Sprawa kultu rozdział 2 część 1
Rozdział 2 część 1-Sprawa teatru
Dzień: 15.04.2035
Czas: 15:00
Miejsce: Dzielnica 25-Agencja detektywistyczna Browna
Minęło kilka tygodni od mojej pierwszej sprawy. W końcu zacząłem się klimatyzować w nowym środowisku... nawet w takim dziwnym. W międzyczasie rozwiązałem kilka spraw w sektorze Ricky'ego, a w wolnych chwilach zapoznałem się z wyspą. Crime Island jest o wiele większe niż się tego spodziewałem. Z jednej strony jest niesamowite, a z drugiej straszne. Aktualnie moim największym zmartwieniem jest sytuacja, którą muszę oglądać. Ja, Fend i Ricky siedzimy na kanapie i oglądamy kłótnie rodzinną. Szef siedzi wygodnie na swoim fotelu, a przed nim Robin stoi i się kłóci.
-Dlaczego nie chcesz mnie puścić tato? - Zapytała Robin będąc zirytowana.
-Detektyw nigdy nie ma wolnego - Zaznaczył poważnie Szef.
-A jak zostawiłeś mi całą agencję w ostatnim tygodniu, aby grać w kręgle z chłopakami - Przypomniała Robin. Gra była nawet fajna, nie licząc tego, że nawet Szef mnie pokonał. Pierwszy był Fend, drugi Ricky, Szef trzeci, a ja na szarym końcu. Trochę wstyd.
-Detektyw nigdy nie ma wolnego Robin - Powtórzył Szef będąc już mniej poważnym - Zwłaszcza gdy jest robota do wykonania - Powiedział Szef z śmiertelną powagą w głosie.
-Tato, jaką znowu robotę? - Zapytała Robin będąc już w pół zrezygnowaną.
-Pomożesz staremu ojcu układać puzzle - Powiedział Szef wyciągając z pod biurka wielkie pudełko z jakąś grafiką. To musi być jakiś jednakowy kolor, ponieważ widzę tylko szarość - Mam takie fajne, tylko 10 tysięcy kawałków. Wyobraź sobie, tylko my układający czyste niebo. To brzmi tak cudownie, że po co wychodzić w takim razie? - Zapytał niewinnie Szef.
-Zaciągnij do tego Bleckena lub któregoś z chłopaków - Odpowiedziała Robin.
-Nie wciągaj mnie w to - Włączyłem się do rozmowy w pół przestraszony. W końcu Szef już kazał sprzątać mi toaletę, więc jest do wszystkiego zdolny.
-Jak ty się do mojej córki odnosisz gnoju? - Powiedział Szef z groźbą w głosie. Racja Szef tak bardzo kocha swoją córkę, że jest gotów każdego zabić, nawet własnego pracownika - Chcesz umrzeć? Mam nasłać na ciebie Fenda? - Powiedział wskazując palcem na afroamerykańskiego członka agencji. Teraz rozpocznie się prawdziwy cyrk.
-Spierdalaj Brown - Odpyskował wściekły Fend - nie mam zamiaru robić za twojego chłopca od brudnej roboty.
-Jak masz zamiar tak mówić to wpierw popatrz na swój kolor skóry - Odpowiedział Szef w swój normalny, rasistowski sposób.
-Najlepiej będzie, jak zostawimy to tej trójcę, Chcesz gdzieś wyskoczyć, Fend? - Zaproponował Ricky. Na pewno to zrobił, aby po prostu mnie wkopać i zostawić samego z nimi.
-No spoko, co powiesz na walki psów? - Odpowiedział Fend podłapując pomysł.
-Z tobą zawsze - Potwierdził Ricky.
-Hej, one są nielegalne - Wtrąciła Robin.
-No właśnie, dlatego są takie zajebiste - Odpowiedział protekcjonalnie Fend - W każdym razie trzymaj się z tymi czubami, Blecken. Przy okazji, kradnę twoje auto, Brown.
-Łapy od mojego auta, czarny diable! - Wykrzyczał wściekle Szef podnosząc się z fotela.
-Nara - Pożegnał się melodyjnie Ricky w momencie gdy on z Fendem wyszli zostawiając mnie przy tym samego na placu boju. No dobra, czas dowiedzieć się o co chodzi - Właściwie dlaczego wasza dwójka się kłóci? - Zapytałem będąc jednocześnie zrezygnowany jak i zaciekawiony.
-Znajoma z liceum dała mi bilety do teatru na jej sztukę - Wytłumaczyła spokojnie Robin.
-I Zane Nius również idzie - Dodał Szef już mniej spokojnie.
-Powiedział Szef, Nius?
Zane Nius to informator z Crime Island. Pamiętam, że spotkałem tego człowieka, gdy pomagałem Szefowi przy incydencie z lalkarzem. Śledztwo wymagało pomocy Niusa, a on nie zrobił na mnie dobrego wrażenia. Cham zaczął obrażać moją umiejętność oraz celował do mnie z broni. Tego mu nie odpuszczę.
-Pamiętasz, co ci zrobił, prawda Blecken? Nie mogę pozwolić, aby zbliżył się do mojej córki - Powiedział Szef śmiertelnie poważnie.
-Znam Zane'a nie od dziś - Zaznaczyła Robin - dodatkowo pójdzie jeszcze jedna osoba, w końcu dostałam trzy bilety.
-Chwała Bogom - Odetchnął Szef z ulgą.
-Nie wiedział Szef? - Zapytałem zmieszany nie wiedząc dokładnie co o tym sądzić.
-Przestałem słuchać gdy usłyszałem nazwisko Nius - Odpowiedział obojętnie Szef zakładając nogi na biurko.
-Ale jak ostatnio gadaliśmy z Niusem, Szef go tolerował, prawda? - Zapytałem jeszcze bardziej skonfundowany.
-Moje relacje zawodowe są inne niż prywatne - Wytłumaczył Szef, a następnie zaczął ciągnąć - Gardzę beztroskim stylem życia Niusa. Robin, moja córeczko kochana, z tego powodu myślę, że powinienem-
-Nie ma opcji, żebyś z nami poszedł, Tato - Przerwała Szefowi Robin z lekką pogardą na twarzy.
-Dlaczego?! - Zapytał Szef z rozpaczą w głosie, jakby to był co najmniej koniec świata.
-Ponieważ staję sobie sprawę, że jeśli Zane czegoś spróbuję, będziesz chciał go zabić... znowu. Również jestem świadoma tego, że Zane na pewno będzie cię zaczepiał - Wytłumaczyła spokojnie i rzeczowo Robin. W sumie ona jest jedyną normalną osobą w agencji, czego nie mogę powiedzieć o jej ojcu.
-Zabicie drania, który nęka twoją córkę powinno być obowiązkiem każdego ojca - Stwierdził Szef ze wzrokiem zabójcy.
-Nie mów mi Szefie, że już kogoś zabiłeś z takiego powodu - Zapytałem będąc przerażony, ponieważ staję sobie sprawę, że Szef byłby do czegoś takiego zdolny.
-Jeszcze nie miałem okazji - Odpowiedział poważanie Szef biorąc laskę w której ma paralizator - Mam! - Wykrzyczał Szef z takim zachwytem jakby rozwiązał co najmniej problemy milenijne - Blecken, pójdziesz z Robin i przypilnujesz Niusa.
-Odmawiam, mam bardzo ważną rzecz do zrobienia - Skłamałem oczywiście, tak naprawdę nie mam nic do roboty. Jednakże nie widzi mi się spędzanie wolnego dnia na pilnowaniu dorosłej córki Szefa.
-Ty draniu, dlaczego kłamiesz swojemu Szefowi? - Zapytał Szef patrząc się na mnie jak na najgorszego zbrodniarza. Zapomniałem o jego umiejętności. Widzenie tików nerwowych jest naprawdę upierdliwe jeśli jest się celem.
-Używanie umiejętności tak nonszalancko jest złym pomysłem, zwłaszcza w twoim przypadku tato - Stwierdziła Robin zmartwiona. Ciekawe co Robin ma na myśli?
-W każdym razie, Blecken liczę na ciebie. Odmów nie przyjmuję, będę raził cię prądem za każdym razem, gdy odrzucisz moją hojną propozycje - Powiedział Szef z serdecznym uśmiechem. Szef grozi mi, ponieważ za bardzo kocha swoją córkę, czy dlatego, że jest sadystą o to jest pytanie.
-Blecken, proszę zgódź się - Zaczęła przekonywać mnie Robin - Jeśli to zrobisz będziesz miał przynajmniej spokój.
-Jest ciężko - pomyślałem, co tu robić? Ulec i pójść do teatru czy pozostać przy swoim oraz zachować honor, ale w tym przypadku będę rażony prądem. Robić czy nie robić, o to jest pytanie. A odpowiedź na nie jest chyba oczywista - Pójdę z Robin Szefie - Powiedziałem pewnym siebie głosem. Witać się ze śmiercią jeszcze nie chcę.
-Masz szczęście - Skomentował Szef z pogardą w głosie - Posłuchaj Blecken, Robin ma być w domu przed dziesiątą, kapujesz? Jeśli spóźnisz się choć o sekundę, no co mogę ci więcej powiedzieć? Kojarzysz te głowy jeleni, które wiesza się na ścianach? Zrobię to z twoją, będziemy mieli przynajmniej fajną dekorację w biurze.
-Tato, proszę nie wracajmy do czasów szkolnych. Zaraz, nigdy nie miałam takiej sytuacji. Przecież nawet nie byłam na randce.
-Wszystko dzięki mnie, odstraszyłem wszystkich adoratorów - Odpowiedział z dumą w głosie Szef. Czy on nie widzi, że taka postawa jest chora? Oczywiście dobrym jest martwienie się o swoje dziecko, ale bez przesady. Robin jest dorosła, a zachowanie Szefa jest co najmniej nie odpowiednie. Oczywiście nie powiem mu tego na głos, a kto ja jestem? Samobójca? Jednak lekcje których udzielił mi Ricky na coś się przydają.
-Chodźmy Blecken - Powiedziała Robin robiąc przy tym zmęczoną minę - Widzimy się później Tato.
-Na razie córeczko kochana, baw się dobrze - Pożegnał się czulę Szef.
-Do zobaczenia Szefie - Pomachałem Szefowi na do widzenia.
-Nie baw się przypadkiem za dobrze - Pożegnał się ze mną Szef mniej czulę.
Czasem mi się wydaje, że Szef jest groźniejszy niż niejeden gangster. Wyszliśmy z agencji i udaliśmy się do vana Robin. Pamiętam, że Ricky nieźle prowadził, w takim razie Robin nie może być gorsza, prawda? Jednak jest gorsza. Okazuje się, że umiejętności jeździeckie odziedziczyła po Szefie. Ta dwójka jest największymi piratami drogowymi jakich poznałem, a podczas kariery policjanta, widziałem nie jednego. Nagle Robin zaczęła jechać prosto na mężczyznę w hawajskiej koszuli. Mężczyzna zauważył co się święci, ale nie uciekał. Wręcz przeciwnie, zaczął iść powolnym krokiem w stronę rozpędzonego auta. Wariat się znalazł, czy Robin chcę go zabić? Nagle Robin gwałtownie zahamowała zatrzymując się centralnie przed mężczyzną. Przez to, że tak zahamowała uderzyłem głową w przód auta. Mężczyzna wszedł na tyły auta jakby nigdy nic. Ach! To pewnie Zane, przecież ostatnio wyglądał inaczej. Łatwo pomylić się, zwłaszcza, że ostatnio miał mundur policyjny, a teraz hawajską koszulę, luźne spodnie i klapki. Nagle Robin ruszyła dalej jakby nigdy nic.
-Siema Robin! - Pseudo hawajczyk przywitał się energicznie - Poprawiłaś się w hamowaniu, co?
-Ani trochę, na początku pomyliłam pedał gazu z hamulcem - Odparła Robin wyraźnie zasmucona z powodu swoich umiejętności.
-Pomyliłaś pedały? To, dlatego Blecken tu jest? - Skomentował jak gdyby nigdy nic Nius posyłając mi szyderczy uśmieszek.
-Chcesz się bić? - Odpowiedziałem mu dosyć agresywnie na jego zaczepkę.
-No, no, jaja ci wyrosły od ostatniego spotkania - Skomentował znowu Nius dalej nosząc na twarzy szyderczy uśmieszek. Doprawdy jest pod tym względem gorszy od Ricky'ego.
-Spieprzaj - Odparłem krótko.
Mimo, że od mojej pierwszej sprawy minęło trochę czasu i rozwiązałem kilka spraw, ale był tego jeden minus. Cały czas Ricky był ze mną. Jakimś cudem wszystkie moje sprawy były w jego sektorze, co gorsza Ricky dalej jest takim samym chamem jak zwykle. A mówił, że może mnie szanować. Zdecydowałem, że nie będę miał litości dla takich jak Ricky lub Laizard. Innymi słowy nie mam zamiaru sympatyzować z Niusem.
-Dobrze, że nie masz zamiaru zadawać się z takimi ludźmi, jak on - Rzekła Robin jakby czytała w myślach.
-Oj Robin, daj spokój, przecież znamy się od lat - Odparł obojętnie Nius.
-Przez długość naszej znajomości wiem trochę o tobie i zdaję sobie sprawę, że nie warto się do ciebie zbliżać - Stwierdziła poważnie Robin.
-Ty wiedzącą cokolwiek o mnie? Niezły żart - Odpowiedział lekceważąco Nius - Ale może coś tam wiesz, w sumie mam to gdzieś - Dodał, a następnie zbliżył się do mnie. Jeśli Robin znowu nagle zahamuje to może źle się skończyć - Po co zajmować sobie czas takimi pierdołami jak możemy porozmawiać o naszym czarno-białym nowicjuszu.
-Czego ode mnie chcesz? - Zapytałem już mocno zirytowany nim - Znowu chcesz mi przyłożyć lufę do głowy?
-Masz żal o to? Stare dzieje, więc zapomnij - Skomentował Nius machając na to ręką jakby nic się nie stało - Wtedy miałem cię za bezwartościowego śmiecia, który potrafi jedynie szczekać. Jednakże ten sam śmieć został przyjęty do najlepszej agencji na świecie oraz pokonał nowego komendanta policji podczas prawa pojedynku. Co racja miałeś Ricky'ego do pomocy, ale to już szczegół. Czy to jest dziwne, że się zainteresowałem?
-Więc zrobiłeś wycenę dla Bleckena - Wtrąciła Robin nie odrywając wzroku od drogi.
-W końcu to ja, co poradzić? - Stwierdził Nius przewracając oczami.
-Wyceniłeś mnie - Zapytałem z niedowierzaniem - Nie gadaj, że traktujesz mnie jak jakiś produkt, któ-
-A co w tym złego? - Przerwał nagle Nius - Co jest złego w bawieniu się ludźmi? Jedyne co się liczy na tym świecie to pieniądze, informację i szacunek - Podsumował spokojnie Nius, a jego twarz dalej zdobił uśmiech - Tak na marginesie tych których szanuje mają bardzo wysokie ceny, prawda Robin?
-Przykładowo, mnie aktualnie wycenił na 50 milionów - Powiedziała znudzona Robin - Zane wycenia ludzi w dolarach i euro. W naszych czasach mają taki sam kurs.
-Ile?! - Wykrzyczałem w zdziwieniu.
-To jedna z niższych. Starego Browna wyceniłem na 200 milionów.
-Jak na Szefa przystało - Stwierdziłem dumnie.
-200 milionów brzmi nieźle, ale porównując do pozostałej dwójki wydaję się, że to są marne grosze.
-Jak to? - Zdziwiłem się po usłyszeniu tego, Fend i Ricky mają większą wartość niż legendarny detektyw?
-Fend Path wartość 300 milionów i Ricky, warty pół miliarda - Powiedziawszy to, Nius sprawił, że zaniemówiłem. Gdy Nius zauważył moje zdziwienie zaczął tłumaczyć.
-Moją wycenę obieram na kilku czynnikach. Osiągnięcia, sekrety, zdolności oraz przydatność na przyszłość. Brown dostał 200 milionów przez osiągnięcia i zdolności. Twój Szef jest znaną osobą na Crime Island, więc ciężko, aby coś ukrywał, racja? Dodatkowo ciężko nim manipulować, ponieważ ma tą upierdliwą umiejętność. Podsumowując to i tak duża wartość jak na tylko dwa czynniki - Wytłumaczył fachowo.
-Wszystko jest dla mnie zrozumiałe poza jednym - Zacząłem nerwowo - Jakim cudem Ricky jest tyle warty? 500 milionów... za tyle życie można sobie ułożyć - Powiedziałem będąc zirytowany tym ile mój kolega z pracy jest warty.
-Moja wina, że dzieciak mnie irytuje? Odebrał mi tytuł najlepszego informatora na Crime Island. Gdybyś miał coś co stanowiło sens twojego życia i zabrał ci to jakiś dzieciak, wściekłbyś się, nie? Ja tak miałem i co z tego mam? Skończyło się na tym, że Ricky osiągnął najwyższą wycenę w mojej historii. Dla jasności, takie wyceny są łączną sumą każdej informacji jaką mam na daną osobę, plus czynniki, o których wspomniałem wcześniej - Gdy Nius tłumaczył na jego czole wychodziły kolejne żyły, ale dalej się uśmiechał. Jednak to już nie był szyderczy uśmiech, a grymas frustracji.
Czas, który spędziłem na Crime Island nauczył mnie, że nie wszystko jest tym na co wygląda. Gdybym w Waszyngtonie spotkał Ricky'ego to nigdy bym nie pomyślał, że jest fanatykiem morderstw. Najpewniej każda nieznajoma osoba na wyspie też by tak pomyślała. Jednak wśród tych, którzy znają jego prawdziwą naturę, ten dzieciak jest bardzo ceniony.
-Z ciekawości, na ile mnie wyceniłeś? - Zapytałem zaciekawiony.
-Tak na dobry początek, dałem ci 15 milionów - Odpowiedział z zadowoleniem Nius.
-Nieźle jak na początek. - Stwierdziła z podziwem Robin.
-Znamy się od jakieś dekady, a twoja wartość dalej jest taka mała. Nie starasz się Robin - Stwierdził szyderczo Nius.
-Wykonuje po prostu swoją robotę i mało mnie interesuje, co myśli przestępca- Odparła chłodno Robin.
-Nie jestem przestępcą. Jestem po prostu znudzony - Zaczął się kłócić Nius. Naprawdę znam samych dziwaków.
-Wreszcie! - Wykrzyczała Robin gwałtownie hamując przez to ja z Niusem walnęliśmy głowami w przód auta. Jak ona to robi, że nie drga przy takich manewrach? - Dojechaliśmy chłopaki. Jesteśmy pod teatrem w dzielnicy 4.
Część 1 Koniec
Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia oraz wesołego nowego roku! Udanego sylwestra oraz dajcie znać co sądzicie o nowym stylu pisania.

Komentarze
Prześlij komentarz