Rozdział 3 część 7
Rozdział 3 część 7-Przeszłość część 3
(PERSPEKTYWA MAOU)
(Maou)
(Przechodzenie przez korytarze do pokoju egzekucyjnego zawsze napełnia mnie smutkiem. Ci, którzy zgrzeszyli są tutaj osądzani bez szans na zbawienie, ale równocześnie dostając to na co zasłużyli. Nie powiem wielki dylemat. Dodarłem pod drzwi skazanego, przed nimi stał policjant).Dzień dobry synu.
(Policjant)
Witaj Panie.
(Maou)
Jak się zachowywał?
(Policjant)
Tak jak zawsze, grzesznie.
(Maou)
Za pozwoleniem wejdę do niego. Jeśli nie udało mu się zdobyć mojego zbawienie, to być może zdobędzie je u tego fałszywego boga.
(Policjant)
Jak zawsze Pan jest zbyt łaskawy. Zapraszam, Pan może rozmawiać z tym grzesznikiem tyle ile pragnie.
(Maou)
Dziękuje ci synu.(Wszedłem to środka. W powietrzu czułem zapach krwi, moi poddani musieli się nim dobrze zająć).Apollo mój były towarzyszu, jak się masz?
(Apollo)
Fajny sarkazm, ale jedyne co mam ci do powiedzenia to: Idź do diabła, draniu.
(Maou)
Zapomniałeś z kim rozmawiasz, czy jak? A może to przez utratę krwi?(Apollo siedział na krześle elektrycznym, a na głowie miał opaskę).
(Apollo)
Jesteś całkiem zabawny, jak na króla sekt.
(Maou)
Sekta? Nic bardziej mylnego, widzisz Apollo pamiętasz jak opowiadałem ci o moim spotkaniu z tym oszustem?
(Apollo)
Ta, do dziś nie wiem co brałeś, ale chętnie też bym wziął, wiesz?
(Maou)
Tego dnia, gdzie mi się objawił zrozumiałem jedną rzecz. Skoro zwykłemu śmiertelnikowi takiemu jak ja mógł się on pokazać oznacza, że muszę być wyjątkowy, prawda? I tak ze zwykłego księdza stałem Bogiem! Śmiertelnicy tacy jak wy są po to, aby mi służyć! A ci co śmią mi się przeciwstawić czeka koniec!
(Apollo)
Jesteś szalonym psychopatą.
(Maou)
Apollo gdybyś nie próbował mi się przeciwstawić, to byś skończył w inny sposób i dobrze o tym wiesz.
(Apollo)
Niczego nie żałuje, ale wiesz co? Zamiast wierzyć szaleńca takiego jak ty, uwierzę w potęgę karmy. Za każdego kogo zabiłeś spotka cię kara!
(Maou)
Dosyć! Angelo zabij tego heretyka!
(Apollo)
Angelo? Ty tam jesteś? Co wyrabiasz do cholery?
(Angelo)
Przykro mi, Apollo. Naprawdę to nie musiało się tak kończyć, ale wiedziałeś co ci groziło.
(Apollo)
Angelo, proszę nie rób tego. Kogo wybierasz mnie swojego rodzonego brata, czy opętanego starca, któremu coś się popierdoliło i myśli o sobie jako Bogu! Jeśli tak w niego wierzysz dawaj braciszku! Zabij mnie własnymi rękami!
(Angelo)
...Apollo ja...
(Maou)
Naprawdę piękna przemowa mój drogi Apollo. Gdyby do był jakiś poddany sekty, to może by się udało, ale nie tutaj. Widzisz ja jestem prawdziwym Bogiem i wiara, którą moi ludzie we mnie wkładają jest absolutna! To mnie różni od każdego innego boga! Ja jestem najwyższy! Angelo proszę cię, zabij go!
(Angelo)
Przepraszam bracie. Według rozkazu Mistrzu.
(Maou)
Ciesz się ostatnimi momentami życia.(Szedłem w stronę wyjścia, aż on się odezwał).
(Appolo)
Bóg, co? Bardziej przypominasz diabła.
(Maou)
(Wyszedłem, jedyne co usłyszałem potem był dźwięk prądu. Angelo chwilę po tym wrócił).
(Angelo)
Dziękuje, że zaczekałeś Mistrzu. Nie do wiary, że Apollo cię odrzucił.
(Maou)
To już nie nasz problem. Porozmawiajmy za to o przyszłości, która nas czeka.
(Angelo)
A coś się stało Mistrzu? Coś ze zdrowiem?
(Maou)
Nie. Chodziło mi o kogoś komu będę mógł powierzyć swój świat.
(Angelo)
I co?
(Maou)
Po tym jak okazałeś mi swoją lojalność i zabiłeś swojego rodzonego brata Apollo stałem sobie sprawę, że będziesz odpowiedni.
(Angelo)
To największy zaszczyt jaki mógłbym usłyszeć, nawet Mistrz nie wie jak bardzo chcę podziękować.
(Maou)
Twoimi podziękowaniami będzie dalsza naprawa tego świata. Na moim świecie rozprzestrzenia się blaga zwaną fałszywą wiarą to kogoś kto jest niżej niż ja. Twoim zadaniem będzie kontynuować moje dzieło.
(Angelo)
Wedle rozkazu Mistrzu.
(Maou)
Od jutra będę cię osobiście przygotowywał do przejęcia mojej roli.
(Angelo)
Tak jest.
(Maou)
A teraz wracaj do domu mój następco.
(Angelo)
Wedle rozkazu Mistrzu.
(Maou)
(Z Angelem rozeszliśmy się w swoje strony. Zacząłem iść do swojego pałacu, który moi wierni mi wybudowali. Wyciągnąłem swój notes i długopis, zacząłem pisać: "Dzisiaj osądziłem Apollo. Ten żałosny grzesznik nie jest niczym więcej jak kimś kogo należało poświęcić. Szczerze powiedziawszy, to jego poświęcenie się opłaciło, dzięki temu mój drogi następca Angelo mógł się przebudzić. Brat, który zabił brata, co za wspaniała rzecz. Szczerze powiedziawszy, to Apollo też byłby godnym kandydatem, jego przemowa wywarła lekkie wrażenie na Angelu. Przede wszystkim stawił mi opór, a to nie jest powszechne". Skończyłem pisać i skupiłem się na drodze. Ciemna droga nie była problemem. Zacząłem od tej małej wioski, a skończę na świecie, to wszystko będzie moje. Nagle poczułem jak materiał na ustach i walę senności).
(PERSPEKTYWA FUTASHIKA)
(Futashika)
(Zbliża się koniec dnia w robocie, wreszcie będę mogła wrócić do domu i odpocząć. Gdy wybiła 16.00 zbierałam się do wyjścia).
(Szef)
Hej ty. Trzymaj, chcę mieć to na jutro rano.
(Futashika)
(Szef położył duży stos papierów na moim biurku).A-Ale...
(Szef)
Jakiś z tym problem?
(Futashika)
(Tak, nie będziesz mi draniu zabierał wolnego i sam rób swoją robotę zamiast dawać ją innym. Tak przynamniej chciałabym powiedzieć).Nie, oczywiście.
(Szef)
Okej, przy okazji nadgodziny są bezpłatne.
(Futashika)
Rozumiem.(Szef wyszedł. Jak zwykle mało asertywna. Usiadłam z powrotem do biurka i zaczęłam robić czyjąś pracę za darmo. Skończyłam po kilku godzinach. Już było mocno ciemno, więc zgasiłam światła i poszłam w stronę wyjścia kiedy okulary mi spadły. Podniosłam je i sprawdziłam, lewe szkło jest połamane, trudno przez jakiś czas będzie musiało wystarczyć. Wyszłam z biura i skierowałam się to jedynego miejsca, gdzie można iść w piątek ze złym humorem, czyli do baru. Poszłam do swojego ulubionego, klimat był taki jak zwykle).
(Barman)
Witam co podać?
(Futashika)
Coś najmocniejszego i najtańszego poproszę.(Barman mówił pół szeptem. Ciekawe, czy coś mu jest z głosem)?
(Barman)
Robi się.
(Futashika)
(Przyjrzałam się barmanowi, nosił czarny kaptur i był zgarbiony tak, że nawet nie widziałam nosa. Czy bardziej podejrzany być nie mógł)?
(Barman)
Proszę.
(Futashika)
(Wzięłam kieliszek do ręki. Szczerze nie wiem czemu to robię, ale czytałam, że podobno zalewanie smutków alkoholem od czasu do czasu jest dobre. Cholera w moim przypadku to byłby cały czas. Boję się nawet kiedy ludzie do mnie podchodzą. Nienawidzę kiedy ktoś podnosi głos, ponieważ to straszne. Kiedy tak o tym pomyśle, to zawsze byłam posłuszna, ponieważ się bałam. Szlag, muszę coś z tym zrobić. Zacznę z tym kieliszkiem. Wypiłam zawartość i poczułam jak spadam z krzesła, chyba to było dla mnie za mocne).
(PERSPEKTYWA SHIN'EN)
(Shin'en)
(Siedziałam w swoim gabinecie, który mieścił się przy jednej z bardziej podejrzanych dzielnic. Liczyłam pieniądze za ostatnią usługę, czyli wycięcia dwóch nerek, wątroby, płuc i serca. Och biedak jęczał w agonii, że akurat musiał mi się skończyć gaz usypiający. Cóż to nazywa się pech, ale co poradzić? Mógł nie robić interesów z gangsterami. Usłyszałam pukanie do drzwi. Wyjęłam pistolet i spytałam kto tam).
(Policja)
Policja, proszę otworzyć.
(Shin'en)
O cholera. Chwila!(Otworzyłam okno i wzięłam walizkę z pieniędzmi. Przed wyjściem odbezpieczyłam granat i zaczęłam uciekać jak najdalej. Chwilę później usłyszałam wybuch. Szlag, kto mógł ich na wysłać? To pewnie te kurwy z góry, głównie dlatego użyłam granatu. Gorzej jeśli to nie oni, ponieważ wtedy okaże się, że straciłam granat. Los angeles jest jednak ekscytującym miejscem. Zadzwoniłam do szefa organizacji dla której pracuje. Właściwie jest szefem gangu, ale na jedno wychodzi).
(Walco)
Co się stało doktorko? Rzadko dzwonisz.
(Shin'en)
Hej Walco, pamiętasz ten dziwny kod o którym mi mówiłeś? Wiesz ten w razie kłopotów.
(Walco)
Tak, co z nim?
(Shin'en)
Właśnie policja zadzwoniła do moich drzwi.
(Walco)
Co zrobiłaś?
(Shin'en)
Jedyną słuszną rzecz, wysadziłam ich.
(Walco)
Hahahaha! Uwielbiam cię, ale co ważniejsze masz pieniądze?
(Shin'en)
Tak, udało mi się spieniężyć organy.
(Walco)
I tak trzymaj. Jesteś naszym najlepszym człowiekiem.
(Shin'en)
A propos, czy udało się ich znaleźć?
(Walco)
Niestety nie. Nasza utalentowana złodziejka i żniwiarz zaginęli.
(Shin'en)
Ale czy on nie jest zabójcą na zlecenie?
(Walco)
Jest, ale znamy się osobiście i trochę go już poznałem. Nie jest typem, który od tak zapada się pod ziemie. Myślę, że coś musiało się wydarzyć. W każdym razie, może i nie mamy informacji o naszych, ale za to mam ciekawą informacje, chcesz posłuchać?
(Shin'en)
Zawsze.
(Walco)
Wielu ludzi zostało porwana na przestrzeni roku. Podejrzewamy, że w tym nasi zaginieni.
(Shin'en)
Przecież na co dzień wielu zostaje tak zgłoszonych.
(Walco)
Ale ci, których mam na myśli nie są normalni. W każdym razie opowiem ci więcej jak przyjedziesz.
(Shin'en)
Jasne.(Skończyłam rozmowę. Poczułam smród spalenizny, kiedy się odwróciłam zobaczyłam jak człowiek we spalonym kapturze uderza mnie w głowę).
(PERSPEKTYWA HORO-SHA)
(Hōrō-sha)
(Sprawdzałem dzisiejsze wyniki, jak zawsze idealne, smutne. Normalny człowiek by się cieszył, ale nie ja. Od wielu długich lat tak jest, nic się nie dzieje, nawet z-marty są daleko za nami. Czy tak się czuje człowiek na szczycie? Czy tak naprawdę wygląda szczyt? Jeśli tak to wolałbym, abyśmy byli na skraju bankructwa, chyba wtedy byłoby ciekawie, prawda? Kogo ja oszukuje? Jedyne co mi pozostało to śmierć. Byłem na dnie, a skończyłem na szczycie. Przeżyłem wszystko, osiągnąłem sukces, ale nie mam nikogo z kim mógłbym się tym podzielić. Rodzice umarli, gdy byłem młody, a w tamtym kraju wygrywał najsilniejszy, więc mogłem liczyć tylko na siebie. Przynajmniej tak myślałem, kiedy chodziłem po świecie spotkałem tą osobę. Osoba, która podała mi pomocną dłoń i wskazała drogę, tylko dzięki niej mogłem stać z kolan. Z perspektywy czasu, to nie pamiętam nawet jego twarzy, ale pokazał mi, że nawet dno może coś osiągnąć i chcę być taki sam. Głównie dlatego zatrudniam i szkolę tych, którzy stracili nadzieję, chcę im pokazać, że mogą coś zmienić tak jak ja. Została mi ostatnia rzecz do zrobienia zanim będę mógł odejść, muszę znaleźć swojego następcę. Ciekawe czy będę mógł spotkać kogoś odpowiedniego, ale nie dowiem się póki nie spróbuje. Poczułem dziwne uczucie, jakby ktoś mi się przyglądał, coś czuje co to oznacza).Wiem, że tu jesteś, więc działaj.(Zobaczyłem jak drzwi się otwierają. Zamknąłem oczy licząc na nadchodzące. Wygląda na to, że nie będę miał okazji wybrać następcę).
(PERSPEKTYWA EN)
(En)
Mam do ciebie pytanie Makoto.
(Makoto)
Co się stało mistrzyni?
(En)
Dlaczego zacząłeś trenować kendo? Myślałam, że bardziej działasz mózgiem jeśli mam być szczera.
(Makoto)
Po tak jest.
(En)
W takim razie czemu?
(Makoto)
Cóż wolałbym o tym nie mówić, ale jeśli to mistrzyni, to czemu nie? Widzi mistrzyni znęcają się nade mną w szkole ostatnio, więc chcę się jakoś móc odegrać. Chcę, żeby poczuli ten sam ból jaki ja czuje, a nawet większy.
(En)
Głupiec.(Powiedziałam krótko i na temat).Naprawdę myślisz, że zemsta cię gdzieś zaprowadzi? Myślisz, że nienawiścią coś osiągniesz?
(Makoto)
Oczywiście, że tak, dlatego proszę mnie dalej trenować.
(En)
Jak na początkującego licealistę, jesteś całkiem wygadany. W takim razie pokaż mi swoją potęgę nienawiści.(Nie mogę pozwolić, aby obiecujący młody człowiek poszedł w stronę zemsty. Chyba, że chcę skończyć jak ja).
(Makoto)
Co masz na myśli?
(En)
Zawalczmy, tu i teraz.
(Makoto)
To niesprawiedliwe! Jak ktoś początkujący może pokonać mistrzynie w kendo?
(En)
Jeśli chcesz walczyć używając nienawiści przygotuj się na to, że życie jest nie sprawiedliwe. Czy ci których darzysz chęcią zemsty też nie są niesprawiedliwi?! Pokaż co potrafisz. Jeśli dalej uważasz, że to niesprawiedliwe użyj mojego miecza, a ja użyje tego bambusowego.
(Makoto)
Mistrzyni jest tego pewna? Przecież takim czymś mogę zrobić ci krzywdę.
(En)
Nawet za sto lat treningu byś nie wygrał. Ubieraj strój.
(Makoto)
T-Tak jest.
(En)
(Kiedy ubraliśmy nasze stroje przyjęliśmy pozycje do walki).HAJIME!(Zaczęliśmy. Młody Makoto ruszył na mnie machając moim mieczem na oślep. Tego mu nie daruje. Uderzyłam go w brzuch tak, że zgiął się w pół).YAME! Wszystko w porządku?
(Makoto)
T-Tak. Tylko trochę boli.
(En)
W każdym razie przepraszam.
(Makoto)
Nie, to widocznie moja kara.
(En)
Chociaż szczerze powiem, że ci się należało. Pamiętaj sprawiedliwość nie zemsta.
(Makoto)
Rozumiem. W tym wypadku proszę o dalszą naukę, abym mógł się obronić i innych.
(En)
I to mi się bardziej podoba, oczywiście Makoto. Teraz wracaj do domu, jeszcze sama muszę potrenować.
(Makoto)
Tak jest! Do zobaczenia następnym razem mistrzyni.
(En)
(Pożegnałam Makoto, a następnie zamknęłam szkołę. Wyciągnęłam materiały do swoich ćwiczeń czyli cegły. Cegły, które wyciągnęłam ustawiłam aby kształtem robiły za kostkę. Następnie przyjęłam pozycje i zamachnęłam się. Po chwili kostka z cegieł została przepołowiona. Widzę, że idzie mi coraz lepiej, ale czy to nadal wystarczy, aby go pokonać? Z pewnością ty też stajesz się coraz silniejszy, co Shiro? Kiedy następnym razem się spotkamy zabije cię, to będzie zemsta za moje oko i moją rodzinę...Jestem hipokrytkom. Mówiłam Makoto jaka zła nie jest zemsta, a ja dzięki niej żyje. Jestem straszna, ale pewna myśl jest pocieszająca. Myśl, że istnieje dwójka ludzi, których przeznaczeniem jest walka. Gdy tak o tym myślałam, to pokoju przyturlał się coś podobnego do puszki. Po chwili puszko podobny obiekt wypuścił gaz, a ja zaczęłam odczuwać senność).
(PERSPEKTYWA KUGUTSU)
(Kugutsu)
"Drodzy wyborcy obiecuje wam, że razem naprawimy ten kraj. Jeśli na mnie zagłosujecie przysięgam, że zmniejszę podatki.(Tak naprawdę je podwoimy, więcej szmalu dla nas).Zalegalizuje marihuanę.(Co to za punkt w ogóle? Z ojcem będziemy musieli o tym pogadać).Zmniejszę bezrobocie.(Po mam dość patrzenia na żuli, którzy żebra ją ode mnie).To wszystko! Głosujcie na mnie w następnych wyborach".
(Pan Dimityr)
Świetnie ci poszło. Masz jakieś uwagi?
(Kugutsu)
Oczywiście, że tak. Co to za gówniane przemówienie?
(Pan Dimityr)
Ciesz się, że w ogóle jakieś ci przygotowaliśmy. Zdajesz sobie sprawę, że powinnaś sama je zrobić? Zrobiłem je tylko dlatego, że twój ojciec mnie o to poprosił.
(Ojciec)
W rzeczy samej Dimityr. Chociaż zapomniałeś powiedzieć, że moja córka jest łagodnie mówiąc, kretynką.
(Kugutsu)
Tato, naprawdę przyszedłeś tylko po to, aby mnie obrażać?
(Ojciec)
To też, ale nie tylko.
(Kugutsu)
(Czyli jednak. Fajny mi ojciec, ale w sumie umoczył jej śmierć, więc nie mam na co narzekać).
(Ojciec)
Dimityr, mój drogi przyjacielu, mógłbyś zostawić mnie i moją córkę samych?
(Pan Dimityr)
Oczywiście.
(Kugutsu)
(Ten robak wyszedł. Zostaliśmy z ojcem sami w moim gabinecie).
(Ojciec)
Więc, co sądzisz o moim przemówieniu?
(Kugutsu)
Zalegalizować narkotyk? Oszalałeś? Marihuana w tym kraju ma klasę A. Zresztą myślałam, że nienawidzisz narkotyków.
(Ojciec)
Nie wiedziałem, że myślisz, ale masz racje nienawidzę. Za to lubię głosy. Wiesz ile mamy nałogowych ćpunów w kraju? Całe 5%. Wiesz, że to może być dodatkowe 5% głosów?
(Kugutsu)
Tato, jesteś genialny.
(Ojciec)
Prawda?
(Kugutsu)
Jeśli chodzi o niego, to jak wyglądał układ?
(Ojciec)
Masz sklerozę, że już zapomniałaś? Staramy się, abyś wygrała wybory i została prezydentem, ale tylko z tytułu. Tak naprawdę Dimityr nim zostanie, ponieważ mianujesz go swoim doradcą.
(Kugutsu)
W tym wypadku, dlaczego on nie kandyduje?
(Ojciec)
Naprawdę jesteś taką ignorantką? Nie znasz kontrowersji związanych z nim?
(Kugutsu)
W sensie?
(Ojciec)
Gdybyś tylko nie była moją córką, to bym od razu cię wydał. W sensie takim, że został oskarżony o pedofilie. Akurat składa się, że to prawda, ale uniknął kary, dzięki mnie.
(Kugutsu)
Trzymasz tutaj pedofila?
(Ojciec)
Tak. Jaki by Dimityr nie był, ciągle jest genialny. Za mojej kadencji on był moim doradcą. Chciałbym, aby też został prezydentem, ale przez tą historie nie może. Jednak teraz jest inny sposób. Co gdyby rządził za kurtyny? Co gdyby nowy prezydent był tak tępy, że nie umiałby zrobić niczego sam? Plan jest taki, że wygrasz wybory, aby z cienia rządził Dimityr. Uważam, że taki układ byłby dobry dla obu stron, nie?
(Kugutsu)
Co ja z tego mam?
(Ojciec)
Czy nie powinno wystarczyć to, że ukryłem twoje morderstwo? Oczywiście będziesz zarabiała dużo jako nasza maskotka.
(Kugutsu)
Racja, wydaje się uczciwe.
(Ojciec)
Będę już szedł, mam jeszcze parę rzeczy do zrobienia. Nie długo zobaczysz, że zostaniesz głową tego państwa. Mimo, że tylko z nazwy, to będzie i tak twoje największe osiągnięcie. W każdym razie do zobaczenia.
(Kugutsu)
Cześć.(Ojciec wyszedł. Zostałam sama w gabinecie. Niedługo przeniosę się do biura prezydenta, więc nie tak źle. Nie sądziłam, że zabicie własnej matki przyniesie tyle korzyści. Takie przypadki mogły by się częściej zdarzać. Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam z urzędu. Gdy dodarłam do swojego mieszkania poczułam igłę wbijającą mi się do szyi).
(PERSPEKTYWA NOGARERU)
(Nogareru)
(Siedziałem w swoim biurze pociągając łyka z piersiówki. Usłyszałem pukanie do drzwi).Kogo niesie?
(James)
To ja szefie, James.
(Nogareru)
Młody właź.(James, został dosyć nie dawno to nas przeniesiony, więc może się dziwić jak pracujemy. Pewnie chcę o tym pogadać).
(James)
Dzień dobry szefie.
(Nogareru)
Siema młody. Napijesz się?(Z pod biurka wyciągnąłem butelkę szkockiej i dwie szklanki).Po jednym?
(James)
Szefie jest dopiero 12.00, takie rzeczy to w ogóle po służbie, nie?
(Nogareru)
Kto tak powiedział?
(James)
Huh?
(Nogareru)
Kto powiedział, że można pić po służbie? Jeśli nikt cię nie złapie, to możesz pić nawet kościele.(Przyznaje parę razy się zdarzyło).
(James)
Dziwnie jest słyszeć, takie słowa od komendanta.
(Nogareru)
Jak widzisz jestem dość wyluzowany.
(James)
Chyba skorumpowany.
(Nogareru)
Na jedno wychodzi.
(James)
Wcale nie.
(Nogareru)
Niech ci będzie, podoba mi się twoja bez pośredniość. W ogóle czego potrzebujesz?
(James)
Chcę zostać przeniesiony.
(Nogareru)
Czemu?(Czyżby mięczak nam się trawił)?
(James)
Ponieważ tutaj jest łamane z połowa kodeksu karnego dziennie. Policjanci są łapówkarzami, nadużywają swoich praw przy zatrzymaniach i innych takich. Z resztą widziałem jak szef wypuszczał seryjnego mordercę za pół miliona, czemu?
(Nogareru)
Ponieważ, wtedy miałbym wystarczająco na lambo.
(James)
Widzisz? Wszyscy są tutaj nie poważni. Nie chcę pracować z kimś kto ma prawo gdzieś.
(Nogareru)
Czyli masz problem z moim prawem?
(James)
Z twoim prawem?
(Nogareru)
Tak moim. Widzisz jako komendant mam moc, żeby zmieniać prawo tak jak mi się podoba.
(James)
Kpina jakaś. Co na to burmistrz?
(Nogareru)
Osobiście mi na to pozwolił, po tym jak prawie go aresztowałem.
(James)
Nie wierzę.
(Nogareru)
No to uwierz. Jeśli chcemy chronić naszych obywateli musimy grać nie czysto. Wypuszczamy przestępców lub innych śmieci dlatego, aby mieć na nich oko. Dodatkowo łapówki jakie nam dają idą w większości na sierociniec lub nas. Szczerze zależy od humoru, ale rozumiesz co mam na myśli, prawda? Łamie prawo, aby je chronić, jeśli dalej nie jesteś przekonany, to cię przeniosę. Nie potrzebuje tchórzy.(Zadzwonił telefon. Odebrałem, w słuchawce usłyszałem przerażony głos dziewczynki)
(Dziewczynka)
H-Halo policja?
(Nogareru)
Policja w Brownsville, w czym pomóc?(Kiedy słyszę coś takiego po prostu muszę być profesjonalny).
(Dziewczynka)
Po rodzice się kłócą, a tata wziął nóż.
(Nogareru)
Rozumiem podaj swój adres jeśli umiesz.(Dziewczynka podała swój adres, więc o niego chodzi).Zaraz będziemy, ukryj się gdzieś.(Rozłączyłem się).Idziemy James, jest akcja.
(James)
Co się dzieje, więcej łapówek do wzięcia?
(Nogareru)
(Strzeliłem go w pysk).Zamknij się i weź pałkę teleskopową, to poważna sprawa, więc nie pora na żarty.(Wyszliśmy z mojego biura, zobaczyłem policjanta).Chodź wezwanie do domu Ricka.
(Policjant)
Tak jest.
(Nogareru)
(Weszliśmy do radiowozu i odpaliłem koguty. Zaczęliśmy jechać z pełną prędkością. Jakby powiedział to James, złamaliśmy wszystkie przepisy związane z prędkością. W parę minut znaleźliśmy pod domem Ricka). Dobra robimy tak ja się nim zajmuje, a w razie czego jesteście ślepi.
(Policjant)
Tak jest.
(James)
...Okej.
(Nogareru)
(Zapukaliśmy do domu).Hej Rick, to ja twój szef weź otwórz.(Po chwili otworzył nam Rick, który był we krwi)
(Rick)
Och, szefie wybacz, ale jestem trochę zajęty, ale wejdź. Chłopacy też mogą.
(Nogareru)
(Weszliśmy mu na chatę. Widać, że jest w szoku. Rozglądając się po domu zauważyłem, że w kuchni jest martwe ciało prawdopodobnie jego żony).Jak to wytłumaczysz?
(Rick)
Mieliśmy z żoną małą Kłudnie i tak się jakoś skończyło. W ogóle co szefa i chłopaków tutaj sprowadza?
(Nogareru)
Twoja córka dzwoniła, miała zmartwiony głos, więc przyszedłem sprawdzić, co się dzieje.
(Rick)
Spokojnie, nic się nie stało. Fałszywy alarm, że tak powiem. Jeśli chodzi o młodą to się z nią już rozmówię samemu.
(Nogareru)
Masz coś do picia? Trochę mnie suszy po tej całej drodze.
(Rick)
Jasne.
(Nogareru)
(Ricki wyciągnął flaszkę. Wziąłem od niego, otworzyłem i pociągnąłem sporego łyka).Dobra, niezły gust Ricki.
(Rick)
Dzięki.
(Nogareru)
A teraz.(Wziąłem nóż, który leżał na stole i wbiłem mu w ręke).
(Rick)
Co ty robisz!?
(Nogareru)
Zostajesz aresztowany pod zarzutem morderstwa, wszystko co powiesz będzie wykorzystane przeciw tobie, więc zamknij mordę gnoju.
(Rick)
Jestem policjantem nie możesz.
(Nogareru)
James podaj pałkę.
(James)
Już.
(Nogareru)
(Wziąłem pałkę i zacząłem go nią okładać).
(Rick)
Nie zatrzymacie go? Nie widzicie co robi?
(Policjant)
Ale co robi?
(James)
Jedyne co widzę, to stawianie oporu podczas zatrzymania, prawda szefie? Tak mam napisać?
(Nogareru)
(Wreszcie załapał. Lepiej późno niż wcale, co)?
(Policjant)
Co zrobić, szefie?
(Nogareru)
Wrzucić go do auta. Ja mam tu jeszcze coś do zrobienia.
(Policjant)
Tak jest.
(James)
Szefie?
(Nogareru)
Nie idziesz? Wiesz przydałaby mu się pomoc, nawet jeśli nasz aresztowany wygląda jak gówno, w sumie nim jest.
(James)
Zostanę jeszcze trochę tutaj. Chcę zobaczyć dokąd zaprowadzi twoje prawo.
(Nogareru)
Naprawdę? Cieszę się.
(James)
Mam pytanie. Co ci się stało w rękę?
(Nogareru)
Hm? A to? Wiesz, czasem w naszej pracy występuje coś takiego jak ryzyko. Po prostu nie byłem ostrożny i ręka mi tak skończyła, rozumiesz? W każdym razie leć i pomóż swojemu koledze.
(James)
Tak jest.
(Nogareru)
(Potem jak James wyszedł przeszukałem dom w poszukiwaniu młodej. Po chwili znalazłem ją ukrytą w szafie).A ty co, szukasz Narni?
(Dziewczynka)
Już po wszystkim?
(Nogareru)
Tak twój tatuś zrobił coś złego, więc on musi iść do takiego nie fajnego miejsca.
(Dziewczynka)
A mama?
(Nogareru)
Została ułożona do długiego snu. Masz kogoś u kogo możesz zostać?(Nie mam serca, aby jej o tym mówić. Lepiej, żeby to był ktoś inny niż nieznajomy, prawda)?
(Dziewczynka)
U dziadków.
(Nogareru)
Rozumiem.(W ostateczności po ostawieniu Ricka odwiozłem małą do jej dziadków. Nie powiem tłumaczenie się im było co najmniej niezręczne. Po tym wróciłem do domu się napić. Otworzyłem butelkę i zacząłem pić. Gorzki płyn zaczął dostawać się do mojego gardła. Sprawdziłem godzinę było już popołudnie, więc przyszedł czas na zmianę opatrunków. Wziąłem apteczkę i wyciągnąłem wodę utlenioną i bandaże. Po ściągnięciu bandaży mojemu wzroku pokazał się dosyć beznadziejny widok. Żałosna ręka żałosnego człowieka przy ozdobiona dużą liczbą blizn po cięciu się. Jedne stare, a drugie nowe, ale co poradzić? Po przemyciu rany zabandażowałem sobie rękę z powrotem. Wziąłem butelkę z trunkiem z powrotem i zacząłem go dokańczać, ponieważ podobno niedokończony flakon przynosi pecha, a on jest niepotrzebny. Momentalnie poczułem jakby moje nogi były z wady, ponieważ skończyłem leżąc na ziemi. Kiedy spróbowałem wstać poczułem jak czymś dostaje w głowę).
(PERSPEKTYWA MIRAI)
(Mirai)
(Paryż jesienią jest taki wspaniały! Tyle różnych kolorów i zachodzące słońce jest piękne. Dodając do tego wieże Eiffla, to robi jeszcze większe wrażenie. Przechadzając się dzielnicami i rozglądając się po mieście. Chociaż dopiero ostatni dzień wakacji, to się stresuje. Jutro zaczynam swoje licealne życie, więc przydałoby się dobrze wykorzystać ten dzień. Spacerując ulicami widzę opuszczony budynek do którego co jakiś czas chodzę. Na jego najwyższym piętrze jest dobry widok na część miasta. Gdy weszłam po schodach budynków na jego ostatnim piętrze zobaczyłam mężczyznę, który miał linę wokół szyi i był na taborecie).
(Mężczyzna)
...Um...Nie wiedziałem, że ktoś tu będzie, przepraszam.
(Mirai)
Co pan tu robi?(Pytanie dosyć głupie jeśli się tak zastanowić. Ten człowiek chcę się powiesić).Czemu pan to robi?
(Mężczyzna)
Widzisz inaczej nie zaznam spokoju. Zrobiłem coś strasznego.
(Mirai)
Ale czy to powód dla którego warto się zabijać? Proszę mi powiedzieć.
(Mężczyzna)
Jestem naukowcem. Brałem udział w pewnych badaniach, które skończyły się śmiercią wielu ludzi.
(Mirai)
Słucham? Co to było?(Co się musiało zdarzyć, że zmusiło go to takich kroków? To straszne).
(Mężczyzna)
Chciałem pomóc w ulepszeniu świata, a skończyło się na cierpieniu tylu istnień. Nie mogę tego dłużej znieść. Nie mam prawa by żyć po tym wszystkim.
(Mirai)
Ale, czy to życia jest wymagane prawo? Nie wiem co zrobiłeś, ani jak to było złe, ale wierzę, że jest inne wyjście.
(Mężczyzna)
Dziecko, nie rozumiesz tego, prawda? Za to co zrobiłem, nie ma wybaczenia?
(Mirai)
Kto tu mówi o przebaczeniu? Zrobiłeś źle, to prawda, ale nie jest za późno na prawidłową pokutę. Jeszcze można wszystko naprawić. Wierzę, że ci się uda. Wiem, że możesz wszystko odwrócić.
(Mężczyzna)
Mówisz tak, abym się nie powiesił, co?
(Mirai)
Mówię tak, ponieważ wiem, że zawsze jest jakiś inny sposób. Jeśli teraz to zrobisz śmierci twoich kolegów naukowców będą bez znaczenia. Wiem, że ich śmierć jest dla ciebie ważna, ponieważ nie obwiniałbyś się gdyby to było bez znaczenia. Wierzę, że jesteś stanie zmienić to co zrobiłeś. Ja wierzę w ciebie, więc ty uwierz moim słowom, proszę!
(Mężczyzna)
.......Rozumiem. Mimo bycia taką młodą, wiesz jak dopierać słowa, co? Opowiem ci o wszystkim. Zacznijmy od nazwy badań. Badania nazywały się "Projekt- ech?
(Mirai)
(Nagle przez okno wleciało coś co uszkodziło taboret, który się przewrócił. Szybko spojrzałam na mężczyznę. Naukowiec zaczął się wierzgać, a po chwili przestał. Człowiek zginął na moich oczach, a ja nie mogłam nic z tym zrobić. Nagle poczułam jakby coś mnie raziło).
Rozdział 3-Koniec
Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia
Komentarze
Prześlij komentarz