Świąteczna masakra

Świąteczny One Shot- Świąteczna masakra 

(Olaf) 

(Obudziłem się i sprawdziłem telefon leżący koło poduszki, pół godziny po ósmej... Jeszcze 5, no może 10, dobra 20 minut i wstaję. Mam wolne, więc mogę sobie pozwolić na więcej snu. Zwłaszcza, że w kwietniu matura, więc należy odpoczywać, póki można. Odłożyłem telefon z powrotem na bok i zamknąłem oczy. Jednakże chwila snu trwała widocznie krótko. Do mojego pokoju wtarła się naprawdę niebezpieczna osoba, moja wkurzona matka. No nie ma co, trzeba robić to samo jak przy ataku niedźwiedzia, czyli udawać martwego, w tym przypadku śpiącego. Myślałem, że mój genialny plan zadziała, ale widocznie nie doceniłem mocy autorytetu mojej mamusi). 

(Mama) 

Olaf wstawaj natychmiast, w innym przypadku zabiorę ci komputer i sprawdzę historię przeglądania. 

(Olaf) 

(To jest gwóźdź do trumny dla każdego 18 letniego licealisty takiego jak ja. Nie mogę od tak wstać, ponieważ mama się zorientuje, że byłem na nogach. Znaczy byłem dalej jestem w łóżku, ale to już szczegóły. Dobra mam plan). O, mamo, dzień dobry <Udawany ziew>. (Wstałem z łóżka i przeciągnąłem się. Oto jest maestro aktorstwa). 

(Mama) 

Dobrze, że już wstałeś, masz zadanie do wykonania. 

(Olaf) 

W wolne? 

(Mama) 

Nie denerwuj mnie, to tylko jedna rzecz do zrobienia. 

(Olaf) 

Muszę? 

(Mama) 

A chcesz zachować swój komputer? 

(Olaf) 

(Moc autorytetu jest potężna. Mam nadzieje, że nie będę jej wykorzystywał na własnych dzieciach... Chociaż znając życie będę popełniał takie same błędy wychowawcze jak moi rodzice. Mówi się trudno). Czego trzeba, mamo? 

(Mama) 

Musisz zdobyć choinkę, masz kupić karpia i odebrać prezenty z paczkomatu. 

(Olaf) 

To trzy rzeczy, a mówiłaś o jednej. 

(Mama) 

Nie cwaniakuj mi tu. 

(Olaf) 

Już, już, na kiedy mam to zrobić? 

(Mama) 

Masz to załatwić przed 16, o 17 robimy wigilię, potem możesz robić co chcesz. 

(Olaf) 

Dobra, zrozumiałem. Tylko się przebiorę i ruszam. (W międzyczasie będę musiał ogarnąć jakiś transport. W końcu lepiej zrobić wszystko za jednym zamachem niż wracać się co chwile. Może Krystian pomoże mi w tej sprawie? Zawsze opowiada, że w dni wolne nie ma nic do roboty, więc dam mu zajęcie. Napisałem do kolegi z klasy, a on odpisał, że przyjedzie. Dobrze, przynajmniej może będę miał podwózkę. Po przebraniu się poszedłem do mamy, aby wziąć pieniądze na zakupy. Po zdobyciu funduszy wyszedłem z domu, aby poczekać na kolegę, który przyjechał na przestrzeni kilku minut. Zastanawia mnie jedna rzecz, dlaczego przyjechał w czarnym wanie? I dlaczego jest na nim krwisto czerwony napis darmowe cukierki? No nie gadajcie, że Krystian jest jakimś zwyrolem. Podszedłem do auta kolegi). 

(Krystian) 

Siema Olaf, wsiadaj. 

(Olaf) 

Siema stary, skąd wziąłeś taki wóz? 

(Krystian) 

A pożyczyłem od wujka, akurat przyjechał na święta. 

(Olaf) 

(Czyli to jego wujek jest zwyrolem). 

(Krystian) 

Dokąd i po co jedziemy? 

(Olaf) 

Po choinkę, karpia i do paczkomatu. 

(Krystian) 

Dobra to jest do zrobienia, ale nic za darmo. 

(Olaf) 

No wiadomo, czego ci trzeba? (Tylko, żeby mnie znowu nie zaciągnął do lasu na groby). 

(Krystian) 

Dowiesz się w swoim czasie, jedziemy. 

(Olaf) 

(Akcja przebiegła gładko, no prawie. Na początku pojechaliśmy do galerii, aby kupić choinkę. Dzięki Bogu, że sklepy są dzisiaj otwarte do południa. Kiedy wybieraliśmy choinkę, Krystian wpadł na pomysł, aby przyoszczędzić. Zaczął się targować z sprzedawcą, oczywiście na marne. W ostateczności kupiliśmy choinkę, ale z pewnymi problemami, po sprzedawca chciał wzywać policje. Nawet nie wiem, czy mógł. Po spakowaniu choinki do auta, pora była na karpia. Na nasze szczęście w galerii był Lidl, a co za tym idzie pole bitwy. Legendarne wojny o karpia w Lidlu prawie kosztowały nas życie. Jednakże przeżyliśmy, tylko Krystian miał podbite oko, a ja kilka siniaków. Te dziadki musiały coś trenować, to jedyne wytłumaczenie. Na szczęście ostatnia część naszej podróży odbyła się bez problemów. Krystian był na tyle miły, że pomógł mi wnieść wszystkie przedmioty. Po skończonej robocie uzgodniliśmy, że spotkamy się o 18 i spłacę swój dług. Spotkanie z rodziną przebiegło normalnie i bez problemu. Mama była ze mnie zadowolona, że niczego nie zepsułem. O 18 spotkałem się z Krystianem, dalej jechał wanem). Poważnie? 3 zatrzymania przez policję ci nie wystarczyły? Moglibyśmy przynajmniej zamazać napis. 

(Krystian) 

Głupi? Wujek by mnie zabił. Zresztą do tej roboty potrzeba nam dużej maszyny. 

(Olaf) 

Znowu las? 

(Krystian) 

Znowu las. 

(Olaf) 

Przypomnij mi jak do tego doszło? Jakim cudem ci pomagam? 

(Krystian) 

Obiecałeś mi kiedyś pomoc, a obietnica to rzecz święta. 

(Olaf) 

Jasne, teraz pamiętam. Zmieniając temat, nie jedziesz za szybko? 

(Krystian) 

Mogę szybciej, patrz. 

(Olaf) 

Zwolnij! (Nagle w kogoś uderzyliśmy, potrącona osoba została odrzucona na niezłą odległość). Kurwa mać! Po co tak pędziłeś?! Jesteśmy w dupie. Co robimy? 

(Krystian) 

Spokojnie stary. Dobrze, że jechaliśmy mało używaną drogą, mam plan. Dodatkowe ciało nie zrobi nam różnicy. Spakujmy go na tył. 

(Olaf) 

Ostatni raz cokolwiek dla ciebie robię. 

(Krystian) 

Zawsze tak mówisz, więc zamknij się i pomóż mi. 

(Olaf) 

(Zaparkowaliśmy na boku i wysiedliśmy z wana. Podeszliśmy do naszej potrąconej osoby. Wiem, jak to zabrzmi, ale błagam, niech ta osoba okaże się martwa). Krystian, w razie czego masz to? 

(Krystian) 

Hm? W sensie broń? Tak, zawsze noszę przy sobie. 

(Olaf) 

(Niedobrze, potrącona osoba wydaje się spasiona. We dwóch nie damy rady go unieść. Jesteśmy w coraz głębszej dupie. Jednakże, Krystian powinien mieć jakiś plan, a przynajmniej mam taką nadzieję). Co sądzisz? 

(Krystian) 

Mikołaj. 

(Olaf) 

Huh? 

(Krystian) 

Wpierdzieliliśmy się w jednego z tych przebierańców. Miejmy nadzieję, że to jest jakiś złodziej czy coś, może zmniejszą nam wyrok za zabicie go. 

(Olaf) 

A jak sprawdzą zawartość wana? 

(Krystian) 

No to będziemy się schylać po mydło, co innego nam zostało? 

(???) 

...Dzieci... 

(Olaf) 

Mówiłeś coś? 

(Krystian) 

Hm? Myślałem, że to ty. 

(Olaf) 

Skoro to nie ty i nie ja- 

(Krystian) 

Cholera jasna! On żyje! 

(Olaf) 

Nie!!! 

(???) 

Proszę was dzieci, nie krzyczcie tak głośno. 

(Olaf) 

(Nagle nieznajomy potrącony zaczął się odzywać). 

(???) 

Dzieci, jakie są wasze imiona? 

(Olaf) 

Olaf. 

(Krystian) 

Irek. 

(???) 

Kłamiesz. 

(Krystian) 

Ech, Krystian. 

(???) 

Olafie, Krystianie, przez was złamałem nogę, wiedzie co to oznacza? 

(Olaf) 

N-niestety. (Nie ma co, wezwie policje, to nasz koniec). 

(???) 

Przez to, że złamaliście mi nogę, będziecie musieli roznieść prezenty za mnie. 

(Krystian) 

Co? 

(Olaf) 

Huh? (O czym on mówi)? Kim właściwie Pan jest? 

(Święty Mikołaj) 

Świętym Mikołajem. Jestem bohaterem, który daję grzecznym dzieciom prezenty, a niegrzecznym rózgę lub węgiel. 

(Olaf) 

Krystian, myślisz o tym samym co ja? 

(Krystian) 

Że zderzenie z wanem namierzało mu w głowie? Jeśli tak, to myślimy podobnie. 

(Olaf) 

Ja bardziej myślałem, że to zbiegły pacjent z psychiatryka. 

(Krystian) 

Może być, w sumie wszystko jedno. Zapamiętamy go i tak jako przypadkową ofiarę. 

(Święty Mikołaj) 

Moment, jestem Prawdziwym Mikołajem, gwarantuje to wam! 

(Krystian) 

Udowodnij. 

(Olaf) 

(On naprawdę będzie się o to kłócił)? 

(Święty Mikołaj) 

Widzisz młody Krystianie, jak jestem ubrany? 

(Krystian) 

Takie szmaty sprzedają w każdym markecie. 

(Święty Mikołaj) 

A broda, jest charakterystyczna, prawda? 

(Krystian) 

Dokleić brodę może każdy, a nawet jeśli jest prawdziwa, to co z tego? 

(Święty Mikołaj) 

Brzucha nie dokleiłbym. 

(Krystian) 

Wystarczy siedzieć na dupie i nic nie robić, a efekt będzie ten sam. 

(Olaf) 

Naprawdę się wciągnąłeś, co? 

(Krystian) 

Stary, potworem nie jestem, daję temu pomyleńcowi choćby namiastkę łaski. 

(Olaf) 

Wielkoduszny jesteś. 

(Krystian) 

Co nie? Jednakże, każda łaska kiedyś się wyczerpuje, a teraz pora na moją. Dobijamy go. 

(Święty Mikołaj) 

Moment, ostatnią szanse mi dajcie! 

(Krystian) 

Co o tym myślisz? 

(Olaf) 

Dzisiaj mamy wyjątkowy dzień, więc dajmy mu ostatnią szansę, każdy ma prawo do prezentów dzisiaj. 

(Krystian) 

Słyszałeś spaślaku, prawda? Ostatnia szansa. 

(Olaf) 

("Mikołaj" wskazał palcem na wan wujka Krystiana, a po chwili on zaczął się świecić jasnym światłem, aby zrobić coś nie do wytłumaczenia. Wan zamienił się w sanie). Co do...?! 

(Krystian) 

Co to kurwa jest? 

(Święty Mikołaj) 

Teraz chłopcy mi wierzycie? 

(Olaf) 

Taa, ale jak to zrobiłeś Mikołaju? (Jakim cudem to jest prawdą? Mamy zwidy? Krystian mnie naćpał? Logiką nie mogę niczego wymyśleć). 

(Święty Mikołaj) 

Magia świąt, dzisiaj wszystko jest możliwe. 

(Krystian) 

Coś ty zrobił z wanem? 

(Święty Mikołaj) 

Zamieniłem w sanie, dobrze wyglądający środek transportu to podstawa udanej operacji. 

(Krystian) 

A co z zawartością? 

(Święty Mikołaj) 

Niestety uległa zniszczeniu. Jeśli miałeś w środku coś drogiego ci, naprawdę mi przykro, ale uznajmy, że jesteśmy kwita za nogę. 

(Krystian) 

Nie no, w sumie pomogłeś nam. Co trzeba zrobić, przypomnij? 

(Święty Mikołaj) 

Akurat trafiliście mnie, gdy wykonywałem końcówkę tegorocznej roboty. Tym co musicie zrobić to roznieść ostatnie trzy prezenty, wtedy nie traficie na listę niegrzecznych dzieci. Listę z adresami i prezenty macie w saniach. Jakieś pytania? 

(Olaf) 

Skoro możesz używać magii, to czy nie możesz się uleczyć? 

(Święty Mikołaj) 

Magii na sobie nie można używać. Dlatego często mam wolne, jak się okazuje ludzie lubią mnie potrącać. Naprawdę chłopcy liczyłem, że to będzie rok, gdzie samodzielnie wykonam całą robotę, ale mówi się trudno. Może za rok. 

(Krystian) 

Co robiłeś między 1939-1945? 

(Święty Mikołaj) 

Wolisz nie wiedzieć. 

(Olaf) 

Jakie przyśpieszenie mają twoje sanie lub renifery, skoro możesz zrobić okrążenie wokół ziemi w jeden dzień? 

(Święty Mikołaj) 

Koniec z pytaniami. Naprawdę dzisiejsza młodzież robi się coraz bardziej wścibska. Kometek, Amorek, Tancerz, Pyszałek, Błyskawica, Fircyk, Złośnik, Profesorek, Rudolf przybądźcie! 

(Olaf) 

(Za rogu pojawiły się stado jeleni ciągnące wielkie sanie). Po co ci Mikołaju tyle jeleni. 

(Rudolf) 

Jeleniem to ty jesteś, ale bardziej bym powiedział, że to ty pasujesz do opisu Święty. 

(Olaf) 

Cholera jasna! On gada! 

(Krystian) 

Olaf, nie wiedziałeś, że zwierzęta w tym dniu mówią ludzkim głosem? 

(Olaf) 

W takim razie, dlaczego ten wieloryb z naszej klasy mówi codziennie? 

(Krystian) 

Wyjątek od reguły zawsze musi być. 

(Rudolf) 

Więc to oni w tym roku cię sponiewierali. 

(Święty Mikołaj) 

No cóż czasem bywa, wiesz Rudolf, tak szczerze zaczynam to nawet lubić. 

(Złośnik) 

Święty masochista. 

(Święty Mikołaj) 

I przez tą pyskówkę nie dostaniesz karmy przez dwa dni. 

(Rudolf) 

Hej ferajna pomóżcie mi zanieść Szefa na sanie. 

(Złośnik) 

W sumie pod jego ciężarem umarłbyś czerwono-nosy. 

(Święty Mikołaj) 

Widać, że trzy dni bez jedzenia bardziej do ciebie przemawiają. 

(Rudolf) 

Renifer masochista się znalazł. 

(Olaf) 

(Renifery sposobem, o którym wolałbym zapomnieć wepchnęły Mikołaja na sanie). 

(Święty Mikołaj) 

Liczę na was chłopcy, jeśli zawiedziecie, zostaniecie moimi nowymi elfami. 

(Olaf) 

Chwila, co? 

(Święty Mikołaj) 

Do szpitala! 

(Olaf) 

(Mikołaj z reniferami ulotnili się zostawiając mnie i Krystiana samych). 

(Krystian) 

Ale nas śmieć wrobił. Widać, jak zdobywa pracowników. 

(Olaf) 

Jeśli nie chcemy być kolejnymi elfami, to musimy szybko działać. (Wyciągnąłem z sań kartkę i wklepałem pierwszy adres do google mapsa). Będę cię nawigował, więc jedź. 

(Krystian) 

Ciekawe jak? Draniołaj nie zostawił nam żadnego renifera. 

(Olaf) 

A czy sanie nie mają kierownicy i kółek? 

(Krystian) 

...Nie zauważyłem, wsiadaj. 

(Olaf) 

(Ruszyliśmy w naszą świąteczną przygodę. Pierwszy dom był oddalony o kilka kilometrów od naszej początkowej lokalizacji, więc nudziliśmy się. Gdy w końcu dodarliśmy na miejsce pora było ustalić plan). Jak się do akcji zabieramy? Włazimy przez komin? 

(Krystian) 

Głupi, czy idiota? Pomijam fakt dostania się na dach tego domu. W jaki sposób chcesz wejść przez komin bez połamania się lub w najlepszym przypadku zrobienia zamieszania? 

(Olaf) 

Co sugerujesz? 

(Krystian) 

Sposoby ojca, bierz kamienie. 

(Olaf) 

(Krystian wyjaśnił mi swój plan, gdy go zrozumiałem i zaakceptowałem z braku wyboru przystąpiliśmy do działania. Znalazłem i wziąłem kilka większych kamieni z okolicy, aby następnie zacząć rzucać nimi w okno, gdzie zapalone było światło. Według planu Krystiana ktoś z domowników zrzedłby na dół, aby sprawdzić co się dzieje. Mój wspólnik miał rację, z domu wyszedł mężczyzna, którego Krystian znokautował. Po ukończeniu pierwszej części planu Krystian wziął prezent z sań i wbiegł do domu, gdzie mieliśmy zostawić prezent. Ja w tym czasie również wszedłem, a bardziej włamałem się do domu, ale dlaczego? Odpowiedź jest prosta, aby przetransportować nieprzytomnego mężczyznę. Gdy Krystian skończył zostawiać prezent uciekliśmy z miejsca zbrodni i wsiedliśmy do sań). Czy reszta domowników nie zadzwoni na policje? 

(Krystian) 

Spokojnie, zadbałem o to, wszyscy śpią. 

(Olaf) 

Ogłuszyłeś ich? 

(Krystian) 

A żebyś wiedział. 

(Olaf) 

Skończymy w końcu na policji. 

(Krystian) 

Wyluzuj, dokąd teraz? 

(Olaf) 

Spójrzmy. (Spojrzałem na listę, zauważyłem znajomy adres). A to ciekawe. 

(Krystian) 

Ktoś kogo znamy? 

(Olaf) 

Jedziemy do Piotrka. 

(Krystian) 

Piotra? Ten Mikołaj głupi jest? Przecież Piotr jest starym koniem jak my. 

(Olaf) 

Nie nam to oceniać. 

(Krystian) 

Właściwie, co mu dał ten grubas z brodą? 

(Olaf) 

To chyba kij baseballowy 

(Krystian) 

Ekstra, w szkole zapytam się czy nie pożyczy, będzie pomocny przy robocie. 

(Olaf) 

Ty chyba tylko o jednym. 

(Krystian) 

Haha, taka praca Olaf, co poradzić? 

(Olaf) 

(Nie mam zamiaru nawet tego komentować. Resztę drogi przebyliśmy w ciszy. Piotr mieszkał w bloku, więc włamanie się będzie cięższe, ponieważ łatwiej o przypał. Dlatego osobiście wymyśliłem plan. Zapukamy i wręczymy mu prezent. Plan jest prosty, ale może zadziała. Wszystko się okaże, jak będziemy na miejscu. Po jakimś czasie dodarliśmy na miejsce. Gdy byliśmy już pod drzwiami, Krystian zapukał kilka razy... A w rzeczywistości walił w drzwi z taką intensywnością, że martwiłem się czy wytrzymają. W końcu nasz kolega otworzył). 

(Piotr) 

Co wy tak walicie?! Olaf? Krystian? A co wy tu robicie o tej porze? I co ważniejsze, czemu maltretujecie mi drzwi? 

(Olaf) 

Tak się jakoś złożyło, że mamy dla ciebie prezent od Świętego Mikołaja. 

(Piotr) 

Od Mikołaja? Tacy duzi, a w Mikołaja wierzą? Jeszcze mi powiedzcie, że wjechaliście w niego i go zastępujecie? 

(Olaf) 

(Kurde dobry jest). No co ty? Dobra przyjmujesz ten prezent, po czasu nie mamy? 

(Piotr) 

Spokojnie Olaf, nie powiedziałem, że nie chcę. Za darmo to uczciwa cena. 

(Żeński głos) 

Kotek, idziesz? 

(Piotr) 

Zaraz! 

(Olaf) 

O, nie jesteś sam jak widzę. 

(Piotr) 

Rodzice wyjechali, więc chata wolna, umówiłem się z taką jedną. No to wesoły- 

(Krystian) 

Imię? 

(Piotr) 

Huh? 

(Krystian) 

Jak ma na imię? 

(Piotr) 

Aaaa, kontakt chcesz? Marta się nazywa, Kamil ma do niej numer, więc podpytam go dla ciebie, spoko? 

(Krystian) 

...Olaf, dawaj mi to. 

(Olaf) 

Co? (Krystian wyrwał mi kij i ruszył na Piotra włamując mu się do mieszkania. Zdążył nawet za sobą zamknąć. Przez kolejne parę minut słyszałem jedynie krzyki wydobywające się z mieszkanie tylko po to, aby zobaczyć Krystiana będącego we krwi). Co się stało? 

(Krystian) 

................. 

(Olaf) 

(Krystian nie odpowiedział, zamiast tego ruszył na dół, a ja za nim. Dopiero odezwał się jak wsiedliśmy do sań). 

(Krystian) 

...Nie mam już siostry. 

(Olaf) 

To była twoja siostra? 

(Krystian) 

Ona z Piotrem?! Przecież każdy w szkole wie, że dla niego kobieta jest jak jednorazówka. 

(Olaf) 

Co im zrobiłeś? 

(Krystian) 

Zatłukłem jak psy. Ja nie mam siostry. 

(Olaf) 

Co zrobi ci ojciec za to? 

(Krystian) 

Najpewniej pochwali za wysiłek. Siostra była jak matka, pasożytowała na portfelu ojca. Przez to też matki nie mam. 

(Olaf) 

(Widzę, że jego rodzina naprawdę jest powalona). Dobra jedziemy dalej, został ostatni dom. 

(Krystian) 

Olaf, ty prowadzisz. Ja nie dam rady, targają mną za silne emocje. 

(Olaf) 

Zabiłeś tylu ludzi, że dwie kolejne ofiary nie zrobią ci różnicy. 

(Krystian) 

Olaf ty bezduszny śmieciu! Po tym co straciłem oczekujesz, że będę spokojny? 

(Olaf) 

Racja, wybacz. Strata członka rodziny musi być straszna. Pamiętam, jak się czułem po stracie bab- 

(Krystian) 

Co ty pieprzysz? W dupie mam siostrę. Piotr wisiał mi 2 stówy, których już nie odzyskam. Piotrze ty draniu! 

(Olaf) 

(Mam już dość. Zamieniłem się z nim miejscami, jazdę autami lub w tym przypadku saniami nie może być trudna. Krystian dał radę, więc ja też dam. Po 30 minutach uczenie się jechania w linii prostej i zniszczeniu 3 śmietników ruszyliśmy dalej. Po 10 minutach jazdy drogówka nas zatrzymała). 

(Policjant) 

Dobry wieczór, prawo jazdy i dowód rejestracyjny. 

(Olaf) 

Ale dlaczego P-panie władzo? (Cholera, nie mam nawet karty rowerowej, a co dopiero prawa jazdy). 

(Policjant) 

Rutynowa kontrola, w końcu rzadko widzi się, żeby ktoś saniami jechał po drogach, prawda? A kolega obok, co taki skulony? 

(Krystian) 

................... 

(Olaf) 

(Cholera! Ten debil jest we krwi). 

(Policjant) 

Czy to... krew? 

(Krystian) 

Ketchup? 

(Policjant) 

Dobrze się składa, robimy hot dogi w areszcie i zabrakło nam ketchupu, poratujecie? 

(Olaf) 

A mamy wybór? 

(Policjant) 

Obawiam się, że nie. 

(Olaf) 

(No to wpadliśmy. Wiedziałem, że tak cholera będzie, a coś z tym zrobiłem? NIC! Nic nie zrobiłem, a mógłbym tego uniknąć prosząc kogoś normalnego o pomoc. Teraz jedyne co mogę zrobić to wypić piwo, które naważyłem. Policjant przewiózł nas na komisariat i wpakował do celi z kimś kogo już znaliśmy). A ciebie się tu nie spodziewałem. 

(Święty Mikołaj) 

No jakoś tak się złożyło. Zostałem tutaj przewieziony, ponieważ nie miałem ubezpieczenia. Teraz rozmyślają czy do sądu skierować sprawę czy do psychiatryka. 

(Krystian) 

W sumie myśleliśmy, że ty z niego uciekłeś. 

(Święty Mikołaj) 

Częsty błąd. Tak z innej beczki, co wyście chłopcy narobili, że tutaj jesteście?  

(Olaf) 

Długa historia. 

(Święty Mikołaj) 

I co ważniejsze, czemu Krystianek jest we krwi? 

(Krystian) 

Jeszcze dłuższa historia. 

(Święty Mikołaj) 

Nie wnikam, doręczyliście wszystkie prezenty? 

(Olaf) 

Został nam jeden. 

(Święty Mikołaj) 

Ech, smutny taki los, być grzecznym dzieckiem i nie dostać nic w święta. 

(Krystian) 

Czasem bywa. 

(Policjant) 

Widzę, że wy kryminaliści dobrze dogadujecie się z tym świrem. Czeka was naprawdę długa-aaaaaach! 

(Olaf) 

(Wypowiedź policjanta przerwał renifer, który przebił go swoimi rogami). CO DO...?! 

(Święty Mikołaj) 

Złośnik! 

(Złośnik) 

Cześć ekipo, Profesorek wymyślił plan, aby odbić was z komisariatu. Świętemu nigdy nie chce się używać mocy, więc trzeba było użyć tradycyjnych metod. 

(Krystian) 

Jaki plan? 

(Święty Mikołaj) 

Nie udało wam się roznieść wszystkich prezentów, a ja jestem słowny. Witam nowe elfy. 

(Olaf) 

Co?! (Reszta zdarzeń była prosta. Renifery nam pomogły i zabrały nas na biegun północny, gdzie ja wraz Krystianem spędziliśmy resztę naszych dni w niewolniczym zakładzie pracy u Mikołaja). 

Koniec 


Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia oraz wesołego nowego roku! Udanego sylwestra.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie