Rozdział 8 część 3

Rozdział 8 część 3-Powrót

(PERSPEKTYWA SORA)

(Sora)

(Otworzyłem oczy... Gdzie ja znowu jestem? Nade mną jest szyba a konkretniej małe okrągłe okienko. Osoba z zewnątrz raczej zobaczyłaby tylko moją twarz. Przez szybę nie ta się nic zobaczyć poza cholernie białym sufitem. Ta komora jest upierdliwa. Zacząłem uderzać w nią pięściami, a przynajmniej taki miałem plan. Gdy podniosłem ręce wieko od komory podniosło się.... W sumie i tak bym na wiele nie mógł w niej zrobić. Komora dawała mi zbyt mało swobody ruchu na jakiekolwiek większe działanie. Gdy wieko komory było już na tyle wysoko, że mógłbym bez problemu wyjść zauważyłem zbliżającą się sylwetkę człowieka. To była znajoma sylwetka. To był prawdopodobnie ten zmęczony życiem człowiek).Czy to ty, Hōrō-sha?

(Hōrō-sha)

Sora... Całe szczęście, że żyjesz.

(Unmei)

Więc Sora się obudził? Kamień z serca.

(Hōrō-sha)

Chodź, pomogę ci wyjść.

(Sora)

Nie trzeba.(Wyszedłem z komory o własnych siłach. Czułem się trochę sztywny, co musi oznaczać, że dłuższą chwilę przeleżałem w komorze. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. Biały pokój z dwudziestoma komorami. To było na wypadek gdyby wszyscy przeżyli. Była na to mała szansa, ale zawsze jakaś. Widziałem pojedyncze drzwi. To drzwi przez które nas tutaj przeniesiono. W pokoju poza mną było czterech innych ludzi. Hōrō-sha, Unmei, Taoreta i Mirai, czułem się jakbym ich milion lat nie widział... Lub pięć. Brakowało jedynie Shin'en, ona widocznie musiała być dalej w komorze. Mimo, że to jest oczywiste i tak się spytam dla pewności. Być może to pomoże mi zacząć z nimi rozmowę).Shin'en dalej jest tam?(Wskazałem palcem na komory).

(Taoreta)

...Shin'en już nie ma, ona zginęła.

(Sora)

Rozumiem.

(Unmei)

Tylko tyle masz do powiedzenia? Po prostu rozumiesz?

(Sora)

Czemu masz do mnie pretensje? To nie tak, że byłem z nią blisko. Także wątpię, że którekolwiek z was było.

(Mirai)

Jesteś ciekawy, Sora? Czemu Shin'en zginęła?

(Sora)

Chyba.(Chociaż ja to wiem).Ale czy to nie Hōrō-sha powinien mówić? On był tutaj pierwszy, nie?

(Hōrō-sha)

Byłem, ale jestem zmęczony mówieniem ciągle o tym. Skąd to w ogóle wiesz?

(Sora)

Przeczucie. Wracając no to ty Mirai powiedz.

(Mirai)

Hōrō obudził się jako pierwszy, porywacz mu przekazał wszystkie ważne wiadomości o komorach. Okazuje się, że to była próba. W 24 godziny musieliśmy uciec ze swojej fantazji. W przypadku przekroczenia limitu czasowego komora odcinała nasze funkcję życiowe. Za tobą jest zegar, który odmierzał czas.

(Sora)

(Odwróciłem się, tam rzeczywiście był zegar... Zabawne to było zupełnie jak wtedy. W momencie początku, kiedy obudziłem się byłem z Mirai w jednym pokoju. Ja nie zauważyłem wielkiego ekranu, który odliczał pozostały czas, a Mirai mi o nim powiedziała. Takie zbiegi okoliczności są niekiedy miłe, to zobaczenia).Zegar wskazuje równe zero, czy to nie oznacza, że ja też powinienem być martwy?

(Taoreta)

Twoja komora otworzyła się, kiedy została jedna sekunda.

(Unmei)

Masz farta Sora. Z ciekawości jaki był twój idealny świat?

(Sora)

Bez znaczenia. Teraz są ważniejsze sprawy, czyż nie?

(Ekran)

Jak zwykle święte słowa, Sora. Miło widzieć, że tylu z was było wstanie uciec z tej iluzji.

(Taoreta)

Na czym miała polegać ta próba?

(Ekran)

Zaakceptowanie rzeczywistości. Prawdziwy świat nie jest jakąś bajką. Człowiek w całym swoim życiu przeżywa różne chwilę. Jedne chwilę są dobre, ale jest też wiele złych momentów. Człowiek musi nauczyć się akceptować rzeczywistość, nieważne jaka by nie była. Wybrałem akurat takich ludzi, którzy mieli tak dziwną przeszłość, że powinni mi przyznać rację. Jednakże Shin'en postanowiła uciec od rzeczywistości zamykając się w niczym więcej jak iluzji, której zadaniem było zabicie was. Shin'en wiedziała, co ją może czekać, a i tak została w swoim małym świecie. I co? Zdała się tym samym co czternastu pozostałych ludzi, których wziąłem, a nie dodarli tutaj. Jest teraz tylko kolejnym trupem.

(Taoreta)

Chwila, więc Shin'en jakoś wiedziała o tym, jak działają komory?

(Ekran)

Tak. Dodałem do jej iluzji wiadomość. W tej wiadomości opisałem jak można uciec z iluzji. Jednakże jak już mówiłem, Shin'en wolała w niej zostać. Ale co z tego? Mówi się trudno. Teraz wiem, że została jedynie elita.

(Sora)

Otwieraj następne przejście.

(Ekran)

Jak sobie życzysz, Sora.

(Sora)

(W momencie gdy skończył zdanie ściana się rozsunęła. To oznacza, że możemy przejść dalej).

(Ekran)

No to moja elito, co tu dużo mówić? Chodźcie do mnie. Pokażcie na co was zdać. Zobaczmy gdzie ta wasza determinacja was doprowadzi. Tylko proszę nie zawiedźcie mnie. Za to oferuje również świetny pokaz z mojej strony.

(Unmei)

Przesadny do końca.

(Mirai)

Ale przyznajmy, że to akurat dodaje mu stylu.

(Hōrō-sha)

Chodźmy już. Już wkrótce będziemy mogli stąd wyjść.

(Sora)

(Poszedłem pierwszy przez nowo otwarte przejście. Oni mnie dogonią, nie mam zamiaru marnować już więcej czasu. Rozejrzałem się po pomieszczeniu. To tutaj trafiliśmy po rosyjskiej ruletce. Rozpoznałem po drzwiach od windy. W sumie to jest łódź podwodna, więc chyba źle mówię. Pozostali po chwili mnie dogonili).

(Mirai)

Sora, mógłbyś iść z nami równym tempie.

(Sora)

Strata mojego czasu. Nie mam zamiaru już się zatrzymywać. Już postanowiłem.(To co zobaczyłem w mojej "iluzji", doprowadziło mnie do tego, że muszę podjąć działania. Nie mogę sobie pozwolić na opóźnienia).

(Ekran)

Pamiętacie to miejsce? To tutaj dwa tygodnie temu zapadliście w sen. Przetransportowałem was stąd na pierwszą próbę.

(Unmei)

A propos transportu, to jak przeniosłeś mój wózek?

(Ekran)

To nowy wózek. Poprzedni jest na dole schodów. Po krótkiej analizie doszedłem do wniosku, że łatwiej będzie mi, jak wyślę cię samą i tam ci potem nowy wózek. Wracając, powiedzieć wam ciekawostkę? Wiedzie, że za ścianą przed wami jestem ja? Byliście tak blisko mnie już na samym początku. To nie trwało jednak zbyt długo. W końcu chwilę po tym wysłałem was na samo dno. Jednakże wy z dna się odbiliście i doszliście, aż tutaj.

(Taoreta)

Co starasz się powiedzieć?

(Ekran)

Każda historia składa się z trzech części. Wstęp. Rozwinięcie. Zakończenie. Wstęp i rozwinięcie już było, więc czas na zakończenie. Teraz wszystko będzie zależało od was. W każdym razie, teraz mam wam do powiedzenia jedno. Zapraszam.

(Sora)

(Znowu ekran rozsunął ścianę robią dla nas przejście przez, które przeszliśmy. Teraz jesteśmy w białym pokoju z dużą ilością różnych maszyn. Wszystkie wyglądały imponująco, ale jedna z nich najbardziej. Wielki, ale nie mam na myśli, że po prostu duży. Mam na myśli, że to jest gigantyczny ekran. Przyrównałbym go to domu jedno rodzinnego wielkością. Pod tym ekranem była długa podświetlana na biało klawiatura. Przed tym jak trafiłem do komory, biały przyprawiał mnie tylko o chorobę, ale teraz? Nie jest niczym więcej jak zwykłym kolorem).

(Hōrō-sha)

...Dziwne.

(Unmei)

Coś się stało Hōrō?

(Hōrō-sha)

Nie ma go tutaj. Nie widzę żywej duszy poza nami.

(Ekran)

Masz problem ze wzrokiem, Hōrō-sha czy jak? Przecież jestem tutaj. Gdybyś się jeszcze nie zorientował to ten wielki ekran nad tobą... Cóż technicznie jestem i nie jestem tutaj.

(Mirai)

Jak to? Czy to znaczy, że nas okłamałeś? Nie jesteś tutaj?

(Ekran)

Technicznie jestem, w końcu komunikuje się z wami przez ekran.

(Taoreta)

Tego raczej nie liczymy.

(Ekran)

Dobra, jestem na jednym z niższych pięter, zadowoleni? Dopiero muszę do was dotrzeć.

(Unmei)

Takie żałosne wejście będziesz miał?

(Ekran)

Spadaj, ja przynajmniej mogę rzeczywiście chodzić. Co tam dwuśladzie? Kiedy cię ostatnio odholowali?

(Taoreta)

Um, ale wiesz, że tylko się ośmieszasz?

(Ekran)

Cholera jasna, dałem się.

(Hōrō-sha)

Ile mamy na ciebie czekać?

(Ekran)

A jeśli chodzi o to.... Jakby to ująć, wybacz Mirai.

(Mirai)

Huh?

(Sora)

(Nagle coś wystrzeliło z ściany i poleciało jak pocisk w stronę Mirai. Podbiegłem do niej. Mirai miała w prawym ramieniu wbitą strzałkę).Mirai!

(Taoreta)

Wszystko w porządku?

(Unmei)

Co jej zrobiłeś?

(Ekran)

Strzałka znajdująca się w ramieniu Mirai jest zatruda. Mirai może umrzeć.

(Hōrō-sha)

Jak to może? To oznacza, że jest wciąż nadzieja?

(Ekran)

O ile jest wiara, to nadzieja ma prawo istnieć. W końcu podobno to nadzieja zawsze umiera ostatnia. To jest prawdziwie ostatnia próba. Ta trucizna zabije Mirai za dokładnie godzinę. Zejdziecie raz jeszcze na samo dno w celu znalezienia antidotum. Znajdziecie je na piętrze z morderstwem. W skrócie mówiąc przejdziecie raz jeszcze wszystkie osiem pięter, aby uratować Mirai. Tak na marginesie, nawet nie próbujcie sprawdzać komory Shin'en. Zamknąłem pomieszczenie z komorami. Przy okazji, jak będziecie przechodzić przez piętra, to może się spotkamy.

(Sora)

Mirai, jak się czujesz?

(Mirai)

Dziwnie, zaczyna mi się kręcić w głowie.

(Sora)

Nie martw się, wszystko będzie dobrze. Już idę po antidotum, więc wy zostańcie i opiekujcie się nią.

(Hōrō-sha)

Idę z tobą.

(Sora)

Hōrō-sha, mam gdzieś co ty chcesz. Mamy ograniczony czas, więc pozwól mi działać samemu. Obiecuje, że wrócę z antidotum i cały. Ty jesteś potrzebny teraz Mirai, więc proszę zostań.

(Hōrō-sha)

....Wracaj jak najszybciej.

(Sora)

Masz to jak w banku. Mirai....Niedługo będę z powrotem.(Wyszedłem z białego pokoju. Znowu jestem w tym pseudo przedpokoju).Przenieś mnie na dół w tym momencie.

(Ekran)

Jak sobie życzysz Sora. Wejdź do tej windy. Chociaż pamiętasz, że to jest łódź.

(Sora)

(Drzwi od łodzi się otworzyły, a ja przez nie wszedłem. Poczułem, że idę w dół. Rozejrzałęm się po łodzi, w niej była maska i butla z powietrzem).Mam to założyć?

(Ekran)

Tak. Nie opłaca się dostarczać tlenu dla jednej osoby, więc to jest alternatywa. Załóż to.

(Sora)

(Zrobiłem jak kazał).Na ile jedna butla powinna mi wystarczyć?

(Ekran)

15 minut.

(Sora)

Niby jak mam przejść wszystkie piętra w marny kwadrans?

(Ekran)

Na każdym piętrze jest jedna butla, więc tym się nie martw.

(Sora)

Rozumiem.

(Ekran)

Powiedz Sora, jak się czujesz? Dotrzymałem obietnicy, znasz teraz prawdę o sobie. Gdy wszyscy doświadczali swojego idealnego świata. Ty przeżywałeś swoje życie. Teraz gdy wróciły ci wszystkie wspomnienia, pojawia się pytanie. Co zamierzasz teraz zrobić?

(Sora)

Moje życie to nic więcej jak jedno wielkie cierpienie. Już nawet samo moje istnieje prowadzi do cierpienia i śmierci. W końcu te badania zostały stworzone dla mnie. Powodem całego tego zła jest to, że ja jestem. Właśnie dlatego zrobię to co będzie trzeba, aby dojść do najlepszego zakończenia.

(Ekran)

Więc taka jest twoja odpowiedź? Ta odpowiedź jest... Interesująca! Przez te pięć lat rozwinąłeś się bardziej niż zakładałem. Gdyby nie natura naszej egzystencji, powiedziałbym ci, że jestem dumny z ciebie. Jednakże to byłoby wysoce aroganckie.

(Sora)

Święta racja.(Po chwili jazdy w dół dodarłem do pokoju, gdzie była pierwsza próba. Ciężko trochę uwierzyć, że to było dwa tygodnie temu. Czuję się jakby minął rok od tego czasu. Poszedłem otwartym przejściem w stronę kolejnego pokoju. Potem przeszedłem przez korytarz gdzie były drzwi z informacjami o Unmei. Następnie przez pokój z główną grą. Potem przez schody. W końcu trafiłem na piętro Kemono. Mogłem od razu pójść na kolejne piętro, ale muszę zajrzeć w jedno miejsce. Poszedłem na boisko. Na tej murawie graliśmy mecz. Podszedłem do komory gdzie było jego rozkładające się ciało).Kemono wyglądasz okropnie.(Odwróciłem się. Gdy już miałem iść dalej usłyszałem znajomy ryk).

(Kemono)

A ty niby lepiej?!

(Sora)

Huh?(Nagle Kemono wstał... Zwłoki Kemono wstały i zaczęły do mnie mówić. Ciekawe).

(Kemono)

Nic nie powiesz? Wyglądasz jakbyś zobaczył żywego trupa?

(Sora)

A jest inaczej? Jak to jest w ogóle możliwe?

(Kemono)

To jest bez znaczenia!

(Sora)

(Krzyk mu się nawet po śmierci nie zmienił).

(Kemono)

Mam ci coś do powiedzenia.

(Sora)

Hmph, rozmowa? Tak naprawdę to może być nasz pierwszy spokojny dialog.

(Kemono)

Masz to skończyć.

(Sora)

?

(Kemono)

Nie dosłyszałeś? Masz skończyć tą bzdurę! ROZUMIEMY SIĘ!?

(Sora)

Czyli wiesz, że to moja wina? Nie, choci o coś innego, prawda? Już wiem, nie jesteś niczym więcej jak moją halucynacją, mylę się?

(Kemono)

TO BEZ ZNACZENIA CZYM JESTEM! Te wszystkie śmierci są twoją winą, więc weź za nie odpowiedzialność! Jesteś mężczyzną Sora, a każdy prawdziwy mężczyzna bierze odpowiedzialność za swoje błędy. Ty też w takim razie musisz.

(Sora)

Nie martw się Kemono. Miałem zamiar to zrobić tak czy siak. To wszystko ode mnie się zaczęło. Na mnie się również skończy.

(Kemono)

Bardzo dobrze! Pokaż nam na co cię stać. Niestety nie mogłem być z wami.

(Sora)

Jeśli cię to pocieszy, Machigainai też jest martwy.

(Kemono)

SORA TY GŁUPCZE! jakim cudem mógłbym się cieszyć z czyjeś śmierci?! Nie jestem zły czy zawiedziony. Nawet żalu nie mam, moja śmierć po prostu się stała. Machigainai, co? Jasne ty jesteś geniuszem, ale dla mnie Machigainai jest numerem jeden. Dla mnie on zawsze będzie tym najlepszym.

(Sora)

Przez niego zginąłeś.

(Kemono)

Możesz uznać mnie za szaleńca, ale to już mnie nie obchodzi.

(Sora)

W końcu jesteś martwy.

(Kemono)

Prawda. Powiedz mi Sora, według ciebie to co zamierzasz zrobić jest dobrym zakończeniem?

(Sora)

...Dla mnie to jest jedyne możliwe zakończenie jakie mogę mieć. Zamknę tę historię raz na zawsze tymi trupimi rękami.

(Kemono)

HAHAHAHAHAHAHAHA!

(Sora)

Z czego się śmiejesz?

(Kemono)

Z niczego. Po prostu twoja twarz jest interesująca. Z pustej twarzy pyskatego smarkacza stała się o wiele bardziej żywa. Jestem pewny, że uda ci się.

(Sora)

.....Rozumiem, żegnaj Kemono.(Poszedłem do windy, a ona pojechała w górę).Co dodałeś do tego tlenu?

(Ekran)

Ja? Przecież ja nawet nie mogę się ruszać. W końcu, ja właściwie nie istnieje.

(Sora)

Nie o to mi chodzi. To sprawka Shinigamiego?

(Ekran)

Na moją prośbę.

(Sora)

Rozumiem.(Dojechaliśmy na piętro Kugutsu. Sprawdziłem ile tlenu zostało mi w butli. Mało, muszę zmienić butle).Gdzie jest jakaś butla?

(Ekran)

W pokoju, który dzieliłeś z Kage i Shinigamim.

(Sora)

(Pobiegłem na trzecie piętro, o ile pamiętam tam były dormitoria. Gdy dodarłem do mojego starego lokum zobaczyłem przedmiot, który jest mi potrzebny. Innymi słowy butle z tlenem. Po szybkiej wymianie poszedłem na czwarte piętro, tam była główna gra Kugutsu. Skoro teraz widzę zmarłych to może sobie z nią porozmawiam. Kiedy wszedłem do pomieszczenie z główną grę, zobaczyłem ją. Kugutsu stała obok swojej komory. Została zabita przez ścięcie głowy, więc można się domyślić jak ją zastałem. Na rękach trzymała swoją odciętą głowę).

(Kugutsu)

Ty gnito.

(Sora)

(Rzuciła we mnie swoją głową. Udało mi się jej uniknąć. W sumie ciekawe dlaczego to zrobiłem? Skoro jest tylko moją halucynacją, to powinna przeze mnie przejść, nie)?

(Kugutsu)

Um, Sora byłbyś na tyle miły i położył moją głowę na rękach?

(Sora)

Jasne dullahanie.(Odłożyłem jej głowę na ręce. W sumie miała dobry pomysł z tym rzutem. Rzuciła czymś twardym, a jednocześnie zupełnie pustym).

(Kugutsu)

Dzięki, a teraz ponowimy próbę.

(Sora)

Uspokoisz się? Tylko potłuczesz sobie ten pusty łeb.

(Kugutsu)

To mała cena za zobaczenie twojego cierpienia. To twoja wina, że jestem pierdolonym bezgłowym jeźdźcem.

(Sora)

Wiem, wybacz za to.

(Kugutsu)

To twoje gówniane "wybacz" nie zwróci mi ani życia, ani głowy. Nienawidzę cię śmieciu.

(Sora)

Ale nie tak bardzo jak Hebi, prawda?

(Kugutsu)

Właśnie Hebi, co z tą dziwką?

(Sora)

Umarła.

(Kugutsu)

Tch! I bardzo dobrze.

(Sora)

Masz do niej żal za to co się stało podczas głównej gry?

(Kugutsu)

No kurwa jasne, że tak. Ty byś nie miał?

(Sora)

Cóż-

(Kugutsu)

Nawet nie kończ. Nie masz prawa się wypowiadać na temat życia i śmierci. Jedno i drugie masz głęboko w dupie, prawda?

(Sora)

W sumie tak.

(Kugutsu)

Wiesz co Sora? Mam nadzieję, że ty i pozostali zdechniecie. To nie tylko przez Hebi. To przez was wszystkich jestem martwa.

(Sora)

Bądźmy szczerzy Kugutsu, nie zginęłabyś gdybyś tylko myślała.

(Kugutsu)

Pierdol się.

(Sora)

Żegnaj.(Przeszedłem przez komorę i schody, teraz jestem na piętrze z morderstwem. Tutaj znajdę antidotum dla Mirai. Przychodnia znajdowała się w prawym skrzydle, o ile dobrze to zapamiętałem. Przeszedłem przez korytarz gdzie były kiedyś nasze pokoje. Kątem oka zauważyłem, że drzwi do pokoju Maou są uchylone. Kto wie, może Maou wisi tam na linie? Wszedłem do jego pokoju i wychodzi na to, że się pomyliłem. Maou nie wisiał, ale stał przy linie).Co ty tu robisz? Przecież ty i ona zginęliście w zsypie na śmieci.

(Maou)

A co ty tu robisz? Zamiast gadać z kimś kto i tak już jest martwy, czy nie powinieneś szukać lekarstwa dla swojej przyjaciółki? Nie masz nieskończonego czasu w końcu.

(Sora)

Zdążę ze wszystkim. Wierzę, że skoro mam okazję porozmawiać ze wszystkimi raz jeszcze, to czemu nie?

(Maou)

W końcu to ty jesteś za wszystko odpowiedzialny, czyż nie?

(Sora)

Zawsze robię to co uważam za słuszne. Z ciekawości, jesteś Maou, którego znaleźli przed twoją śmiercią? A może jesteś Maou, który jest psychopatą?

(Maou)

Nie muszę odpowiadać na pytania, które mają oczywistą odpowiedź. Poza tym ty już wiesz, prawda?

(Sora)

W końcu jesteś tylko moją halucynacją. Czymś co istnieje tylko w mojej głowie. Chociaż nie powiem, mogłeś wyglądać lepiej.

(Maou)

Masz ze mną jakiś problem? Masz problem z tym, że nie mam palców? A Może chodzi o tą ranę kutą? A być może to dlatego, że wypiłem truciznę?

(Sora)

Trochę wycierpiałeś.

(Maou)

W sumie jestem dosyć wdzięczny tobie.

(Sora)

Czyżby?

(Maou)

Wreszcie zostałem powstrzymany, nareszcie mogę być spokojny. Może i jestem szaleńcem, ale prawdą jest, że cieszę się z własnej śmierci. Myślałeś kiedyś o swojej śmierci?

(Sora)

Przez ostatnie pięć lat? Często, ale zawsze w głowie pojawiała mi się myśl, że muszę przetrwać. Już rozumiem czemu tak było. To też wyjaśnia moją niechęć do osiedlenia się gdzieś na dłużej. Przez lata nie mogłem usiedzieć w miejscu, zawsze czułem, że chcę zobaczyć jak najwięcej. Odkąd się obudziłem na tej łodzi, czułem. Czułem, że chcę czegoś więcej. Czułem, że chcę zobaczyć jak najwięcej świata. Chciałem zobaczyć każdą emocje człowieka. Przez ostatnie pięć lat widziałem wielu ludzi. Jednakże najbardziej interesujący była wasza dziewiętnastka.

(Maou)

Rozumiem. Chciałbyś się wyspowiadać z tego co zrobiłeś?

(Sora)

Nie. Jestem ateistą, wiesz? Nie wierzę w coś tak abstrakcyjnego jak Bóg. Zresztą ja już mam pomysł na swoje rozgrzeszenie. Żegnaj Maou.(Wyszedłem z pokoju Maou i udałem się do przychodni. Zobaczyłem tam ją, stała przy szafce z lekami).

(Gādian)

Trochę minęło od ostatniego spotkania, Sora.

(Sora)

Racja, Gādian. Teraz posuń się, muszę coś wziąć.

(Gādian)

Chodzi ci o to?

(Sora)

(Gādian wskazała na buteleczkę w szafce. Czy to jest pożądane przeze mnie antidotum? Gādian może mnie wprowadzać w błąd, ale to jest absolutnie błędna logika z mojej strony. W końcu to jest halucynacja).Posuniesz się?

(Gādian)

Jasne.

(Sora)

(Przesunęła się. W sumie po co mi właściwie zależy na miejscu? Gādian jest teraz tylko przeszłością. Wziąłem buteleczkę).No to-

(Gādian)

Powiedz mi Sora, jak się czujesz z tym, że jesteśmy ze sobą związani?

(Sora)

Co masz na myśli?

(Gādian)

Nasze rany. Zadaliśmy sobie nawzajem rany kutę. Masz mój znak na sobie. Na twoim ciele są blizny, które spowodują, że nie zapomnisz o mnie do końca swojego życia.

(Sora)

Racja. Powiedziałem ci to co chciałem przed tym jak opuściłem piętro, więc nie będę marnował czasu na bezsensowne gadanie.

(Gādian)

Naprawdę nie masz mi nic do powiedzenia?

(Sora)

Dostałaś to na co zasłużyłaś. Jesteś kolejną psychopatką, która zasłużyła na śmierć. Jednakże wciąż mam do ciebie jakąś sympatie, dziwne nie? Żegnaj Gādian.(Wyszedłem z przychodni i poszedłem do sali procesowej. Pora zobaczyć ją. Kiedy wszedłem do sali procesowej zobaczyłem jak z dziury w której znajdowała się Muku coś wychodzi. Muku wyszła z dziury).Witam ponownie.

(Muku)

Nie sądziłam, że zobaczę cię ponownie.

(Sora)

I nie widzisz. To wszystko dzieje się mojej głowie. Ten tlen ma w sobie coś co sprawia, że widzę zmarłych. To lub już oszalałem. Obie te opcje jak dla mnie są dosyć prawdopodobne.

(Muku)

Jak zwykle racjonalny.

(Sora)

W końcu jestem tym czym jestem.

(Muku)

Racja... Przepraszam.

(Sora)

Za co?

(Muku)

Za tamto. Byłam tam i widziałam wszystko. Widziałam to co się stało, ale nie zrobiłam nic. Nie dziwi mnie, że tak skończyłam.

(Sora)

Stare dzieje. Przyznam, że sam nie wiem jak ja bym na twoim miejscu się zachował.

(Muku)

Żałujesz czegoś w życiu?

(Sora)

Uważam, że w życiu nie warto niczego żałować. Osobiście uważam, że trzeba być dumny ze swoich wyborów. W końcu to dzięki nim jesteś aktualnym sobą.

(Muku)

Rozumiem. Czyli mam nie żałować tego, co się ze mną stało?

(Sora)

To już według twojego uznania Muku. Ja nie mam prawa mówić komukolwiek co powinien robić.

(Muku)

To samo dotyczy reszty ludzi. Dobra, nie będę ci już wchodzić w drogę. Masz jeszcze trochę rzeczy do zrobienia, zgadza się?

(Sora)

Tak, żegnaj Muku.(Pojechałem windą, aby dostać się na piętro z lasem. W windzie była mapa na której był zaznaczony ten przeklęty sierociniec. Na następnym piętrze nie było trupa, więc mogę spokojnie iść dalej. Gdy winda się zatrzymała zacząłem biec w kierunku sierocińca. Pamiętam, że obok niego była drabina prowadząca na górę. Po jakieś minucie biegu zaczęło brakować mi powietrza. Sprawdziłem poziom tlenu w butli, prawie nic już nie ma).Butla jest w sierocińcu?

(Ekran)

Owszem, śpiesz się. Jeszcze tylko chwila biegu, powinieneś wytrzymać.

(Sora)

(Zacząłem biec ze wszystkich sił w stronę tego cholernego sierocińca. Zużyłem więcej tlenu niż się spodziewałem. Gdy dodarłem do sierocińca zauważyłem butle na kanapie. Po szybkiej wymianie butli mogłem pójść dalej).

(Ekran)

Nie ma to jak marnować czas na gadanie do siebie.

(Sora)

Ty nie widzisz tego co ja widzę.

(Ekran)

Technicznie ja nie widzę nic.

(Sora)

W sumie racja.

(Ekran)

Możesz iść dalej?

(Sora)

Ile mi jeszcze czasu zostało?

(Ekran)

Ponad pół godziny.

(Sora)

No to powinienem spokojnie zdążyć.(Wyruszyłem dalej. Po wspinaczce bo drabinie doszedłem na piętro cyrkowe. Tutaj straciliśmy Kage i Masuku. Ciekawe jak oni będą wyglądać, przecież zostali spaleni. Może ukażą mi się w postaci popiołu? Skoro mam więcej czasu niż się spodziewałem może ich poszukam. Prawdopodobnie i tak dostanę mapę do labiryntu, więc nie martwię się tym. Poszedłem do gabinetu luster. Szlak krwi dalej tam jest. Na końcu szlaku było rozbite lustro).

(Kage)

Czemu akurat tutaj przyszedłeś?

(Sora)

Kage?(Kage wyglądał dokładnie tak samo jak przed śmiercią).Wielka szkoda.

(Kage)

Nie będę pytać czemu to powiedziałeś. Odpowiesz mi na moje pytanie?

(Sora)

Czemu przyszedłem, co? Po prostu chciałem was poszukać.

(Kage)

Traktujesz naszą śmierć jako zabawę? Śmieć.

(Sora)

I ty, Brutusie, przeciwko mnie?

(Kage)

Czego się spodziewałeś?

(Sora)

Nie wiem, jakiegoś lepszego powitania?

(Kage)

Tak, kiedyś miałem do ciebie sympatie, ale teraz? Nienawidzę cię.

(Sora)

Masz do tego pełne prawo. Ale wiesz co? Chyba zrobiłem dla ciebie coś dobrego, czyż nie?

(Kage)

.......Masz chyba rację. Jestem życiowym nieudacznikiem. Przez całe życie byłem popychadłem dla ludzi... Wtedy zobaczyłem swoje odbicie w tym lustrze. To mi szczerze pomogło. Już byłem gotowy ruszyć dalej i zostawić swoją przeszłość za sobą.

(Sora)

Chciałeś, ale Masuku ci przeszkodził.

(Kage)

To nie tak miało wyglądać. Masuku przez jakąś swoją urazę doprowadził do mojej śmierci.

(Sora)

Wiesz kim byłeś dla Masuku? Dowodem jego przeszłości. Przeszłości jego dawnego siebie. Tego dawnego siebie, który był praktycznie taki sam jak ty. Jedyną różnicą było to, że ty potrafiłeś się zmienić sam z siebie. Masuku zmienił się tylko przez maskę, którą założył. Na końcu z waszej dwójki to ty byłeś tym lepszym.

(Kage)

Sora?

(Sora)

Nienawidzisz mnie, ale ten dawny ja uważał cię za przyjaciela.

(Kage)

Wiesz co? Ja też uważałem dawnego ciebie za przyjaciela.

(Sora)

Wiesz co Kage? Myślisz jak każdy kto zna prawdę o mnie. Teraz żegnaj, jeszcze muszę zobaczyć się z Masuku.(I wiem gdzie może być. Poszedłem do namiotu cyrkowego. Kiedy zapaliły się światła zobaczyłem jego stojącego przy komorze).Nawet po śmierci starasz się udawać brata?

(Masuku)

Udawanie? Tak, ja ukradłem całe życie swojego brata, ale zrobiłem to, aby być szczęśliwy, a jaki jest twój motyw?

(Sora)

Zemsta.

(Masuku)

Nie chodzi mi o motyw tego wszystkiego. Motyw dlaczego przyjąłeś taką maskę?

(Sora)

Maska? Czy każdy człowiek nie nosi jakieś? Nie ma znaczenia czy maska jest fizyczna lub metaforyczna. Każdy człowiek w pewnym momencie przywdziewa maskę.

(Masuku)

Ty gnoju, nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Gdyby nie wasza trójka, żył bym sobie spokojnym życiem jak do tej pory. Musieliście mi przeszkodzić, co?

(Sora)

Ja robię to co uważam za słuszne. Tak samo jak ty Masuku uznałeś za słuszne kradzież tożsamości swojemu bratu. Ja uznałem za słuszne moją chęć zemsty.

(Masuku)

Widzę, że chcesz iść, odpowiesz przynajmniej na moje pytanie?

(Sora)

Moja maska nie była niczym więcej jak gąbką, której zadaniem było wchłanianie, to tyle. Nic więcej i nic mniej, rozumiesz?

(Masuku)

Rozumiem... Wiesz co? Zastanawiam się nad jedną rzeczą. Jakby to teraz wyglądało gdybym mógł być taki jak Kage? Może ja i on moglibyśmy się nawet zaprzyjaźnić? Co o tym myślisz?

(Sora)

Myślę, że powinieneś po prostu zaakceptować to co się stało. Ty i Kage umarliście, więc się z tym pogódź. Nie ma już czasu na domysły w stylu "co gdyby". Teraz jedyne co się liczy to teraźniejszość.

(Masuku)

Okrutnie realistyczny zawsze byłeś? Jak jakiś komputer.

(Sora)

Blisko, ale nie do końca. W sumie będąc zupełnie szczerym, to właśnie przez tą rzecz mogłem zmienić bieg naszego zakładu.

(Masuku)

Cholerny oszust.

(Sora)

Uwierz mi, nie mogę zginąć. Żegnaj Masuku.(Wszedłem do komory i pojechałem górę. Jeszcze jedno piętro i będę z powrotem. Chociaż teraz będę widział najwięcej trupów. Mówi się trudno, ale czy tlenu mi starczy? Nie jestem pewny).Czy na piętrze z labiryntem są jakieś butle?

(Ekran)

Na twoje szczęście nie. Na wszelki wypadek dostarczam tlenu do całego bloku, więc możesz już zdjąć ten sprzęt.

(Sora)

Całe szczęście.(Zdjąłem maskę. Po chwili dojechałem do ostatniego bloku).Mam gdzieś mapę?

(Ekran)

Mapa jest ci niepotrzebna. Pamiętaj, że to ja kontroluje korytarze, każda droga zaprowadzi cię tam gdzie chcesz.

(Sora)

Rozumiem.(Przeszedłem przez drzwi najbardziej na prawo. Po chwili trafiłem do ruin jakiegoś magazynu. To tutaj zniszczyłem życie Shīrudo. A propos, on tutaj chyba jest. Poszedłem w stronę wyjścia, aby poszukać jego ciała i się nie pomyliłem. Shīrudo stał nad jakimiś gruzami. Nie miał swojej protezy, jakiś pręt przeżywał mu klatkę piersiową, dodatkowo ranę zapewne od kosy Hebi).Chronisz magazynu nawet po śmierci? Cóż za godna pochwały postawa.

(Shīrudo)

Nie nabijaj się ze mnie. Ten magazyn za pierwszym razem odebrał mi wszystko. Za drugim życie. Przyczyną jesteś ty Sora. Mam pytanie, czemu? Dlaczego to zrobiłeś?

(Sora)

Dlatego, że musiałem się zemścić. Nie wybaczę temu człowiekowi nawet za milion lat. Zniszczenie mu głównego magazynu musiało go zaboleć.

(Shīrudo)

Za to zginęło wielu ludzi.

(Sora)

W czasie wojny ofiary za nieuniknione.

(Shīrudo)

Nawet jeśli to zrujnowało życia moja i Taorety?

(Sora)

Już na to chyba odpowiedział. Spójrz na to z drugiej strony. Sprawiłem, że zdaliście się bardziej ciekawi.

(Shīrudo)

Sukinsynie!

(Sora)

Nie wściekaj się Shīrudo, to zaszkodzi tylko tobie.

(Shīrudo)

Jeśli coś się jej stanie zmartwychwstanę, aby cię zabić.

(Sora)

Jasne, jasne. Akurat zginą jeszcze tylko dwie osoby, więc Taoreta może być ofiarą, ale też nie musi.

(Shīrudo)

Wiem jaka będzie pierwsza, a ta druga?

(Sora)

Obserwuj, a się przekonasz. Żegnaj Shīrudo.(Wyszedłem z magazynu i udałem się w stronę repliki domu Nogareru. Tam jest on i Hebi pogrzebani. Gdy wszedłem poczułem woń spalenizny. Wszystko tam było spalone. Ten twój plan awaryjny trochę uszkodził to piętro, Shinigami. Przez to, że wszystko jest spalone ciężko określić gdzie oni są).

(Nogareru)

Nie wiem jak ona, ale ja jestem bliżej niż mógłbyś pomyśleć.

(Sora)

Więc cię przygniotło?(Nogareru wyczołgał się spod spalonego regału. Przez poparzenia ledwo mogłem go rozpoznać).Jestem ci wdzięczny, że zrobiłeś to o co cię poprosiłem.

(Nogareru)

Nie zrobiłem tego dla ciebie kretynie. Po prostu nie chciałem się czuć, jakbym stracił znowu córkę.

(Sora)

Uratowałeś wtedy Mirai i tylko to się liczy.

(Nogareru)

Oddałem za nią życie, więc nie pozwól jej zginąć.

(Sora)

Nie pozwolę.

(Nogareru)

Miejmy nadzieję. Z ciekawości Sora, miałeś coś wspólnego z ich śmiercią?

(Sora)

W sensie z śmiercią twojej żony i córki? Nie. Akurat z tym nie jestem w żaden sposób związany.

(Nogareru)

Rozumiem, przynajmniej tyle w tym dobrego.

(Sora)

Możesz być spokojny Nogareru. To wszystko zmiesza ku końcowi.

(Nogareru)

Jeśli mnie okłamiesz zabicie cię z piekła.

(Sora)

Nie wierzę w coś takiego jak piekło czy niebo. Dla mnie jest jedynie rzeczywistość. Żegnaj Nogareru. Teraz ty Hebi, widzę tą kosę.(Hebi stała przede mną podbierając się kosą Shinigamiego. Ona i kosa były spalone).Coś ci się stało w nogę?

(Hebi)

Nogareru mnie postrzelił. Ten chuj wydał na mnie wyrok śmierci... Nie to błąd, że tak myślę. W końcu on nie jest temu winny... Tak bardzo. To ty jesteś sercem zła.

(Sora)

Nie unoś się tak. Zrobiłem to co uważałem za słuszne.

(Hebi)

Argumentuj to sobie jak chcesz. Nie zmienia to jednak faktu, że i ciebie prędzej czy później dopadnie sprawiedliwość.

(Sora)

Sprawiedliwość? To ja ją stanowię. Jakbyś wiedziała co stanowi powód mojego istnienia.

(Hebi)

Mam to szczerze w dupie. Chcę odpowiedzi na jedno pytanie. Jak ona się ma?

(Sora)

Twoja siostra? Ma się dobrze. Ten twój przyjaciel dba o nią.

(Hebi)

Czemu nie mogę być przy niej?

(Sora)

Ponieważ jesteś martwa? To chyba oczywiste, nie?

(Hebi)

Zamknij się! Ktoś taki jak ty nie zrozumie tego.

(Sora)

Więzi rodzinnych? Oczywiście, że nie. Nie mam nawet rodziny, ale wiem o nich jedno. To jedno wielkie kłamstwo. Dla mnie te więzi nie istnieją.

(Hebi)

To tylko twoje zdanie.

(Sora)

I mam prawo tak myśleć. Wiesz co Hebi? Gdybyś dobrze wykonała swoje zadanie to bym cię naprawdę wypuścił. Teraz żegnaj.(Wyszedłem z tego spalonego domu. Teraz czas przejść przez sale tortur. Tam zginęli Futashika i Machigainai, czyli osoby, które ze mną stanowiły "trio geniuszy". Tak naprawdę tylko jedna osoba z nas była rzeczywistym geniuszem. Obok wejścia zobaczyłem Futashike, która miała dziurę w głowie).

(Futashika)

Cześć Sora.

(Sora)

Witam. Co tam?

(Futashika)

Dosyć spokojnie, mam fajny przewiew w głowie.

(Sora)

Czy zostanie postrzeloną odebrało ci zdolność do myślenia? Jaki jest z ciebie geniusz?

(Futashika)

Geniusz? Przecież wiesz, że ja nigdy nie byłam geniuszem. Jestem dosyć bystra, ale do poziomu twojego i Machigainaia jest mi stanowczo za daleko.

(Sora)

Prawda, Nie jesteś geniuszem. Nie byłaś nim. A na pewno nim nigdy nie zostaniesz. Potrzebowałem cię, aby móc go spowolnić. Twoja pewność siebie i dobre pomysły to były jedynie przypadki.

(Futashika)

Wszystko poszło po twojej myśli?

(Sora)

Prawie. Jedyny moment kiedy nie mogłem czegoś przewidzieć to była walka z Machigainaiem. Do samego końca nie byłem wstanie powiedzieć kto wygra. A propos Machigainaia, czas z nim porozmawiać. Bez urazy, ale byłaś dla mnie nikim więcej, jak kimś kogo mogłem wykorzystać, żegnam cię Futashika.(Wszedłem do sali tortur, on już tam siedział. Nie miał ręki i nóg).Machigainai.

(Machigainai)

Sora... Przegrałem z tobą uczciwie.

(Sora)

Więc w końcu to przyznajesz?

(Machigainai)

Wtedy moje emocje były poza kontrolą.

(Sora)

Czemu mnie wtedy wołałeś?

(Machigainai)

Chciałem, żebyś się zatrzymał. Chciałem, żebyś wrócił. Chciałem cię przeprosić. Nie jestem geniuszem.

(Sora)

Dobrze, że ja niby jestem. Gdyby nie to kim jestem, wygrałbyś. Ta część mnie, którą znaliście tak długo uwierzyła po prostu w więzi jakie miała z wami. Tak naprawdę to była jedyna ludzka część mnie.

(Machigainai)

Nie pocieszaj mnie. Szczególnie, że to ty i ten cholerny monitor sprawiliście, że trafiłem na samo dno.

(Sora)

Akurat ty byłeś jedną z trzech osób, które mogłyby zniszczyć mój plan, więc musiałem z tobą coś zrobić. Zniszczenie twojej niesamowitej pewności siebie było idealnym zagraniem. Przestałeś wierzyć w swoje umiejętności i dostałeś obsesji na moim punkcie. Jednakże pozbierałeś się i sprawiłeś, że byłem bliski przegranej. Dlatego jesteś moim najlepszym przeciwnikiem. Walka z tobą była najlepsza na świecie.

(Machigainai)

Czyżby? W sumie po co będę się kłócił? Zmieniając temat, wtedy kiedy zostałem porwany. Czy dane, które mi przysłali były związane z tobą?

(Sora)

W pewnym sensie owszem. Dzięki tobie mogłem ich wytropić jeszcze szybciej. Masz moją wdzięczność za to.

(Machigainai)

Czyli już na początku pomogłem swojemu wrogowi? Co za wstyd.

(Sora)

Czasem tak bywa. Żegnaj Machigainai.(Wziąłem jeden z pistoletów znajdujących się w sali tortur i poszedłem dalej. Przeszedłem przez korytarz, którego już raz używałem. W korytarzu zobaczyłem En. Była cała poobijana i nie miała ręki).Rany bitewne?

(En)

Tak.

(Sora)

Mój pracownik dał ci popalić.

(En)

Wciąż nie mogę uwierzyć, że daliśmy ci się zwodzić za nos. Jakim cudem?

(Sora)

Szczerze sam o tym nie wiedziałem. Nie całą godzinę temu się o tym dowiedziałem.

(En)

Nie całą godzinę temu wróciły ci wspomnienia?

(Sora)

Tak, teraz czuję się jakby w tym ciele żyły dwie różne osoby... W sumie tak było. Jak czujesz się z tym, że mogłaś zamknąć ten rozdział swojego życia? Skończyłaś z Shinigamim.

(En)

Ta walka zamknęło wszystko, nawet nasze życia.

(Sora)

O to się toczyła wasza walka.

(En)

Remis jest mało satysfakcjonujący, że nawet nie wiesz.

(Sora)

Ale jest równocześnie najlepszym zakończeniem waszego sporu. Jak ten wasz spór nie miał dokładnego winnego. To wasza walka również nie miała zwycięzcy. Można uznać to za przeznaczenie.

(En)

Wierzysz w przeznaczenie?

(Sora)

Nie, przeznaczenie jest zbyt nieprzewidywalne, aby móc w nie spokojnie wierzyć. Wolę opierać wszystko na logice.

(En)

Ale czy to nie jest błędne?

(Sora)

Nie w moim przypadku. Żegnaj En, teraz czas na rozmowę z nim.(Gdy wyszedłem z korytarza zobaczyłem go stojącego na platformie. On też był cały poobijany i nie miał ręki. Dodatkowo miał ranę postrzałową w podbrzuszu).

(Shinigami)

Wybacz, zrobiłem wszystko co się dało.

(Sora)

Nie martw się tym. Jestem ci wdzięczny, że byłeś przy mnie przez cały ten czas. Od początku do prawie samego końca. Jesteś jedynym człowiekiem, któremu mogłem zaufać.

(Shinigami)

Ty również... Chociaż nie jesteś człowiekiem.

(Sora)

Sprzeciw, w małym stopniu nim jestem.

(Shinigami)

Co szefie zamierzasz teraz zrobić?

(Sora)

Tak naprawdę moje badania się już zakończyły. W głowie mam jeden pomysł na koniec, ale czy go zrealizuje? Pomyślę o tym jak tam jej antidotum i skończę z córą tego drania. Tylko po to ją trzymałem przy życiu, abym mógł z nią skończyć w mojej prawdziwej postaci.

(Shinigami)

Plany szefa od początku do końca były takie same. Jestem dumny, że mogłem być ich częścią. Twój wierny zabójca, Shinigami kończy swoją robotę.

(Sora)

Spoczywaj w pokoju Shinigami. Żegnam cię wiedząc o tym co zrobiłeś dla mnie. Doceniam to wszystko, dziękuje ci.(Zacząłem wdrapywać się po schodach. Zobaczyłem lampy nad drzwiami, to dzięki im wróciłem do siebie. W ostateczności myślę, że to był jednak dobry pomysł. Przeszedłem przez drzwi, dzięki temu trafiłem do pomieszczenia z komorami. Zobaczyłem ją siedzącą na swojej komorze).Shin'en, jak się masz?

(Shin'en)

Nie czuję już nic.

(Sora)

Twój problem. Jesteś ostatnią halucynacją jaką widzę, masz mi coś specjalnego do powiedzenia?

(Shin'en)

Dwie rzeczy. Pierwszą jest to, że nie mogę uwierzyć w mojego pecha. Byłam tak blisko sprawcy, a jednak nie zauważyłam oczywistego, wstyd mi za siebie. Drugą rzeczą jest to, że ci dziękuje. Dałeś mi miejsce gdzie mogłam wrócić do tego co kochałam.

(Sora)

Rozumiem, że jesteś wobec mnie neutralna?

(Shin'en)

Tak. Przy okazji lekarstwo dla Mirai trzeba wstrzyknąć.

(Sora)

Racja, dzięki za przypomnienie.(Otworzyłem komorę Shin'en i ukradłem z niej jej apteczkę. Wyjąłem jedną z strzykawek napełniłem ją antidotum).Żegnaj Shin'en.(Czas to zakończyć. Wyszedłem z pomieszczenia z komorami i udałem się do białego pokoju. Tam gdzie są wszyscy. Przejście się raz jeszcze otworzyło, a ja przez nie wszedłem. Mirai wyglądała coraz gorzej, ale już niedługo).

(Hōrō-sha)

W samą porę.

(Sora)

(Wstrzyknąłem Mirai antidotum).

(Mirai)

So....ra?

(Sora)

Jest już dobrze Mirai.

(Taoreta)

Jesteś prawdziwym zbawcą.

(Unmei)

Udało ci się Sora!

(Sora)

Tak, mi się udało, ale ci już nie.(Wyjąłem pistolet, który wziąłem z sali tortur i strzeliłem do Unmei).

(Unmei)

AH?!

(Taoreta)

Dlaczego to zrobiłeś?!

(Mirai)

Sora?

(Hōrō-sha)

Co z Unmei?

(Sora)

Spokojnie, ona żyję... Jeszcze. Unmei skoro jeszcze żyjesz posłuchaj mnie. Mam to opowiedzenie historię. Historię o swoim początku.

(Hōrō-sha)

Moment, czy ty Sora jesteś......

(Sora)

Dobra intuicja Hōrō-sha. Tak, masz rację. To ja jestem porywaczem.


Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie