Sprawa kultu rozdział 2 część 5

Rozdział 2 część 5-Sprawa teatru

Dzień: 15.04.2035

Czas: 18:20

Miejsce: Dzielnica 4-Teatr Crime Island

    Po tym jak Nius wezwał policję ustaliliśmy, że mamy półtorej godziny, po tym czasie wrócimy i ustalimy przebieg sprawy. Prawo pojedynku jest o tyle upierdliwe, że musimy przy świadkach opowiedzieć całą sprawę. Z tego co Ricky mi mówił, to ma mieć na celu sprawniejsze ustalenie wspólnej wersji wydarzeń czy coś. Jednakże to nie jest ważne. Zabrali ciało, więc nie wiem jakie dokładnie ma rany, poza dźgnięciem, które zrobił Pan Blackmailer. Będę musiał sprawdzić tamten miecz. jednak najpierw muszę przypomnieć sobie co się stało. Zanim Mason Sadactor i Dave Blackmailer się starli w sztuce było coś dziwnego. Przed dźgnięciem Pan Sadactor zaczął krwawić z ust, ale pojawia się pytanie, czemu? Aktualnie nie mam, jak odpowiedzieć, więc wszystko wyjaśni się podczas śledztwa. Czas zacząć!

-Jaki masz plan Blecken? - Zapytała się spokojnie Robin z neutralną miną.

-Będę chciał przepytać pracowników teatru i spojrzeć na narzędzie zbrodni, w ten sposób dowiem się kilku informacji - Wyjaśniłem ogólnikowo. Mimo, że nie pierwszy raz badam sprawę, to nadal ciężko mi się przyzwyczaić do nowej roli.

-Rozumiem, to powinien być dobry start.

-Jednakże najpierw miałbym kilka pytań do ciebie.

-Do mnie? - Córka Szefa zapytała się trochę zdziwiona, ale po chwili spokój powrócił na jej twarz - Dobrze, nie mam z tym problemu, co chcesz wiedzieć?

-Po pierwsze, czy to naprawdę w porządku, że wziąłem tą sprawę? W końcu to twój sektor - Powiedziałem będąc trochę speszony.

-To w porządku, naprawdę. Zane cię wyzwał na pojedynek, więc przypuszczam, że musisz zachować swoją męską dumę, czy coś.

-Męską dumę?

-Lub coś innego, was facetów czasem nie sposób zrozumieć - Powiedziała przewracając oczami. Racja, pewnie przez przebywanie z samymi mężczyznami i Ricky'im, musi uważać nas za osobny gatunek.

-Jednak, czy to jedyny powód? Wydaję mi się, że to jest trochę trywialne.

-Cóż, możesz mieć trochę racji. Ricky naprawdę cię zachwalał, więc byłam ciekawa jak sobie poradzisz.

-Ricky mnie chwalił? - Zapytałem z niedowierzaniem, że niby on powiedział coś miłego? I to o mnie?

-Nie musisz być tak zdziwiony, Ricky może być taki jaki jest, ale to dobry chłopiec. On szanuje tych, którzy wywołali na nim jakieś wrażenie, a ty zrobiłeś dosyć spore. "Blecken może być osobą, która będzie mogła mnie zabawić", to właśnie powiedział.

-Czyli tylko się nabijał? - Zapytałem oburzony.

-Błąd, wiesz jaki jest problem bycia na szczycie?

-Huh? Hm... Nie?

-Bycie na szczycie oznacza, że nie masz już nikogo do przewyższenia. Jednakże, aby ten szczyt osiągnąć, Ricky musi pokonać mojego ojca, ale dalej sporu mu do tego brakuje.

-I co to ma wspólnego ze mną?

-Ja i Fend nie jesteśmy dla niego żadnym wyzwaniem, a on jest za słaby dla mojego Taty. Innymi słowy brakuje mu poziomu pośredniego. Chcę powiedzieć, że Ricky może cię uważać za kogoś kto pomoże mu się rozwinąć.

-Słucham? Przecież to najgorszy cham.

-Ale czy wtedy nie pracujesz lepiej?

-Co? - Gdyby się tak zastanowić, to Robin ma rację. Jednakże to by oznaczało, że... - No nie gadaj, że jego docinki mają mi pomóc.

-Ricky jedynie szuka godnego siebie rywala. Jest arogancki, ponieważ wie, że tylko mój Ojciec da mu radę.

-Dlaczego tak go usprawiedliwiasz?

-...Ponieważ współczuję mu. Racja bywa aroganckim gówniarzem, ale uważam, że to tylko maska jaką

zakłada. Czy Ricky mówił ci o relacjach jakie ma ze swoim ojcem?

-Tak, mówił, że mieszkają osobno. Chyba nie dogaduje się z ojcem.

-To mało powiedziane, ten go praktycznie porzucił. Mój Ojciec stara się być dla Ricky'ego jak drugi rodzic, ale to wychodzi z marnym skutkiem.

-Innymi słowy jest taki przez kiepskie dzieciństwo?

-Można tak powiedzieć, wiele przeszedł, więc bądź dla niego trochę bardziej cierpliwy. W każdym razie jak z jednego pytania przeszliśmy w cały dialog o Ricky'im?

-To ty zaczęłaś o nim rozmawiać.

-A ty się w to wciągnąłeś. Jesteś jego psychofanem?

-Jego? W życiu!

-Jakieś jeszcze pytania? Czas ci leci - Powiedziała Robin pokazując mi minutnik, minęły trzy minuty.

-Powiedz mi o tym jak działa Nius?

-W sensie?

-Nie zgrywaj głupiej. Nie wierzę, że ktoś taki nigdy nie starł się z agencją.

-Po co ci to?

-Aby skuteczniej walczyć z nim.

-To ci nie pomoże.

-Jak to?

-Zauważyłeś, że Ricky i Zane są do siebie podobni, racja?

-Tak, wydzielają to samo niepokojące uczucie - I są chamami i prostakami jakich mało, powiedziałem już w myślach.

-Gdybyśmy uznali, że każda osoba biorąca udział w prawie pojedynku ma własny styl. Jednakże ta dwójka jest inna. Ich style to kompletna zagadka. Ricky cały czas używa innych sztuczek, a Zane przez swoje triki nie ujawnia swoich zdolności.

-Jak to możliwe?

-Cóż, Zane jest znany z tego, że używa przeklętego papieru przy zawieraniu umów, więc może dlatego. Wyjaśniając, przeklęty papier działa tak, że jak jedna ze stron złamię postanowienia umowy umiera. Pewnie Tatę i Fenda w to wciągnął.

-Chwila, czyli ty nie walczyłaś ani razu z Niusem?

-Mimo, że znamy się ponad dekadę nigdy nie przyjął mojego wyzwania.

-Czyli mogę założyć, że jest słaby.

-Absolutnie się mylisz. Tata z nim zawsze wygrywał, ale Fend nigdy go nie pokonał. Czytałam ich raporty, więc wiem, że się z nim starli kilkukrotnie.

-Podsumowując, będę mierzył się z kompletną niewiadomą.

-Można tak powiedzieć.

-A jakie są style reszty agencji?

-Fend polega na blefach, stara się trikami zmylić przeciwnika. Tata obiera się na porządku w chaosie, czyli losowość w jego działaniu jest z góry zaplanowana. Ja staram się przejrzeć każdą drogę jaka jest możliwa.

-Rozumiem.

-Jeszcze coś?

-Tak... Myślisz, że dam radę?

-...Kto wie? Tata kiedyś przyrównał morderstwo do czystej kartki papieru. Nie rozwiązana sprawa może mieć wiele różnych wariantów, a co za tym idzie, nieskończoną liczbę rozwiązań. Chcę przez to powiedzieć, że nie dowiesz się, dopóki nie spróbujesz. Nie jesteś już takim amatorem jak na początku, więc powinno być ci o wiele łatwiej, a w razie czego służę ci z pomocą.

-Dziękuje.

-Nie ma za co. No to do dzieła, straciłeś na rozmowę ze mną 10 minut.

-Już, już - Jak mi liczy czas.

Dobra, pogadałem z Robin, przynajmniej mi pomoże, to już sukces sam w sobie jakby nie patrzeć. Będę musiał pogadać z Panem Blackmailerem, Panem Fearmanem, Dirą, Panią Light oraz Panią Silly. Przy tej ostatniej rzuciło mi się w oczy coś ciekawego, ale zapytam się jej, jak już będę z nią o tym rozmawiał. Najpierw zacznę od Diry. Podszedłem do Diry, ona była wyraźnie zadowolona i cieszyła się.

-Dalej cieszysz się, że Pan Sadactor umarł?

-Tak! - Powiedziała energicznie - Wiesz jak to nam pomoże? Taka afera da nam taki rozgłos, że spłacę długi u Sharksów i będę jeszcze na plusie. Tylko szkoda mi trochę Dave'a, ale zabił dla dobra teatru, więc jestem mu wdzięczna.

-Jak można być tak obrzydliwym? - Zapytałem zniesmaczony.

-Ona już taka była od zawsze - Wyjaśniła Robin - Dira, mimo wszystko nie zmieniłaś się za bardzo od ukończenia szkoły, dalej jesteś nieodpowiedzialna - Dodała z pogardliwym spojrzeniem w stronę Diry.

-Hej, czemu gadasz o szkole? Skończyłyśmy ją prawie 12 lat temu, chociaż nawet na rozdanie dyplomów nie przyszłaś, Pani wielka detektyw - Powiedziała Dira również z pogardliwym spojrzeniem w stronę Robin.

-Um, możesz odpowiedzieć nam na kilka pytań Dira?

-Hm? Jasne, nie ma problemu.

-Świetnie, no to najpierw, czy ta scena z mieczami była zaplanowana?

-Cóż, nie do końca. W historii Crime Island było oczywiście, że Maximilion Dimon i Ebenezer von Murd walczyli ze sobą na miecze, ale wynik miał być inny. To Dimon miał być przebitym.

-I nic nie wiesz o prawdziwym ostrzu, tak?

-Oczywiście, że nie, przecież sama przenosiłam miecze.

-Racja, po 16 znaleźliśmy cię śpiącą w składziku, to było wtedy, gdy miałaś przenieść miecze, prawda? -Wtrąciła się Robin, przyznam, że ubiegła mnie z pytaniem.

-Tak się jakoś złożyło. Gdy wykonywałam swoje zadanie, poczułam się śpiąca i przewróciłam pudło z rekwizytami. Wypadły z niego 3 miecze, więc wzięłam dwa losowe. Jak już się schyliłam, to pomyślałam, że na ziemi może być wygodnie, więc walnęłam w kimono.

-Innymi słowy, w pudełku z rekwizytami musiał być prawdziwy miecz -Podsumowała Robin.

-A to oznacza, że ta akcja była zaplanowana. Ktoś sprowadził prawdziwy miecz, aby zabić Pana Sadactora.

-Tylko kto mógł mieć do niego urazę?

-Dira, jak Pan Mason dogadywał się z pracownikami teatru?

-No tak średnio bym powiedziała - Powiedziała Dira machając na to ręką - Ze mną gadał tylko, gdy musiał i w sumie vice versa.

-Nie dziwię się - Rzuciła chamsko Robin.

-Też cię lubię. Wracając, z Dave'em rywalizowali ze sobą. Takich kłótni dawno nie widziałam, aż przypominają mi się nasze nastoletnie czasy Robin.

-Ani słowa o tym.

-Alice czuła się nękana przez Masona i gardziła nim oraz traktowała go jak śmiecia. Z Sue i Benem w sumie miał neutralne stosunki. Można powiedzieć, że był tym cichym dzieciakiem w klasie, który pewnego dnia wyciąga pistolet i strzela do wszystkich.

-Ty to masz wyobraźnie, co? - Skwitowała Robin marszcząc brwi.

-Czyli Pan Sadactor miał złe albo neutralne stosunki, tak?

-No w sumie, jest tutaj jakaś logika.

-A jak jest zresztą? Tak ogólnie pytam o relacje w teatrze.

-Chwila narysuje Panu schemat.



-Co to jest? To jest prawie nieczytelne - Powiedziałem oburzony.

-Skoro prawie, to użyj tej czytelnej części - Powiedziała Dira łapiąc mnie za słówka - Coś jeszcze?

-Gdzie byłaś na moment zbrodni?

-Zaznaczę ci na diagramie nasze pozycje.

-Rozumiem, a gdzie Pani Silly?

-Alice cały czas siedziała w garderobie dziewczyn, ona dobrze gra, ale jako pomoc jest bezużyteczna.

-To jakim cudem pojawiła się na scenie?

-Huh? A nie użyła drzwi?

-To byśmy ją chyba zauważyli, racja?

-Nie wiem, pytajcie się jej, skończyliśmy?

-Tak - Podsumowując, na początku aktorzy mieli użyć sztucznych mieczy, ale ktoś przenycił prawdziwy. Najprawdopodobniej to był zabójca, czyli mogę założyć, że celem był Pan Sadactor od początku. Osoby, które się z nim nie dogadywały, to Pan Blackmailer i Pani Silly. Jednakże nie mogę zapominać o innych, Dira była blisko rekwizytorni przez większość zbrodni, a Pan Fearman był blisko mieczy, więc mógłby je zamienić. Pora, abym pomówił z kolejnym członkiem teatru, podszedłem do Pani Light, wydawała się czymś znudzona.

-Coś Panią nudzi? - Zapytałem zaciekawiony.

-Trochę, ta sytuacja wydaję się nudna,

-Czemu? - Naprawdę ją nie obchodzi, że ktoś umarł?

-Schemat będzie ten sam co zwykle. Ktoś umiera, detektyw przychodzi, odkrywa prawdę i zgarnia chwałę. Może Pan da tym razem wygrać sprawcy?

-W życiu.

-Nie sądziłam, że z Pana taki karierowicz.

-Po prostu wierzę, że każda zbrodnia zasługuje na swoją karę.

-Skoro Pan tak twierdzi. W każdym razie, czegoś Pan ode mnie potrzebuje?

-Odpowiedziałaby Pani na kilka pytań?

-Naprawdę muszę? To ból.

-Pani współpraca byłaby nie oceniona.

-Szczególnie, że współpraca w Pani przypadku byłaby wskazana - Powiedziała śmiało Robin - Jest Pani jedną z podejrzanych o morderstwo. Brak współpracy może świadczyć, że ma Pani coś na sumieniu, czyż nie?

-... Wie Pani jak podejść człowieka - Powiedziała zadowolona Pani Light - Spoko, odpowiem Panu na wszystko co Pan będzie chciał.

-Świetnie, w takim razie, co Pani robiła na moment zbrodni?

-Jak można było słyszeć, działałam jako narrator, ale w rzeczywistości pomagałam swojej upośledzonej Szefowej.

-Czyli Pani robiła dwie rzeczy na raz?

-Teoretycznie, w praktyce to wyglądało tak, że nagrałam wcześniej swoje kwestie i odpalałam wtedy, gdy było trzeba.

-W takim razie musiała Pani cały czas być na bieżąco z występem.

-Wszyscy mieliśmy tablety, aby kontrolować wydarzenia na scenie.

-I jednocześnie Pani pomagała Dirze?

-Wiem wydaje się to trochę ciężkie, ale Szefowa sama potwierdzi, byłyśmy naprzeciwko siebie, gdy wy oglądaliście sztukę.

-Rozumiem, a na czym polegała Pani pomoc?

-Transportowałam rekwizyty na górę, a Szefowa mi pomagała.

-Innymi słowy przez całą sztukę miałyście swoje alibi.

-Taa, jeszcze coś?

-Co Pani sądzi o ofierze?

-Mason? - Pani Light popatrzyła się w górę, aby się zastanowić, po chwili dała odpowiedź - Był mi obojętny.

-Rozumiem, to chyba wszystko. - Podsumowując. Pani Sue Light była w tym samym korytarzu co Dira. Dodatkowo ona odpowiadała za pomoc z przenoszeniu rekwizytów oraz w narracji całego show. Jednakże jej kwestie zostały wcześniej nagrane. Wszyscy pracownicy teatru mieli ze sobą tablet do monitorowania sztuki. Mogę założyć, że ofiara i Pan Blackmailer ich nie posiadali, w końcu to oni grali główne role. Najważniejsze jest to, że Pani Light i Dira mają alibi, co zawęża krąg podejrzanych do Pana Blackmailera, Pana Fearmana oraz Panny Silly. A propos Panny Silly, pora ją przepytać. Podszedłem do Pani Silly, siedziała na widowni grając w coś na telefonie. To chyba było candy crime, co za słaby gust. Jednak to nieważne.

-Panno Silly mogę zadać Pani parę pytań?

-Nie teraz, gram - Powiedziała Pani Silly nawet nie patrząc na mnie, co za brak wychowania. Naprawdę jest obrzydliwa.

-Ktoś umarł i Pani gra - Powiedziałem obrzydzony tą kobietą.

-Czy to dziwne? - Zapytała się będąc trochę zmieszaną - Śmierć to po prostu śmierć. Morderstwo to zwykła codzienność, prawda? - Ani ja, ani Robin nie odpowiedzieliśmy na te zdanie. Jak można być tak obrzydliwym? Czyli poza dziwactwem, mieszkańcy Crime Island to są zwykłe śmiecie, mogłem to przewidzieć, ale i tak miło było samemu się o tym przekonać. Nagle Robin zabrała telefon Panny Silly, po tym Pani Silly spojrzała na nas wściekle.

-Mój telefon, oddawaj go Robin.

-Odpowiedz na nasze pytania, a ci go oddam.

-Wiesz kim jest mój ojciec? - Zapytała pewnie Pani Silly.

-A ty wiesz kim mój? - Odpowiedziała pytaniem na pytanie Robin. Mina Pani Silly już nie była tak pewna. Władza Szefa jest potężna.

-Dobra, szybko czego chcecie? - Powiedziała patrząc się na nas, a w szczególności Robin z pogardą.

-Gdzie Pani była w trakcie zbrodni?

-Cały czas siedziałam w garderobie i oglądałam występ Dave'a.

-I ani na chwilę z niej nie wyszłaś?

-Ani na sekundę.

-W takim razie jak Pani pojawiła się na scenie?

-Jak to jak, normalnie drzwiami.

-Niemożliwe.

-Co?

-To niemożliwe, żeby Pani weszła normalną drogą. Jest tylko jedno wejście na cześć z sceną. Jeśli Pani by go użyła od razu zauważylibyśmy Panią, czyż nie?

-Może mnie po prostu nie zauważyliście?

-Niemożliwe, nawet gdyby Pani by się skradała, to z pewnością narobiłaby hałasu.

-Szybki i zdecydowany atak, całkiem nieźle Blecken, a teraz Alice, jaka jest prawda?

-... Nie wasza sprawa - Mówiąc to, Pani Silly uciekła.

-To jest dosyć wymowne - Podsumowując, najprościej można powiedzieć, że Pani Silly jest podejrzana. Nieznana metoda przemieszczenia, dziwne zachowanie, relacja z ofiarą. Czy znalazłem sprawcę? Jeszcze nie mogę powiedzieć. Czas przepytać Pana Fearmana.

-Wygląda Pan na zdenerwowanego, czyż nie?

-W-Wydaje się Panu... Coś się stało?

-Mogę Panu zadać parę pytań?

-J-J-J-Jasneeeee, przecież nie mam niczego do ukrycia, ha ha ha ha ha ha! - Z zdenerwowanego nagle zmienił się na turbo podejrzanego. To zaczyna wyglądać coraz gorzej, tak szczerze.

-W takim razie, co Pan myśli o zbrodni?

-To nie tak miało być... - Powiedział Pan Fearman przyciszonym głosem.

-Słucham?

-Nie to miałem na myśli!

-Ale ja niczego nie sugerowałem.

-Ja też.

-Z kim ja rozmawiam? - Zapytałem siebie w myślach - Gdzie Pan był na czas zbrodni?

-Zza kurtyną, przenosiłem rekwizyty oraz podawałem je chłopakom.

-Coś, poza tym?

-Ustawiałem dźwięk i światło.

-Tylko to?

-Czego chcesz jeszcze? Pieniędzy? Mam długi, więc nie mam, ale skombinuje, przysięgam.

-Co z nim?

-Zostaw go Blecken, on jest swoim świecie. Wygląda na to, że ma za słabą psychikę, pamiętaj, że jeszcze musisz przepytać Pana Blackmailera- Albo nie, stracił przytomność.

-Że co?! - Co jest z tymi ludźmi do cholery nie tak?!


Część 5 Koniec


Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie