Dom zmysłów

Dom Zmysłów 

    Noc Halloweenowa, czyli święto dla dzieciaków, aby mogły najeść się cukru i poprzebierać się w głupkowate stroje. Dla dorosłych to jest jeden z najbardziej irytujących dni w roku. Dzieci, które chodzą i straszą innych, a jak się im nie da czekolady obrzucą twój dom jajkami lub ukradną radio w aucie... Tak to mnie spotkało w ostatnie Halloween. Za płaszczykiem niewinnej zabawy i zbierania łakoci kryje się bezprawie i samowolka, właśnie dlatego nienawidzę tego dnia. 

-Hej Panie Scrooge - Zawołał mnie Oscar machając mi ręką przed twarzą - Znam ten wzrok, przestań patrzeć w taki sposób, to irytujące. 

-Po pierwsze, nazywam się Mark, a nie Scrooge - Poprawiłem przyjaciela odpychając jego rękę poza moją strefę komfortu – Po drugie, dałbyś mi prawo robić co chcę we własnym domu. 

-Zaprosiłeś mnie tylko po to, aby tak zamulać? - Zapytał retorycznie Oscar - Chodźmy się zabawić, wiesz, ile teraz jest imprez na mieście?  

-Zmęczony jestem -Wymigałem się - Zaprosiłem cię, abyś dotrzymał mi towarzystwa. 

-Znalazłbyś sobie dziewczynę, chłopie - Powiedział Oscar patrząc na mnie z litością, aby po chwili wpaść na jeden z jego “genialnych” pomysłów - Na imprezie znajdziemy ci kogoś. 

-Po moim trupie - Odmówiłem. 

-Właśnie, dzisiaj mamy noc truposzy, a ty siedzisz w domu z najlepszym kumplem i grasz z nim w karty, zamiast walić alko i gadać z ludźmi. 

-Jestem introwertykiem, czego chcesz? 

-Chcę, żebyś w końcu skorzystał z życia. 

-A tego nie robię? - Zapytałem zdezorientowany. 

-Zamykasz się w domu, a wychodzisz tylko wtedy, kiedy musisz. Unikasz nawet spotkań z rodziną. 

-I co z tego? 

-Wychodzimy. 

-Żadnych imprez. 

-Kto tu mówi o imprezie? W Halloween poza dobrą zabawą chodzi o strach. Dzisiaj do miasta wybudował się nowy dom strachów, idziesz tam. 

-Muszę? 

-Nie narzekaj, inaczej ci nie odpuszczę. 

    Oscar zawsze taki był. To jest dusza towarzystwa, która zawsze była kochana przez każdego. Ten człowiek dla swojego przyjaciela jest skłonny oddać wszystko, kiedy w zeszłym roku zostałem okradziony z radia w samochodzie stanął na głowie, aby je odzyskać. Tylko, czemu robi tyle dla mnie? Znam go od podstawówki, to mój jedyny przyjaciel, a on ma ich całe góry, więc czemu marnuję czas na ponurasa, który jest o krok od poddania się w życiu? Mam to szczerze gdzieś. Ech, ten typ zrobił dla mnie naprawdę dużo, więc myślę, że mogę się zgodzić, może będzie szczęśliwy. 

-No dobra, chodźmy tam - Powiedziałem. 

-Świetnie! - Ucieszył się Oscar – Na pewno nie będziesz żałował, zobaczysz. 

-Jasne - Powiedziałem z udawanym entuzjazmem. W rzeczywistości już wiem, że będę tego głęboko żałował. Intuicja piwniczaka. 

    Wyszliśmy z mojego domu i pojechaliśmy autem Oscara. Z mojego zostały tylko felgi, widocznie śmieszki z poprzedniego roku postanowiły uderzyć raz jeszcze. Ciekawe co będzie następne? Ukradną mi dom? Co ja gadam, prawnie jestem bezdomny, w końcu dom mam za kredyt. Później zadzwonię na policje i tak mają teraz dużo na głowie przy ogarnianiu dzieciaków z ziołem i śmieszków obrzucających czyjeś domy jajkami. Jechaliśmy dobre pół godziny, aż dodarliśmy do jakieś rudery na obrzeżach miasta. Przez ruderę mam na myśli taką dosłowną ruinę domu. Wielki dom jednopiętrowy ze spróchniałego drewna, z popękanymi deskami oraz porozbijanymi oknami. Dodatkowo widziałem kilkanaście felg samochodowych, czyli śmieszki przybyły nawet tutaj. Jednakże nie będzie chyba tak źle, skoro felgi są tutaj, to oznacza, że właściciele aut są w pobliżu, więc może coś z tego będzie. Weszliśmy do budynku, a przynajmniej tak chciałbym powiedzieć, już przy pierwszym kroku na posesje zapadłem się w dziurze, Oscar musiał mnie wyciągać. Jeśli nie zejdę na zawał ze strachu, to umrę przez ten budynek. Gdy weszliśmy do budynku naszym oczom ukazało się niemałe zaskoczenie. Wyraźny przykład, dlaczego nie warto oceniać książki po okładce. Z zewnątrz ponury, zniszczony dom okazał się schludnym białym pomieszczeniem, jednak nikogo tutaj nie było poza mną i Oscarem. 

-Halo! - Zawołałem - Jest tu ktoś? 

-Mark, czy jest szansa na to, że przyszliśmy w zły dzień? - Zapytał się głupio Oscar. 

-Ty mi to powiedz - Odpowiedziałem trochę zirytowany na towarzysza - Przecież to ty mnie tu ściągnąłeś. 

-A no tak, zapomniałem bracie - Powiedział, jak gdyby nigdy nic – A weź zobacz na to! - Wypalił nagle zauważając coś na jednym z mebli. Oscar znalazł jakąś kartkę papieru. 

-Cóż to jest? - Zapytałem zaciekawiony. 

-Jest napisane “Witaj w domu zmysłów, drogi gościu. Nasz niepowtarzalny dom strachów zapewnia wrażenia nie z tego świata. Nie polegamy na żadnych straszydłach, a na szczerej prawdzie. Czy kiedykolwiek ciekawiło cię co się stanie, jak stracisz coś bliskiego tobie o czym istnieniu wiesz, ale nie zwracasz większej uwagi? Jeśli jesteś odważny, to zapraszam cię śmiałku... O ile się nie boisz” - Przeczytał treść kartki grobowym tonem Oscar. 

-Wali oszustwem na kilometr - Skomentowałem. 

-No nie bądź już taki sceptyczny. 

-A jaki mam być? - Zapytałem oburzony - Przecież może skończyć się tak, że przerobią nas na organy. 

-Co ty gadasz? Jaka jest na to szansa? - Powiedział Oscar trochę mnie wyśmiewając. 

-Pamiętaj, że straciłem już jedną nerkę, bez drugiej nie dam rady przeżyć - Żaliłem się. 

-Ty to naprawdę masz pecha z tym Halloween - Skomentował przyjaciel ze współczuciem w głosie. 

-To akurat były walentynki, koniec z randkami w ciemno - Powiedziałem wracając wspomnieniami do tamtego czasu, kobieta była przepiękna, ale szkoda, że była kanibalem. 

-W każdym razie, idziemy! - Ogłosił Oscar z palcem skierowanym ku górze. 

-Okej, ale ty pierwszy - Powiedziałem, chcąc iść na kompromis. 

-Nie ma tak, razem albo wcale. 

-Ale ty nie widzisz kartki, że tylko jedna osoba na raz? - Wskazałem na kartkę, to moja okazja. Powiedział, że razem albo wcale, więc możemy sobie iść. Skierowałem się ku wyjściu, gdy Oscar złapał mnie za bark. 

-Gdzie ty się chłopie śpieszysz? - Zapytał się sarkastycznie - Idziesz pierwszy. 

-Ech, okej, ale masz na mnie poczekać, jasne? - Zażądałem. 

-Ależ oczywiście, będę tu na ciebie czekał Mark, ile będzie trzeba. Idź się zabawić - Powiedział to klepiąc mnie po ramieniu. 

-W takim razie, do potem - Powiedziałem zbijając z nim piątkę, a następnie wszedłem za zamknięte drzwi. 

    Trafiłem do jasnego korytarza pełnego różnego rodzaju portretów na których byli namalowani ludzie. Na ramce każdego portretu była data i liczba okrążeń. Najwcześniejsza data pochodziła z 1986, a ostatnia 2023. Ciekawe co to znaczy, czy na końcu domu robią portret każdemu odwiedzającemu? Czy uwieczniają tylko pierwszego chętnego z danego roku i o co biega z tą liczbą okrążeń. Gdy przechodziłem koło tych portretów i przyglądałem się nim zauważyłem coś nietypowego z każdego obrazu wydobywał się intensywny zapach owoców i kwiatów. Sam zapach był bardzo przyjemny i tak relaksacyjny. Na końcu korytarza były stare drewniane drzwi z napisem “zapach”, gdy przez nie przeszedłem znalazłem się w ciemnym pomieszczeniu. Samo pomieszczenie było dosyć mylące, ponieważ oświetlała je jedynie lampa, która rzucała światło na drewniane krzesło oraz sztalugę z farbami. 

-Dobry wieczór proszę Pana - Przywitał się stary zgarbiony mężczyzna - Witam Pana w domu zmysłów, proszę usiąść na krześle, abym mógł rozpocząć swoją pracę. 

-Pracę? - Zapytałem zdezorientowany, aż nagle mnie olśniło - W sensie portret, to Pan namalował obrazy na korytarzu, prawda? 

-Otóż to, proszę Pana - Zgarbiony mężczyzna przyznał mi rację ustawiając się przed sztalugą - Proszę usiąść, chciałbym zacząć. 

-Huh, tak jest - Usiadłem na krześle. 

-Tylko proszę jak najmniej się ruszać, chcę uwiecznić Pana w jak najlepszym stanie - Powiedział dziwnie starszy mężczyzna. 

-Dobrze, a mogę się odzywać? - Zapytałem - Nie powiem, że trochę się zainteresowałem wyglądem tej posiadłości. 

-I nie tylko Pan - Odparł mocząc pędzel w farbie - Wielu się interesuje naszym małym biznesem, ponieważ jest niezwykle popularny. 

-Serio to jest tak popularne? - Zdziwiłem się - Myślałem, że domy strachów, to jest dosyć niżowa sprawa. 

-Proszę mi nawet nie mówić o tych żałosnych podróbkach - Powiedział starzec lekko obrażony - Nikt nie jest w stanie się równać się z nami. Wie Pan czemu dajemy jeden portret co roku? To dlatego, że dom zmysłów sam wybiera kto do niego wejdzie. W tym roku padło na Pana. 

-Innymi słowy tylko jedna osoba na rok? - Zapytałem się dla upewnienia się, Oscar ty cholerny szczęściarzu. 

-Otóż to. 

-A co z tymi okrążeniami? - Zapytałem. 

-Heh heh heh - Mężczyzna zaśmiał się złowieszczo - Pan się wkrótce przekona. 

-Okeeej - Przytaknąłem zmieszanie. 

-Czuje Pan coś? - Zapytał się niespodziewanie. 

-Hm? Czuję... Nic? - Powiedziałem zszokowany. Przed wejściem czułem zapach owoców i kwiatów. Z tego powodu myślałem, że pomieszczenie również wypełni się tym zapachem. 

-Używam naturalnych składników, aby wydobyć esencje zapachu - Powiedział starzec - Na przykład, Pan jest blondynem, więc to malowania włosów użyje farby zmieszanej z ekstraktem wanilii, czuję to Pan? 

-...Nie - Powiedziałem niepewnie. Wydaję mi się, że coś takiego jak ekstrakt waniliowy powinien mieć mocny zapach, a przynajmniej alkoholem powinno zajechać. 

-A to Pan czuję? - Zapytał się - Posiada Pan zielone oczy, więc myślę, że kiwi idealnie podkreśliłoby je. 

-Również nic nie czuję - Powiedziałem zauważając na swojej skórze gęsią skórkę. Uspokój się Mark, to zwykły trik. 

-A co Pan powie na teraz? - Powiedział mężczyzna pstrykając palcami i przewracając obraz w moją stronę. 

Nagle uderzyła mnie fala różnych zapachów. Słodkie i kwaskowate owoce, świeżo usmażone mięso, ostra nuta alkoholu. W głowie od razu miałem obraz swoich ulubionych dań. To tak jakby użył do namalowania mojego portretu jedzenia, które uwielbiam. Sam portret wyglądał tak jak ja. 

-Coś Panu leci - Zauważył starzec. Cholera ślina mi wylatuje z ust. Wizualizacja tych potraw sprawiła, że aż zacząłem się ślinić na ich myśl. 

-Przepraszam. 

-Co, obiadu Pan nie jadł? - Prychnął śmiechem starzec - Proszę do następnego pokoju. 

-Um, tak jest. 

-Do zobaczenia! - Krzyknął starzec na pożegnanie. 

Nagle z ciemności wyłonili się drzwi, a ja przez nie przeszedłem. To było dziwne, a nawet bardzo. Zacząłem iść przez kolejny korytarz, jednak ten był bardziej kręty. Po chwili znalazłem się pod drzwiami z napisem "smak". Gdy wszedłem do pomieszczenia za drzwiami zobaczyłem górę jedzenia. Owoce, warzywa, mięsa różnego rodzaju oraz słodycze. Najdziwniejsze było, że całe to jedzenie należało do moich ulubionych dań i przekąsek. Skąd oni to wiedzieli, czy to jakaś zmowa między organizatorami, a Oscarem? Na jednym ze stołów była kartka "Zjedz mnie 😉". Wziąłem do ust kawałek kurczaka, który był... Niczym? 

-Co jest? - Zapytałem sam siebie. 

Konsystencja, tekstura były jak u kurczaka, ale nie smakował niczym. To tak jakbym jadł... W sumie nawet nie wiem, jak to opisać, fizyczną postać powietrza? Czuję, że coś gryzę i przełykam, ale nie odczuwam smaku. Spróbowałem kiwi, tak samo bezsmakowe. W przypadku słodyczy i innych dań było podobnie, nie czuję smaku żadnego z nich. Czyżbym znowu miał covida? Nie to niemożliwe, wcześniej jadłem i było okej, więc to coś związanego z tym pokojem. Już rozumiem, ten dom strachów blokuje w jakiś sposób zmysły, tylko po co? To wcale nie jest straszne, tylko smutne. Jem bez przyjemności. Rozejrzałem się po pokoju, otworzyły się kolejne przejście za którymi był kręty korytarz, na którego końcu były drzwi z napisem "wzrok" oraz kartka "w obuwiu wstęp wzbroniony". Gdy wszedłem do pokoju to nic nie widziałem. Pokój był całkowicie ciemny, a wrócić się już nie mogłem. W ciemnościach nie mogłem znaleźć drzwi, więc jedyną opcją jest iście przed siebie. Jak będę iść dotykając ściany powinienem znaleźć wyjście bez większych problemów, jakoś nie ufam, że przede mną nic nie ustawili. Zacząłem iść opierając się o ścianę, gdy przeszedłem kawałek wyczułem koniuszkami palców u stóp, że dalej nic nie ma. No tak, nie mogło być za łatwo, część podłogi była podziurawiona. Nie chcę w nic wpaść, więc muszę uważać. Zszedłem na czworaka i zacząłem badać grunt wokoło. Ach! Nagle moja dłoń natrafiła na coś mokrego, spokojnie to tylko woda, powąchałem... To nie była woda. Zacząłem iść tam, gdzie był grunt i nic mokrego. Kilka razy podskoczyłem, jak była jakaś przeszkoda, ale i z tym sobie poradziłem. W końcu znalazłem drzwi i z uczuciem ulgi przez nie przechodząc, ale natychmiast oślepiło mnie intensywne światło, więc musiałem zmrużyć oczy. Zacząłem iść powoli, aby nie upaść. Po chwili chodzenia po krętym korytarzu napotkałem kolejne drzwi, tym razem z napisem "dotyk" oraz moje buty, gdy je założyłem wszedłem do pokoju. Sam pokój wyglądał... Huh? Gdzie ja jestem? Tylko mrugnąłem, a z pomieszczenia przeniosłem się w przestrzeń kosmiczną. Jak to możliwe? Czy to dzieje się naprawdę? O co chodzi? Skoro jestem w próżni, to powinienem już umrzeć, nie? Czy to jeszcze rzeczywistość? Nagle z mojej paniki wybiło mnie oślepiające światło. Gwiazdy? Czyli to jest na serio kosmos? To nie może być możliwe... Ale czy to prawda? W próżni powinno być zimno, a nie czuję żadnej temperatury. Mogę poruszać swoim ciałem, ale go nie czuję. Żyję, ale nie czuję, że serce mi biję... Moment, czy ja jeszcze żyję? Żyję bez bijącego serca. Oddycham, ale jestem w próżni. Mam władzę nad ciałem, ale nie czuję go. Czy ja jestem duchem? Spróbowałem się dotknąć i moja ręka nie przeniknęła przez ciało. Jednakże nie czuję swojego ciała. Skoro nie jestem duchem, to czym ja jestem? Proszę dajcie mi coś dotknąć, chcę poczuć cokolwiek co jest materialne. Chcę coś realnego. Zamknąłem oczy, proszę niech następnym razem, gdy je otworzę wrócę do realnego świata. Chcę wrócić do miejsca, gdzie mogę czuć dotykiem. Nagle zacząłem słyszeć muzykę, otworzyłem oczy. Stałem w krętym korytarzu pełnym gramofonów. Wróciłem... Ja wróciłem! Zacząłem dotykać się ciele, czuję je. Zacząłem oddychać głęboko i wsłuchiwałem się w swoje serce. Jest dobrze, ja żyję. Żyję! Żyję! Żyję! Nagle muzyka pogłośniła się. To irytujące, ale wiem o co chodzi był zapach, smak, wzrok i dotyk, więc został słuch. Dobra, róbcie co chcecie, to i tak jest już końcówka. Nie ma co się bać. Zacząłem iść krętym korytarzem irytując się coraz bardziej muzyką, która nieprzerwanie stawała się coraz głośniejsza. W końcu znalazłem drzwi z napisem “słuch”. Wszedłem do całkowicie białego pokoju. W pomieszczeniu nie było absolutnie nic, żadnych ozdób, ścian, podłogi, sufitu... drzwi? Drzwi przez które przeszedłem zniknęły pozostawiając mnie samemu sobie. To jest... 

-Chore! - Krzyknąłem... A przynajmniej tak myślałem. 

    Nie usłyszałem ani jednej litery jaką wypowiedziałem. Znowu nie słyszałem swojego serca i oddechu, ale tym razem czułem je, więc o tyle dobrze, ale wciąż... Co to jest za straszny dom? To nie może być realne, tak, o to chodzi. Logika, muszę myśleć logicznie. Każde pomieszczenie ma swój limit, więc jeśli będę biegł wystarczająco długo natrafię na ścianę. Wystarczy, że rozwalę ją, będę niszczył tyle ścian, ile tylko potrzeba, aż wydostanę się stąd. To wszystko jest chore. Zacząłem biec przed siebie tak długo, aż nogi odmówiły mi posłuszeństwa, po czym upadłem na ziemie z wycieńczenia... Cholera! To nie ma końca! Najgorsze jest to, że żaden dźwięk tutaj nie istnieje. Odgłosy moich kroków, krzyki, szmery itp. Tego tutaj nie ma. Co ja mam robić? Co ty byś zrobił Oscar? Ile mnie już nie ma? Czy dalej na mnie czekasz? Cholera, cholera, cholera! Niech to wszystko się już skoń... Huh? Drzwi? Nagle pojawiły się przede mną drzwi, w końcu. Natychmiastowo przez nie przeszedłem. Znalazłem się w korytarzu z obrazami. Wróciłem się tutaj? Zacząłem iść przez korytarz patrząc przy okazji na obrazy. To byli ci sami ludzie, ale wyglądali w jakiś sposób inaczej. Zapach na portretach też wydaję się jakiś inny. Po chwili dodarłem do drzwi z napisem “zapach”. Przeszedłem przez nie i zobaczyłem zgarbionego mężczyznę. 

-Miło Pana znowu widzieć - Powiedział mężczyzna. 

-O co tu chodzi? - Zapytałem się, 

-Ale z czym? - Zapytał się starzec udając, że nie wie o co chodzi. 

-Nie pal głupa! - Krzyknąłem - Dlaczego dalej tutaj jestem? Przeszedłem przez cały dom, więc mnie wypuśćcie. 

-Owszem, przeszedł Pan przez cały dom zmysłów, ale to dopiero pierwsze okrążenie - Powiedział starzec. 

-Co? - Palnąłem odruchowo. 

-Widzi Pan, dom zmysłów to w pewnym sensie pułapka. Osoba, która do niego wejdzie nie wychodzi. No chyba, że spełni pewien warunek. 

-Warunek? 

-Tak, osoba, która będzie miała najwięcej okrążeń wokół domu, będzie miała prawo do opuszczenia go. 

-W takim razie, ile muszę zrobić okrążeń? 

-1849, tyle miał poprzedni zwycięzca. 

-iLE?! Kto normalny tyle zrobił? 

-Ja - Przyznał się starzec – Jestem pierwszym odwiedzającym w historii. 

-To czemu dalej tutaj jesteś?! 

-Ktoś musi być na posterunku, aby biznes się kręcił, czyż nie? 

-Jesteś szalony! 

-Możliwe, że tak. Też Pan byłby, gdyby widział tyle co ja, ale co ważniejsze, proszę usiąść. Namaluję Panu portret. 

-Czyli robisz tak z każdym? 

-Tak, zacząłem malować portrety, aby nikogo nie zapomnieć. Ludzie mają to do siebie, że łatwo o nich się zapomina, przynajmniej ja tak mam. Obrazy to jedyny sposób, abym o nich pamiętał, chcę też o Panu pamiętać, więc proszę usiąść. 

-...Już. 

    Niech ci będzie, przyjmuję wyzwanie, wystarczy, że okrąże ten dom 1850 razy, nie? Nic wielkiego! Tak przynajmniej myślałem przez pierwsze 10 okrążeń, potem zaczęło robić się dziwnie. W korytarzu pełnym obrazów zaczęło dziwnie pachnieć do tego stopnia, że aż zwymiotowałem to co jadłem w pokoju smaku. Starzec jednak przegiął używając moich wymiocin jako zielonej farby mówiąc “Pana oczy straciły ten świeży kolor, obecnie zgniła zieleń lepiej do Pana pasuję”. Nienawidzę go. Przy 20 okrążeniu w pokoju smaku znalazłem coś co smakowało! Wreszcie! Mimo, że to była albo ludzka krew, mięso czy insekty, ale to bez znaczenia! Coś w końcu smakowało. Dopóki to będzie miało smak, to wszystko jedno co wepchnę do ust. Jeśli to będzie smakować czymkolwiek zjem nawet odchody. Przy... Nawet już nie wiem którym okrążeniu robiło się coraz dziwniej, ale to bez znaczenia. Nie wiem, ile razy powtarzałem to wszystko. W końcu zapach mi zbrzydł, więc oderwałem sobie nos. Smak mi też zbrzydł, więc oderwałem sobie język. Przed pokojem ze wzrokiem wydrapałem sobie oczy, wszystko mi już jedno. Z dotykiem też nie było problemu. W pokoju wzroku przeszkody zmieniły się w końcu na coś uciążliwego jak kolce, pułapki na niedźwiedzie, chyba kwas, teraz oderwało mi ręce. Szkoda, nie będę mógł pozbyć się uszu, ale to bez znaczenia. Jak byłem pierwszy raz w pokoju dotyku zadałem sobie chyba pytanie, czym ja jestem? Teraz już chyba wiem, stałem się czymś na rodzaj zombie. Ani to żywe, ani to martwe. Gdy dotarłem do pokoju słuchu upadłem. Nie mam już sił... Właściwie, po co ja to robiłem? 


-Hm, trochę się zawiodłem proszę Pana. Gdy Pan przyszedł do mnie pierwszy raz myślałem, że zostanę przewyższony, a tu marne 500 okrążeń? Żałosne - Mówiłem do siebie przy wieszaniu nowych obrazów. Muszę jeszcze wyjść z pętli domu zmysłów, aby zobaczyć czy ktoś jeszcze wszedł. W poczekalni stał tylko jakiś chłopak. 

-W końcu ktoś otworzył - Powiedział chłopak, jego wzrok był bardzo zmęczony. 

-Coś się stało młody człowieku? - Zapytałem. 

-Mój przyjaciel, Mark wszedł tutaj tydzień temu, jeszcze nie wrócił, co z nim? 

-Hm? On? Tak jest w środku, chcesz wejść? Ostatnio zdobyłem świetne mięso. 

Koniec 
Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia oraz strasznego Halloween.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie