Zabójcza gra - Rozdział 1 część 6


Rozdział 1 

Decyzja 

    Czemu mnie to zawsze spotyka? Jak nie jeden problem to drugi. Spędziłem tu tylko parę dni, a już jestem wykończony, to chore. Teraz raz jeszcze ryzykuję życiem, ponieważ ten rudy śmieć nie chce dać mi spokoju. Jednak tym razem jest inaczej. Serio jestem w dupie i nie wiem, czy jest z tego jakakolwiek droga ucieczki. Harmony jest nieprzytomna, a moim oprawcą jest Calm, czyli to będzie mój koniec? Umrę przez marionetkę Hearta?

-Nie martw się robaku, załatwię to szybko i bezboleśnie - Powiedział Calm przymierzając się do cięcia, odruchowo zamknąłem oczy, jednak koniec nie nastąpił. Gdy otworzyłem oczy zobaczyłem swojego czarnego anioła stróża, Leon blokował ostrze Calma gołą ręką. 

-Calm, to złe, przestań! - Ryknął Leon na Calma. 

-Najpierw puść mój miecz - Zażądał Calm, przecież on mnie znowu zaatakuje jak Leon to zrobi, ale przecież on nie jest takim debilem, racja? 

-Brzmi uczciwie - Powiedział Leon puszczając miecz Calma. 

-Debil! - Krzyknąłem. Calm w jednej chwili przeszedł za Leona, aby mnie dorwać, jednak ten wielkolud mu nie pozwolił znów blokując jego atak. 

-Co za osobliwe ciało - Przyznał Calm - Szkoda, że to nie ty jesteś moim celem! - Krzyknął Calm atakując mieczem Leona na co ten odleciał przebijając się przez ścianę stołówki. Calm przymierzał się od razu do kolejnego ataku, aż nagle on się wtrącił. 

-Spokojnie Calm, co się tak śpieszysz? - Włączył się nagle Heart. 

-Czego chcesz? Miałem go zabić, więc co się wtrącasz? - Zapytał się chłodno Calm. 

-Tak, ale jako twój pracodawca mogę wydawać ci rozkazy czyż- Heart nie zdążył dokończyć, ponieważ Calm w jednej chwili go znokautował czubkiem rękojeści. 

-Widzicie to? - Zapytał się Calm – To właśnie jest różnica między słabymi, a silnymi. Silni mogą robić co chcą przez ich potęgę, a słabi mają się im kłaniać. Ten szczur mówił, że może mi rozkazywać tylko dlatego, iż mnie zatrudnił, głupiec i nic więcej. Zapamiętajcie sobie, słabi nie mają prawa rządzić silniejszymi od siebie, ten świat to dżungla, a w niej zwyciężają najsilniejsi. 

-P-Po co to mówisz? - Zapytałem drżącym głosem. 

-Po prostu - Odpowiedział krótko - Zawsze mam takie refleksje, kiedy robię zamierzanie w większych miejscach. Ludzie zamiast uciekać lub pomóc swemu bliźniemu obserwują w strachu. Nie oceniam, ponieważ taka jest natura słabych, niby wiedziałem, a jednak łudziłem się. Myślałem, że “Najlepsi” będą się jakoś wyróżniać, a tu takie rozczarowanie, więc jestem najlepszym wśród “Najlepszych”? Mało satysfakcjonujące, ale co poradzić? Znikaj robaku - Powiedział Calm pchając ostrze ku mnie, ale coś mnie przyciągnęło do tyłu. To był Leon, który miał ranę na klatce piersiowej. 

-Dawno nie widziałem swojej krwi, jesteś potworem - Powiedział Leon do Calma. 

-Co ty nie powiesz? - Odparł Calm atakując teraz Leona zamiast mnie. Leon zablokował cios ręką, ale został zraniony. 

-Kur...! - Przeklął z bólu czarny olbrzym. Wskoczyłem mu na barana. Ciało tego potwora jest na tyle twarde, że bezpieczniej będzie chować się za nim niż kręcić się w pobliżu.  

-Ale ty wiesz, że on chcę mnie? Spadaj, to nie ma z tobą nic wspólnego - Spróbuję tego, po czymś takim na pewno będzie chciał mnie chronić jeszcze bardziej, w końcu jest debilem. 

-Zapomnij, moja duma jako ochroniarza by ucierpiała gdybym cię zostawił na śmierć. Obiecuję, że nie dam ci umrzeć, nawet za cenę własnego życia - Obiecał Leon, skończony idiota. 

-Napra- Lewo! - Krzyknąłem przestraszony. Ledwo uniknęliśmy czystego dźgnięcia, ale Leon trochę oberwał znowu. Cholera, jak tak dalej pójdzie to się wykrwawi, a bez niego zginę. Myśl Joker, nawet Calm powinien mieć słaby punkt, na przykład... - Jak daleko umiesz skakać? - Zapytałem. 

-5 metrów, a co? - Zapytał się Leon. 

-Od teraz odskakuj tak daleko jak tylko potrafisz i trzymaj się od niego z daleka - Powiedziałem mu – Nie zadawaj pytań i rób co mówię. 

Leon zaczął robić to co mówię, dzięki temu kilka dobrych minut spędziliśmy na unikaniu Calma, który nie mógł nas trafić. Z tego co wiem, to Calm Blade zawsze szybko kończy swoje pojedynki, co daje nam promyk nadziei. Jeśli Calm polega jedynie na swoim talencie i szybkości, to może kondycyjnie jest słaby. Jego miecz widocznie swoje waży, a macha nim jakby to był jakiś patyk. Jednakże nie ma czegoś takiego jak nieskończona wytrzymałość, jeśli Leon wytrzyma, a Calm opadnie z sił, to może uda się go obezwładnić. 

-Dobra, już rozumiem - Powiedział nagle Calm – Wiecie, że ta tchórzowska taktyka nic nie zdziała? 

-Jaka taktyka? - Zapytał się tępo Leon. On serio nie zauważył? 

-Tchórzowska czy nie, to bez znaczenia - Powiedziałem z pewnym uśmiechem - Jeśli nas nie trafisz, to będziesz tylko tracił siły. Innymi słowy przegrasz - Wyjaśniłem Calmowi swoje rozumowanie. Długość jego miecza oraz zasięg rąk wynoszą na oko jakieś 4 metry, nie ma szans, aby nas celnie trafił. 

-Pft - Prychnął śmiechem Calm – I wy myślicie, że coś takiego jak zasięg rąk ma znaczenie? 

-Słucham? - Zapytałem, o co mu chodzi? 

-Widzicie ten miecz? - Zapytał retorycznie Calm wyciągając swój czarny miecz ku nam – Bazą mojego oręża jest miecz Ronalda Durendala, nazywany również francuskim excaliburem. 

-O czym ty gadasz?! - Wściekł się Leon. Coś nadchodzi, czuję to. 

-Ten miecz był najostrzejszym mieczem w historii. Jednakże ząb czasu zrobił swoje, gdy go znalazłem, ale przekułem go przy użyciu obsydianu, przez tę fuzję powstał najpotężniejszy na świecie czarny miecz! Ten miecz przetnie wszystko, nawet powietrze! - Krzyknął Calm machając mieczem z impetem w ziemię. Podłoga pod nami zaczęła się rozpadać, a my spadać w przepaść, mam cię. 

-Uważaj! - Krzyknął Leon osłaniając mnie swoim ciałem. Cholera, spadliśmy na parter. Po chwili doskoczył do nas Calm – Co mam robić Joker? 

-I co wy na to? - Zapytał się z wyższością Calm. 

-... - Milczałem.

-Joker?! Co ci Joker?! Uszkodziłeś się?! 

-Ten robak po prostu wie, że to już koniec dla was obu - Skomentował Calm – Z tymi ranami i po takim upadku, już nie możesz skakać prawda? Już mi nie uciekniecie. Ten robak wie, że bez ciebie nie ujdzie stąd z życiem. Właśnie dlatego już pogodził się ze swoim marnym losem, jakieś ostatnie słowa? 

-...Tylko dwa, słuchaj uważnie! - Krzyknąłem z triumfem. 

-Złamanie zasady 5, Calm Blade zostanie ukarany za atak na opiekuna pacjentów: Cyborga. Przygotowanie procedury kary aktywowane - Zawiadomiło ogłoszenie. 

    Nie docenił mnie. Po tym co usłyszałem od Harmony, spodziewałem się, że powinien potrafić niszczyć obiekty z dużej odległości. Właśnie dlatego kierowałem Leona i Calma w jeden punkt. Spadliśmy z Leonem centralnie na recepcję niszcząc Cyborga. Co prawda nie miałem pewności kto z nas będzie za to ukarany, ale musiałem zaryzykować. Jakim byłbym hazardzistą gdybym bał się małego ryzyka, które zresztą się opłaciło. Teraz na Calma ruszają dziesiątki kopii Cyborga oraz mierzy do niego cała artyleria jaka tu jest. Nie masz szans Calm, to moje zwycięstwo! 

-...Żałosne - Powiedział obojętnie Calm machając swoim mieczem tak żywiołowo, że aż nie byłem w stanie nadążyć za nim wzrokiem. Jednakże jednego byłem pewny, że to nie człowiek. Calm w ten sposób niszczył coraz więcej kopii Cyborga oraz niszczył ściany parteru z dużej odległości, aby pozbyć się całego arsenału, który mu zagrażał, ale to chyba złe określenie. Cała ta broń po prostu by mu przeszkadzała, ponieważ w kilka krótkich chwil pozbył się jej całej pozostawiając jedynie zniszczenie wokół siebie – Macie coś jeszcze? - Zapytał się ziewając, na co Leon odpowiedział rzucając w jego stronę duży kawałek gruzu, który został jednym ruchem przecięty przez Calma. 

-Miecz - Powiedziałem nagle w przypływie olśnienia. 

-Huh? - Zdziwił się Leon. 

-Musimy mu zabrać miecz, inaczej on nas tu posieka - Wytłumaczyłem na szybko Leonowi. Chuj w to czy stracimy jakieś kończyny próbując. Ujście z życiem to będzie największy sukces w walce z tym jebanym potworem. 

-Da się załatwić - Powiedział Leon dalej rzucając gruzem, który Calm od niechcenia ciał na mniejsze kawałki. Dobra okazja, pobiegłem do Calma, wytrącę mu ten kawał żelastwa nawet jeśli to miałaby być ostatnia rzecz w moim życiu. Gdy Calm się zdał sobie sprawę z mojej obecności Leon już był po drugiej stronie. Może zaatakować jednego albo drugiego, jeden z nas oberwie, ale Calm straci miecz. 

-Nie lekceważcie mnie - Powiedział szybko, a jego miecz kliknął, po czym przepołowił się pionowo. Z dwoma mieczami Calm naszą dwójkę obezwładnił i wyrzucił na parę metrów bez większych problemów - Styl dwóch mieczy, nie tak potężny, ale szybszy. Teraz serio mnie wkurzyliście, jak się nazywacie? 

-Leon Shield! - Wykrzyczał bez myślenia Leon. 

-A ty robaku? Jak się nazywasz? 

-...Jestem zwycięzcą - Powiedziałem również bezmyślnie rzucając się na niego. Calm w odpowiedzi machnął mieczem przede mną, a ja poczułem, że nie mam czym oddychać. Padłem na kolana próbując złapać oddech. 

-Jestem w stanie przeciąć wszystko, więc powietrze to nie problem - Powiedział Calm odcinając rękę Leona, kiedy próbował zajść go od tyłu. Na szczęście Leon wytrącił mu jeden z mieczy. Ja próbowałem dobrać się do drugiego, ale Calm poderżnął mi paznokciami gardło, jednak nie trafił w tętnice, a rana jest płytka. Jebać to, spierdalam sam. 

-Joker! - Krzyknął Leon próbując do mnie doskoczyć, ale Calm się wtrącił. 

-Jeszcze z tobą nie skończyłem! 

-Wystarczy! - Krzyknął Leonidas co zdekoncentrowało Calma na moment. Co on tu w ogóle robi? Leon w tym momencie zniszczył miecz, który zamienił się w odłamki, a ja w tym czasie zacząłem dźgać już i tak mocno naruszone drzwi pancerne. Ostrze wchodzi jak w masło, więc może się wydostanę. Jedną ręką dźgałem drzwi, a drugą hamowałem krwawienie. Nie umrę tutaj. Nie mam zamiaru tracić życia przez Hearta! Po paru sekundach zrobiła się dziura, z której zaczęła wylatywać ziemia, o kurwa. Zacząłem uciekać tak szybko jak mogłem, czyli słabo, od wyjścia. Nagle drzwi pancerne runęły a parter zaczął się zasypywać ziemią. 

Otworzyłem oczy i szybko złapałem się za gardło... Ja żyję. 

-Obudził się Pan - Przywitał mnie Cyborg. 

-C-czego? - Zapytałem chrapliwym głosem. Czuję się jakby ktoś mi do gardła wsadził papier ścierny. Rozejrzałem się wokoło, byłem w przychodni. 

-Miło słyszeć, że nic Panu nie jest - Powiedział sarkastycznie Cyborg. 

-C-co się stało? 

-Prawda o szpitalu ressurectio została odkryta szybciej niż zamierzano - Powiedział zawiedziony Cyborg - Już opowiedziałem o tym reszcie pacjentów, więc Panu też wytłumaczę obecną sytuacje. Szpital ressurectio znajduje się w rzeczywistości pod ziemią. 

-Więc o co chodziło z tymi drzwiami i bronią? 

-Były na pokaz, mój pracodawca chciał dać wam, pacjentom bodziec do zabójstwa. Drzwi miały za zadanie sprawiać wrażenie, że nie da się ich zniszczyć. Jednakże nikt nie przypuszczał, że Pan Blade będzie, aż takim zagrożeniem. 

-Szczególnie, że nie mógł walczyć na całego - Dodałem. 

-Więc Pan się zorientował? 

-To było oczywiste, skoro jesteśmy w budynku z kilkoma piętrami. Calm musiał się ograniczać, aby cały budynek go nie zmiażdżył. Ja i Leon przeżyliśmy tylko i wyłącznie dlatego, że mieliśmy dużo szczęścia. Gdybyśmy byli na otwartym terenie, to Calm by nas zabił bez problemów. 

-Proszę tak o tym nie myśleć Panie Dark. Jedyne co ma teraz znaczenie jest fakt, że Pan przeżył - Pocieszył mnie Cyborg. 

-A co z resztą? - Zapytałem. 

-Pani Crime szybko wróciła do zdrowia, jej rany były niegroźne, z Panem Heartem również jest okej. 

-Szkoda - Przyznałem będąc głęboko zawiedziony. 

-...Gorzej jest z Panem Shieldem.

-Co z nim?

-Pan Shield stracił rękę, połamał kilka żeber, ale najgorsze były rany cięte. Skóra Pana Shielda była tak twarda, że musiałem ją zszywać odłamkami z miecza Pana Blade’a oraz żelaznymi linkami. 

-A co się stało z Calmem? 

-Obecnie Pan Blade jest zamknięty w izolatce na innym piętrze. Jednak nie stawiał oporu, a wręcz przeciwnie, zgodził się na to natychmiastowo. Widocznie utrata swojego miecza była dla niego dużym ciosem. Mam nadzieję, że już nie będzie zagrożeniem dla innych pacjentów. 

-Nie powiedziałbym - Powiedziałem pod nosem. On nawet bez tego miecza był niebezpieczny. Rana na moim gardle to potwierdza. 

-Przy okazji kazał coś Panu przekazać. 

-Co? 

-Tylko jedno słowo, “przegrałem” - Powiedział Cyborg, dlaczego czuję dreszcz po usłyszeniu tego? - W każdym razie martwi mnie tylko jedna rzecz. 

-To znaczy? 

-Kiedy sprzątałem parter i zbierałem odłamki miecza Pana Blade’a nie mogłem znaleźć kawałka ostrza. Kamery w tamtym miejscu były zniszczone, więc nie wiadomo co się z nim stało. 

-A czemu musisz to mówić osobie, która ma cię w dupie? 

-Panie Dark, spał Pan trzy dni, Pana ciało było całe poobijane i ledwo uszedł Pan z życiem, a zachowuje się Pan jak przyrodzenie, to niesamowite. 

-Ile kurwa? Trzy dni? Pierdolę to gówno, jakim cudem, więcej czasu przespałem niż byłem przytomny, odkąd tutaj jestem? 

-W pewnym sensie jest to niesamowite. 

-Zamknij ryj puszko. Coś się działo w międzyczasie? 

-Nic konkretnego. Na czas odbudowy parteru i pierwszego piętra wstrzymaliśmy wszystkie aktywności tam się znajdujące. Kazałem pacjentom zostać w pokojach. Wizyty u psychologa również zostały zawieszone, więc Po Panu Nownie nikt nie był. 

-Rozumiem - Aż zapomniałem, że jest tutaj takie miejsce jak psycholog. 

-W każdym razie niedługo będzie Pan mógł wrócić do pokoju, więc proszę odpoczywać. 

-Tak jest, dzięki za troskę w ogóle. 

-To moje zadanie, więc proszę - Powiedział Cyborg wychodząc następnie z pokoju. 

    To kolejny raz, kiedy prawie zginąłem, niby już się przyzwyczaiłem, że ludzie chcą mojej śmierci, ale tym razem było inaczej. Czułem się bezradny wobec Calma. Poczułem się tak samo żałośnie jak 8 lat temu. Jednak są plusy tej sytuacji, między innymi uświadomiłem sobie, że na tym świecie są prawdziwe potwory. Dodatkowo potyczka z Calmem pomogła mi podjąć kluczową decyzję, zbyt długo byłem pasywny. Nie mogę dłużej zasłaniać się innymi, jeśli chcę przetrwać, to jedynie o własnych siłach. Czas na mój ruch. Jedynym sposobem na ucieczkę będzie podjęcie się największego zakładu do tej pory. Muszę kogoś zabić. 

Część 6 Koniec 

Od twórcy: Jeśli się podobało zachęcam do udostępnienia. 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Rozdział 1 część 1

Rozdział 1 część 4

Postacie