Sprawa kultu rozdział 2 część 4

Rozdział 2 część 4-Sprawa teatru

Dzień: 15.04.2035

Czas: 16:20

Miejsce: Dzielnica 4-Teatr Crime Island

    Ciało Diry Rector leżało przed naszymi oczami. Jednakże coś było dziwnego. Nie było ani krwi, ani innych śladów. Najdziwniejszą rzeczą było to, że nie widzę kolorów.

-Um, ludzie, chyba coś jest nie tak - Powiedziałem zaniepokojony.

-Idiota - Powiedział Nius patrząc się na mnie jak na idiotę.

-Ślepy, czy jak? - Zapytała się wrednie Pani Light.

-Blecken, muszę przyznać, że jesteś mało domyślny - Stwierdziła zawiedzona Robin.

-O co wam chodzi? - Zapytałem się zdziwiony - Wątpię, że Dira została zamordowana.

-Jak każdy tutaj - Zaznaczyła Pani Light - Ona nie jest martwa, ta idiotka najzwyczajniej w świecie śpi.

-...…Co? - Minęła chwila zanim mogłem coś z siebie wykrztusić. Rzeczywiście mieli racje, usłyszałem jak

Dira zaczęła chrapać - Ta kobieta zasnęła na podłodze?

-Definicja bycia żałosnym - Powiedziała Pani Light kopiąc Dirę, aby się obudziła.

-Co jest?! Nie śpię! Nie śpię! - Zaczęła krzyczeć i się wierzgać. Nagle stała sobie sprawę, że są tu inni ludzie, uspokoiła się i z niewinną twarzą powiedziała - Cześć ludzie, jak się podoba teatr?

-Nieodpowiedzialna Szefowa - Powiedziała Pani Light z obrzydzeniem.

-Żałosny ludzki byt - Dodała Robin, a w jej oczach widziałem istną epokę lodowcową. Czułem, że może kogoś zamrozić jednym spojrzeniem - Musimy sobie pogadać, przyjaciółko. Pani Light, proszę pomóż mi, razem damy jej reprymendę - Zaproponowała Robin.

-Widzę, że nadajemy na tych samych falach Pani Brown - Podłapała Pani Light.

-Um, dziewczyny, proszę nie róbcie niczego głupiego - Błagała Dira, ale Robin i Pani Light były nieugięte. Dziewczyny złapały Dire za ramiona i zaczęły ją wyprowadzać.

-Bawcie się grzecznie chłopcy - Rzuciła na odchodne Robin zostawiając mnie samego z Niusem.

-Kobiety są straszne - Stwierdził Nius z przerażonym uśmieszkiem - Nawet na własny gatunek plują jadem.

-Mogę z tobą nie gadać? - Zapytałem się zniesmaczony moim żałosnym znajomym.

-Oj no weź, nie bądź taki - Protestował Nius klepiąc mnie po ramieniu - Pomyśl o tym tak Blecken, możemy razem przeszukać to miejsce. Świetnie, racja?

-Ach spieprzaj - Rzuciłem krótko.

    Poszedłem do męskiej garderoby, oczywiście Nius szedł za mną. Gdy weszliśmy do męskiej garderoby, która wyglądała identycznie jak ta damska, zobaczyliśmy trzech mężczyzn. Jeden, bardzo wysoki i wychudzony z ponurą, niewyraźną twarzą oraz ciemnymi, prostymi włosami. Ponury mężczyzna był ubrany w ciemne spodnie i jasną koszulę. Drugi mężczyzna był, dosyć wysoki, ale niższy od pierwszego i bardziej umięśniony oraz z jasnymi włosami, wyglądał również na wesołego. Wesoły mężczyzna ubrany był w krótki rękaw i spodnie dresowe. Ostatni mężczyzna był niskim i otyłym człowiekiem, który wyglądał na zestresowanego oraz przerażonego. Jego twarz pokrywały różnego rozmiaru pryszcze, a jego ciemne włosy były widocznie tłuste. Ubrany był w długie spodnie przytrzymywane przez szelki oraz brudny przepocony podkoszulek. Trójka mężczyzn stała w kręgu i rozmawiała o czymś. Gdy nas zauważyli natychmiastowo ucichli.

-Przeszkadzamy? - Zapytał się zaciekawiony Nius.

-Skądże - Odpowiedział ponury mężczyzna - Z kim mamy przyjemność?

-Blecken White - Przedstawiłem się - Ja i mój kolega jesteśmy gośćmi zaproszonymi przez Dire - Dodałem wyjaśnienie.

-Ha! To o was mówiła Szefowa, co? - Powiedział zaciekawiony wesoły mężczyzna. Jasnowłosy popatrzył się na nas badawczo - Wyglądacie na dziwaków, wiedzie? Że też musimy się dla takich starać, marnotrawstwo - Powiedział mężczyzna prowokująco.

-Ktoś cię pytał o zdanie, blondasku? - Wtrącił się Nius odpowiadając na prowokacje blondwłosego mężczyzny.

-A ty to kto? - Zapytał się szyderczo blondas.

-Zane Nius - Przedstawił się z serdecznym uśmiechem Nius, aby potem szyderczo dodać - Jestem człowiekiem, który sprowadzi cię na dno, śmieciu. A właśnie, śmiecie też mają imiona, będę na tyle miły i zapytam się o twoje.

-Tch, myślisz, że możesz tak mówić do gwiazdy teatru Crime Island?

-To ty jesteś jakąś gwiazdą? - Zapytałem się.

-Naprawdę z jakiej jaskini wyszliście, że nigdy nie słyszeliście o mnie? Jestem Dave Blackmailer.

-Pani Silly o tobie wspominała - Zaznaczyłem.

-Zaczepialiście moją Alice? - Wtrącił wściekle Pan Blackmailer.

-Twoją? - Ponury mężczyzna zapytał się z nienawiścią w oczach.

-Morda Mason, ty dalej o tym?

-Och, czy to nie jest najlepszy aktor na Crime Island? Czy nie nazywasz się przypadkiem Mason Sadactor? -Przedstawił go Nius. Pewnie, aby dopiec Panu Blackmailerowi.

-Słyszałeś o mnie? - Zapytał się Pan Sadactor wyraźnie zdziwiony.

-Pracowałeś tutaj jeszcze za czasów poprzedniego właściciela, prawda?

-Tak, miałem duży dług wobec Pana Rectora. Na tyle duży, że zdecydowałem się wspierać jego córkę w tym miejscu. Skoro mnie znasz, to jak ci się podobały przedstawienia ze mną w roli głównej?

-Nawet spoko się ciebie oglądało - Pochwalił Nius z szerokim uśmiechem bez cienia szydery, nie wiedziałem, że tak potrafi - Za takie umiejętności dałbym 134 tysiące.

-Skoro taki śmieć jak Mason jest liczony w setkach, to ja muszę być warty co najmniej miliony, racja? - Powiedział pewny siebie Pan Blackmailer.

-Jakbym cię wycenił, co? - Popatrzył się Nius na Pana Blackmailera - Maksymalnie 20.

-Milionów? - Zapytał pewnie i dumnie Pan Blackmailer.

-Nie - Odpowiedział obojętnie Nius.

-Tysięcy? - Zapytał już mniej pewnie Pan Blackmailer.

-Tym bardziej nie - Odpowiedział już mniej obojętnie Nius.

-D-Dolarów? - Zapytał się z łamiącym głosem Pan Blackmailer. Widziałem w jego oczach coraz większą rozpacz. Wyglądał jak hazardzista, który wierzy, że jego ostatnia próba zwróci mu całe cierpienie i pech jakich zaznał.

-Masz marzenia chłopie - Odpowiedział szyderczo Nius. Pan Blackmailer wyglądał na załamanego.

-Dobra, w złą stronę szedłem. Mówisz, że jestem warty 20 miliardów? Wiem, że mam rację, więc nie odpowiadaj - Powiedział Pan Blackmailer z resztkami nadziei w głosie.

-Idioci tacy jak ty zawsze są zabawni, wiesz? Każdy z was jest przeświadczony w tym, że jest najlepszy, a tak naprawdę są bezwartościowi - Podsumował Nius mając cały czas szyderczy uśmiech - Wyceniłem cię na 20 centów - Dopowiedział po chwili.

-Jesteś dupkiem! - Wykrzyczał zdenerwowany Pan Blackmailer.

-Każdy mi to mówi - Odpowiedział lekceważąco Nius klikając coś na telefonie.

-W każdym razie kim jest trzeci Pan? - Zmieniłem szybko temat, ponieważ mogło dojść do bójki, a Robin by nas za to zabiła.

-Jestem Benjamin Fearman - Przedstawił się niepewnie niski mężczyzna.

-I za co Pan odpowiada?

-Za sprzęt i reklamę.

-Jakoś chujowo ci idzie ta reklama, wieprzu - skrytykował Pan Blackamailer. Jezu, ile on szczeka.

-Mówisz, jakbyś mógł lepiej wykonać tę robotę, Dave - Wtrącił Pan Sadactor.

-A czy ja ci durniu wyglądam na marketera? Jestem gwiazdą.

-Ach zamknij się.

-Jak wy chcecie cokolwiek zagrać w takiej atmosferze? - Zapytałem zszokowany, mają zupełnie taką samą relacje jak ja i Ricky.

-Spokojnie plebsie, w ostatniej scenie będę go dźgał - Uspokoił Pan Blackmailer - Twoja krew będzie się lała Mason.

-Jesteś jakiś upośledzony? Przecież będziemy używać sztucznych mieczy.

-Szkoda, nawet nie wiesz jakbym chciał cię pociąć.

-To użyj tego - Zaproponował Nius podając pistolet Panu Blackmailerowi.

-Broń?! - Przeraził się Pan Fearman.

-Na pewno sztuczna, nieźle nas przestraszyłeś gnojku - Powiedział zirytowany Pan Blackmailer.

-Nie jest - Zaprzeczyłem poważnie - Już mi ją kiedyś przykładał do głowy - Dlaczego ten typ nosi broń w takich miejscach?

-Czemu Dira wpuściła tu takiego psychola? Dobra czego chcesz? Pieniędzy? - Zaczął się targować Pan Blackmailer - Wiedz, że wszyscy tutaj mają długi.

-Idziesz ze mną cwaniaczku i ty też grubasie - Powiedział Nius celując do Pana Blackmailera i Fearmana z broni - Chodźcie do kibla.

-Jest Pan chyba nie poważny, tam nawet karaluch umarłby - Powiedział z przerażeniem Pan Fearman.

-I o to chodzi, za mną - Powiedział stanowczo Nius kierując tą dwójkę do toalety.

-Czego ja byłem właśnie świadkiem? - Zapytał się lekko skonfundowany Pan Sadactor.

-Proszę nie zwracać na to uwagi, on jest po prostu kretynem.

-W to nie wątpię... Pan White, prawda?

-Hm? Zgadza się, czego trzeba?

-Jak radzi Pan sobie z kobietami? - Zapytał się lekko zawstydzony Pan Sadactor.

-Wolę nie rozmawiać na depresyjne tematy - Odpowiedziałem z żalem w głosie, nie mam powodzenia, to prawda.

-Czyli nijak Pan sobie radzi.

-A skąd to losowe pytanie? - Zapytałem trochę zdenerwowany.

-Akurat mam problem z jedną. Mówił Pan, że poznał Alice, prawda? To właśnie z nią mam problem.

-Szantażuje Pana?

-Co? Nie.

-Nęka Pana?

-Bardziej na odwrót.

-Pan ją nęka?

-Nie nazwałbym tego nękaniem. Adoruje ją po prostu.

-To w czym problem?

-Nie zwraca na mnie uwagi.

-Dlaczego?

-Ponieważ jest z tą mendą Dave'em.

-I chcę Pan, żeby była z Panem.

-Wreszcie się zrozumieliśmy, tak.

-To w czym problem? Wystarczy ją odbić.

-Ale ona mnie nienawidzi.

-Dlaczego? Co Pan jej zrobił?

-Niczego jej nie zrobiłem. Dave jej tak nagadał o mnie, że nawet Stalin ma lepszą reputację.

-Co Pan takiego zrobił?

-W przeszłości robiłem wiele rzeczy, z których nie jestem za bardzo dumny - Powiedział przygnębiony i z żalem w głosie.

-Na przykład?

-Wolałbym o tym nie mówić.

-No to Panu nie pomogę.

-Nic mi w rzeczywistości nie pomoże. Może jedynie sznur.

-Proszę się nie wieszać.

-A kto tu mówi o wieszaniu. Włamie się do domu Alice. Widziałem w Crimeternecie sposób na zaręczyny, muszę ją jedynie mocno uderzyć.

-Na jakich Pan stronach szukał?! - Zapytałem przerażony. Coś czuję, że agencja będzie miała przez niego robotę - W ogóle, po co zawracać sobie głowę kimś kto jest zajęty?

-Pan nie rozumie miłości, prawda? Gdy poznałem Alice dwa miesiące temu, wiedziałem, że to ta jedyna. Jednakże do takiego wniosku nie tylko ja doszedłem. Ta kanalia Dave mnie ubiegła.

-To, dlatego Pan go nie lubi?

-Nie tylko, jest dupkiem, który wie o mojej mrocznej przeszłości. Jednakże to nie jest ważne! - Pan Sadactor zaczął mówić i ruszać w iście teatralny sposób. Przyzwyczaiłem się do oglądania absurdów, więc to dla mnie w miarę normalne. Jednakże każda normalna osoba pomyślałaby, że jest Pan Sadactor ma coś z głową.

-A czy w miłości nie wygrywa ten, co ma silniejsze uczucia?

-Właśnie tak jest, ale tym razem jest inaczej. Ja kocham Alice, a Dave jej ojca.

-Chwila, co?! - Aż się odsunąłem, tak byłem zszokowany. Takiego zwrotu akcji się nie spodziewałem.

-A konkretniej ilość zer w koncie bankowym jej ojca - Sprostował Pan Sadactor.

-Precyzuj następnym razem - Poprosiłem uprzejmie - W głowie już miałem dziwne myśli. Innymi słowy, Pan Blackmailer leci na pieniądze.

-Tak i to jest ten problem.

-To czemu Pan nie zdemaskował tego oszusta?

-Stalin ma ode mnie lepszą reputacje, więc co mogę zrobić?

-Co ma Pan z tym Stalinem do cholery? - Zapytałem podirytowany tymi wstawkami z zbrodniarzami wojennymi.

-Panie White, ja Panu mówię, jestem załamany. Przypuszczam, że to sytuacja bez wyjścia.

-Każda sytuacja ma jakieś wyjście.

-To jest wyjątek od reguły.

-Co Pan zrobi w takim razie?

-Chyba się poddam, życie jest bez sensu.

-Proszę tak nie mówić, na pewno chcę Pan coś jeszcze zrobić w życiu.

-Racja, muszę jeszcze skończyć czytać Wertera, wypożyczyłem go i muszę w końcu oddać.

-Cholera, a czy to nie jest książka dla samobójców?

-Może... Czym jest życie Panie White? - Zapytał się nagle Pan Sadactor - Żyjemy, doświadczamy, czujemy, aby na końcu zostać z niczym.

-Skąd takie głębokie pytanie?

-Ostatnio zacząłem się zastanawiać, na Crime Island śmierć jest codziennością, więc nie zwracałem to było bez znaczenia. W sumie nadal jest.

-... Myślę, że wszystko rozchodzi się o wspomnienia.

-Hm?

-Żyjemy, doświadczamy i czujemy, aby na końcu odejść z całym życiem. W chwili śmierci przypomnimy sobie o wszystkim i zadamy sobie pytanie, czy było warto? Wtedy wszystko będzie jasne.

-A gdyby Pan miał na to pytanie odpowiedzieć?

-Nie muszę.

-Jak to? -Pan Sadactor widocznie się zdziwił na moją odpowiedź.

-Mam jeszcze całe życie przed sobą. Jest tyle rzeczy, o których się nie przekonałem. Jest tyle rzeczy, które chcę zrobić. Są osoby, które pragnę przewyższyć. Nie widziałem jeszcze wielu kolorów. Pragnę zobaczyć jak najwięcej oraz długo pożyć, dlatego będę żył pełnią życia. Pan też powinien, skoro Pani Silly nie odwzajemnia Pana uczuć, jej strata.

-... Jest Pan doprawdy intrygującym człowiekiem Panie White, ale może lepiej powiedzieć Panie detektywie.

-Więc Pan mnie zna?

-Jest o Panu dosyć głośno ostatnio.

-Naprawdę? Dosyć zawstydzające.

-... Miło było Pana poznać.

-Hm? Co ma Pan na myśli?

-Mam nadzieję, że przedstawienie będzie się podobało.

-Hej, nie odpowie - Nie zdążyłem dokończyć zdania, ponieważ ktoś się wtrącił.

-Gdzie mój ręcznik?! - Nagle usłyszeliśmy chrypliwy męski głos. To był mokry Pan Blackmailer, okropnie śmierdział - Coś ty mu zrobił Nius?

-Basen, zupełnie jak ci w szkole.

-Wsadziłeś mu głowę do kibla?

-Tak, a Benji to filmował. Jak mnie wkurzy wrzucę to do sieci - Ogłosił dumnie Nius.

-Ile ty masz lat? 12? - Zapytałem się zawiedziony. W sumie i tak zbyt wiele się nie spodziewałem.

-Mam 30, więc zwracaj się z szacunkiem młokosie - Odpowiedział szyderczo Nius.

-Popamiętasz mnie skurwysynie - Zagroził Pan Blackmailer.

-Jeszcze szczekasz kundlu? - Zapytał się z pogardą Nius rzucając mu złowrogie spojrzenie. Pan Blackmailer na to nie odpowiedział, milczał.

-Hej co się dzieje i czemu tak śmierci? - Zapytała się Pani Light nagle wchodząc z Robin i zapłakaną Dirą - Znowu się nie myłeś Ben?

-Moja wina, że wodę mi odcięli?

-W sumie racja, to wina Diry - Powiedziała chłodno Robin patrząc się na Dire lodowato.

-Przepraszam, że żyje - Przeprosiła desperacko Dira.

-Co wy jej zrobiłyście?

-Lepiej zapytać, czego jej nie zrobiłyśmy - Powiedziała Pani Light patrząc się złowrogo na Dire, a ona sama przysunęła się do nas.

-Kobiety naprawdę są przerażające - Powiedział Nius już bez uśmiechu.

-W każdym razie, rozumiem, że zobaczyliście już cały teatr, racja? Jeśli tak, to idźcie już na miejsca zanim te dwie znowu mnie ukarzą.

    Zrobiliśmy jak Dira prosiła i poszliśmy na miejsca. To co się tutaj działo było co najmniej dziwne. Ludzie jak zawsze byli kompletnymi chamami i psychopatami, ale również nawet zabawni. Nie mam zbyt wielu okazji do poznawania ludzi, głównie dlatego, że ludzie mnie unikają przez zawód. Chyba stałem się dosyć popularny. Ja, Robin i Zane usiedliśmy mniej więcej na środku. Siedziałem na środku, Robin z prawej, a Nius po lewej. Czekaliśmy i gadaliśmy o głupotach przez jakieś 30, może 40 minut. W międzyczasie zasłonili całą scenę kurtyną. Po tym czasie. Usłyszeliśmy z głośników głos Pani Light.

-Historia Crime Island, scenariusz Dira Rector. W XV w. Na wyspie leżącej między Ameryką północną, a Europą przypłynęły w tym samym momencie dwa statki nalężące do dwóch wielkich rodzin. Amerykańska rodzina Dimonów, której na czele stał Maximilion Dimon. Drugą rodziną, która odkryła wyspę był Europejski ród von Murd, który był przewodzony przez Ebenezera von Murda - Gdy Pani Light przedstawiła te dwie legendy zza kurtyny pojawiło się dwóch mężczyzn. Pan Blackamiler jako Pan Dimon oraz Pan Sadactor jako Pan von Murd. Oboje byli ubrani jak arystokraci

    Historia wyglądała na dosyć standardową. Sztuka opowiadała o założeniu Crime Island. O tym jak rozwijał się system prawny. Relacje między obiema wielkimi rodzinami. Wychodzi na to, że von Murdzi i Dimonowie zgodzili się razem sprawować władzę na wyspie. Stali się też bliskimi przyjaciółmi. Przyznam, że to jest fajnie zrobione. Widać, że Dira się starała, wskazuje na to zainteresowanie Robin. Tylko Nius cały czas piszę coś na telefonie i nawet nie odrywa od niego wzroku. Jego wybór. Po jakieś godzinie sztuka wydawała się zbliżać do końca. Aktualna scena to była rozmowa Maximiliona Dimona z Ebenezerem von Murdem.

-Po coś mnie tu ściągnął, Ebenezerze? - Zapytał się Pan Blackmailer jako Pan Dimon.

-Rozgość się druhu, mamy poważny problem do omówienia - Powiedział Pan Sadactor jako Pan von Murd - Napijmy się - Zaproponował Pan von Murd biorąc dwa kielichy z wcześniej przyniesionego stolika

- Za przyszłość - Dwójka mężczyzn stuknęła się kielichami i wypiła ich zawartość.

-Za przyszłość powiadasz? Więc o tym chciałeś pomówić, niechaj tak będzie, zamieniam się w słuch - Powiedział Pan Dimon siadając na fotelu. Podoba mi się, że Dira zmieszała starą mowę ze współczesną, przynajmniej cokolwiek jest do zrozumienia.

-Oboje nie jesteśmy już młodzieńcami, niedługo odejdziemy i będziemy zmuszeni oddać, to co zbudowaliśmy swoim potomkom.

-Racja, zaprawdę dobrze prawisz... Będąc szczerym również rozmyślałem nad przyszłością.

-Zaprawdę?

-Owszem, pragnę sprawić, aby Crime Island urosła w siłę. Gdy do tego dojdzie, po śmierci nie będę musiał się martwić. Aczkolwiek prawdą jest, że ten sen będzie osiągalny jedynie, gdy dalej będziemy współpracować ze sobą jak do tej pory mój przyjacielu. Ebenezerze, uczyniłbyś mi ten zaszczyt i pomógłbyś ukształtować kolejne pokolenie? - Zaproponował Pan Dimon wyciągając ręku ku Panu von Murdowi.

-... - Pan von Murd nie odpowiedział na to, jedynie patrzył się pusto w przestrzeń - Crime Island na przestrzeni 50 lat, odkąd ją założyliśmy wspólnymi siłami była wielokrotnie atakowana przez naszych wrogów. Jednakże byliśmy wstanie im się przeciwstawić, aczkolwiek dokąd nas to doprowadziło?

-Co masz na myśli? - Zdziwił się Pan Dimon.

-Chcę powiedzieć, że jesteśmy w stagnacji. Zgadzam się, że twoje marzenie przyjacielu jest przepiękne,

ale nierealne. Dopóki, któraś ze stron nie przejmie władzy.

-Więc to jest twoja odpowiedź, mój najdroższy przyjacielu?

-Proszę mi uwierzyć, to zaprawdę nie jest nic osobistego.

-Nie musisz nic więcej mówić Ebenezerze, ja już wszystko rozumiem i muszę powiedzieć, że to również jest rozwiązanie.

-...Dziękuje, że rozumiesz.

-Jednakże wiedz, że nie oddam ci Crime Island bez walki.

-Dobądź ostrza w takim przypadku i pokaż mi, dlaczego, to von Murd ma stać się przywódcą, który poprowadzi Crime Island do świetności.

    Maximilion Dimon oraz Ebenezer von Murd chwycili za ostrza. Gdy starli się w ataku stało się coś nieoczekiwanego. Przed dźgnięciem Pan Sadactor wypluł krew z ust, a następnie miecz przebił go na wylot. Po tym nawet Nius podniósł wzrok i zdziwił się. W ten sposób Mason Sadactor odszedł z tego świata.

-Dziękuje Mason! Dziękuje Dave! Jesteście najlepsi! - Zaczęła krzyczeć Dira z szerokim uśmiechem wychodząc zza kurtyny. Ona jest... Obrzydliwa.

-Teatr uratowany, dzięki Mason, że zdechłeś - Powiedziała Pani Light like'a zwłoką Pana Sadactora... Również obrzydliwa.

-Hmph, więc ten śmieć na coś się przydał - Powiedziała z obrzydzeniem Pani Silly... Kolejna obrzydliwa osoba.

-... - Pan Blackmailer milczał, po prostu splunął na martwego Pana Sadactora... Śmieć.

-Ludzie... - Zacząłem - CO WY KURWA ROBICIE?! - Wykrzyczałem w furii - Naprawdę nie czujecie nic?! On... On zginął!

-I dobrze - Powiedziała spokojnie DIra.

-Co - Rzuciłem pusto.

-Cóż, on po prostu umarł, racja? To nic wielkiego. Przecież morderstwo to kolejny etap w życiu, nie? - Zapytała się Pani Light nie wiedząc o co mi chodzi.

-Racja, naprawdę przepraszam Pana, ale jest Pan dziwny - Wtrącił się Pan Fearman. Ja dziwny? Co się dzieje? Co jest z tymi ludźmi? Nie mówcie, że Laizard miał rację.

-Jesteś obrzydliwa Dira - Powiedziała agresywnie Robin - Mason był tutaj od czasów twojego ojca... Co by powiedział, że nawet nie zmartwiłaś się jego losem?

-Mój ojciec jest martwy! Gówno mnie obchodzi jego zdanie. Jestem wdzięczna, że Mason umarł. Przynajmniej pomoże miejscu, które tak kochał. Szkoda, że ty Dave pójdziesz do więzienia za zabicie go.

-To nie moja wina. To nie tak miało być.

-Mówisz? - Rzucił Nius podnosząc się z swojego miejsca. Następnie Nius zaczął iść w stronę sceny.

-Zane co ty robisz? - Spytała się Robin zdziwiona.

-A nic wielkiego. Hej, Blecken, chcesz tą sprawę? - Nius zaczął do mnie mówić nawet nie patrząc w moją stronę - Widzę, jak ci ludzie cię wkurwili.

-Dlaczego ty mi to proponujesz?

-To jest mój kompromis.

-Co?

-Pamiętasz, jak mówiłem, że dobiłem targu z Clayem Laizardem? Chciał, żebym cię zmiażdżył.

-Chwila, czyli ty...?

-Tak, można tak powiedzieć. Wezwałem policje i to ja tym razem z tobą zawalczę. Prawo pojedynku jest upierdliwe - Nius odwrócił się do mnie i z szerokim uśmiechem ciągnął dalej swój monolog - Za swoją wolność obiecałem, że raz z tobą zawalczę, więc jak to szło? O, mam! Teraz to ja będę twoim przeciwnikiem.


Część 4 Koniec


Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie