Sprawa kultu rozdział 1 część 2

Rozdział 1 część 2-Pierwsza sprawa 

Dzień: 24.03.2035 

Czas: 08:30  

Miejsce: Dzielnica 9-Prywatne liceum Futurum 


(Blecken White) 

(Dojechaliśmy pod liceum Ricky'ego. Zadziwiająco dobrze jeździł, myślałem, że złamie każdy przepis związany z prędkością i potrąci każdą napotkaną osobę, co byłoby dosyć kłopotliwe. Zwłaszcza, że w pobliżu jest kilka radiowozów, to oznacza, że policja jest już na miejscu). 

(Ricky) 

Co sądzisz o mojej szkole, Blecken? 

(Blecken White) 

Robi wrażenie, to muszę przyznać. (Wielki stary, ale zadbany budynek z daleka budzi szacunek. Mam wrażenie, że ten budynek na spokojnie ma pół wieku, a mimo tego trzyma się nienagannym stanie). Wygląda drogo, jesteś jakimś bananowym chłopcem? 

(Ricky) 

Huh? Zapomniałeś? Sit mnie umieścił w tym liceum przez znajomości. Wierzy, że dobra edukacja mi się przyda, ale po co? Chcę zostać detektywem. 

(Blecken White) 

A co na to twoi rodzice? (W sumie to ciekawe, kto urodził takie dziecko? I co bardziej zastanawiające, kto pozwolił mu być detektywem)? 

(Ricky) 

Mieszkamy osobno, urodzony zostałem tutaj, ale oni opuścili wyspę. Mój ojciec jest bratem Sita, więc zgodził się zostać moim prawnym opiekunem. 

(Blecken White) 

Więc to tak. Co powinienem teraz zrobić? 

(Ricky) 

Rób co chcesz. 

(Blecken White) 

Słucham? 

(Ricky) 

Chcę zobaczyć, jak sobie poradzisz, dlatego daję ci wolną rękę. Nie będę się wtrącał, chyba że zadasz mi potrzebne do śledztwa pytanie, trafisz na ślepą uliczkę lub po prostu będziesz do niczego. Wtedy będę na tyle miły i dam ci radę, a może nawet pomogę. 

(Blecken White) 

A co, jeśli teraz powiem, że nie mam pomysłu? 

(Ricky) 

To odpowiem, że się tego spodziewałem. 

(Blecken White) 

Co powinienem zrobić? 

(Ricky) 

Powiem tak, przypomnij sobie śledztwo Sita. Przypomnij sobie jak on je zaczął. 

(Blecken White) 

(Jak Szef ostatnio zaczął śledztwo? O ile dobrze pamiętam to podszedł do policjanta i zapytał się o miejsce odnalezienia ciała). Czy w twojej szkole jest jakiś woźny czy ochrona? 

(Ricky) 

Niedaleko bramy wejściowej jest pokój ochrony, tam znajdziesz stróża. Przy okazji, nie zwracaj większej uwagi, jeśli będę się inaczej zachowywał, dobrze? 

(Blecken White) 

Że jak? (Co on ma na myśli)? 

(Ricky) 

Skrótowo mówiąc, Ricky z agencji, a ten ze szkoły to dwie różne osoby. 

(Blecken White) 

(Ciekawe jaki jest powód zakładania takich masek. Nie, to teraz bez znaczenia). Skoro znasz szkołę, to zaprowadzisz mnie do stróża? 

(Ricky) 

Jasne, chodź. 

(Blecken White) 

(Ricky zaprowadził mnie do dobudowy do innego budynku. Po tym jak zapukał cztery razy, otworzył mu facet po 50-tce. Jego strój jasno mówił, że był ochroniarzem. Niestety nie wiem jakie ma na sobie kolory). 

(Stróż) 

Ricky, mój ulubiony uczniu, przyszedłeś na kielicha? 

(Ricky) 

Muszę odmówić, jest sprawa niecierpiąca zwłoki, prosiłbym Pana o pomoc. 

(Blecken White) 

(Co to za nagła zmiana tonu? Zazwyczaj ten dzieciak mówi jakby był królem świata, który pluje każdemu w twarz swoją wyższością, a teraz? Ten pełen szacunku ton głosu jest dziwny, aż obrzydliwy. Moment czy ten stróż powiedział coś o kielichu? Czy on daje nieletnim alkohol)? 

(Stróż) 

Czy to ma związek z Panem za tobą? 

(Ricky) 

Owszem, to jest Pan Blecken White. Jest detektywem, który niedawno został zatrudniony w agencji mego wujka. 

(Blecken White) 

(Wujka)?! Um, miło Pana poznać, jak Ricky mówił, nazywam się Blecken White. (Wyciągnąłem rękę na przywitanie, stróż odwzajemnił uścisk. Poczułem, że mógłby mi łatwo złamać kończynę). 

(Bob Guard) 

Nazywam się Bob Guard, jestem stróżem z prywatnej firmy, chronię porządku na polecenie dyrektora, miło mi. 

(Blecken White) 

(Ma trochę zachrypiały głos i czuć od niego alkohol, profesjonalista pierwsza klasa muszę przyznać). Panie Guard, zadam Panu szybkie pytanie, mogę? 

(Bob Guard) 

Ależ oczywiście, ale przed tym ja zadam pytanie pierwszy, pije Pan? 

(Blecken White) 

Co? (Czemu przypomina mi się Olivier Fist)? 

(Ricky) 

Proszę Pana, nie ma na to czasu. Dzisiaj potrzeba nam powagi. Szczególnie, że to sprawa morderstwa. 

(Blecken White) 

Zresztą mam słabą głowę. (Ricky popatrzył się na mnie jak na skończonego debila. Po namyślę sądzę, że mogłem się jednak teraz nie odzywać). 

(Bob Guard) 

Skoro wiedzie, że to morderstwo idźcie do sali plastycznej na czwartym piętrze. 

(Blecken White) 

A będę potrzebował jakieś przepustki czy czegoś podobnego? W końcu to teren prywatny. 

(Bob Guard) 

Skoro jest Pan detektywem to wszystko jest w porządku. Jakby Panowie się zmęczyli śledztwem zapraszam do siebie mam coś- 

(Ricky) 

Nie. 

(Bob Guard) 

............... 

(Ricky) 

Chodźmy Blecken, zanim nas Pan Guard upije, znaczy ciebie, ja jestem nieletni i nie mogę. 

(Blecken White) 

Dobra. (Zaczęliśmy iść w stronę jednego z dwóch budynków). Jak to wygląda z rozkładem budynków? Jest tu też internat, prawda? 

(Ricky) 

Tak, zobacz na to. 

(Ricky) 

Jak widzisz tutaj, szkoła dzieli się na trzy sektory. Budynek obok budki Boba jest połączony z internatem. Dzięki temu może łatwo monitorować uciekających uczniów. 

(Blecken White) 

To jak ty się wymknąłeś ostatnim razem? 

(Ricky) 

Herbatka z lekami usypiającymi robi robotę. 

(Blecken White) 

(Brak mi na niego słów). Budynek, który jest całkiem z tyłu to szkoła, tak? 

(Ricky) 

Tak. 

(Blecken White) 

A ta przestrzeń po lewej? 

(Ricky) 

Obszar sportowy. W szkole jest dużo klubów sportowych. Wokół linii, którą narysowałem jest między innymi trasa klubu lekkoatletycznego. 

(Blecken White) 

Rozumiem, więc idziemy do budynku całkiem na tyłach. (Gdy tam dodarliśmy zauważyłem kilku przechodzących policjantów, to oznacza, że trochę ich tu jest. Przypominają mi się czasy, kiedy ja byłem mundurowym. Tylko z tą różnicą, że byłem chłopcem na posyłki i od brudnej roboty. Nienawidziłem tej roboty, prawie użyli mnie jako sapera. Poszliśmy z Rickym na czwarte piętro, chodź mogliśmy użyć windy. Gdy doszliśmy do sali plastycznej, zauważyłem przez okienko w drzwiach, że ktoś dam jest. Po tym jak weszliśmy zrozumiałem, kto to mógł być. Mężczyzna był po 30 i w skórzanym mundurze, miał na sobie czapkę z długim daszkiem oraz rękawiczki, czy to jest ten nowy komendant, o którym mówił Szef? Wnioskuje to po dziwnym stroju). Przepraszam, Pana, jestem- 

(Policjant) 

Detektywem od Browna, Blecken White, czyż nie? 

(Blecken White) 

Huh? Tak, miło mi Pana poznać. 

(Policjant) 

A mi nie, zjeżdżaj. 

(Blecken White) 

Co? (To ostre spojrzenie. Jego oczy są jak u jaszczurek. Wydaję się być niebezpieczny). 

(Ricky) 

Wypadałoby się najpierw przestawić, jaszczurooki gliniarzu. Jeśli ty tego nie zrobisz wyręczę cię, dobrze? 

(Clay Laizard) 

...Clay Laizard, nowy komendant policji Crime Island. Kojarzę cię dzieciaku, to ty jesteś tym tajnym detektywem, zwałeś się Ricky, prawda? 

(Ricky) 

To się rozumie samo przez siebie, Clay. 

(Clay Laizard) 

Dla ciebie Panie Laizard. Nie przypominam sobie, abyśmy byli "ty". 

(Ricky) 

Postanowiłem za ciebie. 

(Clay Laizard) 

Bezczelny gówniarz. 

(Blecken White) 

Um, mogę mieć pytanie? Jest szansa, na przeprowadzenie śledztwa? Widzę, że już zabraliście ciało, więc będę mógł zajrzeć do raportu autopsji? (Podoba mi się, że już widzę kilka dowodów, ich kolory są takie piękne). 

(Clay Laizard) 

Co ja ci mówiłem? Masz spadać stąd w podskokach. 

(Blecken White) 

Huh? Czemu? A co ze śledztwem? 

(Clay Laizard) 

O śledztwo się nie martw, zajmiemy się nim my, profesjonaliści. Możesz wracać do swojego Szefa, śmieciu. 

(Blecken White) 

Śmieciu? 

(Ricky) 

Czy chowasz do Bleckena jakąś urazę? 

(Clay Laizard) 

Szczerze mówiąc, rzygać mi się chcę jak tak na niego patrzę. W końcu jest ostatnią spuścizną po tym szaleńcu Copie. 

(Blecken White) 

Przepraszam? (Czy on ma problem z tym, że żyje? Kolejny? Czy wszyscy na tej wyspie są skończonymi chamami)? 

(Ricky) 

Hej, hej bez nerwów, dobra? Przecież i tak nam nic nie zrobisz. W końcu wykonujemy swoją robotę. 

(Clay Laizard) 

Taa, robotę. Jeśli mam być szczery to wy detektywi działacie mi na nerwy, wiedzie? Tylko dlatego, że kradniecie nam pracę jesteście uważani za jakiś bohaterów. Może i to prawda, że wykonujecie swoją robotę dobrze, ale w rzeczywistości jesteście tykającymi bombami. 

(Blecken White) 

Może Pan się uspokoić? I co Pan rozumie przez "bomby"? 

(Clay Laizard) 

Czy to nie oczywiste? Macie w szeregach byłego sharksa, kobietę, która jedynie kopiuje, żądnego krwi psychopatę oraz niewiadomą. Wasz Szef jest jedynym do którego nie mogę się przyczepić, ale to tylko kwestia czasu. Detektywi z agencji Browna sami nadają się na morderców, zwłaszcza ty dzieciaku. Miałeś jakieś swoje motto, racja? Nowy pewnie nie wie o nim, prawda? Podziel się z nim, niech wie jakim jesteś psycholem. 

(Ricky) 

..."Morderstwa są zabawne", w to wierzę całym sercem. 

(Blecken White) 

(Zabawne morderstwa? Jak bardzo jesteś pokręcony Ricky)? 

(Clay Laizard) 

Widzisz White? To jest jedna osób z którymi pracujesz. Na córę Browna i byłego sharksa też się coś znajdzie. Przebywasz z psycholami, dla twojego dobra radzę ci opuścić wyspę. 

(Blecken White) 

(Może i ma rację, moi współpracownicy nie są normalni, ale akceptują mnie... Dla mnie tylko to się liczy. Nawet jeśli nie wszyscy, to znalazłem miejsce, gdzie zostałem zaakceptowany taki jaki jestem. Czy to ma znaczenie jacy oni są)? Jedynym psycholem tutaj jesteś ty. 

(Clay Laizard) 

Huh? 

(Blecken White) 

Jak śmiesz obrażać moich starszych kolegów i Pana Copa? Po co w ogóle mówisz te wszystkie rzeczy? Daj mi wykonywać swoją robotę i odpuść. Nie wchodź mi w drogę. 

(Clay Laizard) 

...Więc jesteś po ich stronie? Nie licz na ulgowe traktowanie. Szczerze mówiąc działasz mi na nerwy. 

(Blecken White) 

I vice versa. 

(???) 

Doprawdy jak dzieci. 

(Blecken White) 

(Do sali plastycznej wszedł facet w wieku Szefa. Mężczyzna był przy masie oraz ubrany w garnitur, ale najbardziej rzucała mi się jego twarz. Z twarzy mężczyzna był podobny do sowy. Głównie jego brwi przypominały mi puchacza. Miał surowy wyraz twarzy). 

(Clay Laizard) 

...Dyrektor. 

(Blecken White) 

(Więc to dyrektor). 

(Ricky) 

Witaj dyrciu! Jak tam zdrówko, dopisuje? 

(Dyrektor) 

Widzę, że Panu, Panie Brown jak zwykle humor sprzyja. 

(Blecken White) 

(Czy on powiedział do Ricky'ego Brown)? 

(Dyrektor) 

Pan musi być detektywem prowadzącym sprawę, Blecken White, jak mniemam? 

(Blecken White) 

Tak, to ja jestem Blecken White. 

(Raymond Owel) 

Nazywam się Raymond Owel i to ja jestem pańskim zleceniodawcą, miło mi. 

(Blecken White) 

M-Mi również. (Co za ciężka atmosfera zapanowała, odkąd Pan Owel przyszedł. Nawet Laizard się zamknął). 

(Raymond Owel) 

Panie komendancie, proszę znać swoją pozycje i wspomóc Pana White'a. Wie Pan, że sprzeciw będzie złamaniem prawa, czyż nie? 

(Clay Laizard) 

...Przeklęty staruch. 

(Blecken White) 

(Laizard wyjął telefon i coś wysłał na nim). 

(Clay Laizard) 

Dzieciaku, wysłałem ci raport autopsji, resztę sami sobie znajdźcie. 

(Ricky) 

Dziękujemy za twoją ciężką pracę! 

(Clay Laizard) 

...Zapłacicie mi za to. Spodziewaj się, że przypadkiem możesz zostać zamieszany w jakiś skandal. 

(Raymond Owel) 

A ty spodziewaj się, że zostanę oczyszczony z twoich fałszywych zarzutów. 

(Clay Laizard) 

Znajomość z Brownem jest korzystna, co? 

(Raymond Owel) 

To nic więcej jak przyjacielskie przysługi. 

(Clay Laizard) 

Aha... White, życzę ci najgorszego rezultatu. W ten sposób pokażesz jak nic niewarty jesteś. 

(Blecken White) 

(Laizard wyszedł. Zostaliśmy we trzech na miejscu zbrodni). Dziękujemy za interwencje Panie Owel. 

(Ricky) 

Dobra robota. 

(Blecken White) 

A czy ty nie miałeś udawać w szkole kogoś innego? 

(Raymond Owel) 

To się mnie nie tyczy, ponieważ ja znam sekret Pana Browna. 

(Blecken White) 

(Później o to spytam, ale najpierw). Czy detektywi mają inne prawa? Jestem na wyspie od niedawna, jeszcze nie zdążyłem się dowiedzieć o panujących na niej prawach. 

(Raymond Owel) 

Więc jest Pan przyjezdnym. 

(Ricky) 

Skrótowo mówiąc, po licznych zasługach detektywów, czytaj Sita, możemy pozwolić sobie na trochę więcej. Między innymi przerywanie naszego śledztwa grozi zatrzymaniem. 

(Blecken White) 

Czuję się jak jakiś VIP. 

(Ricky) 

Nie zasłużony, ale możesz tak się nazwać. 

(Blecken White) 

W każdym razie, mogę zadać Panu parę pytań do sprawy? 

(Raymond Owel) 

Naturalnie. 

(Blecken White) 

Proszę powiedzieć mi wszystko co Pan wie o sprawie. 

(Raymond Owel) 

Ofiarą jest koleżanka z klasy Pana Browna, Pani Viola Smith. 

(Ricky)

Viola? 

(Blecken White) 

Byłeś z nią w dobrych stosunkach? 

(Ricky) 

Była mi obojętna, chociaż jako trup jest bardziej interesująca. 

(Blecken White) 

(O to też będę musiał później zapytać. To nienormalne, że nastolatek tak bardzo interesuje się śmiercią). O której zostało odkryte ciało? 

(Raymond Owel) 

Przypuszczam, że to była 7 rano. 

(Blecken White) 

(Czyli dosyć niedawno).Ricky, powiedz mi proszę co jest w raporcie autopsji. 

(Ricky) 

Przewidywany czas śmierci Violi szacuje się na 16.30. Za przyczynę zgonu uznaje się cios tępym narzędziem w głowę. Teraz najciekawsza część, Viola została uderzona 2 razy. 

(Blecken White) 

2 razy? Co to może oznaczać? 

(Ricky) 

Weźmy na przykład pierwszą sprawę Sita. Przypomnij sobie jak Justice został dam zabity. 

(Blecken White) 

(Racja, tam Justice został najpierw dźgnięty, potem uderzony kamieniem, a na końcu znowu zraniony nożem. To oznacza, że ofiara mogła walczyć lub uciekać). 

(Raymond Owel) 

Proszę dać z siebie wszystko Panie White, szczególnie jeśli to Pana pierwsza sprawa, jak informował Pan Brown. 

(Blecken White) 

A który dokładnie? (Zaczynają mi się mylić Panowie Browni). 

(Ricky) 

Chodzi mu o Sita. 

(Blecken White) 

Dobra, ale moglibyście mi wytłumaczyć o co chodzi z tym Panem Brownem? 

(Ricky) 

Mało domyślny, co nie? 

(Raymond Owel) 

Owszem, czyżby Sit mnie oszukał? 

(Ricky) 

Reklamacji nie uwzględniamy. 

(Blecken White) 

Hej! Jestem tu i was słyszę! 

(Ricky) 

No dalej Blecken, rusz tą swoją mózgownicą i powiedz jak mam na nazwisko? 

(Blecken White) 

...Jesteś Ricky Brown? 

(Ricky Brown) 

Złoty strzał. wspominałem ci już o swoich rodzicach, nie? 

(Raymond Owel) 

Zawarłem umowę z Sitem. Jeśli utrzymam pracę Pana Browna w tajemnicy, będę otrzymywał 50% rabat za usługi detektywistyczne. 

(Ricky Brown) 

I tak jesteśmy na plus. 

(Blecken White) 

Więc o to chodziło. (A myślałem, że to coś bardziej znaczącego. Cóż, czas wrócić do śledztwa). Czas zgonu szacuje się na wpółto 17, nie? Czy Pan wie kto był w szkole wtedy? 

(Raymond Owel) 

Cóż, nie licząc Pana Browna i paru innych osób to wszyscy uczniowie opuścili internat o 15. Zostało kilku nauczycieli, klub lekkoatletyczny, przewodnicząca klasy Pana Browna i Pan Guard. 

(Blecken White) 

Twoje alibi Ricky? 

(Ricky Brown) 

Jaki cham z ciebie Blecken, wiesz? Podejrzewać mnie? Twojego ulubionego seniora z agencji? 

(Blecken White) 

Po prostu powiedz, błagam cię. 

(Ricky Brown) 

Po 15 wymknąłem się do agencji, Sit może ci to potwierdzić. Chwila, chyba się nawet mijaliśmy. 

(Blecken White) 

W sumie racja. W takim razie spróbujmy inaczej. Gdyby dyrektor miał wskazać osoby, które były same w momencie popełnienia zbrodni, kto to byłby? 

(Raymond Owel) 

Niech ja sobie przypomnę. 

(Blecken White) 

(Dyrektor Owel wyjął tablet i zaczął coś na nim sprawdzać). 

(Raymond Owel) 

Pan Elitman, Panna Smith, Panna Case oraz Pan Peritvert. 

(Blecken White) 

Nie licząc ofiary to trzy osoby. Kim one są? 

(Ricky Brown) 

Elitman i Case są moimi kolegami z klasy. Peritvert to nazwisko mojego nauczyciela od wuefu. 

(Raymond Owel) 

Chyba ich Pan nie podejrzewa? 

(Blecken White) 

Cóż, nie mogę wykluczyć tego, że być może są zamieszani w zbrodnie. Gdzie ich znajdę? 

(Raymond Owel) 

Panna Case jest na tym piętrze w pokoju socjalnym, to ona znalazła ciało. Pan Elitman i Pan Peritvert będą na dworze, dzisiaj jest trening klubu lekkoatletycznego. 

(Blecken White) 

Skąd Pan to wie? 

(Raymond Owel) 

Teren szkoły jest otoczony pewnym polem, które rejestruje uczniów oraz personel. Innymi słowy na tym tablecie mogę znaleźć każdego ucznia, jeśli jest na terenie szkoły. 

(Blecken White) 

Czy dzięki temu nie moglibyśmy znaleźć sprawcy? 

(Raymond Owel) 

Niestety nie, mówię Państwu to z pamięci. Wczoraj kawa mi się wylała na komputer i straciłem dane z pola. Teraz sprawdzałem dane z dzisiaj. 

(Ricky Brown) 

Skoro nie mówisz, że pole zarejestrowało nieautoryzowaną osobę, to oznacza tylko jedno, wiesz co Blecken? 

(Blecken White) 

Czy chodzi o to, że sprawcą musi być ktoś ze szkoły. 

(Ricky Brown) 

Bingo! 

(Raymond Owel) 

Przypuszczam, że to słuszne założenie. Pozwolą Panowie, że już opuszczę to miejsce. Mam jeszcze parę spraw to załatwienia w szkole, ale czujcie się wolni, jeśli chodzi o zadawanie kolejnych pytań. 

(Blecken White) 

Rozumiem. (Dyrektor Owel wyszedł).

(Ricky Brown) 

Co teraz zrobisz? 

(Blecken White) 

Najpierw przeszukam to pomieszczenie, potem porozmawiam z osobami o których mówił Pan Owel. 

(Ricky Brown) 

...Rozumiem. 

(Blecken White) 

(Od jakiego wspaniałego koloru by tu zacząć)? 


Część 2 Koniec 


Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie