Rozdział 8 część 1
Rozdział 8 część 1-Ideał
(PERSPEKTYWA SHIN'EN)
(Shin'en)
(Staliśmy na środku dużej platformy, która była nad przepaścią. Platforma miała cztery ścieżki. Jedna na lewo, druga szła w prawo, a trzecia prowadziła za nami. Ostatnia była przed nami i to były zamknięte drzwi, które prawdopodobnie zaprowadzą nas na ostatnie piętro. Co za tym idzie również do porywacza. Jeśli chodzi o przepaść, to już tak było kiedy się zjawiliśmy. Porywacz powiedział, że wytłumaczy kiedy będą wszyscy. Nie jestem pewna jakie są dokładnie straty w ludziach, ale na razie wygląda to średniawo. Jestem ja, Unmei, Hōrō-sha, Taoreta i Mirai. Na pewno martwa jest Futashika, tyle moja grupa wie. Niestety po tej sytuacji z Machigainaiem jedyne co robiliśmy to błądziliśmy w labiryncie. Z nikim się nie widzieliśmy, aż to teraz. Myślę, że warto będzie zapytać te dwie o straty. Z pewnością coś wiedzą).Taoreta i Mirai wiedzie może czy ktoś zginął?
(Hōrō-sha)
Mistrzyni subtelności.
(Shin'en)
Wiem, w końcu to ja. Wracając, udzielicie łaskawie odpowiedzi na pytanie?
(Taoreta)
Shīrudo... On nie żyje. Został zabity przez Hebi i trochę z mojej winy.
(Unmei)
Jak to?
(Taoreta)
Poświęcił się, aby mnie uratować.
(Shin'en)
(Ohh, jak fascynujące. Taoreta nie jest w żadnym trybie, a czuję tyle emocji. Z jej twarzy widzę żal, frustracje, smutek, złość, nienawiść i tym podobne. Przyznaje, że to rzadki u niej widok, aby była jakaś emocjonalna gdy jest w trybie neutralnym. Widać, że śmierć Shīrudo wywarła na niej niemałe wrażenie. To w sumie dobrze, teraz będę mogła bardziej na niej eksperymentować).
(Unmei)
Wybacz, że pytam gdy wyglądasz na smutną, ale czy ty również coś wiesz, Mirai?
(Mirai)
Ja... On... Ona... Czemu?
(Hōrō-sha)
Ta czapka... Nogareru zginął, prawda?
(Mirai)
...Tak. Podobnie jak Shīrudo, Nogareru oddał za mnie życie. Prawdopodobnie w ostatnich chwilach zatrzymał Hebi.
(Shin'en)
(Heh, więc mamy dwóch rycerzy na białym koniu? Poświęcili życia, aby uratować damy z opresji, jak wspaniale tandetnie. Choć z drugiej strony, mój zrobiłby pewnie to samo dla mnie. Pomijając to, Mirai mówi, że Hebi też zginęła, ale czemu)?Skąd to przypuszczenie Mirai?
(Mirai)
Po drugim trzęsieniu ziemi coś się stało z pomieszczenie gdzie byłam z Nogareru. Nagle wybuchł pożar, więc ta dwójka musiała w nim spłonąć.
(Hōrō-sha)
Czemu też Hebi?
(Mirai)
Nie wiem, myślę tak, ponieważ to był ostatni raz kiedy ją zobaczyłam.
(Taoreta)
Równie dobrze to mogłaby uciec z palącego się pomieszczenia. W końcu to ona zabiła Shīrudo.
(Mirai)
Nie, Shīrudo zginął przed pożarem. Hebi mówiła, że zabiła go.
(Shin'en)
(Nie wiedziałam, że umie tak punktować. Dodatkowo jest bardzo poważna, chyba pierwszy raz).
(Unmei)
Gdzie Sora? W twojej grupie był on, ty i Nogareru. Powiedziałaś, że byłaś w czasie drugiego trzęsienia ziemi z Nogareru, ale nic nie powiedziałaś o Sorze. Sora odszedł od waszej grupy?
(Shin'en)
(Czy to festiwal logicznego punktowania? Dobry boże, mam tyle materiału do badań, że chyba wystarczy mi na tydzień).
(Mirai)
Można tak powiedzieć. Jeśli chodzi o Sore, to może być różnie.
(Hōrō-sha)
Co masz na myśli?
(Mirai)
Czyli wy tego nie słyszeliście. Machigainai rzucił Sorze wyzwanie, a on do niego poszedł.
(Shin'en)
Innymi słowy nie wiemy kto do nas przyjdzie. Może to być Machigainai.
(Hōrō-sha)
Lub też Sora.
(Taoreta)
Spokojnie możemy założyć, że Sora łatwo wygra. W końcu to on.
(Unmei)
Co racja.
(Shin'en)
Ale nie możemy zapominać z kim walczy. Machigainai może i posiada zachowania psychopatyczne, ale wciąż ma umiejętności. Zakładanie, że Sora z nim łatwo wygra nie jest najlepszym podejściem.
(Hōrō-sha)
Szczególnie, że to Machigainai rzucił wyzwanie Sorze. Na pewno coś przygotował.
(Taoreta)
Dziwi mnie, że on o takiej możliwości nie pomyślał.
(Mirai)
Spokojnie, Sora musiał brać to pod uwagę.
(Taoreta)
Ale i tak poszedł na niepewną walkę.
(Mirai)
W końcu to jest nasz Sora. On zawsze zrobi coś czego my nie możemy przewidzieć.
(Shin'en)
(Usłyszeliśmy dźwięk kroków dobiegający za nami. Tam był korytarz przez, który przeszła wtedy En. Innymi słowy to korytarz prowadzący z sali tortur do tego miejsca. W ciemnościach korytarza zobaczyliśmy sylwetka człowieka. Po chwili mogliśmy zobaczyć kto to był. To był Sora, ale coś było z nim nie tak. Wydawał się być jakiś inny. Jakby coś go martwiło).
(Hōrō-sha)
Więc to jednak ty wygrałeś. Kamień z serca tak szczerze.
(Unmei)
Dobrze cię widzieć Sora.
(Sora)
......Wybaczcie, że kazałem wam czekać. Prawdopodobnie Mirai to powiedziała, ale trochę mi zeszło na walce z Machigainaiem.
(Unmei)
Rozumiem, że go zmiażdżyłeś, prawda? To musiała być bezkonkurencyjna wygrania, czyż nie? Hahaha!
(Sora)
.........Ledwo go pokonałem.
(Unmei)
Huh? Jak to?
(Shin'en)
(Interesujące. Nawet Sora miał problem z pokonaniem Machigainaia).Powiesz o tym więcej?
(Sora)
Nie teraz. Aktualnie musimy iść na konfrontacje z porywaczem. Mam do niego całą górę pytań i zmuszę go, aby odpowiedział na wszystkie.
(Shin'en)
(Sora mówiąc swoje ostatnie zdanie wyciągnął nóż. Sora staję się coraz bardziej interesujący. Tyle rozwojów na raz, czuję się jakbym dostała prezent gwiazdkowy).
(Taoreta)
Przynajmniej wygrałeś.
(Sora)
...Niby tak, ale nie czuję się wygrany w żaden sposób. De facto, to chyba Machigainai w rzeczywistości wygrał. W każdym razie, ja przyszedłem tu ostatni? Reszta skończyła martwa?
(Ekran)
Tak, została was jedynie szóstka. Futashika zginęła z rąk Machigainaia. Shīrudo został zabity przez Hebi. Nogareru i Hebi zginęli w pożarze. Ten żałosny śmieć Machigainai przegrał z Sorą. Shinigami i En wykończyli się tutaj nawzajem. Między innymi to piętro pokazało kto z was miał dużo szczęścia, aby przetrwać. Normalnie wspomniałbym o umiejętnościach, ale nie w waszym przypadku.
(Mirai)
Huh? Czemu?
(Ekran)
Shin'en, Unmei i Hōrō-sha cały czas uciekali. Tobie Mirai, Nogareru uratował cztery litery. Taoreta została ocalona przez Shīrudo. Tylko Sora pokazał znakomite umiejętności, ale czego innego można się po nim spodziewać? W końcu to ty Sora.
(Sora)
.......Czemu tutaj jest krater?
(Ekran)
Właśnie miałem mówić, Shinigami umieścił tutaj bomby w razie problemu. Widać, że ich użył. Musiałem wezwać platformę, ponieważ pomieszczenie w którym walczyli zapadło się. Teraz przejdziecie przez zamknięte drzwi. Tam będziecie mieli schody, które zaprowadzą was do ostatniego piętra. Na tym piętrze jestem ja, więc niedługo zobaczymy się twarzą w twarz. Do zobaczenia niedługo.
(Shin'en)
(Wreszcie przestał. Wychodzi na to, że z początkowej dwudziestki, zostało zaledwie sześciu ocalałych. Czy będzie jeszcze więcej ofiar? Kto to wie? Ja wiem jedynie to, że teraz została nam ostatnia prosta do upragnionej wolności).No to chodźmy drużyno.
(Taoreta)
Od kiedy jesteś naszym kapitanem?
(Shin'en)
Po prostu mi się tak powiedziało. Nie musisz łapać mnie za słówka, Taoreta.
(Unmei)
Um, ludzie jest tylko jeden mały problem.
(Mirai)
Jaki, Unmei?
(Unmei)
Porywacz wspomniał coś o schodach, prawda? Jak ja mam tym wózkiem wdrapać się na schody?
(Shin'en)
(Hahaha! Sama nie wiem jakby to było zabawne gdyby Unmei została tutaj, ponieważ jest inwalidką).
(Taoreta)
To akurat dosyć spory problem.
(Hōrō-sha)
Co robimy?
(Shin'en)
Po co się pytasz? To chyba oczywiste, prawda? Ty i Sora będziecie ją nieść po tych schodach.
(Hōrō-sha)
Że jak? Czemu?
(Shin'en)
Ponieważ my jesteśmy słabymi kobietami, a wy silnymi mężczyznami. Lub w przypadku Sory, silnym chłopcem. Zresztą jesteście ostatnimi żywymi mężczyznami, więc nie macie wyboru.
(Hōrō-sha)
Co o tym sądzisz, Sora?
(Sora)
Zaczynam mieć już dosyć marnowania czasu, więc po prostu to zróbmy Hōrō-sha. Mam dość czekania, muszę dostać się do porywacz tak szybko jak to tylko możliwe, więc proszę cię, nie utrudniaj.
(Hōrō-sha)
Um, w porządku.
(Shin'en)
(Nie wiedziałam, że może być tak bardzo zdeterminowany. Widać coś musiało się stać podczas rozłąki. Pewnie w momencie gdy walczył z Machigainaiem. Wnioskuje to po twarzy Mirai, która przedstawia kompletne zdezorientowanie. Przeszliśmy przez drzwi. Ciemne przejście z którego dobiegało jasne światło na samym szczycie. Światło oświetlało schody, więc przynajmniej wiemy po czym idziemy. Sora i Hōrō złapali wózek Unmei i zaczęliśmy iść w górę. Po kilku minutach chodzenia znudziłam się czekaniem i ciszą, więc postanowiłam zadać mu jedno pytanie).Hej Sora, na czym polegał twój pojedynek z Machigainaiem?
(Sora)
Nie teraz.
(Taoreta)
Szczerze mówiąc to mnie też ciekawi, czemu nie powiesz?
(Mirai)
Sam mówiłeś o współpracy, więc współpracuj Sora.
(Sora)
Ehhh, pojedynek miał proste założenie. Kto odpowie więcej razy dobrze ten wygrywa.
(Unmei)
Na jaki rodzaj pytań odpowiadaliście?
(Sora)
Czy to w naszym przypadku nie jest oczywiste? Dlaczego dana osoba dostała imię o takim znaczeniu?
(Hōrō-sha)
Huh?
(Unmei)
Ale Hōrō weź trzymaj mocniej, po jeszcze wypadnę.
(Hōrō-sha)
A-A wybacz.
(Shin'en)
I jakie było moje?
(Sora)
Shin'en dostałaś imię oznaczające otchłań, ponieważ w niej jesteś. Shin'en jesteś pogrążona w otchłani swoich lęków. Czy jakieś inne gówno tego typu, szczerze mówiąc mam to gdzieś. Ktoś jeszcze chcę, abym stracił mu znaczenie jego imienia? Nie? Tak myślałem, więc dajcie mi spokój ze zbędnymi pytaniami i chodźmy dalej.
(Unmei)
Jesteś bardziej szorstki niż zazwyczaj.
(Sora)
................
(Shin'en)
(Ja się czegoś boję? To jest niemożliwe, w końcu nic mi nie przychodzi na myśl jeśli chodzi o coś czego się boję).
(Taoreta)
Hej, Shin'en.
(Shin'en)
Huh?
(Taoreta)
Czego się boisz?
(Shin'en)
J-Ja? Niczego oczywiście. Widziałaś mnie kiedyś przerażoną? Szczerze wątpię.
(Taoreta)
Ha, ta jasne, mów tak dalej, a być może ci uwierzę. Jednakże Shin'en, kiedy przyjdzie czas gdy będziesz chciała pogadać, to wiedz, że jestem. Wiem, że akurat ty będziesz doskonałym obiektem badań.
(Shin'en)
...!(Ten wzrok. Ten uśmiech. To zachowanie... Czy ona mnie udaje? Czy ona mi się odgrywa za wtedy w biurze dyrektora? Przyznaje, że to jest poniżej pasa).
(Mirai)
Hej ludzie?
(Unmei)
Co jest Mirai?
(Mirai)
Może tylko mi się wydaje, ale mam wrażenie, że to światło jest coraz bliżej nas.
(Taoreta)
Nie Mirai, to my jesteśmy coraz bliżej.
(Mirai)
No to zatrzymajmy się na chwilę.
(Taoreta)
Strata czasu, co nie, Sora?
(Sora)
..............
(Hōrō-sha)
Chwila, co?
(Shin'en)
(Sora zatrzymał się, a Hōrō z oczywistych względów także).Co ci jest Sora?
(Sora)
Masz rację. To światło się zbliża.
(Shin'en)
Czekaj, co?(W momencie gdy spojrzałam się w stronę światła, ono nagle ruszyło w naszą stronę).
(Taoreta)
Co jest do cholery?
(Sora)
...Szlag.
(Shin'en)
Co to znaczy?(W moment światło mnie pochłonęło, po tym poczułam jakbym spadała. Zamknęłam oczy szykując się na najgorsze. Jednakże nic się nie stało. Otworzyłam oczy, leżałam na wygodnej sofie w jakimś gabinecie. Po chwili weszła znajoma mi osoba).
(Taoreta)
Dzień dobry, pani Shin'en, zgadza się?
(Shin'en)
Um, tak, zgadza się. Dzień dobr- Moment, co ty wyrabiasz Taoreta?
(Taoreta)
Och, skąd pani zna moje imię? Spotkałyśmy się wcześniej?
(Shin'en)
Skończ z tą farsą, gdzie my w ogóle jesteśmy? Przecież chwilę temu byliśmy na schodach z pozostałymi.
(Taoreta)
Ale proszę się uspokoić, po wezwę ochronę. To lub zadzwonię gdzie trzeba i umieszczę panią w zakładzie psychiatrycznym. Możemy teraz zacząć sesje?
(Shin'en)
(Co tu się dzieje? Dlaczego Taoreta zachowuje się jakbyśmy były nieznajomymi? W sumie na jej miejscu też bym tak zrobiła, ale to nieważne. Ważne jest czemu znalazłam się w tym pokoju? Nie mam odpowiedzi, ale niech będzie, zagram w twoją grę).Co to w ogóle za sesja?
(Taoreta)
Widzę, że zaczęła pani współpracować, ale proszę nie robić sobie żartów. Przecież pani umówiła naszą wizytę. To sesja psychologiczna przypominam. Z tego co pamiętam jak rozmawiałyśmy przez telefon, to pani chciała porozmawiać o swoich zmartwieniach.
(Shin'en)
Zmartwienia? Nie mam żadnych, do widzenia.(Wstałam i skierowałam się w stronę drzwi).
(Taoreta)
Ale proszę się zatrzymać. Każdy mówi, że nie ma problemu, więc pani twierdzenie jest dla mnie do niczego potrzebne. Dodatkowo mam do przekazania wiadomość.
(Shin'en)
Wiadomość?(Teraz jestem bardzo zainteresowana).Co to za wieści?
(Taoreta)
Wróci pani na miejsce, a porozmawiamy o tym.
(Shin'en)
(Niech będzie, coś czuję, że ta wiadomość jest mi potrzebna. Wróciłam na sofe).Teraz możesz mówić, prawda? Zacznij od wiadomości.
(Taoreta)
Ciężko się z panią dogadać, co? W sumie bez znaczenia tak długo jak będziemy mogły zacząć. W czasie gdy pani tutaj leżała, ja odbierałam wiadomość dla pani z recepcji.
(Shin'en)
(Więc ktoś wysłał mi wiadomość? Ciekawe kto to może być)?Jaka jest treść tej wiadomości?
(Taoreta)
Już czytam. "Shin'en, tu porywacz, jak się masz? Podoba ci się twoje idealne życie? Właśnie idealny świat, o tym właśnie chcę ci opowiedzieć. Światło, które widzieliście na schodach pochodziło z lamp przed drzwiami do mojego piętra. Rolą światła było po prostu zmuszenie was do zamknięcia oczu. Gdy mieliście zamknięte oczy wysłałem impuls do waszych chipów, aby was uśpić i przetransportować. Aktualnie znajdujecie się w pewnych komorach. Ta komora generuje wasz "ideał". W tej komorze masz możliwość przeżyć swoje idealne życie... A przynajmniej idealny dzień. Macie 24 godziny na wydostanie się z iluzji. Jeśli przekroczycie ten limit to komora wyłączy wasze funkcje życiowe. Innymi słowy za 24 godziny umrzecie. To jest wasza ostatnia próba przed spotkaniem ze mną. Jedynym sposobem, aby wyjść z iluzji jest znalezienie czegoś co do niej nie pasuje. Przy okazji, tylko ty dostajesz tą wiadomość. Pewnie zastanawiasz się czemu? To oczywiste, ponieważ masz najmniejsze szanse na ucieczkę ze swojej iluzji. W końcu z waszej szóstki to ty jesteś najsłabsza. Potraktuj to jako ułatwienie. Mam nadzieję, że się zobaczymy niedługo, Shin'en. W razie czego, spoczywaj w pokoju". Dziwna wiadomość, czyż nie?
(Shin'en)
Bardzo.(Rozumiem, to wszystko wyjaśnia. To ostatnia przeszkoda do wyjścia. Muszę znaleźć coś co nie pasuje do mojego ideału. Jednakże, czy to będzie łatwe do znalezienia? Szczerze wątpię).
(Taoreta)
Proszę powiedzieć coś o sobie.
(Shin'en)
Słucham?
(Taoreta)
Przeczytałam dla pani tą dziwną wiadomość, więc proszę teraz współpracować. Słyszałam o pani-
(Shin'en)
Jeśli mam współpracować to skończmy z formalnościami. Gdy mówisz do mnie na "pani", zaczynam czuć się staro.(A nawet nie ma czterdziestki na koncie).
(Taoreta)
Dobrze, Shin'en.
(Shin'en)
Taoreta, czego chcesz się dowiedzieć?
(Taoreta)
Szczerze mówiąc słyszałam trochę o tobie. Genialny chirurg, który może zrobić każdą operacje z prawie stu procentowym powodzeniem. Ciekawi mnie dlaczego zostałaś chirurgiem?
(Shin'en)
Ponieważ zawsze ciekawiło mnie ludzkie ciało. Ciało jest dosyć zabawne, w zależności od warunków na jakie się je wystawi będzie reagowało inaczej.
(Taoreta)
Rozumiem, że lubisz eksperymentować.
(Shin'en)
Kocham to! Ludzie są niesamowitymi istotami, które mają w sobie tyle niewiadomych, że po prostu nie mogę się powstrzymać gdy mnie ktoś zaciekawi. Tak samo jest z tobą Taoreta.
(Taoreta)
Ze mną?
(Shin'en)
Tak, w momencie kiedy zobaczyłam cię pierwszy raz nie byłaś wcale interesująca. Jednakże to się zmieniło podczas drugiej próby. Zmieniłaś swój charakter tak nagle, że można by pomyśleć o tobie wtedy jako zupełnie innej osobie. Postanowiłam, że będę ci się uważnie przyglądać. Zaatakowałam cię w biurze dyrektora, ponieważ chciałam odkryć twoją tajemnice. Może i mi się nie udało, ale za to zobaczyłam kolejną twoją osobowość. Zaczęłaś mnie wtedy jeszcze bardziej ciekawić. Każdy interesuje się Sorą, a nie widzą, że ty też masz dużo do zaprezentowania. Myślę, że to po części karygodne.
(Taoreta)
Jesteś pewna, że twoje zainteresowanie moją osobą pochodzi, aby na pewno od tego?
(Shin'en)
Hm? A z czego innego?
(Taoreta)
Może to dlatego, że w pewnym sensie przypominam cię.
(Shin'en)
Co?
(Taoreta)
Ten gabinet jest miejscem, które istnieje jedynie w twojej głowie. Dlaczego wizyta u psychologa ma być twoim ideałem? Dlaczego akurat ja tutaj jestem?
(Shin'en)
Co chcesz przez to powiedzieć?
(Taoreta)
Że między innymi chciałabyś w przyszłości pewnego dnia przyjść porozmawiać ze mną szczerze o swoich lękach.
(Shin'en)
Kłamstwo! Co ty pieprzysz?
(Taoreta)
Czemu zaprzeczasz wytworowi z twojej własnej głowy? Przecież nawet nie jestem prawdziwą Taoretą, którą znasz. Jestem zaledwie twoim wyobrażeniem, częścią twojego idealnego świata, który dzieje się jedynie w twojej głowie. Wszystkie moje słowa są tym co chcesz usłyszeć. Powiedzmy sobie szczerze Shin'en, możesz zaprzeczać, ale w głębi siebie wiesz, że to wszystko co powiedziałam jest najszczerszą prawdą.
(Shin'en)
Rozumiem, co chcesz przekazać, ale pojawia się jedno pytanie. Dlaczego mój ideał miałby się opierać na rozmowie z tobą, Taoreta?
(Taoreta)
W pewnym sensie, zawsze chciałaś tak żyć. Pragnęłaś żyć jako kobieta sukcesu w wymarzonej pracy i wspaniałą rodziną. Chciałaś mieć przyjaciółkę, która zawsze cię wysłucha i doradzi. Chyba to też możemy zaliczyć jako powód, że się mną zainteresowałaś, nie?
(Shin'en)
(Prawda... Chciałam takiego życia, ale ono nie było mi widocznie pisane).
(Taoreta)
Niestety złośliwy los chciał dla ciebie inaczej. Pewnego dnia twój mąż i córka mieli wypadek samochodowy, a ty ich osobiście operowałaś, ale niefortunnie zawiodłaś.
(Shin'en)
Załamałam się po tym, ale wtedy zdobyłam nowy cel. Chciałam sprawić, aby martwy wrócił do życia.
(Taoreta)
W tym też zawiodłaś, ponieważ odkryto twoje eksperymenty ze zwłokami. Odebrano ci prawo do wykonywania zawodu i prawie cię aresztowano, ale ty uciekłaś.
(Shin'en)
W tamtym momencie stałam się doktorką z czarnego rynku. Odkryłam ile zabawy było z robienia eksperymentów.
(Taoreta)
Ale jednocześnie bałaś się. Obawiałaś się zrobić krok na przód i pogodzić się z tą stratą. Nie mogłaś w ostatecznie pogrzebać tej porażki. Dlatego dostałaś imię Shin'en.
(Shin'en)
Możesz mieć tutaj rację.
(Taoreta)
Jakie możesz? Mam rację, chyba, że zaczynasz wątpić we własne rozumowanie.
(Shin'en)
Dobra przyznaję, że masz rację, zadowolona?
(Taoreta)
I to bardzo.
(Shin'en)
(Czuję się o wiele spokojniej. Chyba nie czułam się tak jak teraz od bardzo wielu lat. Na pewno mi się wydaję, ale czuję jakoś bardziej lekka).
(Taoreta)
...Co zamierzasz teraz zrobić?
(Shin'en)
To oczywiste, zastanę tutaj.
(Taoreta)
Czemu? Przecież wiesz, co to będzie dla ciebie oznaczało, nie?
(Shin'en)
Wiem bardzo dobrze, ale... Nie jestem wstanie ruszyć naprzód. Skoro ten świat jest moim ideałem, to musi oznaczać, że oni dalej żyją, prawda?
(Taoreta)
Tak.
(Shin'en)
No właśnie. Chcę ich znowu zobaczyć. Porywacz miał rację, jestem najsłabsza z naszej szóstki. Chociaż wkrótce będzie zaledwie piątka. Zabawne, trzy czwarte całej naszej grupy zostało zabite w dwa tygodnie. Ciekawe, czy pozostali tacą sobie radę?
(Taoreta)
Właśnie, co z nimi? Nie obchodzi cię ich los?
(Shin'en)
Jestem pewna, że sobie poradzą. W końcu, ja nawet nie jestem im potrzebna. Ja w większości im przeszkadzałam, więc było ze mnie więcej szkody niż pożytku. Przykładowo, domyśliłam się, że Shinigami jest zdrajcą, ale mimo to milczałam. Uważałam, że to może być interesujące. To spowodowało trochę szkód. Jestem za to pewna, że sobie poradzą. W końcu oni wszyscy są niesamowici.
(Taoreta)
Rozumiem... Chcesz jeszcze pogadać?
(Shin'en)
Tak. Mamy jeszcze czas do ich powrotu.
(PERSPEKTYWA HORO-SHA)
(Hōrō-sha)
No to co mogę ci powiedzieć? Powodzenia? Tak, to jest dobre słowo. Życzę ci powodzenia, ponieważ będzie ci potrzebne. Żegnaj Sora.
(Sora)
Hōrō-sha, ty jebany skurwysynie, masz niezłe jaja, że tak odchodzisz.
(Hōrō-sha)
Po pierwsze, język młody człowieku. Po drugie, teraz to jest twoje. Ja już nie jestem potrzebny. Ty i firma poradzicie sobie dobrze, wiem to.
(Sora)
Ty cholerny draniu, jak śmiesz tak mówić w tej sytuacji?
(Hōrō-sha)
Nie jest chyba tak źle, prawda?
(Sora)
Jesteśmy na skraju bankructwa przez ciebie. Kto normalny przepierdala prawie cały majątek firmy w kasynie i wraca z niczym?
(Hōrō-sha)
Każdy kiepski hazardzista.
(Sora)
Zaraz ci wyjebie.
(Hōrō-sha)
Jesteś dzisiaj wyjątkowo agresywny, co ci jest?
(Sora)
Jesteś poważny? Oddajesz największą na świecie firmę bezdomnemu osiemnastolatkowi. Pomijam fakt, że firma jest na skraju bankructwa. Gdzie jest coś twardego? Zaraz wybije ci ten pomysł z tej pustej głowy.
(Hōrō-sha)
Spokojnie Sora, dasz sobie radę, w końcu jesteś moim następcą.
(Sora)
Marne pocieszenie. W ogóle czemu poszedłeś wtedy do kasyna?
(Hōrō-sha)
Czy to nie jest oczywiste? Mój następca nie ma prawa mieć zbyt dobrego startu. Zbuduj własne królestwo z popiołów upadłego króla. W te trzy ostatnie lata nauczyłem cię wszystkiego co mogłem, teraz sam musisz działać. Sora, znam cię lepiej niż ktokolwiek inny na świecie i wiem, że mnie przewyższysz.
(Sora)
Nawalony jesteś?
(Hōrō-sha)
Chciałem, aby fajnie wyszło.
(Sora)
No tak średnio bym powiedział.
(Hōrō-sha)
Ha ha ha.
(Sora)
Nie śmiej się z tego. Nawet nie mogę teraz uciec, skoro moja twarz jest znana na całym świecie przez ciebie. Nie mów mi, że to też zaplanowałeś.
(Hōrō-sha)
Kto wie?
(Sora)
Niech cię piekło pochłonie.
(Hōrō-sha)
W takim razie mam nadzieję, że recepcja w piekle będzie miała słabą ochronę.
(Sora)
...Naprawdę chcesz się zabić?
(Hōrō-sha)
Tylko o tym marzę, Sora. Mówiłem ci już wiele razy, zrobiłem w życiu wszystko. Nie ma już nic co mógłbym osiągnąć. Jedyne co mnie jeszcze tutaj trzymało to ty.
(Sora)
Ja?
(Hōrō-sha)
Ta firma jest moim dziełem życia. Zrobiłem wszystko, aby była na szczycie. W momencie gdy to osiągnąłem, straciłem równocześnie cel do gonienia. Wszystko zaczęło mnie męczyć. Nic już nie było dla mnie ekscytujące. To już doszło do punktu, gdzie pragnąłem śmierci. Chciałem umrzeć, ale nie mogłem zostawić tak firmy, więc zacząłem szukać następcy. Pewnego dnia trzy lata temu, w tamtym piekielnym miejscu, nasza dwójka spotkała się. Zaakceptowałeś moją ofertę, co spełniło mój cel. Wyszkoliłem cię najlepiej jak umiałem. Teraz zostawiam swoją firmę w twoich rękach.
(Sora)
Hōrō-sha...? Dam z siebie wszystko, abyś nie musiał przewracać się w grobie.
(Hōrō-sha)
Ha ha ha, będę obserwował z drugiej strony twój rozwój.
(Sora)
Hmph, dzięki. Przy okazji, w jaki sposób chcesz to skończyć?
(Hōrō-sha)
Zrobią mi nielegalnie eutanazje. Wszystko jest objaśnione w liście, który znajduje się na biurku.
(Sora)
Widzę.
(Hōrō-sha)
W razie gdyby policja cię aresztowała, pamiętasz numer do mojego adwokata, prawda?
(Sora)
Ta, pamiętam, ale wiesz co? Od razu mówisz, że mnie aresztują? Naprawdę ty to masz gadane.
(Hōrō-sha)
Wybacz, taka profilaktyka.
(Sora)
Cóż, chyba takiego mam po prostu mentora.
(Hōrō-sha)
Zawsze mogłeś trafić gorzej.
(Sora)
Oj tak, mogłem. Ah!
(Hōrō-sha)
Co jest?
(Sora)
Przypomniało mi się. Hōrō-sha, gdy będziesz wychodził, mógłbyś wyrzucić to?
(Hōrō-sha)
(Sora wyciągnął mój stary śpiwór z pod biurka).
(Sora)
Zastanawiam się, po co w ogóle go tu trzymasz?
(Hōrō-sha)
To oczywiste, mieszkam w tym biurze. W sumie ciebie też to czeka. Jeśli nie będziesz miał czasu na powrót do domu, zamieszkaj w pracy. Jakkolwiek to by nie brzmiało.
(Sora)
Spoko, poradzę sobie, w końcu podłoga w ciepłym biurze jest lepsza niż lodowaty chodnik, ale na poważnie weź to wyrzuć.
(Hōrō-sha)
Dobra, już.(Wziąłem śpiwór od Sory. Już na pierwszy rzut oka widać jak mocno był użytkowany. Dziwne, mimo, że ta sytuacja jest tym czego chciałem, czuje się dziwnie. Zupełnie jakby coś było nie tak. Czy fakt, że te złe przeczucia zaczęły się w momencie gdy dotknąłem śpiwór jest ważny? Odpowiedzią jest tak. Rozłożyłem śpiwór na podłodze i wszedłem do niego).
(Sora)
Ciekawe czy prawdziwy ja także zostanie twoim następcom?
(Hōrō-sha)
Tam z siebie wszystko, aby tak było.(Zamknąłem oczy i zasnąłem).
(PERSPEKTYWA TAORETA)
(Nora)
Wstawaj siostra!
(Taoreta)
(Poczułam jak snu wybija mnie energiczne potrząsanie. Otworzyłam oczy. Czemu moja starsza siostra to robi? Jeszcze od rana)?
(Emily)
Kretynka! Daj jej spać.
(Taoreta)
(Czemu moja druga siostra bije Nore? Czemu mam absurd w hotelu od samego rana? Chociaż z drugiej strony to przyjemny absurd).Dzień dobry wam.
(Emily)
Tak, dobry Taoreta.
(Nora)
Doberek, dobrze spałaś?
(Emily)
Żartujesz chyba teraz, prawda? Jak miała spać dobrze, gdy obudziłaś ją potrząsając jakby była puszką coli?!
(Taoreta)
Jest w porządku, naprawdę.
(Emily)
Taoreta, weź mnie nawet nie denerwuj. Nie możesz się zgadzać na wszystko.
(Nora)
Jesteś okropna, Emily.
(Emily)
A ty lekkomyślna, jesteś z nas najstarsza, więc się zachowuj!
(Taoreta)
A ty zbyt agresywna. Wczoraj poraziłaś dziesięciu mężczyzn paralizatorem. Właściwie, po co to zrobiłaś?
(Emily)
Ponieważ te śmiecie spojrzały się zbereźnym wzrokiem w naszą stronę. To była tylko łagodna kara, niech się cieszą, że dostali po brzuchu. Nawet nie wiedzie jaką miałam epicką ochotę, aby porazić ich w krocze.
(Taoreta)
(Współczuje każdemu, kto trafia na jej nadinterpretacje. W sumie pamiętam jak pobiła się z woźną o mokrą podłogę, gdy jeszcze chodziłyśmy do tej samej szkoły. Morał jest taki, aby nigdy nie wkurzać mojej starszej siostry).
(Nora)
Owww. Dobrze, że rodzice tego nie widzieli.
(Taoreta)
Właśnie, oni dalej w pokoju?
(Emily)
Nie, poszli zwiedzać. Powiedzieliśmy, że pójdziemy jak się obudzisz, więc wiesz co robić.
(Taoreta)
Która jest właściwie godzina?
(Nora)
Zbliża się południe.
(Taoreta)
Południe!? Boże, trochę pospałam.
(Nora)
Od tego są wakacje młoda, dopóki masz przerwę na studiach powinnaś odpocząć tyle ile trzeba.
(Emily)
Właśnie, zwłaszcza, że przez pracę w biurze rodziców nie mamy zbyt wiele okazji się spotkać jak kiedyś. Szczególnie, że mieszkamy wszystkie osobno.
(Nora)
Cóż, gdyby tylko poszła w ślady rodziny i została prawnikiem.
(Emily)
Skończ jej to wypominać, proszę. Nie na wakacjach.
(Taoreta)
Chcę zostać psychologiem. To jest ścieżka, którą wybrałam.
(Emily)
Dobrze słyszeć, że masz cel w życiu.
(Nora)
He he he, mimo swojego szorstkiego charakteru, widać, że jesteś opiekuńcza.
(Emily)
Pamiętaj kto z nas ma paralizator, kretynko.
(Taoreta)
Właśnie, idziemy dzisiaj odwiedzić pana ochroniarza?
(Emily)
Przydałoby się.
(Nora)
Prawda, w końcu uratował nam życia. Za to sam został poszkodowany.
(Taoreta)
Więc, najpierw chodźmy do okolicznego szpitala.(Wczoraj, był wybuch magazynu. Pewien ochroniarz, który w nim pracował uratował nas przed oberwaniem, ale trochę ucierpiał).
(Emily)
Tylko niech nie próbuje żadnych sztuczek. Inaczej na jednym złamaniu się nie skończy
(Nora)
Jaką ty masz paranoje. Powinnaś go przeprosić za wczoraj?
(Emily)
Nic się nie stało przecież.
(Taoreta)
Kopniak w kroczę nazywasz niczym? Podobno dla mężczyzn może być zabójczy.
(Nora)
A propos mężczyzn, to-
(Taoreta)
Idę do łazienki, więc nie przeszkadzaj.(Wiem jakie chciała zadać pytanie i nie mam zamiaru poruszać tego tematu. Po przebraniu się i zjedzeniu śniadania poszłyśmy do okolicznego szpitala. Podobno w nim był ten ochroniarz. Skłamałyśmy, że jesteśmy z rodziny, aby nas puścili. Zagrałam na uczuciach recepcjonistki. Smutna historyjka, udawane łzy, oczy szczeniaka, ten zestaw zawsze działa. Jednak psychologia się przydaje. Kiedy weszliśmy do sali gdzie miał być ten ochroniarz, zobaczyliśmy ciekawy widok. Dwóch starszych ludzi, zapewne rodzice, zalutowali w sposób charakterystyczny dla hitlerowców. Gdy nas zobaczyli od razu wybiegli z sali).Bez komentarza
(Nora)
To było... interesujące?
(Emily)
Jebane szwaby.
(Ochroniarz)
W czym mogę pomóc?
(Nora)
Właśnie, panie...?
(Shīrudo)
Shīrudo.
(Nora)
Właśnie, panie Shīrudo, chciałyśmy podziękować za wczoraj. Uratował nam pan życie i to dosłownie. Dziękujemy bardzo!
(Shīrudo)
Ależ proszę, po prostu zrobiłem to co do mnie należało.
(Taoreta)
Nie każdy byłby wstanie coś takiego zrobić. Jest pan jak bohater.
(Shīrudo)
Bohater, co? Ciekawy tytuł dostałem.
(Taoreta)
Jak z pańskim zdrowiem?
(Shīrudo)
Nieźle, to było tylko zadrapania.
(Nora)
Jest coś co możemy dla pana zrobić?
(Shīrudo)
Widziałyście może osobę, która mnie kopnęła w krocze? Byłbym wdzięczny, nie odpuszczę draniowi, który mnie kopnął.
(Emily)
Niestety ten zbrodniarz miał kaptur i maseczkę, przez to nie mogłyśmy mu się przyjrzeć.
(Taoreta)
(Emily, poważnie myślisz, że ta się tak oszukać)?
(Shīrudo)
Rozumiem, szkoda.
(Taoreta)
(Dobra mój błąd, dał się).
(Nora)
W-W każdym razie, życzymy szybkiego powrotu do zdrowia.
(Shīrudo)
Dziękuje bardzo.
(Taoreta)
Ja też ci dziękuje Shīrudo, chociaż słowa nie są wystarczające, aby przekazać ci moją wdzięczność.
(Shīrudo)
Huh?
(Taoreta)
Czuje się okropnie z tym, że mnie wtedy zasłoniłeś... Chociaż czuje się jeszcze gorzej z tym jaka byłam dla ciebie. Przepraszam cię za to. Zrobię tak jak mi powiedziałeś, będę żyć za nas dwóch. Wróć, będę żyć za naszą czwórkę.
(Shīrudo)
! Powodzenia, Taoreta.
(Taoreta)
(Odwróciłam się do swoich sióstr).Mimo, że to tylko fikcja i tak dobrze było was znowu zobaczyć.
(Nora)
Kiedy się zorientowałaś?
(Taoreta)
Chyba od razu, jakby nie patrzeć ciężko mnie oszukać.
(Nora)
I to jest nasza mała Taoreta, jak zawsze twardo stąpająca po ziemi.
(Emily)
Niektóre rzeczy są niezmienne nawet po tylu latach.
(Taoreta)
Prawda.... Chyba czas na ponowne pożegnanie. Będę za wami tęskniła.
(Emily)
My też.
(Nora)
Może i nie ma nas z tobą fizycznie, ale wiedz, że zawsze cię obserwujemy.
(Emily)
Prawda.
(Nora)
Bądź sobą Taoreta. Nawet kiedy twoje pozostałe osobowości przejmują kontrolę, to wciąż jesteś ty. Chociaż przyznam, że mogłabyś być bardziej entuzjastyczna.
(Emily)
Kiedy ktoś cię wkurzy nie bój się mu o tym powiedzieć prosto w twarz. Bądź pewna siebie, to ci pozwoli przeć naprzód.
(Nora)
Jak już mówiłaś, żyj za naszą czwórkę.
(Taoreta)
Oczywiście.
(Emily)
Pozdrów także rodziców od nas.
(Taoreta)
Macie to jak w banku
(Shīrudo)
Pokonajcie porywacza.
(Taoreta)
Przecież on nawet nie ma z nami szans.
(Shīrudo)
To jest duch.
(Taoreta)
...Żegnajcie.(Wyszłam z pokoju).
(PERSPEKTYWA UNMEI)
(Unmei)
(Wstałam z łóżka pół przytomna).Jaki jest plan na dzisiaj?(Codziennie pod drzwiami do pokoju mam przygotowany grafik na cały dzień i tym razem było podobnie. Wzięłam kartkę z pod drzwi i spojrzałam na nią... Czy duszu w drukarce zabrakło? Jest tutaj jeden punkt, "spotkanie z głową rodziny o 10.30". Odblokowałam telefon, aby sprawdzić godzinę, 9.10, coś tutaj jest zdecydowanie nie tak. Powinnam się była obudzić 6.30, czyli prawie trzy godziny wcześniej. Moment, co ważniejsze muszę się przygotować na spotkanie z ojcem. Przygotowania zajęły mi godzinę i tak dobry czas. Wyszłam z pokoju, żeby poszukać mamy. W końcu nawet nie wiem gdzie jest ojciec. Po paru minutach ją znalazłam. Ta posiadłość jest stanowczo zbyt duża. Mama powiedziała, że ojciec już na mnie czeka przed domem w aucie. Szybko wyszłam z posiadłości. Ojciec już czekał na mnie obok swojego mercedesa. Spojrzał się krótko na mnie, sprawdził następnie zegarek).
(Ojciec)
Co to minuty. Dokładność zawsze była twoją mocną stroną, dobra robota.
(Unmei)
(Kim jesteś i co zrobiłeś z moim ojcem draniu? Chciałabym powiedzieć, ale jeśli jest prawdziwy to muszę zważać na słowa. Nie chcę go wkurzać, ponieważ doskonale wiem jak to może się dla mnie skończyć).Po co chciałeś mnie widzieć?
(Ojciec)
Od razu do konkretów, co? Chyba nauczyłaś się tego od swojego upartego staruszka.
(Unmei)
O co chodziło z dzisiejszym grafikiem?
(Ojciec)
Właśnie, dzisiaj mamy coś bardzo ważnego do obgadania.
(Unmei)
To aż tak ważne?
(Ojciec)
To jest tak ważne, że odwołałem wszystkie dzisiejsze spotkania, więc bądź mi wdzięczna.
(Unmei)
(Mam ci draniu być wdzięczna za tresurę?! Chciałabym mu to powiedzieć z taką chęcią, ale samobójczynią nie jestem... Jeszcze).Miło z twojej strony ojcze. Co to za sprawa?
(Ojciec)
Porozmawiamy o tym w moim biurze. Wejdź do auta.
(Unmei)
D-Dobra.(Dlaczego każde słowo w jego ustach brzmi jak jakaś groźba? Wsiadłam do jego auta i zaczęliśmy podróż. Po kilku minutach ciszy odezwał się).
(Ojciec)
Jadłaś śniadanie?
(Unmei)
Hm? Nie, a co?
(Ojciec)
Chcesz może coś z piekarni? Spójrz tam jest twoja ulubiona piekarnia.
(Unmei)
Lubiłam ją jak miałam pięć lat. Dzięki za propozycje, ale naprawdę nie trzeba.
(Ojciec)
Ah, rozumiem.
(Unmei)
(Po jeszcze kilku minutach ciszy dojechaliśmy do biura. Gdy już byliśmy w środku usiedliśmy na przeciwko siebie. Rozejrzałam się po biurze. Trochę mnie tutaj nie było, ale wszystko wydaje się takie samo jak podczas mojej ostatniej wizyty. No może poza wózkiem inwalidzkim).Po co ten wózek?
(Ojciec)
Nie zwracaj na to uwagi. Nie jest nam to potrzebne do czegokolwiek.
(Unmei)
Rozumiem, więc co się stało?
(Ojciec)
Chcę pójść na ugodę.
(Unmei)
Ugodę? Ty?
(Ojciec)
Spodziewałem się, że to może cię zdziwić, ale wysłuchaj mnie. Ostatnio dużo myślałem o twojej przyszłości. Przy swoich rozważaniach często używałem zwrotu "to będzie dla rodu najlepsze", wtedy zadałem sobie pewne pytanie. "Co będzie dla niej najlepsze"? To pytanie zaprowadziło mnie do przemyślenia wszystkiego co zrobiłem dla ciebie jako ojciec. Pod uwagę wziąłem okres gdy zmusiłem cię to zostanie następną głową rodziny do teraz. Stałem sobie sprawę, że zawaliłem jako ojciec.
(Unmei)
I co? Myślisz, że jak mnie przeprosisz wszystko naprawisz? To nie jest takie proste.
(Ojciec)
Wiem, właśnie dlatego od teraz będę starał się naprawić naszą relacje. Na początek, staniesz się moją następczynią.
(Unmei)
Przecież nic się nie zmienia.
(Ojciec)
Daj mi dokończyć, proszę. Prawda przejmiesz biznes, ale na pewnych zasadach. Wybiorę ci prawą rękę wśród moich najbardziej zaufanych ludzi. Ta osoba będzie robiła wszystkie rzeczy administracyjne. Ty będziesz mogła robić co chcesz. Chciałaś zajmować się muzyką, prawda? Użyłem swoich kontaktów i załatwiłem ci miejsce na uczelni mojego znajomego. Wiem, to brzmi jakbym cię próbował przekupić, ale i tak... Chciałabyś?
(Unmei)
Tak, to byłoby super.
(Ojciec)
Proszę cię jedynie, abyś dała mi drugą szansę.
(Unmei)
(Coś jest nie tak. To nie jest mój ojciec, jestem teraz przekonana w stu procentach. Ten wózek jest dziwny, co on robi w biurze mojego ojca? Może jak na niego usiądę coś się stanie. Usiadłam na wózku).Wiesz, co? Jeśli chcesz mnie oszukać to przynajmniej się postaraj. Po pierwsze mój ojciec nigdy nie poszedłby na żadną ugodę. Ten człowiek jest po prostu zbyt uparty. Nie zrobiłby wyjątku dla nikogo, chyba, że zależałoby od tego jego życie.
Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia
Komentarze
Prześlij komentarz