać, a skończyłaś w więzieniu, czy to nie bolesne?
(Muku)
Powiedz mi szczerze, czy to ma jakiś sens? Na końcu to i tak nie ma znaczenia, ponieważ wszystko co można było zrobić zostało zrobione. Wynik jest taki, że spędzę całe życie w tym ciasnym pokoju z kulami u nóg.
(Mężczyzna)
Ale reagujesz agresją, kiedy tematem jest ten dzień, czemu?
(Muku)
Po wiem, że jestem niewinna i chcę, żeby wszyscy o tym wiedzieli, ale to też jest bezsensowne, prawda?
(Mężczyzna)
.......................
(Muku)
Jeśli nie masz już pytań czas na moje drugie pytanie.
(Mężczyzna)
Słucham?
(Muku)
Przyznaj się, że tak naprawdę robisz moją diagnozę.
(Psycholog)
.....Masz rację, tak naprawdę jestem psychologiem, skąd wiedziałaś?
(Muku)
To proste, nie ma możliwości, że jesteś prawnikiem.
(Psycholog)
Czemu?
(Muku)
Ponieważ nawet as prawników nie wziąłby tej sprawy. Skąd wiem? Z doświadczenia, żaden prawnik nie wziął mojej sprawy, ponieważ ona jest jednoznaczna, dlatego sama się broniłam. W końcu wolałam, sama dać z siebie wszystko i przegrać niż powierzyć swój los jakiemuś losowemu prawnikowi z urzędu.
(Psycholog)
Osobiście masz za to mój szacunek.
(Muku)
Dzięki. Co zamierzasz zrobić?
(Psycholog)
Najpierw chcę cię przeprosić, że kłamałem. Moim prawdziwym celem jest przebadanie cię. To była dopiero pierwsza rozmowa, a już dowiedziałem się tak wiele. Mam nadzieje, że będziesz dalej współpracowała. Niestety nic nie dostaniesz ze współpracy.
(Muku)
Jasne, mogę być królikiem doświadczalnym. Szczerze? To dla mnie też korzystny układ, będę mogła sobie pogadać. Jeśli chodzi o wynagrodzenie, to bez znaczenie.
(Psycholog)
Nasz czas niestety się skończył. To następnego.
(Muku)
Na razie doktorku.(Więc i tak się stąd nie wydostane, co? I tak na nic nie liczyłam. Mimo, że dzień dopiero się zaczął i tak pójdę spać, w końcu nie mam nic to roboty. Położyłam się i zasnęłam
*
(Muku)
(Co się dzieje? Obudził mnie jakiś hałas, pewnie coś z innego miejsca. Nagle drzwi się otworzyły, Ratunek? Nie. Nie ma osób, które by mi pomogły. Zauważyłam, że jedna z kul została zniszczona i mogłam ją zdjąć. Większej kary od dożywocia mieć nie mogę, więc co mi szkodzi? Wyszłam na korytarz. od razu lepiej bez kuli, radość jednak szybko minęła, ponieważ martwe ciała strażników były przed moimi oczami).....Co?
(Napastnik)
...Zapłacisz za wszystko co zrobiłaś.
(Muku)
(Zostałam uderzona czymś w głowę).
(PERSPEKTYWA KEMONO)
(Komentator)
Mecz staję się coraz bardziej intensywny! Nasi rodacy dają z siebie wszystko przeciw Japonii! Bestia pola idzie coraz głębiej w pole!
(Kemono)
(Jest jeszcze chwila pierwszej połowy, przegrywamy punktem, więc jest źle, ale musimy wygrać).
(Numer 9)
Kapitanie!
(Kemono)
(Podałem dziewiątce. Dziewiątka strzeliła klasycznie dla niego z połowy boiska).
(Komentator)
Gol! Niesamowita akcja drużyny Brazylii, pozwala im objąć prowadzenie!
(Sędzia)
<Dźwięk gwizdka>.
(Komentator)
Koniec pierwszej połowy! Brazylia prowadzi z wynikiem 2:1!
(Kemono)
(Zeszliśmy z murawy).
(Numer 10)
Dobra akcja, kapitanie.
(Kemono)
Ja tylko podałem, brawa należą się dziewiątce.
(Numer 9)
Wiesz, że mam imię?
(Kemono)
Wybacz, mam słabą pamięć to imion.
(Brat)
A moje imię pamiętasz?
(Kemono)
Oczywiście, Sérgio.
(Brat)
Miło, że pamiętasz imię brata.
(Kemono)
Jak, mógłbym zapomnieć? Jesteśmy rodziną.
(Numer 3)
To kiedy nauczysz się naszych?
(Kemono)
Obiecuję, że niedługo. W końcu dla mnie cała nasza drużyna jest jedną wielką rodziną!
(Numer 6)
Kapitanie.
(Brat)
Spokojnie. Tak samo mówił mi, a zapamiętał moje imię, po pięciu latach mieszkania razem.
(Kemono)
No weź. Teraz wyglądam jak drań.
(Brat)
Spokojnie, nabijam się. Chociaż z imionami było na serio.
(Trener)
Dobra chłopacy zbiórka! Oto strategia na drugą połowę.
(Kemono)
(Trener przestawił nam swoją strategie. Ojciec jak zawsze jest genialny).
(Trener)
Okej, to wszystko. Odpocznijcie jeszcze, zaraz druga połowa się zacznie.
(Drużyna)
Tak jest!
(Kemono)
Dajmy z siebie wszystko, aby wygrać, ludziska.
(Brat)
Dobre słowa, brachu. Trzymaj.
(Kemono)
(Sérgio podał mi jego specjalny napój).W ogóle z czego to jest?
(Brat)
Kiedyś ci powiem. Skupmy się na zwycięstwie, co ty na to? Wygrajmy to.
(Kemono)
Oczywiście, że to wygramy!(Wypiłem napój Sérgio i wróciliśmy na murawę).
(Komentator)
Druga połowa się zaczyna. Piłka jest u Brazylii.
(Kemono)
(Podałem piłkę do dziesiątki i zaczęliśmy biec. Wygrać...Byle wygrać, tak to my zwyciężymy! Zacząłem szarże w kierunku dziesiątki).
(Numer 10)
Co jest!?
(Komentator)
Brutalna szarża ze strony naszej bestii pola, ale, żeby we własnego? Co się dzieje z naszą reprezentacją!?
(Kemono)
(Odebrałem mu piłkę! My musimy wygrać! Zaprowadzę nas to zwycięstwa, choćby nie wiem co)!
(Brat)
Kapitanie!
(Kemono)
(Spojrzałem się na Sérgio pokazywał mi znaki rękoma, wiem co to znaczy).
(Komentator)
To zaczyna mieć coraz mniej sensu! Dyrygent zaczął machać rękami w stronę bestii pola! Co to cholery!?
(Kemono)
(Machanie rękoma? Błąd! Sérgio stał się dyrygentem właśnie przez to! On rękami pokazuje gdzie iść).
(Komentator)
Niesamowite! Dyrygent i bestia pola zaczęli się wymieniać podaniami! Ta dwójka tworzy razem niesamowity duet!
(Kemono)
(W końcu tak obaj działamy! Ja strzela on kieruje! jesteśmy zespołem, razem nic nas nie zatrzyma! Będziemy najlepsi)!
(Brat)
Strzelaj!
(Kemono)
(Strzeliłem z całej siły w stronę bramki! Bramkarz żałośnie próbował to obronić, ale to jest na nic)!!!
(Komentator)
GOL! Brazylia powiększa swoje prowadzenie! O co się dzieje? Bramkarz Japonii, został zmieniony przez złamaną rękę!? Jak mocny to był strzał!? Niestety nie będziemy mieli okazji się dowiedzieć, ponieważ nasza bestia pola dostała czerwoną kartkę!
(Kemono)
Kurwa mać!
(Brat)
Wyluzuj. Resztę zostaw mnie.
(Kemono)
Trzymaj!(Podałem mu opaskę kapitana).Spróbuj nie przegrać.
(Brat)
A ty spróbuj nie wylecieć z klubu. Znowu zacząłeś szaleć, nie wiem czemu, ale słuchasz wtedy moich poleceń, o co chodzi?
(Kemono)
Nie wiem.
(Brat)
Niech będzie. Pogadamy o tym więcej w domu.
(Kemono)
(Zszedłem z boiska i skierowałem się to szatni, zobaczyłem jakiegoś typa w czarnym kapturze, czy nie jest mu za gorąco? Mamy środek lata). Co ty tu robisz?
(Typek w kapturze)
...........................
(Kemono)
Hej zadałem pytanie.(Podszedłem to niego, poczułem jak ręka mi się trzęsie. Czy ja się boje)?
(Typek w kapturze)
...!
(Kemono)
(Ruszył na mnie. Ten typ jest szybki. Osoba w kapturze w chwilę mnie obezwładniła. Poczułem jak coś mi się wpija w szyje. Zaczynam czuć się sennym, cholerny gnój).
(PERSPEKTYWA TAORETA)
(Taoreta)
(Obudziłam się. Rozejrzałam się po znajomym pomieszczeniu, mój pokój? Moment. Zapomniałam, że wczoraj wróciłam na ferie. Musiałam być mocno wykończona, więc muszę wymyśleć plan. Mam około dwóch tygodni wolnego, a zaraz po powrocie czeka mnie sesja. Okej mam plan, odpocznę dwa, lub trzy dni, a potem biorę się za naukę. Moim celem jest bycie najlepszym psychologiem, może wtedy wszystko zrozumiem. Usłyszałam pukanie to drzwi).
(Mama)
...Halo, kochanie?
(Taoreta)
Dzień dobry mamo.(Mama weszła to pokoju).
(Mama)
Dzień dobry. Wyspałaś się?
(Taoreta)
Tak, a co?
(Mama)
Nic. Po prostu pomyślałam, że musiałaś być naprawdę padnięta. Szczególnie po wczoraj.
(Taoreta)
Co się stało?(Co ja zrobiłam)?
(Mama)
Cóż, jak wieczorem przyszłaś, wyglądałaś jakbyś już spała. Ja z tatą próbowaliśmy to ciebie mówić, ale ty tylko zdjęłaś kurtkę z butami i poszłaś do siebie. W między czasie przynieśliśmy twój bagaż
(Taoreta)
Wybacz mamo.
(Mama)
Nic się nie stało, ja i twój ojciec jesteśmy naprawdę z ciebie dumni.
(Taoreta)
Ciekawe, czy one też byłyby dumne?
(Mama)
Na pewno. Twoje siostry na pewno byłyby z ciebie dumne. Przy okazji chcesz to nich dzisiaj pójść?
(Taoreta)
Tak, wieczorem.
(Mama)
Okej, ale pamiętaj, że wtedy jest już ciemno.
(Taoreta)
Wiem mamo, nie jestem już dzieckiem.
(Mama)
Dla nas zawsze będziesz. Po prostu mówię, żebyś uważała na siebie.
(Taoreta)
Dobrze mamo.
(Mama)
W każdym razie chodźmy na śniadanie.
(Taoreta)
Tak.(Zeszłyśmy z mamą po schodach. Miło wrócić do domu, ale ilekroć to nie wracam, czuje, że jest coraz większy. Czy mamie i tacie to nie przeszkadza? Całkiem sami w tak wielkim domu, muszą się nudzić, przecież mogą sprzedać dom za dobrą sumkę i kupić mniejsze mieszkanie...Chociaż pewnie nie zrobili z tego z sentymentu. Weszłyśmy z mamą to kuchni, tata już tam był i czytał swoją gazetę).Cześć tato.
(Tata)
Cześć córcia.
(Taoreta)
Odnośnie wczoraj, to przepraszam.
(Tata)
Spokojnie, nic się nie stało.
(Taoreta)
Co na śniadanie?
(Mama)
Jajka i tosty, pomożesz nakryć?
(Taoreta)
Dobra.(Nakryłam to stołu).
(Tata)
Jak studia?
(Taoreta)
Bardzo dobrze, mam najlepsze oceny na roku.(Musiałam się pochwalić).
(Mama)
To świetnie!
(Tata)
Dobra robota.
(Taoreta)
Dziękuje.(Teraz przynajmniej wiedzą, że mam się dobrze).
(Mama)
A masz chłopaka?
(Tata)
Jeśli tak, to kiedy go poznamy?
(Taoreta)
(Jak zawsze są wścibscy, ale co się dziwić? Jestem ich oczkiem w głowie).Nie mam nikogo.(Szczerze mówiąc w teorii mam kogoś, ale sama nie wiem jak to wytłumaczyć. Po prostu pewnego dnia jakiś chłopak się pojawił mówiąc, że zaczęliśmy ze sobą chodzić. Coś mi świta w głowie, ale dokładnie nie pamiętam. Od lat mam, problemy z pamięcią, więc się nie dziwie. Wciąż muszę to wyjaśnić).
(Mama)
Kochanie.
(Taoreta)
....Hm?
(Tata)
Twoje śniadanie.
(Taoreta)
Racja.(Zaczęłam jeść).
(Mama)
Coś się stało?
(Taoreta)
Zamyśliłam się, przepraszam.
(Tata)
Powinnaś trochę odpocząć. Dobrze, że masz takie duże ambicję, ale pamiętaj o odpoczynku.
(Taoreta)
Tak jest tato.(Zasalutowałam jak w wojsku).
(Mama)
Ty jedz śniadanie kochanie, a my będziemy się zbierać powoli to pracy.
(Taoreta)
(Przytaknęłam głową).Jak z waszą kancelarią?
(Tata)
W porządku.
(Taoreta)
(Zjadłam śniadanie, kiedy skończyłam rodzice byli już gotowi to wyjścia).
(Mama)
Będziemy po osiemnastej, więc zamów sobie coś, pieniądze masz na kredensie, tam też są klucze jakbyś chciała wyjść.
(Taoreta)
Jasne, trzymajcie się.
(Tata)
Pa córcia.
(Taoreta)
(Rodzice wyszli, a ja zakluczyłam drzwi. Dzień spędziłam ogólnie na odpoczynku. W między czasie zamówiłam sobie i rodzicom pizzę, często nie jedzą jak są w pracy, więc na wszelki wypadek. Około osiemnastej usłyszałam pukanie to drzwi, pewnie rodzice. Otworzyłam drzwi, jak się spodziewałam, to byli rodzice).Cześć.
(Mama)
Cześć kochanie.
(Tata)
Cześć.
(Taoreta)
Jedliście coś?
(Tata)
Niestety nie było czasu.
(Taoreta)
Czyli dobrze zrobiłam, zamawiając też wam.
(Mama)
Jesteś kochana.
(Tata)
Dzięki.
(Taoreta)
Nie musicie dziękować, w końcu to za wasze pieniądze.
(Tata)
Wybierasz się gdzieś?
(Taoreta)
Tak. Idę to nich.
(Tata)
Jest już ciemno, nie lepiej jutro?
(Taoreta)
Wolę dzisiaj.
(Tata)
W tym wypadku weź to.
(Taoreta)
(Tata dał mi gaz pieprzowy i paralizator).Czy to nie trochę za dużo?
(Tata)
Bezpieczeństwa nigdy za dużo. Weź to na wszelki wypadek.
(Taoreta)
To naprawdę za-
(Tata)
Proszę, weź to
(Taoreta)
Niech będzie, daj to, ale w razie czego będziesz bronił mnie w sądzie.
(Tata)
Oczywiście.
(Taoreta)
(Wzięłam gaz i paralizator). Będę za godzinę, lub dwie.
(Mama)
Pa, kochanie.
(Taoreta)
Pa.(Wyszłam z domu i skierowałam się w stronę cmentarza. Za każdym razem, kiedy do niego idę czuje się niepewnie. Uspokój się, minęło pięć lat od tego incydentu, jednak ja nie mogę zapomnieć. Doszłam to cmentarza, poszłam dalej. Nie minęło nawet pięć minut, abym znalazła ich groby. Usiadłam na ławce na przeciwko ich).Trochę minęło, prawda? Nora, Emily? Jak u was? Ostatni raz widziałyśmy się w październiku, więc trochę mnie nie było, wybaczcie za to. Mimo wszystko, muszę iść dalej, prawda? Cieszę się, że z mojego aktualnego życia, wiedzie? Dobrze się uczę i mam przyjaciół, więc nie mogę narzekać. Można powiedzieć, że mam nawet chłopaka, chociaż nie wiem jak to wytłumaczyć, osobiście bardziej pasowałby to ciebie Nora. Tak samo energiczny i miły jak ty, więc może coś z tego będzie, podobno przeciwieństwa się przyciągają. Z drugiej strony może to nie zadziałałoby, biorąc pod uwagę twój wredny i ponury charakter, co Emily? Wiedzie, że mam marzenie? Chcę zostać najlepszym psychologiem, ale w pierwszej kolejności muszę skończyć studia, więc życzcie mi jak najlepiej. Na pewno sprawie, że moje ukochane starsze siostry będą dumne ze swojej młodszej siostrzyczki. Przez jakiś czas będę przychodziła, więc nie będziecie samotne.(Pogadałam z siostrami jeszcze trochę).Na dzisiaj musimy już skończyć, widzimy się jutro. Nora, Emily do zobaczenia.(Wstałam i udałam się w stronę domu. Mimo, że moich sióstr już od dawna nie wciąż mnie boli, to jest prawda. Prawdą też jest to, że moje siostry zawsze są przy mnie i ciągle mi pomagają. Doszłam to domu). Wróciłam.
(Mama)
Cześć kochanie. Zostało jeszcze trochę pizzy, chcesz?
(Taoreta)
Nie dzięki, jeszcze trochę poczytam i pójdę spać, więc dobranoc.
(Mama)
Dobranoc.
(Tata)
Tak, dobranoc.
(Taoreta)
(Poszłam na górę to swojego pokoju. Przebrałam się w swoje zwykłe ciuchy i wzięłam jedną z zalękłych książek. Po dwóch godzinach skończyłam czytać. Na szczęście umiem dosyć szybko czytać, więc skończyłam ją dość sprawnie. Jest dosyć późno, więc powinnam już się kłaść. Zeszłam na dół po coś do picia. W kuchni była herbata z liścikiem. "To dla ciebie kochanie", pewnie mama mi zrobiła herbaty. Wypiłam herbatę, jakaś dziwna. Nagle poczułam wale zmęczenia, co to za herbata? Skierowałam się w stronę schodów, aż nagle zasnęłam).
(PERSPEKTYWA SHIRUDO)
(Shīrudo)
(Sprawdziłem raz jeszcze kamery z monitoringu i znowu niczego nie było).Mogłem się spodziewać.(Nie wierze, że dałem się namówić na nocną zmianę. W jaki sposób mnie przekonali to tego? A wiem, premia i szansa na jakieś nocne wrażenia. Ogólnie gdyby rzeczywiście stało się w nocy, to mogła być dobra odskocznia od codziennej nudy. Właśnie mogła być, znając życie, to najwyżej jacyś pijacy zaczną robić rozróbę, ale wtedy zadzwonię po policje. Od lat nic ciekawego się nie dzieje. Osobiście jest to nawet miłe, że mogę się zrelaksować w pracy. Jako dzieciak, chciałem być jak bohater, ale to była tylko młodzieńcza fantazja i nic więcej. Kiedy stałem się taki? A racja, to wszystko przez przestępców. To oni odebrali mi wszystko na co pracowałem. Tego dnia, kiedy był wybuch w magazynie straciłem wszystko, prace, reputacje, honor, pozycje w społeczeństwie, a nawet własne kończyny. Nigdy nie wybaczę tym co łamią prawo, to wszystko ich wina. Tak, wszystko ich wina. Gdybym mógł cofnąć czas, to nie byłoby żadnych ofiar. Także ja bym nie stracił wszystkiego. Usłyszałem alarm, sprawdziłem monitoring).Jakiś śmieć myśli, że może bezkarnie włamywać się to mojego magazynu? Jeszcze mnie popamięta.(Schowałem paralizator to kieszeni, jakby nie mogli mi dać broni. Wyszedłem ze swojej butki i skierowałem się to magazynu, cholera! Jedyne przejście było przeze mnie, to oznacza, że włamywacz, przekradł się koło mnie, a ja tego nawet nie zauważyłem. Poświeciłem latarką wokół terenu, nic nie ma).Wiem, że tutaj jesteś draniu! Mam broń, więc niczego nie radze.(Wciąż nic. Podszedłem bliżej. Nagle coś przekradło się koło mnie, czy to włamywacz? Poczułem jak coś uderza mnie w rękę, dzięki temu paralizator mi wypadł z ręki. Co się dzieje? Kiedy schyliłem się po paralizator, to zauważyłem, że zniknął. Zacząłem się rozglądać w około i to był błąd. Osłoniłem się, a to dało wolną rękę włamywaczowi. Poczułem jak prąd zaczął przepływać przez całe moje ciało. Jeśli tutaj zginę, to mam nadzieję, że trawie to miejsce w którym będę mógł kogoś ochronić).
(PERSPEKTYWA MASUKU)
(Masuku)
(Kolejny ciężki dzień w robocie. Jak zwykle zimno, ale również bardzo przyjemnie).
(Dave)
Nie jest ci za zimno?
(Masuku)
Jest w porządku młody.(Każdy nowy się dziwi, jak widzi mnie, który wchodzi to chłodni w krótkim rękawie).Stracić ci sekret młody?
(Dave)
J-jasne.
(Masuku)
Widzisz Dave, ja się ogrzewam na różne sposoby.
(Dave)
Na przykład?
(Masuku)
Dzisiaj po pracy idziemy to baru, żeby wypić magiczne mikstury i przy okazji świętować urodziny Jerrego.
(Dave)
Czyli chcesz po prostu się nawalić?
(Masuku)
Nic bardziej mylnego, po prostu chcę świętować urodziny ziomka.
(Dave)
Czyżby?
(Masuku)
Sam będziesz mógł zobaczyć, ty też idziesz.
(Dave)
Co? nie chcę.
(Masuku)
Nie bądź taki. Wiesz, że częścią pracy jest dbanie o relacje ze współpracownikami?
(Dave)
Pierwsze słyszę, a co szef powie?
(Masuku)
To samo co ja. Pewnie nie wiesz, ale szef też idzie to baru.
(Dave)
Co?
(Masuku)
U nas staramy się o przyjacielską atmosferę, lepiej się przyzwyczaj młody.
(Dave)
Em....Wiesz.....No...
(Masuku)
Nie próbuj się wymigać.
(Dave)
....O której mam być?
(Masuku)
O szóstej, oczywiście wieczorem.
(Dave)
Nie jestem głupi.
(Masuku)
Tylko się upewniam.(Wróciliśmy to pracy)
*
(Masuku)
(Impreza trwa w najlepsze, każdy świetnie się bawi nawet Dave, który to nie był za chętny).
(Szef)
Jak się bawisz?
(Masuku)
Nieźle szefie, a szef jak się bawi?
(Szef)
Dobrze, mogę zadać ci pytanie?
(Masuku)
Oczywiście.
(Szef)
Znam twoje predyspozycje, więc dlaczego zdecydowałeś się na naszą małą firmę?
(Masuku)
Czy to nie oczywiste? Gdzie indziej mógłbym się napić z szefem? Zdrówko.(Uchyliliśmy z szefem po kieliszku. Poczułem przyjemne ciepło).
(Dave)
Wiedziałem, że ci tylko picie w głowie.
(Masuku)
No co ty Dave, na żartach się nie znasz?(Widać, że młody jest już nieźle wstawiony).
(Jerry)
Spokojnie młody, przyzwyczaisz się.
(Masuku)
Jest i solenizant.
(Szef)
Mam nadzieje, że się dobrze bawisz Jerry. Jeszcze wrócimy to tej rozmowy.
(Jerry)
Bawię się jak nigdy, chociaż kaca będę leczył do poniedziałku.
(Dave)
Ja, pewnie dłużej.
(Szef)
Tylko, żebyście byli w poniedziałek sprawni w robocie.
(Dave)
Właśnie! Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. Jakim cudem, nie jest zimno na chłodni, rudzielcu?
(Szef)
Eee...język.
(Masuku)
Spokojnie szefie, nic się nie stało.(Widać, że młody nie umie pić, chociaż jestem pare lat starszy od niego).
(Jerry)
Właśnie. Czemu nie zakładasz kurtki?
(Szef)
Szczerze i mnie to ciekawi, jeszcze bardziej ciekawym jest to, że nigdy nie chorujesz.
(Masuku)
Widzicie, ja się rozgrzewam w inny sposób.
(Jerry)
W jaki?
(Masuku)
Patrzcie.(Szybko wybiłem kolejny kieliszek wódeczki).Teraz będę ogrzany na resztę dnia.
(Szef)
Od dziś będziesz codziennie dmuchał w alkomat.
(Masuku)
Przecież żartuje, nigdy nie byłem wstawiony w robocie.
(Szef)
Wiem, przecież. Robię sobie jaja.
(Masuku)
Szef mnie już nastraszył.(Poczułem jak serce mi stanęło przez chwilę).
(Dave)
W każdym razie, to o co z tym chodzi?
(Masuku)
Widzicie, chodzi o to, że lubię zimno.
(Jerry)
Huh?
(Masuku)
Dokładniej, w zimnie lepiej mi się myśli i jestem spokojny, nie choruje, ponieważ jestem bardziej uodporniony
(Dave)
To jest czymś spowodowane?
(Masuku)
Niczym szczególnym.
(Jerry)
Właśnie zapomniałem! Stary popatrz tam!
(Masuku)
(Jerry wskazał palcem na laskę przy barze).Fajna, przypomina mi to, że wy też macie niedługo rocznice, prawda?
(Jerry)
Ta, w lipcu.
(Dave)
To już za miesiąc.
(Masuku)
W każdym razie, o co z nią chodzi?
(Jerry)
Podobno kogoś szukałeś, więc masz.
(Masuku)
Jerry, nie wiem co u ciebie oznacza szukanie ziomkowi dziewczyny, ale dawanie pierwszej lepszej to jest średni pomysł, nieprawdaż?
(Dave)
No to ja zagadam.
(Masuku)
Stój. Kto powiedział, że nie jestem chętny? Patrz młody jak się to robi.(Podszedłem do tej laski, widać, że alkohol już przejął stery).Hej, wiesz, że pracuje w chłodni?
(Dziewczyna)
I?
(Masuku)
No nie bądź taka, próbuje przełamać pierwsze lody.
(Dziewczyna)
..............................
(Masuku)
(Patrzy się na mnie jak największe zło tego świata).Co to za lodowaty wzrok? Aż mnie zmroziło.
(Dziewczyna)
.....Heh, nawet niezłe.
(Masuku)
Więc?(Nie wierze, że moje żarty zadziałały).
(Dziewczyna)
Trzymaj mój numer i zadzwoń jak wytrzeźwiejesz.
(Masuku)
Dobra.(Podała mi karteczkę z numerem telefonu).Do usłyszenia.
(Dziewczyna)
Pa.
(Masuku)
(Dziewczyna wyszła. Wróciłem to chłopaków i szefa).Widzicie jak się to robi?
(Jerry)
Nie wierzę, myślałem, że ta ci kosza.
(Dave)
Pokaż tą kartkę.
(Masuku)
Widzisz młody? Z kobietami trzeba wiedzieć jak się gada. Ucz się od mistrza-
(Dave)
Numer jest ośmiocyfrowy.
(Masuku)
Że co kurwa!?
(Szef)
Hahaha.
(Masuku)
I ty Brutusie?
(Jerry)
Wybacz stary.
(Masuku)
E tam nic się nie stało, jej strata.(Sprawdziłem godzinę w telefonie, po dziesiątej. Od razu po tym telefon mi zgasł, pewnie się wyładował).Już trochę późno, więc będę się zbierał. Nara chłopacy.
(Dave)
Cześć.
(Jerry)
Trzymaj się.
(Masuku)
To poniedziałku szefie.
(Szef)
Bezpiecznej drogi.
(Masuku)
(Wyszedłem z baru. Podróż szła ciężko, ale to przodu).Nawet jednej taksówki? Co to cholery?(W końcu straciłem równowagę i się przewróciłem. No to na kolanach muszę wrócić. Kiedy się czołgałem usłyszałem czyjeś kroki).Proszę pomóż mi.(Poczułem jak ktoś mnie podnosi i pomaga mi iść. Jakiś dobry człowiek w kapturze mi pomaga).Dziękuję ci.(Gdy tak szliśmy, zauważyłem, że coś jest nie tak).Hej chyba źle idziemy.
(Osoba w kapturze)
.....!
(Masuku)
(Nagle ta osoba zaciągnęła mnie w uliczkę).Co ty robisz?
(Osoba w kapturze)
...................
(Masuku)
(Ta osoba przycisnęła mnie to ściany jedną ręką, drugą przyłożył mi jakąś chustę to twarzy. Zacząłem odpływać).
(PERSPEKTYWA MACHIGAINAI)
(Machigainai)
(Wyszedłem z domu to sklepu. Trzeba kupić składniki na obiad, to jest ten minus życia samemu. Samemu trzeba wszystko ogarniać, ale mi to raczej nie przeszkadza, przynajmniej mogę teraz żyć na swoim. Dzisiaj ma zadzwonić mój sponsor, więc muszę się streszczać z zakupami. Dodarłem to najbliższego sklepu, wziąłem koszyk i zacząłem się rozglądać. Problem jest taki, że ja dopiero uczę się gotować. Wyszukałem w telefonie proste przepisy na jedzenie. Spaghetti, chyba tam radę zrobić. Wziąłem potrzebne składniki i skierowałem się do kasy. Zapłaciłem za wszystko i poszedłem z powrotem do domu. Moje mieszkanie może i było ciasne, ale własne. Schowałem zakupy to lodówki, kiedy skończyłem poczułem jak, wibruje mi telefon w kieszeni, sponsor dzwoni).Halo
(Sponsor)
Dzień dobry, chciałem porozmawiać o pańskich badaniach. Mam nadzieje, że przebiegają one pomyślnie.
(Machigainai)
Oczywiście.
(Sponsor)
Cieszy nas to. Mamy też to pana pytanie, kiedy będzie gotowy prototyp?
(Machigainai)
Z danymi, które mi przekazaliście ostatnio, to myślę, że powinien być gotowy za tydzień, lub dwa.
(Sponsor)
Naprawdę? Szybciej niż sądziliśmy, mamy nadzieje, że uda się panu zmieścić w tym terminie. Mamy to pana wielkie nadzieje. Być może pan będzie tym, który zrewolucjonizuje sztuczną inteligencje.
(Machigainai)
Możecie na mnie liczyć. Jakby nie patrzeć wzięliście najlepszego z najlepszych.
(Sponsor)
Miejmy nadzieje, że to nie są tylko puste słowa. Jeśli się panu uda to będziemy chcieli, żeby pan pracował z nami częściej.
(Machigainai)
Byłoby miło.
(Sponsor)
Ale najpierw, musi pan się wykazać. Nawet jeśli pan zawiedzie, to nic się nie stanie i tak zostaniesz wynagrodzony. W każdym razie, to było na tyle, do widzenia.
(Machigainai)
Do widzenia.(Rozłączyli się. Na pewno mi się uda, skończyć projekt. Chociaż, martwi mnie trochę, ten projekt. Dane, które mi dali, wyglądają jakby to ująć...dziwnie? Wyglądają jakby coś było specjalnie ukrytego, też myślę, że oni mogli próbować wcześniej eksperymentowania ze AI. Nie powiem, to trochę interesujące. Dzień spędziłem na pracy, w między czasie zrobiłem sobie nawet zjadliwy obiad. Jestem od myślenie, więc naturalnym jest, że robienie zostawiam innym. Wieczorem skończyłem pracę na dziś, ja też muszę odpocząć. Telefon znowu mi zawibrował, ojciec dzwoni).Witaj ojcze.
(Ojciec)
Dzień dobry synu.
(Machigainai)
Czy u was nie ma przypadkiem drugiej w nocy?
(Ojciec)
Owszem jest.
(Machigainai)
Co się stało, że dzwonisz?
(Ojciec)
Co jakiś czas nie zaszkodzi sprawdzić, czy twój jedyny syn ma się dobrze.
(Machigainai)
Jest dobrze, niczego nie potrzebuje.
(Ojciec)
Cieszy mnie, że żyjesz na swój rachunek, ale twoją matkę to trochę martwi.
(Machigainai)
Nie mogę, całe życie na was polegać. Tego dnia, kiedy zostałem przez was adoptowany, postanowiłem sobie, że się usamodzielnię tak szybko jak mogę.
(Ojciec)
Czasem o tym mówiłeś, ale nie spodziewałem się, że spełnisz swoją obietnice.
(Machigainai)
Nie chciałem być pasożytem.
(Ojciec)
Twoja matka kazała, przekazać, że zawsze jesteś u nas mile widziany.
(Machigainai)
Jak skończę, mój aktualny projekt, to może was odwiedzę.
(Ojciec)
Rzadko ci to mówię, ale jestem dumny.
(Machigainai)
Kto by nie był z syna geniusza?
(Ojciec)
Chodzi mi, że wyrosłeś na porządnego mężczyznę, mam co to ciebie wielkie nadzieje. W każdym razie, będę kończył, twoja matka nie dała by mi spać, gdybym nie zadzwonił.
(Machigainai)
Wiele wyjaśnia. Pozdrów ją ode mnie.
(Ojciec)
Oczywiście, dobranoc.
(Machigainai)
Dobranoc.(Rozłączyłem się. Widać, że matka jak zwykle nadopiekuńcza. Usłyszałem dzwonek to drzwi, kto normalny nachodzi kogoś o takiej porze? Poszedłem sprawdzić, kto to. Otworzyłem drzwi, stał przede mną jakiś zakapturzony człowiek).W czymś mogę pomóc?
(Człowiek w kapturze)
..........................
(Machigainai)
(Mój późny "gość" zaczął grzebać w kieszeni, na pewno nie było dobrym pomysłem otwierać drzwi. Zakapturzona osoba wyciągnęła paralizator).Może to odłożysz?(Nie odpowiedział, spróbowałem zamknąć drzwi).
(Człowiek w kapturze)
!
(Machigainai)
Co jest-(Ta osoba wparowała mi to mieszkania zanim zdążyłem zamknąć drzwi).Czego chcesz?(Napastnik, poraził mnie paralizatorem, poczułem, że zaczynam odpływać. Zauważyłem, że patrzy na laptopa z danymi....Usłyszałem też jak coś mówi).
(Człowiek w kapturze)
.........Ciekawe. Pracodawca powinien się tym zainteresować.
Rozdział 2-Koniec
Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia
Komentarze
Prześlij komentarz