Zabójcza gra - Rozdział 1 część 4
Rozdział 1
Czas wolny
-Co powiesz na to Agatha? To jest moc mojego szczęścia - Powiedziałem z uśmiechem. To jest mój triumf
-Co mogę powiedzieć? To moja porażka - Przyznała się z honorem Agatha.
-Jaka jest szansa na dobranie perfekcyjnego pokera królewskiego? I to w ostatniej rundzie na dodatek - Zdziwiła się Maria.
-Ok. 0,000154%, ale w moim przypadku to nie było oszustwo - Odpowiedziałem.
-Ogłaszam, że Pan Dark wygrał z Panią Quick - Ogłosił Cyborg - Pan Dark ma na koniec 21300, a Pani Quick ma 20000 punktów. Zgodnie z zasadami zakładu od teraz Pani Quick będzie w sojuszu Pana Darka, to wszystko mogą się państwo rozejść.
-Witamy na pokładzie Agatho - Powiedziałem podając dłoń mojemu nowemu strategowi. Korzystanie z jej umiejętności na pewno ułatwi mi trochę życie. Wyzysk innych, to jest coś co uwielbiam.
-Jestem do twoich usług szefie - Odpowiedziała żartobliwie ściskając moją dłoń - Tak na marginesie, to kto jeszcze jest w sojuszu?
-Ja, ty, Harmony, Lisa i Maria - Wymieniłem.
-Nie chcę cię martwić, ale ja nie wchodzę z nikim w sojusze - Wtrąciła Maria z poważną miną oraz chłodnym spojrzeniem.
-Co? - Zdziwiłem się, ona wcześniej mówiła co innego - Przecież przyłączyłaś się do mnie, nie czekaj, ty byłaś z Heartem w sojuszu, prawda?
-Agatha ci wytłumaczy, a teraz dzięki za pokaz - Pożegnała się Maria nie mówiąc za wiele.
-Chcesz mi coś powiedzieć? - Zapytałem się Agathy, która wyglądała na trochę zakłopotaną.
-Z tego co ona mi powiedziała, to chciała zobaczyć na co cię stać, tak jak ja, więc miałyśmy wspólny interes - Wytłumaczyła pośpiesznie Agatha - Ogólnie mówiąc współpracowałyśmy.
-A co z Heartem? - Zapytałem podejrzliwie.
-Wykorzystałyśmy go, chociaż lepiej powiedzieć, że obie strony użyły siebie nawzajem - Wytłumaczyła. Jasna cholera, ile tutaj jest intrygantów?
-A wy miałyście okazję do gry ze mną, a Heart pionki, które mógł użyć przeciwko mnie - Zauważyłem.
-Zgadza się - Przytaknęła Agatha.
-A tobie to nie przeszkadza? Bycie pod kimś takim jak ja? - Zapytałem się, aby upewnić się co do jej intencji. Mimo wszystko nie ufam jej, dalej jest możliwość, że jest w zmowie z Heartem.
-Już mówiłam, że to w porządku, szanuję cię Joker, to była najlepsza rozrywka jaką miałam od dawna - Zarzuciła ciekawostką Agatha.
-Skoro taka nudna gra była w stanie cię rozgrzać, to boję się wiedzieć w jakich wojnach brałaś udział - Powiedziałem szczypiąc jej ego.
-Haha, w każdym razie co teraz masz zamiar zrobić? - Zapytała się Agatha próbując ukryć, że moje słowa ją zabolały personalnie, jej problem.
-Przydałoby się zagadać do Leonidasa, jego poparcie pozwoliłoby nam żyć bezpieczniej - Podzieliłem się planem z Agathą.
-Rozumiem, w końcu król jest powszechnie szanowany tutaj - Zauważyła Agatha, ona naprawdę szybko rozumie - Wybrałeś naprawdę świetnych sojuszników - Pochwaliła mnie.
-Tak już mam - Powiedziałem zachwycając się swoim genialnym pomysłem.
-Jednakże mam pewne obawy co do współpracy z królem - Zmartwiła się Agatha.
-To znaczy? - Zapytałem nie wiedząc, co ma na myśli.
-Król stara się być uczciwy i równy dla wszystkich, więc wątpię, że będzie chciał współpracować z kimś na takich warunkach - Wytłumaczyła się Agatha.
-Rzeczywiście to może być kłopotliwe - Zrozumiałem o co jej chodzi. Muszę znaleźć słaby punkt Leonidasa, aby móc go wykorzystać.
-Nie wspominając już o twoim charakterze... - Dodała Agatha patrząc się na mnie z litością, chcesz się bić szmato? Pomyślałem, ale nie powiedziałem - Co ty na to, abym podeszła do króla i umówiła ci prywatną audiencje u niego? - Zapytała się.
-Serio trzeba się do niego umawiać na spotkania? - Zdziwiłem się, a co on król? A nie chwila, On jest królem.
-Nawet nie wiesz, jak jest rozchwytywany i lubiany, bardziej od ciebie - Powiedziała Agatha, już wiem o co jej chodzi. Mści się za mój poprzedni tekst. Spoko, ja jestem dorosłym człowiekiem i nie chowam urazy, ale powiedzieć Harmony, że Agatha jest dla mnie wredna mogę.
-W takim razie bym poprosił - Powiedziałem ze sztucznym uśmiechem - Ja w tym czasie pokręcę się, czy coś porobię lub cokolwiek.
-Napiszę ci jak się uda - Poinformowała mnie odchodząc.
-No na razie - Rozdzieliłem się z Agathą, aż zapomniałem, że jest funkcja pisania na telefonach. Sprawdziłem swoje kontakty. Jasna cholera 500 nieprzeczytanych wiadomości od Harmony... Może nie będę tego czytał, trochę się boję, chuj jeden wie co ona tam napisała. Z innych wiadomości to, Harold? Myślałem, że mamy kosę, sprawdziłem to co napisał
-Drogi Jokerze! Widziałem twoją OLŚNIEWAJĄCĄ grę! Czy masz teraz chwilę na rozmowę? Chcę się pogodzić, możesz liczyć na OLŚNIEWAJĄCY czas razem! - Napisał Harold, jego osobowość wylewa się z tekstu, to niesamowite.
-Czy ten gość naprawdę musi dodawać OLŚNIEWAJĄCY w każdym zdaniu? Cholera jasna, zaraził mnie tym. Nic mi w sumie nie szkodzi z nim gadać, więc spoko - Powiedziałem do siebie. Napisałem ok oraz zapytałem się, gdzie jest. Odpisał, że na schodach, więc do niego poszedłem. Harold stał gdzieś w połowie schodów między parterem, a pierwszym piętrem. Nasz pedziowaty magik z jakiegoś powodu stał na barierce chroniącą od upadku. Może chce się zabić, nie miałbym nic przeciwko tak szczerze. Gdy mnie zauważył uśmiechnął się
-Jokerze, cieszę się, że przyszedłeś, ty mój OLŚNIEWAJĄCY przyjacielu! - Ucieszył się magik.
-Zluzuj trochę i jaki przyjacielu? - Uspokoiłem go - Skułeś mnie i wyrzuciłeś klucz - Przypomniałem.
-To była kara za wyśmianie mojej OLŚNIEWAJĄCEJ prawdziwej magii - Wyśmiał mnie.
-Właściwie co ty masz z tą prawdziwą magią? - Zapytałem zrezygnowany.
-Ohoho! Czyżbyś chciał usłyszeć o mojej OLŚNIEWAJĄCEJ przeszłości? - Ożywił się jeszcze bardziej Harold.
-Zapomnij, że coś pierdoliłem, zostawiłem pranie w piecu, nara - Powiedziałem pośpiesznie odchodząc od niego.
-Joker ty draniu, nie przyjmuje tak OLŚNIEWAJĄCO słabej wymówki, stój! - Wykrzyczał Harold zatrzymując mnie przy użyciu magii.
-No ja pierdole! Jakim cudem znowu dałem się skuć?! - Zapytałem wielkiego maga.
-To właśnie moja OLŚNIEWAJĄCA prawdziwa magia! - Powiedział dumnie.
-To wygląda jakbyś nie miał nic lepszego w repertuarze, strasznie powtarzalny jesteś - Skrytykowałem go.
-Joker, czy ty chcesz przejść ze mną na OLŚNIEWAJĄCĄ ścieżkę wojenną? - Powiedział z groźbą Harold.
-Po pierwsze, co miało znaczyć olśniewający w tym zdaniu? - Zapytałem - Po drugie, jesteś bardziej urojony od większości osób w tym miejscu!
-Ja po prostu chcę dawać ludziom OLŚNIEWAJĄCĄ rozrywkę! - Powiedział jakby nie wiedział o co mi chodzi.
-Zajebista rozrywka, drugi raz mnie skułeś - Zauważyłem.
-Tutaj jest jedna OLŚNIEWAJĄCO ważna różnica - Zaznaczył.
-No jaka? - Zapytałem prowokująco.
-OLŚNIEWAJĄCO mnie wkurzyłeś - Wyjaśnił w taki sposób, że nawet Leon by zrozumiał.
-Co ty draniu nie powiesz? - Wkurzyłem się.
-Ale nie po to cię tutaj ściągnąłem, chciałbym, abyś zobaczył moją OLŚNIEWAJĄCĄ prawdziwą magię! - Zmienił temat Harold.
-Muszę? - Zapytałem.
-Inaczej cię nie wypuszczę - Ogłosił. Na te słowa zacząłem gryźć się w rękę, pierdole to.
-Co ty robisz Joker? - Zapytał się zniesmaczony Harold.
-Wolę sobie odgryźć łapę niż oglądać twój gówniany występ - Powiedziałem dalej próbując zostać kaleką.
-Teraz to OLŚNIEWAJĄCO przesadziłeś. Jaki masz do mnie OLŚNIEWAJĄCY problem? - Zapytał czerwony od złości Harold.
-Wkurwiasz mnie już samym sposobem bycia. Na chuj dodajesz olśniewający w każdym zdaniu? - Zapytałem atakując rdzeń postaci Harolda.
-Rzeczywiście, niekiedy OLŚNIEWAJĄCO wkurzam tym ludzi - Przyznał Harold, dalej wkurzając tym mnie i czytelników - Jednakże wydaje mi się, że OLŚNIEWAJĄCO nie mówisz mi wszystkiego, czym cię jeszcze wkurzyłem?
-...Ty niczym, ale mam niesmak do magii. Powiedzmy, że ktoś z rodziny uznawał się za magika, a potem oszukał mnie i resztę rodziny na niezłą sumkę. Trzeba przyznać, że magię znikania miał w chuj dobrą - Wytłumaczyłem mu.
-OLŚNIEWAJĄCO rozumiem! Natrafiłeś na zwykłego oszusta, ale to nie powód, aby nienawidzić magii - Przekonywał mnie Harold.
-Wiem, ale...
-Żadnych, ale! Jokerze, pozwól, że opowiem ci historię pewnego chłopca. Na świecie żył pewien beznadziejny chłopczyk bez krzty bycia OLŚNIEWAJĄCYM, nienawidził świata i nie chciał w nim już żyć. Nie miał rodziny, przyjaciół oraz celu w życiu. Jego żywot był dosyć szarawy, ale to się zmieniło, kiedy zobaczył OLŚNIEWAJĄCY występ pewnego magika ulicznego. Ten mężczyzna wydawał mu się niesamowity! Wspaniały! OLŚNIEWAJĄCY! Do życia chłopca pierwszy raz zagościły kolory, a on zapragnął żyć jak prawdziwy magik. Na swojej drodze spotkał wielu magików, ale żaden z nich nie był tym pierwszym. To byli zwykli oszuści wykonujący tanie sztuczki lub po prostu naciągacze. Wtedy chłopiec zdecydował, że będzie lepszy od nich i zacznie uprawiać najprawdziwszą OLŚNIEWAJĄCĄ magię! Chłopiec spędził wiele czasu na doskonaleniu się, aż w końcu został najlepszym wśród magików, jednak nigdy nie spotkał swojego bohatera. Najprawdziwszego magika ze wszystkich. Jego magia dalej śni mu się po nocach będąc dalej tak OLŚNIEWAJĄCĄ niesamowita i prawdziwa.
-To oczywista aluzja do ciebie Haroldzie - Powiedziałem.
-Możliwe, oj OLŚNIEWAJĄCO możliwe - Powiedział Harold tak, że jest w tym ziarno wątpliwości.
-I co to miało mi przekazać? - Zapytałem.
-Ha! Udowodnię to przy mojej OLŚNIEWAJĄCEJ prawdziwej magii! - Wykrzyczał ten niereformowalny jełop.
-Niech ci będzie, pokaż co potrafisz - Zachęciłem go.
-Na taką OLŚNIEWAJĄCĄ odpowiedź liczyłem! - Ucieszył się, niby dorosły facet, a cieszy się jak dziecko, to głupie - Panie i panowie! Zaraz ja, niesamowity Harold Lucky pokaże wam prawdziwą magię. Mam zamiar zrzucić się w tą przepaść, państwo może wie po co? - Zapytał się.
-Aby się zabić? - Odpowiedziałem sarkastycznie.
-Nie! Pokaże wam moi drodzy państwo magię teleportacji! Zrzucę się w dół, a wrócę w to samo miejsca spadając od góry - Przedstawił swój plan Harold, moja odpowiedź nie była taka daleka od tego co on bredzi. Przecież ten debil się zabije.
-Jesteś głupi, przecież upadek z takiej wysokości cię zabiję - Uświadomiłem tego zjeba.
-Proszę przyglądać się uważnie! - Ignorował mnie, po czym opuścił się w dół.
-Harold czekaj! - Krzyknąłem do niego. No i skoczył, więc to, dlatego stał na barierce. Jasna cholera to na pewno go zabiło. Przecież to jest jakieś 4 lub 5 metrów. Szlag jest zbyt ciemno, aby sprawdzić czy coś z niego zostało. Ten debil naprawdę myślał, że uwierzę w magię? Czy po prostu chciał mieć wymówkę do samobójstwa? Raczej się tego nie dowiem, ale wiem za to jedną ważną rzecz. Nasze relacje zakończyły się w zły sposób. W końcu ten skurwysyn zakuł mnie w kajdanki i nawet nie dał klucza. Innymi słowy, Harold popełnił samobójstwo, a ja jestem blisko miejsce zbrodni skuty, powiedzenie, że to słabo wygląda jest niedopowiedzeniem.
-Joker OLŚNIEWAJĄCO uważaj na głowę! - Krzyknął ktoś nade mną.
-Co? - Odruchowo się odsunąłem, gdy ktoś wylądował na barierkach. Tym kimś jest Harold, który nie miał ani śladu od upadku.
-Hahaha! I co o tym myślisz Jokerze? Czy to nie było OLŚNIEWAJĄCE? - Powiedział Harold w taki sposób jakby miał się zesrać ze szczęścia.
-Czy ty złamałeś właśnie prawa fizyki i logiki? Co to za błąd w matrixie? - Pytałem.
-Magia OLŚNIEWAJĄCO chrzani reguły! - Powiedział wymijająco Harold.
-To mi na nic nie odpowiada! - Powiedziałem wściekły.
-Ważne jest to, że udało mi się wykonać swój OLŚNIEWAJĄCY pokaz, jak się po tym czujesz Jokerze? - Zapytał Harold jakby nigdy nic. To pytanie ma taki ton jakby zapytał się mnie, czy podobało mi się oglądanie jak wyciąga królika z kapelusza. Czy to tak wyglądają jego sztuczki?
-Tak szczerze, to nie mam bladego pojęcia co o tym myśleć - Przyznałem - Chyba jestem po prostu zdezorientowany.
-Nie takiej odpowiedzi oczekiwałem - Odparł trochę zasmucony Harold - Myślałem, że powiesz, iż mój występ był OLŚNIEWAJĄCY!
-W życiu tak nie powiem - Protestowałem.
-No to skaczę jeszcze raz - Zagroził mi.
-Najpierw mnie cwelu odkuj! - Krzyknąłem wściekły. Skacz sobie, ile tam chcesz, ale wypuść mnie już.
-A tak zapomniałem - Przyznał niechętnie, po czym mnie wypuścił.
-Tak właściwie to po co mnie naprawdę tu ściągnąłeś? Wątpię, żeby tylko pokazać magię - Dopytywałem, będąc podejrzliwym co do jego intencji.
-Nie, tylko po to - Odpowiedział od razu - Jak oglądaliśmy twoją OLŚNIEWAJĄCĄ grę z Agathą, to dziewczyny mówiły coś o odpowiedzialnych mężczyznach i padło wtedy moje imię, więc postanowiłem stamtąd zniknąć.
-Czyli mam rozumieć, że byłeś takim leniem, że wolałeś pokazywać mi niebezpieczną sztuczkę zamiast przydać się na coś komuś? - Podsumowałem go.
-Nie do końca tak bym to ujął, ale z grubsza masz rację - Przyznał mi racje.
-Nie będę tego komentował nawet - Powiedziałem będąc załamanym tym różowym gnojkiem.
-Lepiej nie.
-A teraz tak z innej beczki, rozumiem, że nasza gra była transmitowana - Dopytałem.
-Owszem! Nie widziałem końcówki, ale wiem, że OLŚNIEWAJĄCO wygrałeś. W końcu widać było twoją OLŚNIEWAJĄCĄ wolę walki - Chwalił mnie Harold.
-Po prostu nie chciałem przegrać, to wszystko - Uspokoiłem go. Nie ma sensu chwalić mnie za to.
-Mi się jednak wydaje, że to coś więcej - Drążył temat przyglądając mi się uważnie.
-To tylko twoja wyobraźnia - Uciąłem temat - W każdym razie, wątpię, żeby Harmony tylko oglądała grę, w której moja wolność jest na widelcu, co z nią? - Zapytałem się.
-Cóż, Harmony chciała OLŚNIEWAJĄCO wkroczyć do akcji i przerwać grę, ale Cyborg ją obezwładnił skuł łańcuchami - Wyjaśnił z głupkowatym uśmiechem Harold.
-Rozumiem, czyli wszyscy wiedzą o sojuszach? - Zapytałem się bezpośrednio.
-Owszem, nawet OLŚNIEWAJĄCY pomysł miałeś - Znowu mnie pochwalił Harold, czy on mi liże dupę?
-Dalej będę go realizował, będę sobie szedł, dzięki za występ, to była jedna z lepszych sztuczek jakie widziałem - Ja też go pochwaliłem, może teraz pozwoli mi sobie iść.
-Jokerze zaczekaj! - Zatrzymał mnie Harold.
-...Hm? - Spojrzałem na niego pytająco.
-Czy moja magia była dla ciebie OLŚNIEWAJĄCO prawdziwa? - Zapytał się.
-Jestem sceptykiem, więc ciężko mi powiedzieć. Wierzę w to co widzę, a nie widziałem całego przebiegu sztuczki. Mogłeś użyć jakiegoś triku - Odpowiedziałem nie dając mu jasnej odpowiedzi, jak kobieta.
-Boże! Jaki ty trudny jesteś do przekonania, pokaże ci więcej mojej OLŚNIEWAJĄCEJ prawdziwej magii w przyszłości! - Zagroził mi Harold. Obawiam się, że psychicznie tego nie wytrzymam.
-A rób co chcesz, cześć - Pożegnałem się z Panem OLŚNIEWAJĄCYM i poszedłem w swoją stronę, może przejdę się schodami do pokoju? I tak nie mam co robić, a skrzynka z wiadomościami świeci pustkami. W sumie w pokoju też nie miałbym co robić, więc czy to ważne? Jak dotarłem na piętro z pokojami, zobaczyłem obleśnego, młodego, zwyrodnialca nasłuchującego do jednego z pokoi dziewczyn. Tym gnojem był ten gówniarz Nown -Jesteś stalkerem, czy co? - Zapytałem
-Joker?! - Zdziwił się Nown, będąc wyraźnie zakłopotany - Co ty...!? Cicho bądź po mogą cię usłyszeć.
-Kto może mnie usłyszeć? - Zapytałem, mogę zmarnować na niego trochę czasu, czemu nie?
-Dziewczyny, większość z nich zamknęła się u Jessie i już od jakiegoś czasu nie wychodzą - Opowiedział mi o swoich rozterkach Nown machając łapami jak największy paranoik.
-I to jest powód, dla którego czyhasz pod drzwiami Jessie jak największy zwyrol i nasłuchujesz najmniejszych dźwięków? - Zapytałem orając go moją logiką, szach mat kurwo.
-Dobra, jak tak o tym mówisz to brzmi to źle, ale mam swoje powody - Tłumaczył się Nown, no nie będę już taki, ponabijam się z niego trochę, oczywiście jako dobry przyjaciel.
-Nastoletnie marzenia o kobiecie? - Zapytałem wyśmiewając go.
-Śmieszny jesteś, martwię się o Jessie - Powiedział nie wściekając się na mój żart. Zamiast złości, jego twarz pokazywała zmartwienie.
-A tak kumplujecie się, nie sądziłem, że taki zapatrzony w siebie gówniarz może się kimś przejmować kto nie jest nim - Powiedziałem trochę bardziej poważniej, akurat teraz mówię prawdę.
-Ach zamknij się, Jessie... Jest mi po prostu bliska i nie wyobrażaj sobie niewiadomo czego! - Krzyknął Nown z rumieńcem na twarzy, tsundere pierdolony.
-Musiałbyś to powiedzieć osobie, która nie miałaby cię w dupie - Powiedziałem olewając go. Miło wiedzieć, że ma w kimś innym zainteresowanie, ale trochę współczuję Jessie, że musi się z nim zadawać.
-Okrutnik! - Krzyknął załamując się, że nie dałem mu reakcji jakiej chciał, co za dzieciak.
-Czy nie powinieneś być ciszej jak chcesz, żeby cię nie usłyszały? - Zapytałem się wykazując przy okazji hipokryzje tego downa.
-Pokoje są dźwiękoszczelne, więc spokojnie - Uspokoił mnie z wyluzowaną miną.
-To czemu debilu, mnie uciszasz zasłaniając się tym, że mogą nas usłyszeć? - Zapytałem się wściekły, zaraz mu zajebie za to.
-Wkurza mnie twój irytujący głos, to tyle - Powiedział Nown krótko i na temat, dzisiejszy dzień źle się dla niego skończy.
-Jasna cholera, mam te same odczucia do ciebie, to niesamowite - Odpowiedziałem sarkastycznie.
-Bardzo zabawne, a tak przy okazji, dobrze pamiętam, że jesteś ociemniały, jeśli chodzi best company? - Zmienił temat Nown - Wytłumaczyć ci co nieco? - Zaproponował z zimnym spojrzeniem.
-Skąd ty nagle taki miły? To kolejna pułapka jaką zastawiliście na mnie z tym rudym śmieciem? - Dociekałem.
-Xander jest aktualnie na ważnym spotkaniu biznesowym, więc nie mam co robić. Zresztą, jeśli to byłaby pułapka nie powiedziałbym ci o niej od tak, serio jesteś głupi - Wyzywał mnie 17 letni banan.
-Czekaj, na jakim znowu spotkaniu? - Zapytałem
-Nieważne, ale zakładam, że skoro się mną zainteresowałeś to sam nie masz co robić czyż nie? - Zapytał.
-W sumie tak - Przyznałem zgodnie z prawdą.
-To chodźmy do mnie, lepiej udzielać wykładu silnie upośledzonym ludziom na siedząco niż stać na korytarzu - Powiedział Nown. Jeszcze jedno słowo i sprzedam mu kopa na łeb. Poszliśmy do pokoju tego kretyna. Jego pokój wyglądał na bardziej zadbany od mojego.
-Nieźle się tu urządziłeś - Przyznałem.
-Wiesz, czystość pozytywnie wpływa na nastawienie oraz poprawia jakość funkcjonowania, co dla kogoś pracującego przez umysł jest wręcz wskazane, aby utrzymywać porządek na zadowalającym poziomie - Wytłumaczył mi Nown siadając na łóżku.
-Gdzie mogę usiąść? - Zapytałem się.
-Ty? Siadaj na podłodze jak pies - Powiedział z pogardą, więc sprzedałem ojcowskiego kopa na łeb, temu małemu chamowi, który pozwala sobie na zdecydowanie za dużo.
-Zapytam raz jeszcze, gdzie mogę usiąść? - Zapytałem grzecznie.
-Ow! Moja głowa, dobra bierz krzesło, tylko nie bij mocniej - Powiedział przerażony demonstracją siły Nown.
-Tak właśnie skurwysynie myślałem - Powiedziałem z pogardą siadając na krześle niczym król na tronie.
-Ale muszę ci przyznać, że wysoko umiesz podnosić nogi i mocno kopiesz - Podlizywał się Nown.
-Już ty się nie podlizuj, mów co chciałeś powiedzieć - Powiedziałem z grobową miną, przeszywając go zimnym spojrzeniem.
-Co wiesz, o best company? - Zapytał się.
-Tylko to, że przydzielają tytuły "Najlepszych" i że są chujami, skoro mnie wydali Heartowi! - Krzyknąłem wściekły, chuj jeden wie nawet po co? Może myślałem, że to sprawi, iż poczuję się lepiej.
-Czyli niewiele, pozwól, że ci opowiem o historii tej szlachetnej instytucji - Ogłosił Nown, czyli niedługo zacznie przynudzać - Best company zostało założone ponad 100 lat temu przez Pana Martina Besta, on jest uważany za pierwszego "Najlepszego", ludzie nadali mu tytuł "Najlepszego Wizjonera".
-Co to za talent? - Zapytałem.
-Pan Martin został tak nazwany przez jego śmiałe plany odnośnie przyszłości świata. Pokładał wielkie plany odnośnie "Najlepszych" wierząc, że to oni zostaną przyszłością świata - Wytłumaczył Nown.
-Czyli był tym typem gościa, który zawierza innym i zgarnia za to chwałę? - Zapytałem wyjaśniając tego Besta.
-To nie tak, z tego co wiem o Panu Martinie, on był osobą, która zawsze wymyślała najlepsze pomysły i realizował je w najbardziej efektywny sposób. Best company jest spółką odkrywającą i zrzeszającą najwybitniejsze jednostki, tak aby świat mógł dalej się rozwijać - Tłumaczył mi Nown.
-W jakim celu? - Zapytałem.
-Pan Martin wierzył w nieskończony potencjał ludzkości - Powiedział z zachwytem Nown - Pan Martin był idealny.
-A ty to wiesz z? - Zapytałem, już wszystko wiem, więc wystarczy słuchania.
-W szkole się tego uczyłem na historii. To jedyna osoba poza mną, która mi zaimponowała - Powiedział dumnie.
-Rozumiem, to trochę żałosne, co nie? - Powiedziałem szyderczo.
-Coś ty powiedział? - Oburzył się Nown.
-Uważasz za idealny, obraz człowieka, którego nigdy nie poznałeś. Jaki był naprawdę? Tego nie wiesz, ponieważ znasz go z historii. A historia ma to do siebie, że jest fałszowana i zmieniana, tak, aby była bardziej korzystna - Powiedziałem to co myślę.
-Niezłe słowa jak na śmiecia - Odpyskował Nown używając swojego ulubionego argumentu.
-Mów sobie co chcesz, ale to nie zmienia jednego faktu, że jesteś słaby - Odbiłem piłeczkę w tej grze na przepychanki.
-Że co?! Ja słaby? - Zirytował się Nown, wściekając się coraz mocniej.
-Oraz gorszy ode mnie - Drążyłem swój atak na niego.
-Ty draniu! W jakim stopniu?! Co ty masz, czego ja nie mam?! Ja mam wszystko, a ty nie masz nic! Jesteś nikim Joker! - Krzyczał coraz głośniej Nown, to naprawdę żałosne.
-Gonisz za ideałem, prawda? - Zapytałem spokojnie.
-Słucham? - Zdziwił się Nown.
-Wyczytałem to z twojego stylu bycia. Uważasz się za najlepszego, ponieważ chcesz być idealny. Szukasz wzorów w tym co uważasz za idealne. Innymi słowy szukasz sposobu na stanie się ideałem, ale to strasznie debilne podejście. Jak dalej będziesz za nim gonił, to przestaniesz się rozwijać - Krytykowałem go.
-Co masz na myśli? - Zapytał zdezorientowany.
-Bycie idealnym oznacza, że osiągnęło się swój limit. Jedynie to co jest nie perfekcyjne może mieć nieskończony potencjał. Ten gość Martin pewnie osiągnął swój limit i dlatego uwierzył w przyszłość, co jest cholerną głupotą. Wiara w kogoś oznacza, że samemu było się za słabym, aby osiągnąć swój cel - Powiedziałem swoje zdanie.
-Chcesz mi powiedzieć, że ty marny śmieć uważasz się za lepszego od ideału zapisanego na kartach historii? - Zapytał się Nown pozornie spokojnie, ale widziałem jak kilkanaście żył wyszło mu na twarzy.
-Nie muszę mówić, powiedziałeś to za mnie - Powiedziałem krótko i pewnie.
-Ty draniu... - Powiedział ledwie słyszalnie Nown, a jego ryj zmienił się w pomidora od tej całej złości jaką w sobie trzymał.
-Hej, co to za spojrzenie? Mówię ci to dla twojego dobra. Ślepo podążasz za tym co niemożliwe starając się w procesie zmienić siebie, co doprowadzi cię to prawdziwej porażki. Jesteś jeszcze gówniarzem, więc łatwiej ci o zmianę - Poradziłem mu, tym razem nie szydzę z niego. Tym razem mówię mu to dla jego dobra.
-Wynocha! - Wybuch od złości Nown pokazując ręką na drzwi.
-Wedle życzenia paniczu, ale zanim to, mam dla ciebie ostatnią radę, nie wiesz zbytnio Heartowi, naprawdę źle skończysz - Poradziłem mu będąc do niego odwrócony plecami.
-Myślisz, że to on mnie wykorzysta? Dobre sobie! To ja wykorzystam go, aby zniszczyć śmieci takie jak ty! - Powiedział szyderczo, on naprawdę jest żałosny.
-Jasne, cokolwiek - Powiedziałem obojętnie, gówniarzem naprawdę łatwo manipulować, rozumiem czemu Heart się z nim zbratał. Wyszedłem z pokoju Nowna i znowu miałem problem, Agatha dalej nie napisała... A nie wróć, napisała "Król jest gotowy na audiencję"- Gdzie dokładnie? - Napisałem, a ona odpisała, że w pokoju rekreacyjnym.
Część 4 Koniec
Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia.

Komentarze
Prześlij komentarz