Ostatnia nadzieja w Koperniku
Od twórcy: Hej wszystkim, nigdy tego nie robię, ale chyba teraz wypada zrobić mały wstęp. To jest krótkie opowiadanie konkursowe. Mam nadzieję, że będzie się podobało. Tym razem eksperymentalnie użyłem innego stylu. Jak zawsze zachęcam do udostępnienia, a jeśli chodzi o kolejną część projektu, to jest duża szansa na jutro. Miłej lektury ^_^.
Ostatnia nadzieja w Koperniku
Boje się dzwonka. Pani Ania powiedziała mi na początku lekcji, że chce, abym został na chwilę po dzwonku. Od początku lekcji nie mogę się skupić – czego ona może chcieć ode mnie? Pewnie chce porozmawiać o tych jedynkach. Prawda trochę zawaliłem – jednak maraton seriali nie był najlepszym pomysłem, kilkukrotnie. Mam pecha, że pani Ania jest moją wychowawczynią. Kiedy się wścieknie… Co ja mogę powiedzieć? Klękajcie narody. Z moich głębokich rozmyślań wybił mnie dzwonek kończący lekcje.
- To na dzisiaj wszystko, pamiętajcie o pracy domowej – powiedziała nauczycielka.
Chwila jaka praca domowa? O mój Boże, tak bardzo byłem zamyślony, że jestem całą lekcję w plecy. Muszę się jakoś ratować, wiem! Później napiszę do Stefana i poproszę go o notatki. Zacząłem się pakować, kiedy nagle usłyszałem głos, którego wolałbym nie słyszeć.
- Kowalski, co ja mówiłam na początku lekcji? Zostań, musimy porozmawiać – powiedziała z surową miną.
- Jeszcze szybko pójdę do toalety, dobrze, proszę pani?
Może uda mi się uciec? – pomyślałem.
- Z plecakiem? – powiedziała nauczycielka, przyjmując podejrzliwe wyraz twarzy.
- Em… Bo widzi pani, w plecaku mam leki. Coś tak źle się czuję dzisiaj.
Wolę jej nie kłamać w żywe oczy, ale trochę średnio mam wyjście. W sumie, jakie żywe oczy? Patrząc na nią, to ona już jest pewnie jedną nogą w piekle.
- Czyżby? No cóż, to zajmie tylko chwilę, więc usiądź. Widzisz, to bardzo ważne – powiedziała to, a z jej wzroku mogłem wyczytać: „Nie uciekniesz mi”.
- Jestem zgubiony – pomyślałem - Dobrze, usiądę – usiadłem na krześle przed biurkiem wychowawczyni.
- No, to Kowalski, pozwól, że przejdę do rzeczy. Twoja sytuacja z mojego przedmiotu jest, łagodnie mówiąc, beznadziejna.
- I to ma być „łagodnie mówiąc”? – pomyślałem, ponieważ jeszcze samobójcą nie jestem, aby jej pyskować.
- Rozumiem, że jest źle? – zapytałem.
- Tak. I to bardzo. Masz trzy jedynki w tym semestrze, a wystawienie ocen końcowych jest za tydzień. Innymi słowy, jeśli czegoś nie zrobisz, zostaniesz nieprzepuszczony do kolejnej klasy, rozumiesz?
- Rozumiem, że jest źle, ale co mam zrobić, aby mi się udało?
- Hmmm, patrząc na twoje pozostałe oceny jest mała nadzieja – nauczycielka zaczęła się zastanawiać chwilę. W ogóle jakie ja mam oceny z jej przedmiotu? W ogóle, czego ona uczy? To będzie kolejna rzecz o jaką będę musiał spytać Stefana. Po chwili, która wydawała mi się wiecznością pani Ania wreszcie przemówiła.
- Zrobisz prezentację na temat Mikołaja Kopernika. Może to być dowolna rzecz związana z Nim, ale masz ją zrobić i to dobrze.
- Em, jeśli mogę spytać, co na przykład? – nauczycielka wyglądała na co najmniej poirytowaną moim pytaniem.
- Na przykład możesz zrobić prezentacje o jego życiu, dokonaniach itd. Twoim jedynym ograniczeniem jest to, że musi być związana z Kopernikiem. Rozumiesz?
- Oczywiście. Na kiedy ma to być zrobione?
- Dzisiaj mamy piątek, więc na poniedziałek. Masz cały weekend. To wszystko. Możesz iść do tej toalety.
- Toalety?
- Czy nie mówiłeś, że musisz iść do toalety?
- Aaaa, no właśnie toaleta. Już mi przeszło, do widzenia.
Nie umiem kłamać, co? Pobiegłem szybko do domu, aby usiąść przed komputer i zrobić tę prezentacje. Nie chcę powtarzać klasy. Szczególnie, że za rok matura. Gdy dodarłem do domu, a konkretniej do swojego pokoju, zauważyłem coś, co mnie załamało. Nie było w nim komputera, tylko notka: „Odzyskasz komputer jak poprawisz oceny. Wychowawczyni do nas dzwoniła”. Biednemu to zawsze pod górkę, co? Jak bez komputera zrobię prezentację? Z czego będę ściągał? Co prawda mogę użyć telefonu, ale biorąc pod uwagę to, że potrzebuję pen drive’a, aby w ogóle pokazać prezentację, ten pomysł muszę odrzucić. Myśl Michał, jak możesz to zrobić? Może Stefan pożyczy mi laptopa? Spytać się zawsze można. Wybrałem ze swoich kontaktów Stefana i zadzwoniłem do niego. Po kilku sygnałach usłyszałem głos swojego kolegi.
- No, co tam Michał?
- Stefan, cieszę się, że odebrałeś. Nawet nie wiesz, jaki jest problem.
- Zakładam, że ma to coś wspólnego z tym, jak zachowywałeś się na lekcji –
Uf, Stefan jak zwykle celnie trafia
- Opowiadaj, co się stało?
Opowiedziałem Stefanowi o tym, co się stało
- Podsumowując, rodzice odebrali ci komputer, ponieważ twoje oceny spadły, a przez to możesz nie zdać roku. Nasza wychowawczyni się zlitowała nad tobą i kazała zrobić ci prezentację, której nie możesz zrobić, ponieważ potrzebujesz do tego komputera. Z tego powodu dzwonisz do mnie, aby poprosić o udostępnienie laptopa. Dobrze mówię?
- Jak zwykle dobre podsumowanie, panie Stefanie.
- Przestań się podlizywać Michał. Z chęcią bym ci pomógł, ale nie mogę. Na weekend jedziemy z rodziną do ciotki, wrócimy w niedziele wieczorem. Akurat zdążę zrobić zadanie, które nam zadała.
- A propos, co było zadane?
- Czy ty w ogóle dzisiaj uważałeś? Powiedz mi jeszcze, że nie wiesz czego nasza wychowawczyni uczy?!
- Emmmm, no bo widzisz Stefan, tak się składa, że…
- Nawet nie kończ. O mój Boże... Mamy z nią historię, tak na przyszłość, żebyś wiedział.
Czemu w jego głosie było słychać współczucie?
- Co mam zrobić?
- Skoro nie masz komputera, to oznacza, że musisz improwizować. Zrób prezentację w formie papierowej. Idź do muzeum lub biblioteki. Chociaż bardziej to drugie, w Bydgoszczy chyba nie mamy muzeum Kopernika.
- Rozumiem, a przy okazji, wyślesz mi później notatki z historii i treść zadania?
- Jasne, ale wiesz, że pogłębiasz tylko swój dług u mnie?
- Wiem – powiedziałem, chociaż nie wiem, co będę musiał dla niego zrobić, aby odwdzięczyć się za jego pomoc.
- Wszystko wyślę ci później. Powodzenia i do usłyszenia.
- Udanego wyjazdu, Stefan!
Rozłączyłem się. Wyjąłem notatnik z szuflady biurka i wyszedłem z domu. Odpaliłem w Google Mapsie trasę do najbliższej biblioteki, ponieważ nie wiem, gdzie dokładnie mamy tu jakąś. Po pół godzinie marszu wreszcie dodarłem. W międzyczasie ściągnąłem na telefon słownik polsko-łaciński oraz leksykon polszczyzny z XVI wieku. Może się przyda i ma plus, że można używać go będąc offline, więc przynajmniej zaoszczędzę na internecie. Dodatkowo trochę poszukałem o Koperniku. Urodzony w – ohyda – Toruniu, w 1473. Żył jakieś siedemdziesiąt lat, ponieważ zmarł w 1543. Konkretniej, skonał we Fromborku – nigdy nie byłem. Z tego co wyczytałem, miał kilka zawodów – pracoholik jeden. Astronom, pisarz, prawnik, filozof, fizyk, ekonomista, lekarz, tłumacz, dyplomata, matematyk – polihistor – i biegły jurysta… Jak długo musiał się uczyć? Porównując go do siebie, to ja wypadam tragicznie... Kopernik miał dwanaście zawodów, przynajmniej wierząc Googlowi. Miejmy nadzieję, że to prawda, ponieważ jeśli się okaże inaczej, będę skończony. Dojść do tego momentu w życiu, żeby być tak słabym w szukaniu w Internecie! Trzeba być w tym szukaniu już wybitnie złym – w tym czasie – ja nie jestem w stanie nawet poprawić ocen z historii! Wszedłem do biblioteki i zacząłem się rozglądać w poszukiwaniu recepcji. Podszedłem do niej, gdy ją zauważyłem.
- W czym mogę pomóc? – spytała się pani z recepcji.
- Dzień dobry, gdzie mógłbym znaleźć coś o Koperniku? – recepcjonistka spojrzała się na mnie wzrokiem, który widzę u obcych ludzi, kiedy o coś pytam.
- Na samym końcu w prawo.
Podziękowałem i poszedłem tam, gdzie kazała mi recepcjonistka. Po dłuższej chwili szukania miałem ochotę się poddać – czy ja coś pomyliłem w jej instrukcjach? Dosyć prawdopodobne, ale nie poddawaj się Michał – została ci jeszcze górna półka! Wziąłem drabinę, aby móc się do niej dostać i po krótkiej chwili zdobyłem biografię Kopernika. Nagle usłyszałem jakiś dźwięk i po chwili poczułem, że coś we mnie uderza.
*
Obudziłem się na łóżku? Rozumiem, książka musiała spaść i uderzyć mnie w głowę. Moje nieprzytomne ciało musiało zostać przeniesione do domu. Ciekawe ile minęło. Rozejrzałem się po pomieszczeniu, które absolutnie nie było moim pokojem. Na przeciwko siedział jakiś starszy mężczyzna. Moment, czy ja go gdzieś nie widziałem? Chwila…
- Czy pan nazywa się Mikołaj Kopernik?
Starzec coś powiedział, ale prawie nic z tego nie zrozumiałem. Moment, przecież wtedy używano innej polszczyzny. Wyjąłem telefon ze słownikiem XVI wieku – nigdy bym nie pomyślał, że mi się akurat w takiej sytuacji przyda. Włączyłem go i po chwili miałem przetłumaczone słowa – chyba – Kopernika.
- Kim jesteś, co robiłeś na mojej posesji i skąd znasz moje imię?
- Przepraszam bardzo, ale sam do końca nie wiem jakim cudem się tutaj znalazłem.
- Słucham? Powiedz mi więcej o sobie.
- Nazywam się Michał Kowalski i jestem z przyszłości. – Kopernik spojrzał się na mnie, jakbym był wariatem.
- Wszystko z tobą w porządku? Nie uderzyłeś się przypadkiem w głowę?
Po prawdzie ma rację, coś mnie uderzyło w głowę – Pomyślałem. Co jeśli to jest sen? Jest tylko jeden sposób, aby się przekonać. Wstałem z łóżka i zrobiłem sobie selfie ze słynnym astronomem.
- Co ty robisz?
- Zdjęcie, zobacz – Pokazałem mu zdjęcie.
- Co to jest? Taki dokładny obraz w tak małym prostokącie? Powiedz mi o nim więcej.
- Dobrze, ale w zamian ty odpowiesz mi na kilka pytań.
- Zatem zamieniam się w słuch. Czego taki młodzieniec może chcieć ode mnie?
- Po pierwsze, który mamy rok?
- 1540. Jesteś pewien, że wszystko dobrze z tobą?
- Tak, po prostu zapomniałem – Stefan musi mnie później nauczyć kłamać. Co ważniejsze, jestem w 1540! Jak się stąd wydostanę? Miejmy nadzieję, że ma jakiś stary wehikuł czasu. Szczerze, to chyba mam dużo szczęścia, że trafiłem akurat do tego czasu. Pamiętam jak czytałem o tym, że Kopernik w 1542 doznał udaru mózgu.
- Opowiesz mi o swoich największych odkryciach? Proszę?
- Oczywiście. Słyszałeś może o ilościowej teorii pieniądza?
- Nie.
- Bez obrazy, ale spodziewałem się. Słuchaj uważnie, ta teoria mówi o istnieniu zależności przyczynowo-skutkowej między ilością pieniądza, jaki znajduje się w obiegu, a poziomem cen. Jeśli rozmiary handlu są stałe, ceny zmieniają się wprost proporcjonalnie do podaży pieniądza, zrozumiałeś?
- Tak – tak naprawdę nic, ale dałem radę przepisać każde jego słowo.
- Proszę o więcej – powiedziałem.
- Podoba mi się twoja chęć wiedzy! Opowiem ci teraz o prawie Kopernika – Greshmana. Ta zasada mówi nam, że jeśli jednocześnie istnieją dwa rodzaje pieniądza, pod względem prawnym równowartościowe, ale jeden z nich jest postrzegany jako lepszy na przykład: o wyższej zawartości kruszcu, więc ten „lepszy” pieniądz będzie gromadzony, a ten „gorszy” zostanie dalej w obiegu. Podsumowując: „gorszy pieniądz wypiera ten lepszy”.
- Rozumiem – rozumiem, że czuję się jakby mnie okradano, skąd to uczucie?
- Jest coś jeszcze? – zapytałem Kopernika.
- Najlepsze zostawiłem na koniec. Dzieło mego życia „O obrotach sfer niebieskich”, zakładam, że słyszałeś o modelu heliocentrycznym Układu Słonecznego, czyż nie? Ta teoria mówi o tym, że Słońce jest w centrum, a planety je obiegają. Jeśli naprawdę jesteś z tej przyszłości, to zapewne widzisz końcowy rezultat mojej teorii. To wszystko o czym chciałeś, żebym ci opowiedział?
- Myślę, że tak – odpowiedziałem.
To powinno być solidne źródło informacji. Szczególnie, że pani i tak nie oczekuje ode mnie za wiele.
- Dziękuje bardzo. Normalnie, życie mi pan ratuje!
- Cieszę się, że mogłem pomóc. Teraz, proszę, pokaż mi to „zdjęcie”.
- Wedle umowy – kiedy szedłem w jego stronę, potknąłem się o własną stopę i znowu uderzyłem głową, ale tym razem oberwałem od podłogi.
*
Prezentacja poszła mi świetnie. Na tyle dobrze, że średnia wskoczyła mi na dwa, co pozwoliło mi zaliczyć historię. Pani Ania była zadowolona, tak bardzo, że nawet mnie pochwaliła! Odzyskałem swój komputer, kiedy rodzice dowiedzieli się o poprawieniu ocen. Tym razem mi się upiekło, ale następnym razem muszę być bardziej obowiązkowy. Jeśli chodzi o bibliotekę, okazało się, że spadła mi gruba książka na głowę. Dowiedziałem się o tym, kiedy byłem w szpitalu z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu. Moja krótka przygoda u Kopernika była jedynie snem, tak twierdzi przynajmniej Stefan. Jednak tutaj się myli, ponieważ moje selfie z Mikołajem Kopernikiem mówi co innego.
Komentarze
Prześlij komentarz