Zabójcza gra - Rozdział 1 część 5
Rozdział 1
Audiencja
Udałem się na pierwsze piętro. Przed wejściem do pokoju stali Leon i Agatha.
-Król jest w środku, załatwiałam wam prywatne spotkanie - Powiedziała Agatha wyglądając na wyraźnie zmęczoną, czy Leonidas jest, aż tak uparty?
-Spoko, ale co on tu robi? - Zapytałem wytykając palcem Leona.
-Jestem prywatnym ochroniarzem Króla - Powiedział patrząc na mnie z nienawiścią - Zgodziłem się nie być w pokoju, kiedy będziesz z nim gadał, ale mam zamiar stać przed wejściem w razie czego.
-Będziemy pilnować, aby nikt tu nie wchodził - Poinformowała mnie moja wspólniczka.
-Tylko niczego nie próbuj, karzełku - Ostrzegł mnie bojowy murzyn.
-O-Oczywiście - Straszny jest.
-Zanim wejdziesz jedna prośba, nie spieprz tego - Powiedziała Agatha - Nawet nie wiesz jak ciężko było namówić Króla na audiencję w cztery oczy.
-Wyluzuj, przekonam go moim urokiem osobistym - Powiedziałem wyciągając kciuka w górę, będąc pewnym swego.
-Właśnie dlatego mówię, żebyś tego nie spieprzył - Powiedziała zrezygnowana Agatha. Wszedłem bez komentarza do pokoju rekreacyjnego. Leonidas siedział przy barze i rozmawiał z Cyborgiem.
-Zakładam, że masz kilka kopii rozsianych w różnych miejscach w szpitalu, racja? - Powiedziałem do Cyborga.
-Zaiste, Panie Dark - Przytaknął mi.
-Witam cię, Jokerze - Przywitał się król - Słyszałem, że masz do mnie sprawę.
-Tak, co myślisz o-
-Zanim przyjedziemy do nudnych formalności, co powiesz na toast? - Zaproponował mi Leonidas nie dając mi dojść do słowa.
-Za co? - Zapytałem.
-Za wspaniałą grę, niestety całej nie widziałem, po musiałem wyjść, ale słyszałem, że wygrałeś - Powiedział Leonidas klepiąc mnie po ramieniu, to obrzydliwe - Jeśli to nie jest powód do świętowania, to nie mam bladego pojęcia co nim mogło być.
-Hm? Możliwe - Odpowiedziałem obojętnie.
-Dawaj, usiądź wygodnie i coś zamówimy - Powiedział klepiąc teraz miejsce koło siebie.
-Nie piję - Powiedziałem poważnie.
-Teraz to mnie zdziwiłeś, myślałem, że alkohol z hazardem idzie w parze - Zdziwił się Leonidas.
-Słaby stereotyp, nie piję, ponieważ wolę trzeźwo myśleć - Wytłumaczyłem.
-Godne szacunku, w takim razie co powiesz na szklankę soku? - Zaproponował.
-Niech będzie - Zgodziłem się, on wie jak przekonać człowieka.
-Cyborgu, poprosimy dwie szklanki soku jabłkowego - Zamówił u Cyborga.
-Wedle życzenia - Odparł Cyborg grzepiąc coś za ladą.
-W każdym razie, chciałem się ciebie zapytać, co sądzisz o-
-Co sądzisz o szpitalu Jokerze? - Zapytał się dalej nie dając mi dojść do słowa - Widzę, że znajdujesz sobie osobliwe rozrywki.
-W sensie chodzi ci o pokera? To było nieplanowane tak szczerze. Chociaż lepiej powiedzieć, że sytuacyjne - Powiedziałem wpatrując się w blat.
-Dziwi mnie fakt, że Xander potrafi być tak zawzięty co do ciebie. Chociaż w sumie nie mam prawa się wypowiadać, mimo wszystko znamy się ledwie kilka dni - Powiedział Leonidas łapiąc się za podbródek w zamyśleniu.
-Proszę nie mów o tym gnoju - Zażądałem trochę się irytując.
-...Widzę, że nie chcesz o tym gadać. W porządku.
-Strasznie równy z ciebie gość Leonidasie - Zauważyłem.
-To dlatego, że staram się dla moich poddanych - Powiedział.
-Czyli zrobiłeś sobie ze szpitala kolejne królestwo, co? Ciekawy wybór - Zauważyłem.
-Ha! Nawet zabawne - Przyznał z lekkim uśmiechem - Ale jakże błędne. Postanowiłem przejąć kontrolę, ponieważ uznałem, że tak trzeba. Przed trafieniem tutaj poznałem kilku "Najlepszych", więc spodziewałem się, że nasi przyjaciele będę ekscentryczni. Pierwszego dnia byli gotowi się pozabijać zanim jeszcze wprowadzono tamtą zasadę, więc ktoś musiał ich opanować
-I ty z poczucia obowiązku postanowiłeś dobrotliwie przejąć władzę? - Zapytałem retorycznie. Dobrzy ludzie nie istnieją.
-Wiem jak to brzmi, ale uwierz mi Jokerze, ja chcę jak najlepiej dla każdego w moim królestwie - Powiedział Leonidas patrząc mi się głęboko w oczy - Cyborg ci to nawet potwierdzi.
-Owszem, Pan King poddał się dobrowolnie i przyszedł do szpitala ressurectio z własnej woli - Potwierdził Cyborg robiąc jakieś dziwne sztuczki z shakerem. Z jakiegoś powodu żonglował siedemnastoma shakerami, na chuj to robi skoro my tylko zamówiliśmy dwie szklanki soku?
-Szaleni jesteście - Powiedziałem do obu.
-Czego się nie robi dla swoich Jokerze. Cyborg przybył z armią blisko 1500 kopii, bezproblemowo byśmy się nimi zajęli, ale to nie wojna, ja od nich stronię - Przyznał Leonidas.
-Czyli poddałeś się, aby uniknąć ofiar? - Powiedziałem, aby skrócić mu te jego monologi.
-Kim jest Król? - Zapytał się opierając głowę na dłoni - Osobą rządzącą państwem? Władzą absolutną? Egoistą szukającym więcej władzy? Nie, nie i nie! Król jest nadzieją dla swego ludu. Dobro mieszkańców dla każdego rządzącego powinno być najważniejsze. Królestwo zawsze można odbudować, jednak ludzie nie powrócą. Dla dobra moich poddanych zrobię wszystko - Odpowiedział sam sobie Leonidas - Właśnie dlatego nie przyłączę się do twojego sojuszu Jokerze, wybacz mi - Dodał po chwili zaskakując mnie.
-Ale czemu? - Zapytałem się.
-Przez to, że jestem królem. Moja rola została zaakceptowana przez resztę, więc poddanie się, aby służyć komuś innemu nie wchodzi w grę. Toż to byłaby zdrada względem tych, co we mnie uwierzyli - Tłumaczył mi swoją decyzję.
-Wystarczy, że dasz nam swoją ochronę, to wszystko - Powiedziałem.
-A ty co dasz mi w zamian? - Zapytał się.
-Słucham?
-To są negocjacje, z czym do mnie przyszedłeś? - Zapytał się raz jeszcze - Jak masz zamiar mnie przekonać, abym ci służył? Jeśli nie jesteś w stanie spełnić moich oczekiwań, to ja nie będę wstanie ci pomóc. Chcąc nie chcąc, ten świat działa na zasadzie coś za coś. Nie jestem dumny, że używam tej zasady, ale w tej sytuacji muszę.
-Przeciągnąłem Lise na moją stronę, więc jeśli chcesz leczenia musisz zapytać mnie - Powiedziałem chwytając się pierwszego lepszego pomysłu z głowy.
-Ten argument jest najgorszy jaki mogłeś użyć - Przyznał Leonidas ze zawiedzionym wyrazem twarzy - Lisa bardzo łatwo zmienia zdanie, wystarczy, że ją zapytam.
-Kurwa - Przekląłem.
-Zdaję sobie sprawę, że się boisz i chcesz tarcz, które cię ochronią, ale jeśli nie dasz nikomu nic w zamian to szybko cię zostawią i zostaniesz bezbronny - Powiedział Leonidas, on mnie przejrzał na wylot.
-... -Nie mogłem tego skomentować, ten mężczyzna jest nieugięty.
-Co ty na to, aby dołączyć do mnie? Ty i twoja grupa? - Zaproponował.
-Huh? - Zdziwiłem się.
-Ja nie mogę się do ciebie przyłączyć przez obowiązek względem mojej grupy, ale ty to inna historia. Chcesz Jokerze ochrony, którą mogę ci załatwić. Pod moimi rządami nikt nie ucierpi, przysięgam. Jednakże nie mam zamiaru uparcie dążyć do zjednoczenia grupy. Nikogo do niczego nie zmuszę, więc jedyne co mogę zrobić, to zapewnić bezpieczeństwo tym, którzy chcą. A jak jest z tobą? Boisz się, że umrzesz, prawda? Boisz się, że Xander wciągnie cię do gry, której nie wygrasz? Dołącz do mnie, a zapewnię ci taką ochronę, że Xander będzie mógł jedynie pomarzyć o skrzywdzeniu cię. Zaufaj mi Jokerze, proszę - Poprosił mnie.
-To zbyt kusząca propozycja - Przyznałem.
-To w porządku, istotą ludzką jest zachłanność - Powiedział z ciepłym uśmiechem - Nie znam cię za dobrze, ale twoje oczy przepełnia smutek i samotność, musiałeś cierpieć całe życie, czyż nie? Pomogę ci, jak i reszta, razem znajdziemy lek na twoją zranioną duszę - Dodał, on wie jak wjechać mi na psychikę, ale w jednym się myli...
-...Dziękuję Leonidasie, ale... Nie - Odmówiłem mu. W jednym się myli, ja nie jestem przekupny.
-Huh? - Zdziwił się.
-Ja po prostu nie mógłbym do ciebie dołączyć z paru powodów
-Oświeć mnie w takim razie, cóż to są za powody? - Zaciekawił się Leonidas.
-Można powiedzieć, że ja również jestem królem, ale swojego sojuszu. Wiem, że Lisa to Lisa, ale Harmony i Agatha zaufały mi i przyłączyły się do mnie.
-Od kiedy ciebie interesują inni ludzie? - Zapytał się - Uważałem cię za samotną wyspę.
-Z szacunku do nich nie mogę się do ciebie przyłączyć - Powiedziałem - Jesteśmy w dokładnie tej samej sytuacji, oboje nie możemy zdradzić zaufania tych, co w nas uwierzyli.
-Jednakże, ja to robię dla ludu, a ty dla własnego bezpieczeństwa - Zauważył różnice.
-I bardzo dobrze. Ja jestem tym kim jestem przez swoje przeżycia, a ty jesteś Królem, ponieważ cię wybrano, sam tego nie chciałeś, racja? Wszystko co robisz to dla kogoś. Mimo, że obaj uważamy się za władców, to zupełnie na innych warunkach. Ty zbudowałeś swoje królestwo na roli jaką odgrywasz, a ja swoje na szacunku i postępach - Teraz ja zauważyłem różnice. Poza tym, nie mógłbym znieść myśli, że komuś podlegam.
-Co chcesz przez to powiedzieć? - Zapytał wprost.
-Nie mogę uwierzyć w kogoś, kto nie ma własnego ego. Jestem największym śmieciem jaki chodzi po tej ziemi, ale nawet odpady mają swoją dumę i honor. Ja w swoim życiu chcę jedynie być sobą, a przede wszystkim przeżyć - Odpowiedziałem mu.
-Czyli twierdzisz, że nie robię niczego dla siebie, tak? - Upewnił się.
-A mogę odnieść inne wrażenie, jak pierdolisz o poczuciu obowiązku? - Powiedziałem bezpośrednio.
-...Hahaha! - Leonidas zareagował głośnym śmiechem - Lepiej tego bym nie ujął. Masz w zupełności rację, jestem królem, ponieważ tak chciał mój lud. Zostałem królem i tutaj, ponieważ poczułem, że na końcu i tak zostałbym wybrany do przewodzenia grupą. Osobą, która zniewoliła mój naród był mój własny ojciec. Przez obalenie władzy chciałem odpokutować za jego grzechy. Wydawało mi się w porządku zostanie władcą, aby naprawić to co on zepsuł. Nie przejmowałem się, że to nie moja decyzja.
-Ale gdzie w tym jesteś ty? Czy ty kiedyś byłeś wolny? - Zapytałem.
-Czy jakikolwiek król jest wolny? - Odpowiedział pytaniem na pytanie - Szczerze wątpię. Jestem związany z moim królestwem. Jestem odpowiedzialny za nie, moich poddanych oraz muszę je poprowadzić do świetlanej przyszłości. Będę królem, aż do mojej śmierci.
-A ja będę sobą do samego końca - Odparłem, a następnie dodałem - Powiedziałeś, że mam smutne oczy, ale ty nie jesteś lepszy.
-Co mogę ci powiedzieć? W takim razie oboje jesteśmy smutnymi duszami, co chcą zaznać spokoju - Skomentował Leonidas ze sztucznym uśmiechem, ma ten sam uśmiech jak ja.
-Jakbyś chciał zaznać spokoju, to byś znalazł jakieś rozwiązanie - Zauważyłem.
-Fakt... - Przyznał z uśmiechem, ale nie tym sztucznym co przed chwilą. Teraz to był szczery, smutny i taki melancholijny uśmiech, aż sam się przygnębiłem.
-Podsumowując... - Zacząłem niezręcznie.
-A tak - Powiedział nagle jakby dopiero sobie przypomniał o czym rozmawialiśmy - Nie dogadamy się. Żaden z nas nie chce ustąpić przez wzgląd na swoich ludzi lub własne ego.
-Co zamierzasz? - Zapytałem się - Są dwie grupy, które tobie nie podlegają.
-Jesteście wy, sojusz Xandera oraz pojedyncze jednostki, które mogą być kłopotliwe. Przyznam, że zadbanie o bezpieczeństwo będzie problematyczne - Powiedział z obolałym wyrazem twarzy.
-Ja nie mam zamiaru nikomu robić krzywdy - Powiedziałem, warto zaznaczyć, że niczego nie obiecuję.
-Wiem to, wyrządzanie krzywd nie brzmi jak ty - Powiedział Leonidas, gdyby mnie zobaczył z klamką, to by pomyślał inaczej - W każdym razie, ja nie mam zamiaru nikomu przeszkadzać ani rozkazywać, moim obowiązkiem jest dbanie o to królestwo. W miarę możliwości chciałbym jednak, abyś dalej otwierał się na innych
-Zapomnij, to brzmi jak ból - Powiedziałem.
-Ale mimo wszystko zaczynasz pomału się otwierać na innych - Zauważył Leonidas.
-Idę sobie - Powiedziałem krótko.
-Wypij przynajmniej soczek - Powiedział Leonidas podając mi szklankę.
-Daj go Leonowi, wygląda na takiego co lubi takie rzeczy - Wyszedłem z pokoju rekreacyjnego.
-I jak? - Zapytała Agatha.
-Znajdźmy Harmony i Lise, opowiem wam o wszystkim - Powiedziałem do Agathy ze zmarnowaną miną. Po zebraniu Harmony i Lisy spotkaliśmy się w moim pokoju - Cieszę się, że wszyscy tu jesteście. Chciałbym was powitać na pierwszym spotkaniu naszego sojuszu.
-Również cieszę się, że znowu się widzimy Jokuś, tylko co tu robią te dwie? - Powiedziała Harmony patrząc się morderczym wzrokiem na Lise i Agathe.
-Spokojnie Harmony, od teraz jesteśmy współpracowniczkami, spróbujmy się dogadać - Powiedziała Agatha z uśmiechem wyciągając rękę do Harmony na znak pokoju.
-... - Harmony nie odpowiedziała na gest.
-Małymi krokami - Powiedziałem - Nie musimy się lubić.
-Dlaczego Pan Joker zebrał właśnie nas? - Zapytała Lisa.
-Z mojej dogłębnej analizy – I mojego instynktu samozachowawczego, dodałem w myślach - Doszedłem do wniosku, że macie cechy, które będę mi potrzebne do przetrwania tutaj, jesteście ze mną?
-Tak jest! - Powiedziała ślepo i bez zastanowienia Harmony, to było szybkie.
-Skoro taka jest Pana prośba, to dobrze - Powiedziała Lisa.
-Zgodziłam się tobie służyć Jokerze, więc masz moje pełne wsparcie - Powiedziała Agatha.
-Dziękuje wam drogie Panie - Dziękuje za to jakie jesteście łatwe. Na szczęście zostały mi takie pionki, które mają albo u mnie dług albo są łatwowierne. Ja i Heart jesteśmy jak ogień i woda, ale w jednym się zgadzamy, dla celu zrobimy wszystko - W każdym razie, musimy omówić strategię. Obecnie w szpitalu są trzy grupy, nasz sojusz, czyli Ja, Harmony, Lisa i Agatha - Powiedziałem przeglądając nasze profile.
-Grupa Króla, czyli Leonidas, Leon, Harold, Axel, Crimson, Ann, Claire oraz Jessie - Powiedziała Harmony.
-Jessie jest niewiadomą tutaj - Wtrąciła Agatha - Ponieważ jest jeszcze grupa Xandera, czyli nasz rudy diabełek i Al. Ta dwójka zna się sprzed trafienia tutaj, więc jest szansa, że będą trzymać się razem.
-Pani Agatho, myśli Pani, że Pani Jessie mogłaby być w sojuszu z Panem Xanderem?
-Jessie jest dosyć nieogarnięta - Zauważyłem - Może nawet nie wiedzieć, że jest z kimś w sojuszu.
-Jak się zachowywała, gdy byłaś u niej w pokoju Harmony? - Zapytała Agatha.
-Dała nam do czytania jakieś jej fantasy, a tak to siedziała cicho i słuchała naszej rozmowy -Powiedziała Harmony.
-A propos, o czym tyle gadałyście? - Zapytałem.
-Babskie sprawy, kobiece tajemnice Jokuś - Powiedziała Harmony z rumieńcem.
-To o czym gadały nie jest problemem Joker, ważne jest co innego - Powiedziała Agatha – Dalej zostają nam dwie niewiadome.
-Racja, Calm Blade oraz Maria Layer - Powiedziałem patrząc na ich profile – Harmony, co wiesz o Calmie? Wydaje się, że znacie się.
-Bardziej powiedziałabym, że pamiętamy o sobie - Sprostowała Harmony – Calm prywatnie pracuje jako łowca nagród, raz starliśmy się w Kolumbii parę lat temu.
-Kolumbii? - Zapytała Agatha.
-Ja tam byłam po drodze, a Calm szukał swojego celu, który chciałam zabić, więc wystąpił, że tak powiem konflikt interesów.
-I jak się to skończyło? - Zapytałem.
-Calm zniszczył całe miasto w 10 minut próbując mnie zabić, cudem przeżyłam, blizny mam do teraz.
-A Calm ucierpiał wtedy? - Zapytała Agatha.
-Skaleczyłam mu jedną rękę.
-Tylko tyle? - Zdziwiła się Lisa.
-Aż tyle - Poprawiła Agatha – Calm jest w stanie walczyć z całymi armiami, więc to niesamowite, że nie dość, iż Harmony przeżyła starcie z Calmem, to jeszcze zdołała go zranić.
-Dobrze, ale co to oznacza? - Zapytała Lisa.
-To oznacza, że zawieranie z nim sojuszu jest praktycznie niemożliwe - Powiedziałem.
-Też to zauważyłeś Jokerze? - Zauważyła z szacunkiem Agatha.
-Calm nie wydaje się typem człowieka, który mógłby z kimś współpracować, prędzej zabiłby swoich kolegów jakby przeszkadzali. Dodatkowo, jego siła pozwala mu samemu przetrwać, więc on sam nie musi zawierać sojuszy. Innymi słowy można go uznać za samotną wyspę - Wytłumaczyłem.
-Calma mamy w takim razie z głowy, ale co z tą kobietą Marią? - Zapytała się Harmony.
-Pani Maria to największa zagadka wśród nas na ten moment - Zauważyła Lisa – Nie ma o niej za wiele danych w profilach oraz ciężko określić o czym myśli.
-Sama jej nie rozumiem tak szczerze, mimo że trochę z nią gadałam - Powiedziała Agatha – Jednakże mogę powiedzieć, że jest tobą zainteresowana Jokerze - Dodała Agatha na co Harmony spiorunowała ją wzrokiem – Spokojnie młoda, nie o takie zainteresowanie mi chodziło.
-O czym wy gadacie? - Zapytałem zdezorientowany.
-Nieważne - Powiedziała Harmony.
-W każdym razie, dwa razy Maria cię testowała Jokerze, czemu?
-Chuja wiem, nie znam jej.
-Jak każdy tutaj - Dodała Lisa.
-Z dobrych wieści to powiedziała, że nie wchodzi w sojusze - Powiedziałem.
-Ale to może być kłamstwo, w końcu jest “Najlepszą Oszustką” - Zauważyła Agatha.
-Myślę, że lepiej będzie, jak przestaniemy o tym myśleć od razu - Zaproponowała Lisa – Rozboli nas tylko głowa, a nigdzie nie dojdziemy.
-To do jakiego wniosku doszliśmy? - Zapytała Harmony.
-Odpowiedź jest prosta, musimy być gotowi - Powiedziałem - Nie licząc niebezpiecznych ludzi oraz Cyborga tutaj mamy też inny problem, ludzkie pragnienie wyjścia. Prędzej czy później dojdzie do morderstwa i nie możemy udawać, że jest inaczej. Dlatego musimy trzymać gardę. Na razie to tyle, jutro pomyślimy co dalej. Teraz idźcie, chcę odpocząć.
-Nie idziesz na kolacje? - Zapytała Agatha.
-Nie jestem głodny - Powiedziałem.
-Panie Jokerze, co ja Panu mówi-
-Do jutra Jokuś - Powiedziała Harmony blokując twarz Lisy i wyciągając ją z mojego pokoju zostawiając mnie samego.
-Cholera, dawno tyle nie gadałem - Powiedziałem do siebie drapiąc się po gardle. Dobrze, że dziewczyny nie mają jakichś oczekiwań do mnie, przynajmniej o tyle dobrze. Jednakże dalej mogą mnie zdradzić, więc muszę być ostrożny, o Harmony raczej nie muszę się martwić, ale co z tymi dwiema? Agatha zgodziła się przez umowę, a Lisa to Lisa, muszę dalej uważać. W najgorszym przypadku karzę Harmony je zabić. Co prawda, nie wiem jak dokładnie polega odkrycie “sprawcy”, ale to będzie bez znaczenia, jeżeli nie ja zabiję. Jeśli Harmony nie będzie mi potrzebna lub zacznie być zbyt irytująca to będę musiał ją poświęcić. Dla własnego przetrwania zrobię wszystko co potrzebne, nie dam się zabić w takim miejscu. Spojrzałem na telefon, zbliża się 20 – Cholera, co tu robić przez tyle czasu? - Zapytałem siebie.
-Proponuję sen proszę Pana - Powiedział Cyborg pojawiając się niespodziewanie.
-Możesz przestać się do mnie włamywać? - Zapytałem - Nie czuję się bezpiecznie, kiedy tak robisz.
-A jakbym zapukał to otworzyłby mi Pan? - Zapytał.
-Pojebany? - Odpowiedziałem kulturalnie.
-No właśnie, moje włamania są uzasadnione zwykłą pracą, czas na leki Panie Dark.
-Wezmę, jak sobie pójdziesz, więc spadaj.
-Nie tym razem, dostał Pan nowe leki według zaleceń Pani Healt.
-Jak to? - Zdziwiłem się.
-Proszę nie mieć mi tego za złe - Powiedział Cyborg wbijając mi igły, które wyrosły mu z ręki w dupę.
-Ty skur...! - Nie dokończyłem, ponieważ wszystko w chwilę zrobiło się ciemne. Po chwili poczułem jak coś znowu wbija mi się w dupę, co mnie od razu obudziło - Ty skurwysynie! - Powiedziałem to czego wczoraj nie mogłem.
-Dzień dobry Panie Dark - Przywitał się Cyborg.
-Jakie kurwa dobry? - Zapytałem się.
-Przespał Pan całą noc, gratuluję - Powiedział Cyborg.
-Coś ty mi wstrzyknął? - Zapytałem.
-Środek usypiający połączony z Pana lekami, moja nowa receptura - Pochwalił się Cyborg.
-Czyli to nawet nie jest testowane?
-Jest, na Panu - Powiedział Cyborg “uspokajając” mnie.
-Jakie są skutki uboczne?
-Nie wiem.
-Czy przeżyję?
-Nie wiem.
-Czy to zemsta za wczoraj?
-Zdecydowanie tak - Przytaknął Cyborg, robo-diabeł. Ja w ramach zemsty zaatakuje mu drzewo genealogiczne, tylko muszę znaleźć jakiś toster.
-Pierdol się - Pokazałem w odpowiedzi środkowy palec.
-Przyjął Pan leki, więc proszę się odświeżyć na śniadanie, w przypadku sprzeciwu porażę Pana prądem, 10000 voltów brzmi dobrze?
-Przynajmniej wyjdź, daj mi jakieś 10 minut.
-Dobrze – Cyborg wreszcie sobie poszedł. Jebaniec traktuje mnie jak jakiegoś psa za zwykłe wyzywanie go. Mam nadzieje, że w śniadaniu będą jakieś cytryny, spróbuję zrobić tak, że drań zardzewieje. Umyłem się i ubrałem w to samo co wczoraj. Gdy wyszedłem to o dziwo nie było Harmony, która by na mnie czekała, co jest trochę dziwne. Myślałem, że będzie mnie męczyć już od rana. Nie wiem czemu, ale mam złe przeczucia. Poszedłem z Cyborgiem do windy, gdy nagle powiedział coś dziwnego - Proszę na siebie uważać Panie Dark.
-O czym ty gadasz? - Zapytałem.
-Proszę wiedzieć, że jako opiekun nie mogę ingerować w cokolwiek co ma tutaj miejsce, więc jestem marnym obserwatorem. Innymi słowy mogę coś zdziałać dopiero, gdy zasady są naruszone.
-Dziwny jesteś, coś ma się dzisiaj wydarzyć? - Dopytywałem coraz bardziej niespokojny.
-Niedługo Pan zobaczy – Wyszliśmy z windy i udaliśmy się do stołówki, gdy rozejrzałem się po pomieszczeniu nie znalazłem Harmony. Usiadłem koło Agathy i Lisy.
-Widziałyście Harmony? - Zapytałem.
-Nie - Powiedziała krótko Agatha - Myślałam, że będzie z tobą.
-Może po prostu zaspała? - Powiedziała logicznie Lisa.
-Racja, nie ma co się -
-Uważaj! - Krzyknęła Agatha odciągając mnie z linii strzału, ktoś czymś rzucił, tym pociskiem była zakrwawiona Harmony, a atakujący Calm.
-H-Harmony! - Krzyknąłem zaskoczony.
-Żyję, nie martw się, przeszkadzałaby tylko - Powiedział Calm patrząc na mnie z zaciekawieniem.
-Czego chcesz? - Zapytałem.
-Muszę przyznać, że jestem pod wrażeniem. Nie sądziłem, że taki robak może być tak wartościowy - Powiedział Calm przyglądając mi się uważnie.
-Co ty gadasz?
-Generalnie dobiliśmy targu - Wtrącił się nagle Heart – Za 20% z twojego długu Calm da mi twoją głowę na tacy.
-Postaram się to zrobić szybko - Powiedział Calm biorąc czarne ostrze do rąk.
Część 5 Koniec
Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia.

Komentarze
Prześlij komentarz