Sprawa kultu rozdział 2 część 6

Rozdział 2 część 6-Sprawa teatru

Dzień: 15.04.2035

Czas: 18:50

Miejsce: Dzielnica 4-Teatr Crime Island

-Jak to zemdlał?! - Wykrzyczałem zdziwiony. Przecież chwilę temu Pan Blackmailer był na nogach.

-Wybaczcie mi, Dave ma słabą głowę do alkoholu - Powiedziała przepraszająco Dira.

-To, dlaczego dałaś mu pić w trakcie sztuki? - Zapytała wkurzona Robin - Teraz nie może zeznawać.

-Kto tak powiedział? - Wtrącił poważnie Nius - Wystarczy, że ten śmieć będzie zeznawał, gdy właściwe show się zacznie.

-Czy to nie będzie utrudnienie? - Zapytałem speszony.

-Zależy dla kogo - Mówiąc to, Nius zaczął iść w stronę wyjścia.

-Rozumiem, że już skończyłeś? - Zauważyła obojętnie Robin.

-Już?! - Zapytałem zdziwiony, gdy Nius zauważył moje zaskoczenie uśmiechnął się złośliwie.

-Światowej klasy mózgi zawsze szybko się wyrabiają. Ja tutaj już skończyłem, więc pokręcę się trochę po mieście.

-I tak zostawisz miejsce zbrodni? - Zauważyłem będąc coraz bardziej zdziwionym - Jak bardzo nieodpowiedzialnym można być?

-Wmawiasz sobie zdecydowanie za dużo, zostawiam tutaj policjantów, będę za mniej niż godzinę, powodzenia - Powiedział Nius pokazując mi kciuka w górę ze sztucznym uśmiechem na twarzy.

-Wracając, odpowiadaj na pytanie Dira, dlaczego dałaś mu pić? - Powtórzyła Robin będąc znowu wkurzona.

-Chłop jak my wszyscy ma długi, więc niech się przynajmniej napije - Wytłumaczyła desperacko Dira.

-Mogłabyś nam przynieść butelkę? - Zapytałem opanowanie.

-Jasne, dajcie mi chwilę.

-Idę z tobą - Zażądała Robin - Blecken, ty w tym czasie idź badaj dalej miejsce zbrodni.

-Tak jest - Przytaknąłem, a następnie wszedłem na scenę. Czas sprawdzić te miecze.


    Wziąłem do ręki narzędzie zbrodni. To już kolejny raz, gdy jest mi dane ujrzeć ten wspaniały karmazyn. Jednakże sam miecz wydaję się być zwyczajny. Z tego co nam Dira mówiła, to ona, Pani Light i Pan Fearman przenosili rekwizyty, pojawia się zatem pytanie, jakim cudem tego nie zauważyli? Dlaczego nie zdali sobie sprawy, że to prawdziwe ostrze? Czy ta trójka ze sobą współpracuje? Ale wtedy musieliby mieć jakiś wspólny motyw. W takim razie, co to musiałoby być? Długi? Nie, to zbyt oczywiste. Niechęć do Pana Sadactora? Jednak z całą trójką miał neutralne relacje. Jezu, tyle niewiadomych, tyle niepewności, tyle stresu, a mimo to, znowu zaczynam czuć się cholernie dobrze. Zupełnie jakbym wrócił do mojej pierwszej sprawy. Chcę znowu poczuć słodkie uczucie wygranej. Pragnę doświadczyć wyższości nad nimi wszystkimi. Zmiażdżę tych obrzydliwych ludzi i tego aroganckiego hawajczyka. Ja chcę po prostu wygrać i poczuć wyższość nad nim.

-Blecken!

-Huh - Wzdrygnąłem się - Dira, nie zakradaj się, prawie zawału dostałem.

-... Tyle, że zastygłeś w bez ruchu na jakaś minutę i nie kontaktowałeś - Powiedziała zmieszana - Myślałam przez chwilę, aby cię zabić, wtedy reklama byłaby głośniejsza.

-Co?! - Krzyknąłem zszokowany.

-Spokojnie, ta idiotka zapytała się mnie, czy nie pomogę, więc walnęłam ją, aby się opamiętała - Uspokoiła ze spokojną miną Robin, jednak wiedziałem, że to cicha furia. Jestem pewny, że ona ją zabije jak jej podpadnie.

-W każdym razie, masz butelkę?

-Lepiej opowiedz czego dowiedziałeś się o mieczu.

-Niczego konkretnego, jedyna różnica jest taka, że jeden z mieczy był prawdziwy.

-Ach tak - Robin spojrzała się na mnie z rozczarowaniem.

-Co zrobiłem?

-Patrz i ucz się. Dira, miecze były przeniesione wcześniej, prawda?

-Huh? Tak, przecież to ja je przenosiłam.

-Właśnie i ile było mieczy do wyboru?

-Co masz na myśli?

-Pytam, ile mieliście mieczy w asortymencie.

-Chyba trzy.

-A potrzebowaliście dwóch, to oznacza, że mieliście nad programowy miecz. Innymi słowy trzeci miecz to narzędzie zbrodni.

-To wiemy Robin - Wtrąciłem się nie wiedząc do czego zmierza.

-Ważne jest, aby ustalić fakty, nawet te oczywiste. Przypomnij sobie stan jaki zastaliśmy za pierwszym razem będąc w rekwizytorni. Dira tam spała, a następnie pośpiesznie wzięła ostrza, wiesz co to oznacza?

-Absolutnie nie.

-Mógłbyś udawać, że wiesz. Skoro jeden miecz został przygotowany dodatkowo, to musi oznaczać, że sprawca chciał, aby jego miecz został użyty.

-Jednakże, skąd sprawca miałby wiedzieć, że to jego miecz zostałby użyty.

-Sprawca wygrawerował inicjały na mieczach.

-Co?

-Przyjrzyj się uważnie. Specjalnie wzięłam trzeci miecz.


-Na dwóch z nich, w tym narzędziu zbrodni jest inicjał "D", a na trzecim "M".

-To może oznaczać inicjały aktorów. "D", to Dave, a "M" oznacza Mason.

-W takim razie to rzuca podejrzenia na Pana Blackmailera, czyż nie?

-To musisz już sam odkryć - Powiedziała pewnie Robin. Szybko znalazła coś co ja przeoczyłem, córka legendarnego detektywa to jednak inna liga - Teraz nasza kolej. Zobacz na te butelki.

-A nie butelkę?

-Butelki, do sztuki użyliśmy prawdziwego wina, ale Mason nie pije, więc daliśmy mu sok winogronowy.

-I kto przygotował wino i sok?

-Ben, kazałam mu robić wszystkie zakupy. W tym rekwizyty - Wyznała Dira intensywnie myśląc.

-Później będę musiał podpytać o to tego panikarza. W każdym razie, kielich z winem i ten z sokiem był jakoś oznaczony?

-Nie, obaj wiedzieli, który kielich jest ich. To zawodowcy, ćwiczyli te scenę tyle, że nawet monopolowy przestał nam dawać na kreskę.

-Brak mi na was słów - Skomentowałem będąc załamany tym tekstem.

-Zapewne wiedzieli, który kielich jest czyi przez kolor napoju. Wino ma ciemniejszy kolor, któremu bliżej do czerwieni, a sok winogronowy jest jaśniejszy. Pan Mason i Pan Blackmailer musieli to po prostu wiedzieć - Wytłumaczyła Robin.

-To, dlaczego Dave nalegał na te próby? - Zapytała zdziwiona Dira.

-Chciał po prostu chlać - Powiedziała wprost Pani Light - Zresztą mu się nie dziwie, z takimi długami też bym nie dała rady na trzeźwo.

-W każdym razie, ważnym jest fakt, że Panowie wiedzieli, który kielich jest ich - Podsumowałem - Rozumiem, że wszyscy wiedzieliście, że Pan Sadactor nie piję, racja?

-Tak - Odpowiedziała Pani Light.

-Rozumiem, gdzie Pan Fearman?

-Ben schodził na dół, więc pewnie jest garderobie mężczyzn - Powiedziała Dira - Akurat, gdy my tu sobie gadaliśmy przeszedł koło nas, musieliście być mocno skupieni na winiaczu i soku.

-Że co?! - Wykrzyczała zdenerwowana Robin - Pozwoliliście podejrzanemu być samemu?

-Alice też nie ma - Powiedziała Pani Light. Robin miała minę jakby ktoś uderzył ją mokrą szmatą.

-Wasza dwójka idzie ze mną, Blecken idź przyciśnij Pana Fearmana.

-O-Okej - Poszedłem na dół bojąc się Robin. Jedyny plus tego, że muszę zejść na dół jest taki, że przeszukam przy okazji rekwizytornie. Gdy wszedłem do rekwizytorni poczułem niepokój. Poczułem się jakby ktoś tu był ze mną, ale czemu? Przecież to nic dziwnego, że tu są inni ludzie, ale coś jest nie tak. Czuję to. Zacząłem się rozglądać po pomieszczeniu. Brak okien i migające oświetlenie nie pomagają, abym się uspokoił. Gdy rzuciłem okiem na jedną z alejek, spotkałem to. Ciemna sylwetka grzebała w kartonach. Postać była cała zasłonięta przez czarny wpół mechaniczny kombinezon oraz równie ciemny kaptur. Nie mogłem się ruszać, czułem, że moje ciało jest jakby sparaliżowane. Konkretnie, czuję jakbym był zamrożony w bryle lodu. Postać po chwili przestała się ruszać, to musiało w końcu stać sobie sprawę z mojej obecności. Gdy się odwróciło mogłem zobaczyć jego... Maskę? Szara mechaniczna maska służyła jako twarz, niezwykłe były oczy postaci. Fioletowe światła służyły jako oczy postaci. Chwila, skoro widzę fioletowy, to oznacza, że to coś jest dowodem?

-... Blecken... White - Nagle postać przemówiła ciężkim mechanicznym głosem. Skąd to coś zna moje imię?! - Blecken White - Postać powtórzyła się robiąc powolne monotonne kroki w moją stronę.

-S-Stój! - Wykrzyczałem w desperacji, dalej nie mogłem się ruszać, a to było coraz bliżej. Nagle światło zgasło, aby po chwili wrócić, ciemna postać stała tuż przed moją twarzą. Moje ciało odruchowo się cofnęło na taką odległość, że walnąłem plecami o ścianę. Upadłem na kolana przed ciemną postacią - C-Czego chcesz? - Zadając to pytanie, sam słyszałem jak bardzo mój głos drżał z przerażenia. Postać tylko się na mnie chwilę popatrzyła i rzuciła coś w moją stronę. To wyglądało podobnie jak ten dziwny przedmiot, który wziąłem od Peritverta, ale trochę inny. Jakby inny kawałek. Postać odwróciła się i zaczęła iść do ściany.

-Żegnaj - Postać rzuciła krótko

- C-Czekaj! - Wykrzyczałem dalej przestraszony, ale to teraz bez znaczenia, chcę wiedzieć. Pragnę wiedzieć - Czym ty jesteś? - Postać odwróciła się, a światła z jej oczów rozświetliły się mocniejszym blaskiem.

-... Fantom.

-Huh?

-Jestem Fantomem, a Crime Island jest moje - Gdy "Fantom" to powiedział zaczął iść w stronę ściany tak długo, aż przez nią przeniknął... Czy to jest w ogóle człowiek? Moment... Zostawił obrys bliźniaczo podobny do tego, który zobaczyłem w szkole Ricky'ego.

-Czyli tam byłeś - Powiedziałem do siebie - Ha...Haha....Hahahahaha! - Zacząłem się śmiać, tylko to mogłem zrobić w tej sytuacji, co tu się dzieje do kurwy nędzy? Umiejętności, magia, upiory? Crime Island jest pełne magicznego i nadprzyrodzonego gówna. Niby o tym wiedziałem, ale tego mi było trzeba. Doświadczenia, które pozwoli mi zrozumieć, że ta robota będzie ciężka. Nie mogę się poddać. Wstałem i wszedłem do garderoby mężczyzn, Pan Fearman siedział na podłodze patrząc w laptop, nawet nie zwracał na mnie uwagi. Głupiec. Zakradłem się do niego od tyłu tak, aby zobaczyć co ogląda. Na ekranie była garderoba kobiet, rozpoznałem, ponieważ Robin, Dira i Pani Light i Panna Silly były tam. Ten gnój założył kamerkę w garderobie dziewczyn. Klepnąłem go po ramieniu i uśmiechnąłem się ciepło, gdy Pan Fearman mnie zobaczył tak podskoczył, że myślałem, iż walnie w sufit.

-P-P-P-P-P-P-P-P-Pan White?! - Zapytał jąkającym się krzykiem.

-Widzę, że Pan nabroił - Zacząłem dalej się uśmiechając. Starałem się przybrać, jak najbardziej przyjacielski ton głosu - Jak Pan to wytłumaczy?

-Zachowuje się Pan jak on - Powiedział Pan Fearman z przerażoną miną.

-On?

-Dave.

-Więc Pan Blackmailer, też odkrył Pana mroczny sekret i co z tym faktem zrobił?

-...-Milczy, w takim razie spróbujemy metody kija i marchewki, najpierw używając tego drugiego.

-Panie Fearman, wiedział Pan, że detektyw może być największym sojusznikiem? Jeśli boi się Pan Pana Blackmailera, to bez postawnie, tacy jak on, zawsze są mocni tylko w gębie. Słyszał Pan, jak Nius pięknie go zgasił, prawda?

-N-Niby tak, ale...

-Żadnego, ale! - Przerwałem mu stanowczo - Pod moją opieką nic Panu się nie stanie, a nawet więcej. Jeśli mi Pan pomoże, to ja mogę pomóc Panu.

-W sensie? - Ten grubas popatrzył się na mnie chciwo, połknął przynętę.

-Mógłbym na przykład znaleźć obciążające Pana Blackmailera dowody, jeśli Pan zleciłby mi sprawę.

-Naprawdę?

-Tak, a to wszystko za pomoc tu i teraz. To jak, dobijemy targu?

-Zgoda! - Powiedział energicznie otyły mężczyzna plując w dłoń na znak przypieczętowania umowy... Obrzydliwy.

-Nie uścisnę Panu ręki, ale i tak się rozumiemy.

-A jak! Co chcę Pan wiedzieć?

-Może mi Pan coś powiedzieć o Panu Blackmailerze?

-Dave został zatrudniony mniej więcej wtedy co ja, Sue i Alice. Od początku był dupkiem dla każdego, kto nie był dziewczyną. Zawsze mi grozi, a z Masonem ciągle się kłóci. Mason mu odpowiada, ale tylko do czasu.

-Do czasu?

-Dave mnie i Masona szantażuje.

-W jaki sposób.

-Dave odkrył, że założyłem monitoring u dziewczyn i wyszło kiepsko.

-To znaczy?

-Dał mi twarde warunki, robię to co mówi i udostępniam mu obraz z kamer w przebieralni.

-Co?!

-No tak jakoś wyszło... Panie, co to za wzrok?! Czemu patrzysz na mnie jakbym był śmieciem?

-Tak po prostu, powiedzmy, że mam deja vu - Powiedziałem obrzydzony, kolejny Peritvert się znalazł do cholery - W każdym razie, jaki miał szantaż na Pana Sadactora?

-Nie wiem, zapytałem się raz Masona, a on odpowiedział, że winna jest jego mroczna przeszłość.

-Co to ma znaczyć w ogóle? - Zapytałem skonfundowany. W sumie Pan Sadactor mówił coś o tym.

-Raz jeszcze, nie wiem. Mason nigdy nie był zbyt wylewny. Jednak był w porządku dla mnie, jakby nie patrzeć koledzy w niewoli.

-Rozumiem, a jeśli chodzi o relację Pana Sadactora z Panem Blackmailerem, to dlaczego się nie lubią?

-Mason to melancholiczny introwertyk, a Dave jest pewnym siebie ekstrawertykiem, więc proszę się domyślić.

-Czyli coś jak ogień i woda.

-Coś tak jakby.

-Rozumiem, gdzie Pan Sadactor ma swoje rzeczy?

-Zaprowadzę Pana.

-Byłbym wdzięczny - Pan Fearman zaprowadził mnie do szafki Pana Sadactora, tylko, że nie dało się jej otworzyć - Nie ma jakiegoś klucza uniwersalnego?

-Cóż, każda szafka ma przypisany do siebie klucz i podobno jest tylko po jednym egzemplarzu, więęęęc....

-Po prostu chcesz powiedzieć, że mam problem, racja?

-Na każdy problem jest jakieś rozwiązanie - Powiedziała Robin robiąc wejście niczym bohater komiksowy

- Czy szukasz tego klucza?

-Tak, to klucz Masona - Przytaknął Pan Fearman.

-Skąd go masz? - Zapytałem zaciekawiony.

-W szafce Alice Silly.

-Że co? Co na to Pani Silly?

-Milczy jak grób.

-Uporam się z nią później - Otworzyłem kluczem od Robin szafkę Pana Sadactora, tam nie było nic ciekawego poza kolejnym kluczem. Mały metalowy przedmiot miał wygrawerowany napis "Dave". Mogę założyć, że to klucz od szafki Pana Blackmailera. Jednak problemem jest to, jak ten klucz się tutaj znalazł.

-Rozumiem, więc to tak - Powiedziała cicho do siebie Robin, mogę założyć, że czegoś się już domyśliła.

-No to czas zobaczyć szafkę, Pana Blackmailera - Otworzyłem swoim nowym znaleziskiem szafkę, a dam była dziwna buteleczka. Mała półprzeźroczysta buteleczka z błękitnym szkłem i ciemnym płynem wydała mi się podejrzana. Głównie dlatego, że widzę jej kolory. W każdym razie, przeczucie mówi mi, żebym lepiej nie dotykał zawartości.

-Hej, Blecken - Zawołała Dira.

-Coś się stało?

-Zane cię wzywa.

-Rozumiem.

-Nie boisz się? - Zapytała Robin, będąc zaskoczona.

-Nie, Nius jest po prostu kolejną przeszkodą, którą będę musiał przeskoczyć, aby wspiąć się na szczyt.


Część 6 Koniec


Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie